» Artykuły » Inne artykuły » Szef działu poleca: styczeń 2010

Szef działu poleca: styczeń 2010

Każdego miesiąca ukazuje się tyle pozycji fantastycznych, że czasami trudno zdecydować się na jakąś konkretną. Budżet ograniczony, czasu też mało, a na recenzje trzeba trochę poczekać. Co więc robić? Jak wybrać tę książkę, na którą wydamy swoje ciężko zarobione pieniądze?

Idealnej odpowiedzi nie ma, ale zawsze można zajrzeć do działu książkowego naszego serwisu! Co miesiąc znajdziecie tutaj wybór kolejnych czterech pozycji, które – według wszelkich znaków na niebie i ziemi – będą warte wydanych na nie pieniędzy. Czy był to słuszny wybór – będzie to można weryfikować na bieżąco, śledząc pojawiające się w dziale recenzje.

Rzeka bogów – Ian McDonald (15 stycznia)


Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Gdy jakiś czas temu recenzowałem powieść Brasyl autorstwa Iana McDonalda, nie szczędziłem jej słów krytyki. Owszem, w ogólnym rozrachunku jest to bardzo dobra książka, która dużo zyskuje przy ponownej lekturze, jednakże do ideału zabrakło sporo. Docenić należy przede wszystkim fakt, iż na pierwszym planie stoją historia i bohaterowie, a elementy high-tech stanowią jedynie ciekawe tło.

Do prozy Anglika przekonały mnie natomiast opowiadania, w szczególności zamieszczony w antologii The New Space Opera wyśmienity kawałek hard SF  – Verthandi's Ring. Jednym z największych atutów McDonalda jest wyjątkowo bogaty język, czyli coś raczej nieczęsto spotykanego u twórców science-fiction (Watts, Stross czy Egan to bardziej inżynierowie, niż humaniści). Jeżeli dodamy do siebie miejscami niemalże poetycki styl i podejście do fantastyki, która nie służy jedynie prezentacji gadżetów i dziwactw, dochodzi się do wniosku, że Ian McDonald z łatwością dotrzymuje kroku młodszym kolegom po piórze, wielkim nadziejom amerykańskiego SF, jak chociażby Bacigalupi czy Kosmatka.

Co więcej, w większości recenzji dzieł McDonalda to właśnie Rzeka bogów wymieniana jest jako jego opus magnum, ba!, pierwsza powieść wspomnianego wyżej Paola Bacigalupiego, The Windup Girl, zgodnie okrzyknięta jednym z najważniejszych debiutów ostatnich lat, a także nieodmiennie pojawiająca się w zestawieniach najciekawszych pozycji roku 2009, porównywana jest właśnie do prozy Anglika, a konkretnie do styczniowej propozycji wydawnictwa MAG. Sadzę więc, że warto.

Rubieże – Jeffrey Ford (20 stycznia)


Trzecia odsłona wyśmienitego cyklu, którego głównym bohaterem jest fizjonomista Cley. Jeffrey Ford to jeden z najciekawszych współczesnych twórców fantastyki, będący przedstawicielem modnego ostatnio nurtu New Weird. Opowiadane przez niego w Fizjonomice i W labiryncie pamięci jednowątkowe historie, charakteryzujące się oszczędnym językiem, przywodzą na myśl dzieła mistrzów sprzed lat, jak chociażby Ursuli K. Le Guin, choć na tym porównania do klasyki science-fiction się kończą. W recenzji dwóch pierwszych tomów pisałem:

"W efekcie otrzymujemy nie powieść fantastyczną, ale ekstrakt, zawierający w sobie jedynie to, co absolutnie niezbędne; a wszystko dobrane z iście aptekarską precyzją, nigdy w nadmiarze. Czyste idee. Klarowny, niezakłócony zbędnym sztafażem i wartką akcją przekaz. Esencję tego, co w literaturze najlepsze. Zupełnie jakby Ford nie chciał trwonić sił i skupiał je na kluczowych elementach, jakby ogniskował wyobraźnię. Dzięki temu to, co decyduje się wykreować, prezentuje się wyśmienicie, olśniewa oryginalnością (ocean rtęci, miasto demonów)."

Jeżeli kogoś nie przekonałem, polecam spotkanie z autorem, który 25 lutego ma zawitać do naszego kraju.

