» Opowiadania » Telemarketerem być

Telemarketerem być

Telemarketerem być

Dzień ciągnął się niczym blok reklamowy w telewizji Polsłońce. Nic nie zapowiadało tego, że coś niezwykłego się wydarzy. Tomek od rana dzwonił do różnych firm, oferując im szkolenia biznesowe. Wykonał na razie pięćdziesiąt telefonów i przy każdym powtarzał tę samą formułkę.

Dzień dobry, Tomasz Słonimski z firmy F.P. Biznes. Z kim mógłbym porozmawiać o potrzebach szkoleniowych w Państwa firmie?

Te słowa były dla niego jak mantra. Nawet dzwoniąc do mamy, automatycznie mówił, gdzie pracuje. Można było od tego oszaleć.

Podniósł telefon komórkowy. Miał zadzwonić do międzynarodowej korporacji produkującej ubrania marki Lampart. Wystukał numer. Odebrała sekretarka. Nie stawiała oporu, łatwo przeszedł dalej i dodzwonił się do głównego dyrektora handlowego.

– Dzień dobry – powiedział Tomek.

– RMF FM Najlepsza muzyka – powiedział główny dyrektor handlowy.

Pierwszy raz spotkał się z tym, że jeden z jego klientów brał udział w konkursie znanego radia. Oczywiście i w tym przypadku nie udało się nic sprzedać, ale Słonimski był zadowolony z tej rozmowy. Była ona miłą odmianą w monotonnej pracy. To tak jak wtedy, gdy dzwonił do firmy o nazwie 666. Mógł się zastanawiać, kto do diabła wymyślił taką nazwę i co oni sprzedają. Pewnie jakieś piekielnie drogie Bóg wie co.

Czy chciał być telemarketerem? Tak wyszło. Był typowym molem książkowym. Studiował filozofię i marzyło mu się, by zostać na uczelni. Niestety nie udało się. Zresztą i tak przy okazji magisterki odkrył, że nie lubi pisać prac naukowych. Ledwo ją skończył.

 Po studiach zaczął szukać zatrudnienia. I tu przyszło olbrzymie rozczarowanie. Wszystkie reklamy o tym, co można robić po jego kierunku, okazały się – delikatnie mówiąc – naciągane. A może tylko on nie potrafił się przebić w świecie dorosłych? W każdym razie na rynku pracy zderzył się ze ścianą. Nikt nie potrzebował filozofa. Dlatego Tomek postanowił, że jego pierwszym zajęciem będzie handel, tam brali bez doświadczenia.

Zadzwonił do kolejnej firmy. Rozmowa nudna jak partia pokera, gdy grasz sam ze sobą. Ale umówił spotkanie. Spotkanie! Nareszcie udało mu się coś załatwić dzisiejszego dnia. Wstał od biurka i podskoczył z radości. Mógł sobie na to pozwolić, był w biurze sam. Podszedł do automatu z wodą, by się napić. Zawsze cieszył się z umówionych spotkań i rozpierała go wtedy energia. Usiadł przy komputerze i zaczął notować w kalendarzu Doodle dane dotyczące spotkania, tak by Fabian, jego zwierzchnik, miał wszystko na miejscu. Kiedy skończył, przedzwonił do niego.

– Hej, Fabian, masz umówione spotkanie – powiedział z dumą w głosie.

– Świetnie! Gratulacje! – głos Fabiana był zawsze pełen entuzjazmu. To był rasowy sprzedawca.

– W czwartek. Masz wszystko w kalendarzu.

– Doskonale! Słuchaj, mam wspaniałą wiadomość, sprzedałem szkolenie jednemu z twoich klientów za dziesięć tysięcy złotych.

Tomek zaniemówił z wrażenia.

– Tak, tak – kontynuował Fabian. To znaczy, że masz tysiąc złotych prowizji.

– Super! Dzięki wielkie.

– Na zdrowie. Dobra, kończę, bo widzę, że policjanci stoją, a prowadzę. Na razie.

– Do zobaczenia.

