» Recenzje » The New Weird - antologia

The New Weird - antologia


wersja do druku
Autor: Redakcja: Ewa 'senmara' Haferkorn, Michał 'M.S.' Smętek

The New Weird - antologia
Podczas gdy Polacy wciąż zachwycają się Lemem i Ursulą LeGuin, za oceanem i w Anglii kwitnie nowy gatunek, łączący w sobie wszystko co w fantastyce najlepsze – akcję, oryginalny świat i odrobinę dreszczyku. Termin New Weird, bo o tym gatunku mowa, pojawił się wkrótce po wydaniu Dworca Perdido Chiny Mievilla, a jemu samemu przypisuje się stworzenie tej nazwy. Zaraz potem rozpętała się dyskusja, czy warto dawać się szufladkować, skoro z założenia gatunek ten ma być poza wszelkimi podziałami. Mieville szybko porzucił debatę na forum publicznym, ale pisarze oraz wydawcy zauważyli, że samo hasło "New Weird" przyciąga czytelników, którzy nigdy wcześniej nie czytali fantastyki i jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się książki z tym podpisem.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Ze względu na to zainteresowanie powstała antologia The New Weird pod redakcją Ann (wydawcy magazynu Weird Tales) i Jeffa VanderMeerów. Nie jest to jednak zbiór opowiadań, do jakiego przywykłam czytając polskie wydania tego rodzaju. Ze względu na specyfikę gatunku oraz świeżość terminu, nie da się jednoznacznie określić mnóstwa dotyczących go kwestii, więc antologia składa się z kilku części, które mają w pewien sposób pomóc czytelnikowi zorientować się, czym tak naprawdę jest New Weird. Jest to akademickie i bardzo profesjonalne opracowanie literackie wraz z przykładami w postaci świetnie wyselekcjonowanych i uporządkowanych opowiadań. W zbiorze zamieszczono także dyskusję o tym gatunku, jaka wywiązała się na forum publicznym, opinie kilku pisarzy uprawiających New Weird oraz pięciu europejskich krytyków literatury fantastycznej.

Autorem wstępu jest Jeff VanderMeer, znany anglojęzycznym czytelnikom z redakcji cenionej serii antologii Leviathan, która jako pierwsza zawierała opowiadania łączące elementy literatury głównonutrowej z fantastyką. VanderMeer w dużym skrócie przedstawia genezę ukucia terminu New Weird i charakteryzuje gatunek na tyle, na ile jest to możliwe, wskazując na jego właściwie nieograniczone możliwości rozwoju.

Dwie kolejne części The New Weird to opowiadania. Pierwsza, zatytułowana Stimuli, obejmuje sześć utworów; są to teksty zarówno o estetyce na granicy jawy oraz snu, jak i takie, których akcja toczy się w świecie mniej więcej realistycznym. Wszystkie mają jedną wspólną cechę – autorzy kontemplują w nich sens ludzkiego życia i śmierci. Bardzo często zauważa się wyraźną fascynację różnymi gatunkami horroru i tendencję New Weird do szczegółowych opisów anatomicznych. Wyjątkiem jest najstarsze, opublikowane po raz pierwszy 24 lata temu Crossing into Cambodia.Wszystkie te opowiadania to także najwcześniejsze teksty New Weird, publikowane pomiędzy rokiem 1979 (Moorcock) a 1997 (Ligotti).

The Luck in the Head jest historią poety, Ardwicka Croma, uwikłanego w spisek mający na celu obalenie przywódczyni miasta Uroconium, Mammy Volley. Senne wizje artysty o ofiarnym baranku, powoli stają się rzeczywistością, kiedy zostaje on wbrew swej woli uwikłany w zabójczy spisek. Barwny, wysmakowany język, jakim posługuje się Harrison, pozwala na stopniowanie poczucia zagrożenia. Opowiadanie oprócz dużego ładunku emocjonalnego zawiera sporo elementów wykorzystywanych w New Weird – horror, fascynacja kulturą wschodnią i ezoteryką oraz elementy kultu ciała i bólu. The Luck in the Head jest tak podobne do stylu Mievilla, że aż trudno uwierzyć, że zostało opublikowane w 1984 roku, w jednej z części cyklu Viroconium, który nomen omen jest przewidziany w planach wydawniczych Wydawnictwa Mag na jesień bieżącego roku.