Droga (wydanie filmowe) – Cormac McCarthy (27 stycznia)


Nie ma chyba drugiej powieści, którą mógłbym tak zdecydowanie wam polecać. Droga to majstersztyk, literackie arcydzieło, jedna z najpiękniejszych historii, jakie czytałem. Ten klimat, ten język, ten pusty, umierający (umarły) świat; niech nie zwiodą was pełne akcji zwiastuny ekranizacji – dzieło McCarthy'ego jest zupełnie inne:

"Jednakże to nie świat się tu liczy. McCarthy skupił się na dwóch osobach, ojcu i synu oraz na ich drodze. Właśnie to odróżnia tę powieść od większości apokaliptycznych wizji znanych z literatury, czy filmu. Tutaj nie liczy się jak, przez kogo, ani kiedy. Świat jest martwy, żyje tylko we wspomnieniach, snach, prześladując tych, którzy pamiętają przeszłość kolorowymi wizjami bezpowrotnie straconej rzeczywistości. Droga to opowieść o ojcowskiej miłości, o życiu bez nadziei, o dwóch dobrych ludziach, niosących ogień przez martwy, wrogi świat. Pchani do przodu irracjonalną nadzieją, dzień w dzień zmuszający się do otworzenia oczu, do podjęcia dalszej, skazanej na fiasko wędrówki. Bezimienni, anonimowi, niczym duchy brną pośród ruin cywilizacji, szukając w nich pożywienia i walcząc o swoje człowieczeństwo."

Jacek Dukaj opisał Drogę tak:

"Opowieść o tej skazanej na tragiczny koniec wędrówce podana została zaskakująco pięknym językiem, często w najbardziej ponurych momentach osiągającym lotność poezji - jakby cmentarne ballady Nicka Cave'a czy Toma Waitsa przepisać na oszczędną, chirurgiczną prozę. Droga to czarna jak węgiel elegia po tym kolorowym raju, w którym żyjemy, nie zdając sobie sprawy z naszego szczęścia.

Niewiele znam książek tak silnie grających na emocjach. Można argumentować, że są to prostackie manipulacje, bo jakiż przepis na wyciskacz łez łatwiejszy niż dramat niewinnego dziecka? Lecz że McCarthy operuje właśnie na poziomie mitu, to uczucie także zostaje podniesione: nie współczujemy jedynie temu fikcyjnemu dziecku - współczujemy wszystkim dzieciom, narodzonym i możliwym."


Jedyną wadą wznowienia jest filmowa okładka − starsza wydaje mi się dużo lepsza.

Burza – Maciej Parowski (28 stycznia)


W przypadku tej pozycji mam największe wątpliwości. Za przemawia przede wszystkim nazwisko autora, wieloletniego redaktora miesięcznika Nowa Fantastyka, odpowiedzialnego między innymi za dział prozy polskiej − przez długi czas to on, pośrednio, kształtował polską fantastykę, wyszukując debiutantów i dając im szansę na łamach pisma. Po ponad ćwierćwieczu przerwy Parowski wraca do formy powieściowej, rozwijając historię, która swoją genezę miała w roku 2002, jako komiks, do którego ilustracje stworzył Krzysztof Gawronkiewicz.

Z drugiej strony, po spotkaniu z twórcą, który na Pyrkonie 2009 odczytywał fragmenty Burzy, obawiam się nieco, że w powieści na drugi plan zejdzie opowieść, a na pierwszy wysuną się idee, ilościowo przytłaczające. Na pewno lektura wymagać będzie od czytelnika oczytania, ale także znajomości historii, bo bez tego nie wyłapie się wszystkich niuansów. Zapowiada się jednak, że będzie warto.