Praca Tomka polegała na umawianiu spotkań, na które jeździł Fabian, aby sprzedawać klientom szkolenia. Teoretycznie była dobrze płatna. Na pensję składała się podstawa i prowizja od każdego szkolenia, które Fabian sprzedał klientowi wskazanemu przez Tomka. Niestety, aby zarobić więcej niż siedemset złotych na rękę, trzeba było coś sprzedać, a Tomkowi do tej pory nie udało się to ani razu. Chociaż umawiał spotkania, z jakiegoś powodu klienci nie chcieli kupować. Nic dziwnego, że po wiadomości od Fabiana telemarketer przez resztę dnia miał wspaniały humor.

 

***

 

W drodze do domu wstąpił do sklepu zoologicznego. Tomek mieszkał w ciasnej kawalerce ufundowanej przez rodziców. I choć miał się za samotnika, ups, to znaczy wielkomiejskiego singla, czasami tęsknił za odrobiną towarzystwa. Postanowił więc kupić sobie jakiegoś zwierzaka. Nie mógł to być pies ani kot, za dużo trzeba im było poświęcać uwagi. Ostatecznie padło na złotą rybkę.

Wrócił do mieszkania – małej klitki z jednym pokojem, łazienką i kuchnią. Wszedł do pokoju w którym panował straszny bałagan, łóżko było niepościelone, a na stole leżał chleb, masło, ser i inne pozostałości po śniadaniu, których rano nie posprzątał. Zrobił to teraz, zanosząc wszystko do kuchni. Akwarium, do którego wcześniej wlał wody i wpuścił złotą rybkę, postawił na najwyższej półce z książkami.

– Cześć, złota rybko. Nazywam się Tomek, a ciebie będę nazywał Nautilus.

– Tak naprawdę nazywam się Fred – odpowiedziała rybka.

– Ty gadasz! – krzyknął przerażony Tomek.

– Pływam gadam, pełny serwis.

– Nie możesz mi odpowiadać – Tomek starał się zachować rozsądek.

– Dlaczego ?

– Dzieci i ryby głosu nie mają.

– Nie znałem tego powiedzenia. Zresztą większość dzieci też go nie zna.

– Ale teraz już je znasz, więc przestań mówić.

– Okej.

– Znowu to zrobiłeś.

– Co?

– Znowu! Powiedziałeś. Mówiłem, żebyś przestał.

– Dobrze, już nie będę.

– Przestań!

Cisza.

– Zaraz, zaraz, czy ja zwariowałem? Przecież to niemożliwe, bym kłócił się ze złotą rybką!

Cisza.

– Fred? Czy ty umiesz mówić?

Cisza.

– No i tak ma być. Cisza i spokój.

– Stary, słuchaj, zwariuję w tym akwarium, jeśli od czasu do czasu z kimś nie pogadam.

– AAAAAAAAAAAaaaaaa! – z ust Tomka wyrwał się histeryczny krzyk.

– Nie, błagam, tylko nie krzycz.

– To nie może dziać się naprawdę! Nie może!

– A kto powiedział, że na świecie nie ma gadających złotych rybek?

– Wszyscy tak mówią. Wszyscy.

– A bajki i kawały?

– Tak, ale tamte rybki spełniały życzenia.

– A kto powiedział, że ja nie spełniam?

– A spełniasz?

– Tak. Ale pod pewnymi warunkami.

– Czego chcesz? – zapytał zaciekawiony Tomek, który powoli dochodził do siebie.

– Żebyś się mną dobrze opiekował i żebym mógł swobodnie rozmawiać.

– Dobrze, ale nie będziesz mówił przy gościach.

– Umowa stoi. Spełnię jedno twoje życzenie.

– Jedno? Zawsze były trzy!

– Nie marudź. Muszę sobie zostawić parę asów w rękawie.

– Dobrze – Tomek się zastanowił – Jestem telemarketerem. Chcę, żebym mógł przekonać każdego do wszystkiego przez telefon.

– W porządku. Pstryk, pam, pum, tralala, zrobione.

– Już?

– Już.

– A efekty specjalne? Światła, wirujące gwiazdki, grzmot pioruna?

– Pstryk, pam, pum, tralala nie wystarczy?

– Jesteś dziwną rybką, Fred.