Podobny klimat zainspirował Simona D. Inga do napisania The Braining of Mother Lumprey będącego hybrydą powieści detektywistycznej, fantasy i horroru. Jednak w tym opowiadaniu mamy do czynienia z językiem bardziej potocznym, mniej wysublimowanym. Podstawowym elementem, który wyróżnia ten tekst, jest sposób potraktowania magii jako dziedziny nauki ścisłej. Głównym bohaterem jest czeladnik czarodzieja, Ashura, którego mistrz przeprowadza zakazane eksperymenty. Młodzieniec, wiedziony przeczuciem, a potem obowiązkiem ocalenia znanego mu świata i ukochanej kobiety, podejmuje się rozwikłania zagadki tajemniczej przypadłości, dotykającej wszystkie ciężarne kobiety w mieście. Dodam tylko jeszcze, że oprócz odmiennego niż zazwyczaj podejścia do magii, Ing ciekawie przedstawia także dzieciństwo i kwestię męskiej płodności.

A Soft Voice Whispers Nothing przypomina do złudzenia stare powieści gotyckie. Poznajemy tu mężczyznę, który jako mały chłopiec nasłuchał się w malignie opowieści swojego lekarza. Mimo że sam niewiele z owych opowiadań pamięta, pewnego dnia trafia do miasteczka, w którym ma miejsce dziwny pochód i wydaje mu się ono z jakiegoś powodu znajome. Z okna wynajętego pokoju obserwuje nie tylko dziwaczną procesję, ale i znajomego mu wisielca. Koncepcja tekstu zasadza się na długich opisach, w których Ligotti używa dystyngowanego języka, co do złudzenia przypomina styl opowiadań Edgara Allana Poe.

Natomiast Crossing into Cambodia to opowiadanie zainspirowane historią. Głównym bohaterem jest łącznik-tłumacz podróżujący przez kambodżańskie lasy z oddziałem Rosjan i Kozaków. Żołnierze mają za zadanie dołączyć do posiłków, ale okazuje się, że tak naprawdę pędzą ku niechybnej śmierci od wybuchu bomby atomowej. To mocno inspirowane postapokaliptycznymi wizjami opowiadanie wyróżnia się na tle innych nie tylko najstarszą datą publikacji, ale i brakiem elementów, które charakteryzują pozostałe utwory. Przede wszystkim, mimo dobrze budowanego napięcia, tekst ma niewiele wspólnego z horrorem, bowiem zastosowane opisy ran i tortur są charakterystyczne bardziej dla kryminału, język jest potoczny, opisy raczej techniczne, zaś akcja dzieje się nie w mieście, a w dżungli.

Drugim opowiadaniem, które również toczy się na – powiedzmy – bezludziu, jest In the Hills, the Cities. Dwójka głównych bohaterów to kochankowie, którzy wybrali się na wycieczkę po Jugosławii. Tam stają się świadkami spaceru pewnej niesamowitej istoty – olbrzyma złożonego z tysięcy osób. Jest ona żywym uosobieniem Popolaca, miasta, które konkuruje z sąsiadującym Pudujevem i wygrywa w konkursie organizowanym raz na dekadę, polegającym na stworzeniu największego olbrzyma. Jest to pewna metafora wojny jako rytuału przeprowadzanego co jakiś czas z powodów, których nikt już nie pamięta. Tu spieszę z informacją, że Pudujevo istnieje naprawdę i jest jednym z miast, w których dokonano egzekucji albańskich cywili podczas wojny w Kosowie. Opowiadanie zachwyca tak pomysłem, jak i wykonaniem, toteż przyznaję, że według mnie jest to najlepszy tekst w całym zbiorze.