No i ta okładka autorstwa Wojciecha Siudmaka…



Czytaj również

Wywiad z Ianem McDonaldem
Najlepiej pracuję, kiedy coś mi przerywa
Burza - Maciej Parowski
Ciekawy pomysł i więcej nic
- recenzja
Droga - Cormac McCarthy
Apokaliptyczna elegia
- recenzja
Luna: Wilcza pełnia
Kosmiczna gra o tron
- recenzja

Komentarze


MadMill
   
Ocena:
0
Co Wy w tej "Drodze" takiego fest widzicie? Dobra książka, ale co więcej?
18-01-2010 08:42
Antavos
   
Ocena:
+1
Powieść McCarthy'ego powala na kolana na każdym poziomie: emocjonalnym, czy literackim. Wzorem antycznej tragedii bohaterowie są tutaj złapani w pułapkę bez wyjścia - z jednej strony mogą umrzeć, ratując się przed nieuchronną degeneracją, z drugiej zaś iść dalej w stronę celu, skazując się na pewną śmierć w zniszczonym świecie. Sytuację bez wyjścia, w jakiej się znaleźli, ukazano w doskonały sposób: poprzez oszczędność języka na poziomie hemingwayowskim, na przykład. :)

P.S Ford nie jest oryginalny ze względu na scenografię, malakhu.

P.P.S Ford to nie jest New Weird w takim sensie, w jakim np. jest New Weird "Dworzec Perdido".
18-01-2010 20:58
malakh
   
Ocena:
0
Niemniej zalicza si ę go do NW;p
18-01-2010 21:06
Antavos
   
Ocena:
0
To nie znaczy, że Ford jest autorem NW. A poza tym, kto zalicza Forda do NW? Bo nie sam autor:

If anyone deserves credit for the term New Weird, it's China and maybe Mike Harrison. As for style and so forth, I guess you could trace that back to MH and Moorcock and then back to Lovecraft and Gormanghast (czyli Mervyn Peake - dop. Antavosa) and maybe Kafka, not so much for the visuals but for the feel.

Czyli jednak miałem rację :) Cytat z blogu autora:)
18-01-2010 21:31
Cherokee
   
Ocena:
0
"Powieść McCarthy'ego powala na kolana na każdym poziomie: emocjonalnym, czy literackim."

E tam powala. Stoję z MadMillem w jednym szeregu patrzących ze zdziwieniem na rwetes wokół tej książki. Jest dobra, fajnie się czyta, typowy pageturner. Ale to wszystko. Przede wszystkim nie ma w niej nic oryginalnego. Jest to jak najbardziej poprawna wizja postapo, szokująca i poruszająca może dla amerykańskich gospodyń domowych ale z pewnością nie dla fana szeroko rozumianej fantastyki. Sama historia też prosta - no idą sobie, ciężko jest, walczą o przetrwanie, jak tego można oczekiwać. Bohaterowie są w sumie pretekstowi, służą właściwie tylko prezentacji świata, ułatwiają przy okazji wykreowanie poczucia osamotnienia i lekkiej paranoi (najlepszy chyba aspekt książki). Numer z rożnem tani, niemal pulpowy, jakby pisany pod fanki Oprah Winfrey, ale chyba to właśnie w tym miejscu większości czytelników puszczają nerwy, którzy całość historii postrzegają później przez pryzmat tego jednego fragmentu...

Dobra, wciągająca książka, spisana lekkim, przystępnym stylem ale żeby od razu rewelacja?
18-01-2010 21:32
malakh
   
Ocena:
0
Niedoceniania "Drogi" nie będę komentował, heretycy;p

@ Antavos

Widzisz, NW to ostatnio worek, do którego wrzuca się wszystko, co wymyka się klasyfikacji, tym bardziej że definicja samego NW nie jest jasna (przynajmniej nie tak jak hard SF, heroic fantasy itp.) Dla mnie takie "katalogowanie" służy przede wszystkim umieszczeniu twórcy w szerszym kontekście - Watts to hard SF, Bacigalupi eco-SF, Tolkien fantasy, a Ford właśnie NW.

Jak więc ty zakwalifikowałbyś Forda?
18-01-2010 21:53
Antavos
   
Ocena:
0
Napisałem długie, wręcz akademickie omówienie "Drogi", wykazując krok po kroku oryginalność poprzez odwoływanie się do Junga czy Apokalipsy św. Jana, ale mi komentarz zeżarło, bo był za długi, więc odpowiedzi na post Cherokee nie napiszę po raz drugi w proteście przeciwko systemowi.