 

***

 

Następnego dnia przyszedł do pracy ogromnie ciekaw, co się stanie. Kiedy chciał wziąć klucze od gabinetu, portier powiedział mu, że Fabian jest już w biurze. Tomek wszedł do pomieszczenia, zobaczył szefa i młodą kobietę. Fabian był elegancko ubranym brunetem z brzuszkiem, a z twarzy nigdy nie schodził mu uśmiech. Kobieta była przepiękną blondynką o niebieskich oczach. Nosiła okulary w kujońskich oprawkach. Tomkowi na sam jej widok serce zaczęło bić szybciej.

– Cześć, Tomek – przywitał go Fabian – to jest Natalia. Będzie z tobą pracować jako telemarketerka. Miała już szkolenie.

– Cześć – Natalia podała Tomkowi dłoń na powitanie.

– Cześć – Tomek uśmiechnął się do niej.

– Jeszcze jedno – powiedział Fabian. – Pamiętasz to szkolenie za dziesięć tysięcy? Klient jednak zrezygnował.

– Rozumiem. – Tomek udał zmartwionego ale w głębi duszy już miał plan, jak przetestuje swoje życzenie.

– Dobrze, jeżeli już się poznaliście, to ja was zostawiam tutaj, a sam idę na górę. Umówcie jak najwięcej spotkań.

Zaczęli rozkładać swoje laptopy przy dwóch biurkach, które były w pomieszczeniu. Początkowo zapadła niezręczna cisza. Pierwszy przełamał ją Tomek

– Dzwoniłaś kiedyś – usiłował zagadać.

– Jeszcze nie. To będzie mój pierwszy raz w takiej pracy. Podobno ostatnia osoba zrezygnowała.

– Tak. My, telemarketerzy, w swojej pracy spotykamy się ciągle z odmową klientów. Bardzo wiele osób nie wytrzymuje, słysząc ciągłe "nie", i rezygnuje z pracy.

– Ja nie mam zamiaru się tak szybko poddać.

– Twardzielka – uśmiechnął się Tomek. – Lubię osoby. które wytrwale dążą do swoich celów.

– A ty wytrwale dążysz do jakiegoś celu?

– Będę najlepszym sprzedawcą w tej firmie.

– No, na razie nie masz za dużo konkurencji.

– Chodzi mi bardziej o samodoskonalenie się. O walkę z samym sobą i rozwój osobisty. Wiesz, Nietzsche, Brian Tracy, Steve Pavlina.

– Brzmi ciekawie.

– Dzięki. Ale tak naprawdę jestem wciąż na początku swojej drogi.

– To tak jak ja. Ścigamy się?

– Jasne – uśmiechnął się Tomek.

Zaczął się dla nich czas pracy. Oboje chwycili za komórki i zaczęli dzwonić. Pierwszym, co zrobił Tomek, było wystukanie numeru do felernej firmy, która zrezygnowała ze szkolenia.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry.

– Tomasz Słonimski z firmy F.P. Biznes, czy rozmawiam z panem Arturem Wachowiczem?

– Przy telefonie.

– Dzwonię w sprawie szkolenia, które niemal u nas państwo zamówili. Czy mogę zapytać, dlaczego jednak się państwo na nie nie zdecydują?

– Nie stać nas w tej chwili, aby wydać dziesięć tysięcy na szkolenia. Mamy inne wydatki.

– Jakie?

Pan Artur posłusznie odpowiedział. Okazało się, że firma ma długi, które musi pokryć, jeśli chce utrzymać się na powierzchni.

Tomek zastanowił się chwilę. Zaczęły go nurtować wątpliwości. A co będzie, jeśli jego życzenie zniszczy tę firmę? Z drugiej strony takie szkolenia mogą pomóc jej się podnieść. Choć nie bardzo wiedział jak.

– Proszę pana, jestem pewien, że nasze szkolenia mogą pomóc państwu zarobić więcej pieniędzy, przez co wyjdą państwo z tej trudnej sytuacji.

– Ma pan rację. Właściwie od początku tak myślałem. Jednak kupię wasze szkolenie.

Działa! – pomyślał Tomek. Działało aż nadzwyczaj dobrze.

Tego dnia dzwonił po firmach ze zdwojonym zapałem. Postanowił jednak, że umówi tylko pięć spotkań i przekona pięciu klientów do kupna szkolenia. To i tak było dla niego dużo. Gdyby nagle wszyscy zaczęli zgadzać się na spotkanie, Fabian mógłby pomyśleć, że dzieje się coś dziwnego. Jednak cały czas słyszał głos z tyłu głowy, pytający: "czy ty na pewno postępujesz z tymi firmami uczciwie?"