The Neglected Garden jest nieco podobne do dwóch poprzednich nie tylko ze względu na mniej więcej realistyczną rzeczywistość, ale także niezobowiązujący, potoczny język. Tekst ten można by nazwać historią o nieszczęśliwej miłości. Dwójkę głównych bohaterów poznajemy w chwili, kiedy mężczyzna próbuje rozstać się ze swoją kochanką. Jednak okazuje się, że toksyczna miłość bywa bardzo uparta i bardzo żarłoczna. Opowiadanie trochę się ciągnie, ale jest na swój sposób trochę kingowskie – ukazuje proces podejmowania trudnej decyzji i fatalne skutki jego odkładania na później.

Druga część opowiadań to Evidence, w której znajdują się teksty powstałe w latach 1997 – 2008. Część z nich charakteryzuje się hermetycznym środowiskiem akcji. W innych motywem przewodnim jest poszukiwanie, wręcz pościg za czymś. Jednak wszystkie łączy nowoczesność formy i w przeciwieństwie do poprzedniej części, ich zakończenia są w przeważającej większości optymistyczne lub dają choćby cień nadziei na happy end.

Część rozpoczyna świetne opowiadanie Jack Chiny Mievilla, które nawiązuje do jednego z mitów miejskich Nowego Crobuzon – Jacka Półpacierza, czyli Prze-tworzonego Robin Hooda. Styl Mievilla w oryginale jest jeszcze bardziej porywający niż w tłumaczeniu, opisy soczystsze, natomiast historia znacznie lepiej opowiedziana. Jack to opowieść pewnego oprawcy o tym, jak dorwał człowieka, który zdradził Jacka Półpacierza. Opowieść jest stylizowana na barową pogawędkę przy kuflu piwa, z kolei całość jest lekka i językowo trochę chandelrowska. Nawet jeżeli doczekamy się kiedyś tłumaczenia, to polecam to opowiadanie w oryginale.

Immolation jest tekstem, który wydaje się wyłamywać z optymistycznego trendu Evidence. To opowieść o klonie, Magnesium Jonesie, który sprzeciwił się swoim pracodawcom, a w czasie spektakularnej ucieczki z fabryki - będącej zarówno jego domem, więzieniem, jak i miejscem pracy - zabił dwóch ludzi, po czym zaszył się w kryjówce. Poznajemy go w momencie, kiedy przyjmuje zlecenie na morderstwo za duże pieniądze. Jednak robota to przykrywka, zaś nasz bohater, pomimo że wykona zadanie, zapłaci za nie najwyższą cenę. Jego walka o życie do samego końca może mieć jednak pozytywny wpływ na dalsze istnienie klonów i politykę wobec nich. Jeffrey Thomas stworzył bardzo realistycznego bohatera, którego trudno nie polubić. Magnesium Jones jest autentyczny, trochę naiwny, szczery jak dziecko i przede wszystkim – na wskroś dobry. Nawet popełnione przez niego morderstwo może doprowadzić do lepszego traktowania klonów przez ludzi. Język powieści jest bardzo przystępny, zaś kolejne kartki przewraca się z zapartym tchem. Thomas zdecydowanie celuje w tworzeniu świetnych charakterów, również tych drugoplanowych.

The Lizard of Ooze to z kolei opowiadanie w konwencji fantasy. Tak jak i w Immolation, mamy tu do czynienia ze spiskiem i hermetyczną społecznością. Tym razem autor prowadzi czytelnika do miasta Ooze, w którym ludzie oddają cześć gigantycznemu jaszczurowi. Główny bohater, Shadow, to strażnik pilnujący spokoju w mieście. Podczas przesłuchania heretyka, człowieka z innego miasta, dowiaduje się o informacjach, które mogą być użyteczne do zidentyfikowania spisku przeciwko Ooze. Jednak gdy razem z aresztowanym staje przed obliczem jaszczura, okazuje się, iż jeniec jest tak naprawdę zamachowcem i Shadow musi stawić mu czoła w przerażającej paszczy gargantuicznego gada. Nie będę zdradzać zakończenia, dodam tylko, że autor był nominowany wielokrotnie do nagrody Hugo i World Fantasy a po tym opowiadaniu widać dlaczego.