A Ford to przecież fantasy. :)

P.S Gdzieś ty wyczytał o tym nurcie eco-SF? W różnych opracowaniach czy recenzjach spotkałem się z podejściem raczej gibsonowskim: tzn traktowano Bacigalupiego, jako następce Gibsona i cyberpunku...Ale eco-SF? Choć się nie upieram, bo książki nie czytałem. A teraz idę popracować, bo mnie z roboty wyleją.
18-01-2010 23:24
malakh
   
Ocena:
0
Oj, nie chce mi się szukać, gdzie na to eco-SF się natknąłem, chyba przy jakimś wywiadzie, nie wiem, czy nie dla io9.

W każdym razie, według mnie pasuje.

Co do Forda, nie będę się spierał. Gdzieś już pisałem, że specem od NW nie jestem - niemniej przygody Cleya jakoś nie mieszczą się w mojej definicji fantasy - oh, trudno to zakwalifikować.
18-01-2010 23:33
Cherokee
   
Ocena:
0
Antavos - następnym razem Alt+A, Alt+C przed wysłaniem. Zwłaszcza czegoś dłuższego. Może spróbujesz jednak jeszcze raz, lecz tym razem w formie blognotki, a nie komcia?

Tymczasem odnośnie nawiązań do Junga i św. Jana - przyznam, że mi, osobie mnie wyrobionej literacko, odwołania te umknęły. Podejrzewam jednak (ba, pewien jestem), że podobnie było w przypadku 90% czytelników tej książki. Mógł więc McCarthy chować nawiązania pod co drugim przecinkiem, a i tak większość odbiorców skonsumuje tę najbardziej powierzchowną, dosłowną warstwę. Tłumaczenie popularności "Drogi" ukrytymi odwołaniami do mnie więc nie trafia.

Jeszcze raz zachęcam mimo to do przedstawienia argumentacji w formie notki blogowej. Ciekaw jestem co też się tam kryje pod powierzchnią... ;-)
19-01-2010 08:22
Antavos
   
Ocena:
0
Ależ my nie rozmawiamy wcale o popularności, nie wkładaj słów, jakich nie wypowiedziałem, w moje usta:-) Zarzucasz "Drodze" brak oryginalności i z tym się nie zgadzam, ponieważ jak rzadko kiedy w literaturze - zwłaszcza w literaturze postapokaliptycznej - mamy zredukowanie tekstu do poziomu biblijnej przypowieści o prawdach oczywistych, elegii o końcu świata, co z kolei jest wypadkową następujących założeń ontologicznych:

-> maximum treści skondensowanej w minimum przekazu (to, że zdanie jest proste, a nie złożone, nie implikuje jednocześnie łatwości w czytania). Zwróć uwagę na konstrukcję zdań, ograniczenie liczby epitetów, soczewkowanie wypowiedzi wokół ruchów, obrazów, "czasowników akcyjnych" O pierwszym brzasku wstał i zostawiwszy śpiącego chłopca, wyszedł na drogę, gdzie przysiadł i zaczął obserwować teren na południu. Jałowa, cicha, zapomniana przez Boga kraina. Sądził, że jest październik, ale pewności nie miał. Od lat nie prowadził kalendarza. Zmierzali na południe. Tutaj nie przetrwaliby kolejnej zimy. Poezja, no.

-> rezygnacja ze szczegółów (one naprawdę nie są istotne, przydaje się tutaj jungowska teoria archetypu literackiego: popatrz na relacje ojciec-przewodnik, syn-uczestnik wyprawy; wszystko pozbawione komplikujących sprawę szczegółów), związana nawet z wykastrowaniem powieści ze znaków przestankowych, dialogi w formie krotkich prawd przekazywanych przy ognisku rodem z szeptanych opowieści człowieka pierwotnego.

-> biblijny rozmiar kataklizmu sugeruje odwołanie do św. Jana, a zarazem dorzuca nam ciekawą zagadkę teologiczną. Konia z rzędem temu, kto odpowie na proste pytanie: czy w powieści McCarthy'ego odbyła się paruzja?

Zatem odbiór i popularność powieści McCarthy'ego jest kwestia pozaliteracką, która skądinąd bardzo ciekawa, nie należy do przedmiotu naszych rozważań.