Na koniec wykonał jeszcze jeden telefon. Na służbową komórkę Natalii.

– Odbierz – poprosił. – chcę ci coś powiedzieć.

Natalia odebrała…

 

***

 

Wrócił do domu o stałej porze po południu. Powiesił kurtkę na drzwiach, a potem poszedł do kuchni. Wyciągnął z lodówki pierogi, wrzucił je na patelnię i zaczął robić obiad.

– Cześć, Fred – rzucił w kierunku akwarium.

– Cześć, co słychać? – odpowiedziała rybka.

– Świetnie się sprawiłeś ze swoją magią. Teraz mogę sprzedać szkolenie każdemu.

– To chyba dobrze.

– Tylko jedno mi nie daje spokoju. Te firmy nie kupują ode mnie z własnej woli. Ja je tak jakby do tego zmuszam. To trochę tak, jakbym je okradał.

– To znaczy, że nie sprzedałeś żadnego szkolenia?

– Sprzedałem pięć. Ale nie wiem, czy chcę to dalej robić. W taki sposób.

– Możesz zawsze odwołać swoje życzenie.

– Nie, nie chcę.

Wieczorem zadzwonił dzwonek do drzwi.

– Otworzę. Pamiętaj, że przy gościach masz być cicho – powiedział Tomek do rybki.

Cisza.

Otworzył drzwi. Czekała w nich Natalia.

– Cześć – uśmiechnęła się na powitanie.

– Cześć, wchodź, rozgość się.

– Więc tak pomieszkujesz? – weszła, zdjęła krótką kurteczkę i rozejrzała się po mieszkaniu.

– Tak. Witaj w moim królestwie. Usiądź, proszę, zamówiłem pizzę.

Przyniósł dwa opakowania włoskiego przysmaku. Potem otworzył laptopa.

– Dopiero co ściągnąłem ten film. Podobno jest bardzo dobry.

– Tak, też tak słyszałam. Słuchaj, ty długo pracujesz w F.P. Biznes?

– Kilka miesięcy. Ciągle się uczę.

– Ja dzisiaj nie umówiłam żadnego spotkania, a ty pięć. Jak ty to robisz?

– To kwestia wprawy. Ty też będziesz tak umawiać.

– Lubisz tę pracę?

– Szczerze mówiąc, nie wiem.

– Rozumiem cię. Ja się cieszę, że nie muszę sprzedawać magicznych kołder emerytom, używając przy tym mnóstwa manipulacyjnych technik, robiących ludziom wodę z mózgu. To tak, jakbym żerowała na najsłabszych. Cieszę się, że sprzedaję szkolenia, ale telemarketer to nie był zawód, o którym marzyłam. Tak naprawdę chciałam zostać pielęgniarką i pomagać ludziom.

– Wiesz? Niech ci woda sodowa nie uderzy do głowy, ale nie dość, że jesteś bardzo atrakcyjna, to jeszcze świetnie mi się z tobą rozmawia.

– Weź – szturchnęła go w ramię, śmiejąc się – lepiej puszczaj już ten film.

– Tak, lepiej puszczaj już ten film! – usłyszeli za plecami. Natalia podskoczyła z wrażenia.

– Fred? Mówiłem byś nie gadał przy gościach!

– Kto to jest? – zapytała Natalia, jej oczy zrobiły się okrągłe z wrażenia.

– Twój wybawiciel kotku, – powiedział Fred – któremu rzygać się chce, jak na to patrzy…

– Fred, wszystko Ci wytłumaczę! – krzyknął Tomek

– Co mi wytłumaczysz? Że okradasz swoich kontrahentów…

– Zaraz, zaraz, czy to nie złota rybka? I o czym ona mówi? Tomek?

– …to jeszcze teraz chcesz uwieść tę niewinną dziewczynę…

– Fred, to nie tak ja myślisz…

– CISZA! – krzyknęła Natalia.

Cisza.

– Dobrze – kontynuowała – wyjaśnijmy sobie całą sytuację. Ty jesteś gadającą złotą rybką o imieniu Fred?