Watson’s Boy było dla mnie ciężką próbą i zmuszałam się, żeby je skończyć. Historia z pozoru jest intrygująca. Bohater, Brey, mieszka razem z ojcem i matką w miejscu składającym się z samych korytarzy. Po obu stronach "mieszkania" znajdują się drzwi, a między nimi – klucze. Matka chłopca cały czas leży pozawijana w bandaże, które mają chronić ją przed żarłocznymi gryzoniami, z którymi obsesyjnie walczy ojciec. Z czasem chłopiec, który zostaje zbieraczem kluczy, również nabawia się obsesji na punkcie szczurów i gdy natrafia na rzekome ślady gryzoni, zaczyna z nimi walczyć. Jego lęk i frustracja niepokoją zaborczego ojca. W końcu, kiedy szaleństwo Breya osiąga zenit, ojciec przywiązuje go do łóżka, żeby odzyskać nad chłopcem kontrolę. Opowiadania nie ratuje nawet precyzyjnie podkręcane tempo i atmosfera jak z filmów braci Quay. Stylizacja języka na toporny i prostacki wyszła chyba przekonywająco i tekst jest według mnie po prostu śmiertelnie nudny.

Zachwyciłam się natomiast The Art of Dying K. J. Bishop. To opowiadanie ma pozornie prostą, przewidywalną fabułę, ale zarówno zakończenie, jak i zwroty akcji zaskoczyły mnie co najmniej kilka razy. Bohaterką opowiadania jest Mona Skye, poetka i były szermierz (duellist), która postanawia zakończyć swoje życie. Robi to, odmawiając przyjmowania niezbędnych jej do normalnego życia leków. Monę poznajemy, kiedy powoli pogrąża się w błogim stanie w palarni opium z dwójką jej najbliższych przyjaciół przy boku – kochanka Vali i starego druha Gwynna. Do kompanii dołącza młodziutki reporter, Siegfried, mający nadzieję na soczysty reportaż z ostatnich dni, a może i godzin życia słynnej artystki. W opowiadaniu niezwykle ciekawy jest zarówno prosty, ale błyskotliwy styl Bishop, jak i jej talent do snucia opowieści oraz tworzenia nagłych zwrotów akcji. To opowiadanie jest zdecydowanie jedną z perełek tego zbioru.

Kolejnym, o wiele dłuższym tekstem, który bardzo mi się spodobał, był At Separata. Również i tutaj fabuła jest dość prosta – Palace Reparata jest miejscem zbudowanym przez Ingesa, wnuka pirata posiadającego niezliczone dobra. Dwór pałacu jest urządzony w dość ciekawy sposób, każdy bezdomny lub ubogi jest tam mile widziany, a jego talenty są szybko wykorzystywane na potrzeby pałacu. Były rabuś zostaje więc biskupem, szaleniec z rozdwojeniem jaźni – filozofem, była ladacznica jest hrabiną Frouch (potoczne określenie na rude owłosienie łonowe), natomiast tytułowy bohater – Flam (czyli Bujda) – nosi dumny tytuł High and Might of Next Week i zajmuje się między innymi łapaniem nietoperzy do królewskiego ogrodu. Kiedy umiera piękna królowa Josette, król powoli traci chęć do życia. Flam i hrabina Frouch decydują się na sprowadzenie znachora, który ma pomóc królowi powrócić do zdrowia. Znachor, niezwykle barwna postać, faktycznie stawia króla na nogi swoją dziwaczną kuracją, która polega na wpuszczeniu robaka do królewskiego ucha i wylania z niego tajemniczej białej cieczy.
Pozornie wszystko wraca do normy, jednak wkrótce okazuje się, jak względnymi pojęciami są „zdrowie” i „szczęście” At Reparata można odczytać jako swojego rodzaju alegorię odzyskanego sensu życia lub trwania z żałobą po bliskiej osobie. Najbardziej charakterystyczne są oczywiście zabawne imiona i nazwy, ale podobał mi się również lekki język opisów, naturalność bohaterów oraz zręcznie skomponowane dialogi.