-----

A, jeszcze coś, tym razem do malakha. Problemem przy recenzowaniu jest przyjęcie odpowiedniej metodologii, co wcale nie jest takie łatwe, więc nikogo (siebie też nie) nie obwiniam, gdy się pomyli. Gdy jednak katalogujesz dany utwór i przypisujesz go konkretnemu nurtowi, warto sprawdzić, czy został wydany w okresie powstawania założeń ideologicznych nurtu, jeśli takowe występują. Jeśli dobrze pamiętam China Mieville swój esej przedstawił na równi z wydaniem "Perdido Street Station", jako manifest zaprzeczający istnieniu tolkienowskiej i posttolkienowskiej literatury pocieszenia, czyli ucieczki w never never landy. Przedstawił w swoim eseju konkretne założenia i w związku z tym o powstaniu New Weird możemy mówić dopiero od tego momentu, lecz trylogię Ford pisał wcześniej, chociaż, jak przypuszczam, opierał się na podobnych założeniach wyjściowych i tok rozumowania przebiegał równolegle.

NW jest jednak wynalazkiem brytyjskim.
19-01-2010 12:22
MadMill
   
Ocena:
0
McCarthy powala na kolanach chyba tylko wtedy jak ktoś potknie się o jego lezącą książkę na ziemi. To wtedy jak najbardziej. Ja nie mówię, że książka jest zła. Dla mnie jest bardzo dobra i mi się podobała, ale bez przesady.

NW to taki ukuty termin dla pisarzy fantastyki, którzy buntują się co do standardowych rozwiązań i scenerii. I ciężko mówić o jakiś standardach w tym wypadku czy definicji tego tworu, raczej o braku definicji i robieniu na przekór. Ja Forda kwalifikuję jak NW, tylko może inaczej właśnie rozumuję czym ono jest.

Cherokee -> moja ukochana by Ci oczy wydrapała za tekst, że gdzieś obok mnie stoisz, ale luz :D

Nawiązania nie są wcale jakimś wyznacznikiem jakości książki, ok, jest to fajne i zazwyczaj działające na korzyść pisarza, a odbiorca ma poczucie, ze coś zauważył, ale same odwołania nie świadczą przecież o tym, że książka jest przesuperhiper rewelacyjna. Rezygnacja ze szczegółów jest zaletą, nie ma przestojów i książkę czyta się w przerwie między obiadem a deserem. No ale to może też jest sprawa wrażliwości. Znam osoby, które płakały przy tej książce, a ja ją jedynie przeczytałem.
19-01-2010 14:37
malakh
   
Ocena:
0
@ Antavos

A "Viriconium" jak klasyfikujesz?
19-01-2010 15:47
Antavos
   
Ocena:
0
Rzeczywiście, New Weird jest dziwnym tworem teoretycznoliterackim i na dobrą sprawę rację ma Mieville, pisząc (nie pamiętam tylko w jakim miejscu) o końcu nurtu nim on jeszcze się na dobre rozpoczął. Dlatego też przyjąć warto dwie podstawy: pierwszą niech stanie się definicja VanderMeerów z antologii "The New Weird", która jest zresztą przełożona na j. polski gdzieś w Sieci, a za drugą cezurę weźmiemy okres ukazywania się książek. Idąc dalej tym tropem rozumowania do New Weird możemy zaliczyć utwory Steph Swainston, K.J Bishop, Hala Duncana, Jeffa VanderMeera, a także, w pewnym stopniu, Iana R. MacLeoda (pogranicze steampunku). I pewnie kilku innych pisarzy, których jeszcze nie czytałem. Tym nie mniej jednak stoję na stanowisku, że utwory wcześniejsze - Forda, czy wydanego we wczesnych 90 Swanwicka ("Córka żelaznego smoka") należy uznać za fantasy. W tym więc sensie nowele składające się na polską edycję "Viriconium" jawią się jako faza wstępna New Weird, nawiązująca do tych samych tradycji literackich: weird fiction, horrorow Lovecrafta i literatury XIX wieku. Nawiasem mówiąc, Ford otwarcie w swoich powieściach - w konkretnych scenach - sięga do Harrisona.