– Tak.

– O co oskarżasz Tomka?

– Niech sam ci powie.

– Fred spełnia życzenia. I wczoraj moim życzeniem było, aby móc przekonać każdego do wszystkiego przez telefon. To dlatego miałem dzisiaj pięć sprzedaży zamiast jednej, jak to bywało wcześniej. Jest mi strasznie głupio. Zachowuję się jak ci sprzedawcy magicznych kołder – łamię wolną wolę ludzi moją manipulacją. Ty mi to dobitniej uświadomiłaś.

– Dodatkowo zwabił cię tu, używając telefonu, mam rację? – zapytał Fred.

– Nie – powiedziała Natalia. – Owszem, na początku do mnie zadzwonił, ale kiedy proponował, żebyśmy się umówili, w ostatniej chwili odłożył słuchawkę. Zgodziłam się z własnej woli.

– Właśnie. Fred. To miałem ci wytłumaczyć. To, że zmusiłem do kupna szkoleń pięć firm, nie znaczy, że dopuściłbym się czegoś takiego, aby umówić się z Natalią.

– Ups – powiedział Fred nieco zażenowany, jeżeli złota rybka może być w takim stanie. – W takim razie chyba nie powinienem się wtrącać.

– To, że nie zrobiłeś tego teraz, nie znaczy, że nie możesz do mnie zadzwonić w przyszłości – zauważyła Natalia.

- Jest na to rada – powiedział Tomek. – Fred, chciałbym odwołać swoje życzenie. I niech firmy, które namówiłem na zakup szkolenia, zrezygnują z niego.

– Ależ oczywiście, do usług. Pstryk, pam, pum, tralala, zrobione.

– Ech mogłeś zapytać, czy jestem tego pewien… zresztą nieważne. Natalio, czy teraz dalej będziemy mogli się spotykać?

– Teraz tak.

– I jaki jest morał z tej historii? – zapytał Tomek.

– Hmm… – zastanowiła się Natalia. – Taki, że warto żyć w zgodzie z własnymi wartościami, nawet wtedy, gdy życie proponuje nam łatwiejsze, ale nieetyczne drogi?

– Nie. Taki, że naszemu pokoleniu na rynku pracy nawet magiczna złota rybka nie pomoże.


Komentarze


lemon
   
Ocena:
0
Hmm, więcej polecanek niż opowiadanie Lauren Beukes – dlatego, że lepsze, czy dlatego, że krótsze?
30-07-2013 21:23
Kaworu92
   
Ocena:
0
Czyżby autor ukończył filozofię? :-P ;-)
31-07-2013 00:43
Scobin
    @lemon
Ocena:
0
Może to po części kwestia uchwycenia doświadczeń, które są dość bliskie naszemu pokoleniu? :-)
31-07-2013 01:01
lemon
    @Scobin
Ocena:
0
Po części pewnie tak. Zapytam jeszcze w inny sposób: czy polecający czytali wspomniane w pierwszym komciu dłuższe opowiadanie?
31-07-2013 08:34
Wlodi
   
Ocena:
+2
@Lemon

Mogę odpowiedzieć. :) Jeszcze tamtego nie czytałem.
A to które mam tutaj, w swej prostocie jest bardzo sympatyczne i ciekawe. :) Bardzo dobra krótka bajka o codziennych problemach.
31-07-2013 11:00
lemon
   
Ocena:
+1
Dzięki za odpowiedź. Czyli długość tekstu ma jednak niemały wpływ na to, czy ludzie w ogóle dane opowiadanie przeczytają. Trzeba się rozejrzeć za jakimiś szortami. :)
31-07-2013 11:55
Anytsuj
   
Ocena:
0

Tylko nie za krótkie te szorty :D to na fb ni czyta się powyżej 5-8 linijek :D ciekawa jestem co dalej z tym opowiadaniem!

01-12-2013 11:43
   
Ocena:
0

Fajne opowiadanie. Daje do myślenia, nie można powiedzieć, że nie.
Trafiłam ostatnio na https://www.facebook.com/SimonZackOfficial?fref=ts jeszcze nie zgłębiłam wszystkich opowiadań, ale NO LIMIT wcisnęło mnie w egzystencjalny fotel!

02-12-2013 20:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.