Letters from Tainaron Leenny Krohn to z kolei dość ciekawy fragment mini powieści Tainaron. Autorka zdecydowała się na opowieść w stylu lovecraftowskim. Jej dzieło to swojego rodzaju pamiętnik, w którym nasz bohater, gość w tytułowym Tainaronie, opisuje odwiedziny w miejscowym zakładzie pogrzebowym i poznaje tajemnicę pochówku swoich oślizgłych gospodarzy. Pomysł jest bardzo oryginalny, więc nie będę zdradzać zakończenia, bo jest istną wisienką na torcie. Gwoli informacji - Leenna Krohn jest Finką i autorką nie tylko opowiadań, ale również bajek dla dzieci, a w swojej twórczości często porusza problemy społeczne. Robi to również w Tainaronie, z niezwykłym taktem, pomysłowo i w świetnym stylu.

The Ride of Gabbleratchet (w USA opublikowany jako Dangerous Offspring), jest z kolei trochę monotonną opowieścią o ucieczce między różnymi wymiarami przed tytułowym Gabbleratchet (gaduła, papla), który powoli opanowuje wszystkie znane światy, pozbawiając stabilnej formy bytu wszystkie żyjące stworzenia. Tytułowy bohater próbuje uciec przed nim za pomocą Vermiform (Robakokształtnego), czyli pewnego rodzaju robaczej zbiorowej inteligencji, która przenosi go między wymiarami i ostrzega przed atakami Gabbleratcheta. Jedynym interesującym mnie momentem były tak naprawdę świetne opisy harcującego Gabbleratheta. Skakanie z jednego wymyślnego świata do drugiego jakoś nie zrobiło na mnie wrażenia. Myślę jednak, że wielu osobom spodoba się to opowiadanie, choćby dzięki obrazowym opisom.

The Gutter Sees the Light that Neper Shines jest mocno inspirowane kinem w stylu Tarantino, mimo że autor skorzystał z konwencji fantasy. Pokrótce można to opowiadanie streścić jako polowanie dwóch pogrążonych w żałobie Sióstr na potwora o wdzięcznym imieniu Gutter (rynsztok, wnętrzności lub nędza). Siostry mszczą się na Gutter za śmierć jednej z nich i wcielają w życie przemyślny plan pokonania go jego własną bronią. Tekst charakteryzuje się przede wszystkim dosadnością, zarówno jeżeli chodzi o nazwy własne, opisy, jak i język, którym posługują się bohaterowie. Przyznaję, że opowiadanie Renniego nie przypadło mi do gustu, ale będzie w sam raz dla miłośników mocnego cyberpunku.

Kolejna część antologii, Symposium, to zbiór esejów i opinii na temat rozwoju New Weird. Na początek przytoczono historyczną już dyskusję na stronie Kathryn Kramer. Chętnych do zapoznania się z historią terminu, zapraszam do lektury w Internecie, a ja napiszę tylko pokrótce, że chodziło o sens tworzenia terminu i przylepiania autorom etykietki New Weird. Po tym wstępie zamieszczono trzy eseje napisane kolejno przez Michaela Cisco (znany z niedostępnych po polsku powieści The Divinity Student czy The Tyrant), Darję Malcom-Clark (początkującą pisarkę, nominowaną do the British Science Fiction Association Award na najlepsze opowiadanie 2007 za Beacon) oraz K.J. Bishop. Wszyscy oni prezentują swój pogląd na to, czym jest lub nie jest New Weird oraz jaki sens ma tworzenie terminu w sytuacji, kiedy kierunek literacki ciągle się rozwija.

Europejskie kierunki rozwoju oraz trendy w New Weird zaprezentowano dzięki ciekawym opiniom znawców literatury, starając się w ten sposób zrównoważyć anglosaski punkt widzenia tego gatunku. Wypowiadają się redaktor i pisarz Martin Sust (Czechy) oraz Michael Haulica (Rumunia), redaktor i tłumacz Cannes Riffel (Niemcy), redaktor i krytyk Jukka Halme (Finlandia) oraz Konrad Walewski, redaktor i tłumacz, znany przede wszystkim z Kroków w nieznane.

Ostatnia i najciekawsza część antologii to Laboratory, gdzie siedmiu autorów pisze wspólnie powieść w stylu New Weird. Do współpracy poproszono Paula Di Filippo (jego opowiadanie Nocą w telewizyjnym mieście ukazało się w Krokach w nieznane), Cat Rambo (wydaje od 1990 roku, autorka wielu opowiadań i książek w stylu urban fantasy), Sarah Monette (pisarka z doktoratem z literatury angielskiej, publikuje od 2003 roku), Daniela Abrahama (publikuje od 1996, nominowany do Nebuli 2004 za Flat Diane), zaś jego Shadow In Summer jest przewidziany w planach wydawniczych Maga na lato bieżącego roku), Felix Gilman (prawnik i początkujący pisarz, jego powieść z Thunderer jest w planach wydawniczych Maga na pierwszą połowę przyszłego roku), Hal Duncan oraz Conrad Williams (publikuje od kilkunastu lat, jego specjalność to horror). Historia, którą opowiadają ci pisarze, jest szablonową opowieścią o pewnym zamachu terrorystycznym w dużym mieście podczas ogromnego święta. Po kolei poznajemy losy niedoszłego zamachowca, zaatakowanego przez sforę psów zainfekowanych inteligentnymi symbiontami, kobietę, która ratuje mu życie, kapłana czekającego na wykonawcę aktu terrorystycznego, policjanta i kilku drugoplanowych osób, których spostrzeżenia dają pełny obraz na nadchodzącej katastrofy.

Czas więc na podsumowanie – dla kogo? Dla wszystkich, którzy fascynują się nowymi trendami w fantastyce, dla tych, którzy nie boją się sięgnąć po coś nowego i – niestety - dla tych, którzy chcą czytać po angielsku. Bo jak na razie The New Weird jest dostępne tylko w oryginale i to na Amazon lub w empiku. A czy warto wydać na nią ponad 40 zł i czekać około trzech tygodni? Jak najbardziej. Miedzy innymi dlatego, że jakość merytoryczna wydania wyprzedza o lata świetlne to, co się u nas dziś publikuje. Miłej zabawy!
10.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 4
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: The New Weird
Autor: antologia
Wydawca: Tachyon Publications
Data wydania: 1 lutego 2008
Liczba stron: 414
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9781892391551
Cena: $13.46

Komentarze


malakh
   
Ocena:
0
Narobiłaś mi smaku;p Przez ciebie lista książek, które MUSZĘ mieć się rozrasta. A te 40,99zł to cena z empiku, czy z Amazonu (a jeżeli z Amazon, to czy uwzględnia przesyłkę?)
31-05-2008 14:46
~Garm

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
W brytyjskim Amazonie ta antologia kosztuje niespełna 30 PLN, plus oczywiście wysyłka (nie wiem, ile - zawsze zamawiam większe dostawy i koszty wysyłki miewam bardzo różne zależnie od tego, co tam napakuję).

Świetna recenzja!
31-05-2008 15:00
senmara
   
Ocena:
0
To cena z empiku na dzień dzisiejszy :) Przesyłkę odbierasz we wskazanym salonie. Kilka tygodni temu kupiłam tą książkę za 35 zł, czyli zależy to chyba od stawki dolara
31-05-2008 15:50
~Malkav

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Przydługawa ta recenzja i nudnawa trochę. Mimo to przydała się, bo wcześniej nie wiedziałem od której strony ugryźć new weird.
31-05-2008 18:06
senmara
   
Ocena:
0
To, ze recenzja jest tak długa, to po trosze moja wina, bo namawiałam na to Teaver :) New Weird wywołuje sporo dyskusji, np. u nas na forum, a książka porusza wiele kwestii.
Dużo osób nie wie, od której strony "ugryźć" NW, więc rozszerzenie recenzji o dodatkowe elementy wydało się pożądane.
31-05-2008 19:51
~Antavos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Recenzja niezła, zachęciła do sprowadzenia książki, ale mam zastrzeżenia.

Pierwsze: nie ma takiej książki jak Voroconium, jest Viriconium.

Drugie: Książka nie trafi do Polski w tym roku (chyba, że MAG zmieni decyzję, z czego będę się cieszył), ale dopiero w następnym. W tym roku z Uczty wyobraźni mamy jedynie Wattsa.

Trzecie: Abraham zaś zniknął z planów wydawniczych na ten rok i pojawi się w następnym (zainteresowani mogą natomiast zarejestrować się na stronie wydawnictwa Tor i dostać książkę za free, w oryginale)

Pzdr,
31-05-2008 22:01
assarhadon
   
Ocena:
0
Długa....ale konkretna. Mam rozumieć, że cechami New Weird są: akcja, oryginalny świat i odrobina dreszczyku? Tylko tyle? Też mi gatunek....u nas się nie przyjmie:) chociaż Dukaj robi to już od jakiegoś czasu.
01-06-2008 08:14
~Garm

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Właśnie problemem jest definicja New Weird - patrz wątek na forum Poltera. Mam nadzieję, że jak poczytam nie-będące-fikcją elementy tej antologii, to będę lepiej przygotowany do dyskusji na ten temat ;-)
01-06-2008 12:13
JoAnna
   
Ocena:
0
Jest różnica między recenzją, a streszczeniem czy opisem towaru. Po co opisywać każde opowiadanie?
Ale ja się, jak zwykle, czepiam.
I polecam pozachwycanie się Le Guin - pani nadal daje radę.
01-06-2008 17:46
teaver
    Dla tych, co uważają że przydługie -
Ocena:
0
Po pierwsze - dzięki za wszystkie komentarze. :D

Po drugie - jak w temacie, moje ogólne wrażenia z lektury są takie: to jest świeże, różnorodne i bardzo insirujące; u nas się to faktycznie może nie sprzedać, Walewski zreszta nie pozostawia złudzeń w swoim komentarzu pisząc, że polski rynek wydawniczy jest bardzo specyficzny.

@Jo, wychowałam się na Le Guin, mnie nie trzeba do niej przekonywać. :) Tak samo jak do Tolkiena, Lema, Zajdla, Wolskiego, Doyla, Christie, Chandlera, etc. Ale ile mozna czytać starocie i wznowienia? Człowiek potrzebuje świeżego powietrza i świeżej literatury. Poza tym, to jest coś czego od wielu lat szukałam. To coś w stylu "Maski" Lema albo "Metamorfozy" Kafki, ale napisane w naszych czasach, z nastawieniem współczesnego pisarza i w świetle współczesnych problemów społecznych. To jest "teraz". :) Nie prześpijcie tego, bo będziecie żałować.
01-06-2008 21:45
JoAnna
   
Ocena:
0
Wiem - jeno ja dorzuciłabym tam "zachwycają się Lemem i Le Guin jako nowatorskimi" i byłoby cacy.

Natomiast rzeczywiście - ostatnio łatwiej u nas o polskich reprezentantów New Weird, niż o godziwy kontakt z tym, co się dzieje na Zachodzie tudzież Wschodzie, że o Południu i Północy nie wspomnę. Ja, na przykład, życzyłabym sobie wreszcie fantastyki feministycznej, bo człowiek ma wrażenie, że tylko faceci potrafią pisać. I tak dalej...
02-06-2008 12:00
MadMill
   
Ocena:
0
Strasznie długaśna ta recenzja wyszła. Ciekawi mnie ile osób przeczyta tą reckę dla samej recenzji, bo myślę, że najwięcej będzie takich co produktem zainteresowani są od początku,a recenzja tylko będzie dla nich uzupełnieniem, bo przy takim rozwlekłym tekście raczej osób, które pierwszy raz o zbiorze tym słyszą nawet czytać się recenzji nie będzie chciało.

I się zgadzam z Jo - jak ja dawno Cię nie widziałem ;) - Le Guin daje radę. ;) Tylko gdzie ten feminizm u pani Urszulki to nie wiem, ale nikt nie jest doskonały, mogę być ślepy na te prawdy zawarte w jej książkach. ;P
03-06-2008 07:54
~Garm

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ja wcześniej nie słyszałem o tym zbiorze i właśnie ta recenzja skłoniła mnie do zakupu.
03-06-2008 11:44
teaver
   
Ocena:
0
@~Garm - cieszę się, że mogłam pomóc. :)
03-06-2008 13:25
~aykan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Fajna recka. Naprawdę. Dzięki. Dowiedziałem się, że istnieje ciekawe wydawnictwo, które obejmuje cały nurt, jakim jest New Weird. Kupię na pewno, bo jestem fanem Mieville'a i Forda oraz nowych "Kroków w nieznane". A propos "Kroków..." po festiwalu w Nidzicy (nie byłem, słyszałem tylko) doszła mnie smutna wieść, że Walewski zrezygnował z redakcji kolejnych tomów. Czy to pewne? Szkoda by było. Facet na każdym kroku (!) pokazuje, że zna się na fantastyce jak mało kto (widać to na przykład w jego recenzji powieści Crowleya z NF 7/08 - dawno nie czytałem tak świetnej merytorycznie krytyki w NF:). Czemu tacy ludzie nie są dopuszczani u nas do głosu na szerszą skalę? Nie radagują antologii takich, jak "The New Weird"? Czy tylko dlatego, że wydawcy uważają, że nie znajdzie sie na nie nabywca? No właśnie okazuje się, że ciekawe, tematyczne antologie znajdują czytalnika.
06-07-2008 11:44
~aykan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dodam jeszcze, że ukazało się u nas (oczywiście w "Krokach...") jeszcze jedno znakomite opowiadanie Paula Di Filippo "Rok w Linearnym Mieście". Bardzo w duchu New Weird.

A "Tainaron" sobie kupiłem, ale jeszcze nie przeczytałem.
06-07-2008 12:13
~Lamuel

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Witam! Dzięki za solidną reckę! Książkę dorwałem (nie było tanio), wchłonąłem i jestem bardzo zadowolony. Kawał solidnej antologii! Świetne teksty literackie, ale też świetna krytyka. Zgadzam się z Aykanem, że Polskę godnie reprezentuje fachowiec, który ma sporo do powiedzenia o współczesnej literaturze a do tego pisze bardzo wyszukaną angielszczyzną (przynajmniej jak dla mnie). Mam tylko teraz pytanie: Co dalej? Czy ta książka ma szanse na szerszy odbiór w Polsce? Czy, jak pisze Walewski, zbliżamy się do jakiejś rewolucji w naszej fantastyce? Oby! Bo tego, co się u nas pisze w wiekszości nie jestem w stanie strawić. Bardzo trafne spostrzeżenie, że w polskiej literaturze do estetyki i pomysłów New Weird najbardziej zbliżyli się Dukaj i Huberath. Kto następny?
13-07-2008 20:45

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.