Jeszcze ad vocem "Drogi". Nie twierdzę, że te nawiązania są; ja tak po prostu interpretuję powieść McCarthy'ego. A skoro można interpretować i dyskutować o niej na różnych polach, to daną książkę wypadałoby uznać za wybitną, czyż nie? I tutaj dochodzi do głosu jeszcze jedna sprawa: oryginalności. Isaac Singer twierdził, że oryginalności należy szukać nie w scenografii, lecz szczerości przekazu i pod tym względem postapokaliptyczna "Droga" jest być może zwieńczeniem nihilistycznego podejścia amerykańskich autorów krytykujących współczesną cywilizację, można ją zatem chyba uznać za kwintesencję głosów "pokolenia apokalipsy", do którego należą także Chuck Palahniuk (tragiczny los Operacji Masakry w "Fight Clubie"), czy Bret Easton Ellis (psychopatyczny bohater "American Psycho"). Trudno o większą szczerość wypowiedzi, gdy rozwalamy w drobny mak całą cywilizację, nieprawdaż? Ale to temat chyba na inną dyskusję...
19-01-2010 17:43
Cherokee
   
Ocena:
0
@Antavos

Czyli jednak odnosisz się do technikaliów, warsztatu, kwestii, jak to ładnie ująłeś, pozaliterackich. Nic, co by kazało spojrzeć inaczej na przedstawioną historię, odkryć jakieś drugie dno znanego problemu, itp. Może św. Jan jest próbą tego drugiego lecz jest to próba trochę naciągana, jeśli o mnie chodzi. W tym ujęciu każdy postapokaliptyk jest ciekawą zagadką teologiczną (sama nazwa gatunku jest już nawiązaniem do Biblii)

Sęk w tym, że szczerze wątpię, by popularność tego tytułu wynikała właśnie z tych kwestii pozaliterackich (przynajmniej w głównej mierze). O popularności mówię zaś ja, być może z rozpędu, gdyż zapytanie MadMilla per "wy" odebrałem jako zapytanie do ogółu, nie zaś do Was dwóch (tym bardziej, że mógł się odnosić wtedy tylko do wypowiedzi malakha). To już chyba trzeci art na Polterze, w którym padają peany na cześć tej książki. Pulitzer i błyskawiczna ekranizacja każą mi sądzić, że tych zachwytów jest więcej. Jesteś zaś pierwszą znaną mi osobą, która dokonała tak wnikliwej sekcji tego utworu i być może naprawdę ma się czym zachwycać. Ludzi z takim podejściem jest, myślę, znikoma ilość. Stąd moje/nasze zdziwienie, co wy w tej książce widzicie. :-)
19-01-2010 17:48
Antavos
   
Ocena:
0
Dlaczego twierdzisz, że język albo konstrukcja powieści nie należą do zbioru zagadnień czysto literackich? Moim zdaniem, jak najbardziej należą, w przeciwieństwie do czynników rzutujących na odbiór książki, a więc osobowości autora, reakcji społecznych, czy promocji literackiej. One na rzeczywistą jakość dzieła nie mają wpływu. Bardzo dobrze widać to na przykładzie Thomasa Pynchona, który do absolutnego minimum zredukował swoją obecność w mediach, pozostawiając jeno czytelnikowi tylko i wyłącznie dzieło. Jeśli już rozmawiamy o popularności "Drogi", to faktycznie można na chwilę przysiąść i się zastanowić nad znaczeniem fenomenu literatury w kulturze masowej. Sądzę, że na taki, a nie inny odbiór masowy książki McCarthy'ego wpłynęła w dużej mierze wizja, ale także gigantyczna promocja, jaką zrobili wydawcy i między innymi Oprah Winfrey oraz status kultu, jakim ów powieściopisarz jest obdarzony w Stanach; tam każda jego książka stanowi ogromne wydarzenie i sam jestem ciekaw, czy uda mu się wyjść z cienia "Drogi" kolejną powieścią, o ile ją napisze. Palahniukowi, po fenomenalnym sukcesie wizerunkowym "Podziemnego kręgu", się nie do końca udało. Ale może McCarthy'emu uda.

Wróćmy do "Drogi". Piszesz o teologii w literaturze postapokaliptycznej i jest to wątek rzadko poruszany w powieściach fantastycznych (nie mówię o tanich, gaimanowskich zabawach scenografią, lecz poważnej dyskusji o wierze). Na myśl przychodzą tutaj jedynie Miller z "Kantyczką" oraz "Deus Irae" (jaki znaczący tytuł) Dicka i Zelaznego, a u nas do pewnego stopnia Baraniecki z "Głową Kasandry" Poprzez "zagadkę teologiczną" w drodze rozumiem przyczyny kataklizmu, jaki spadł na ludzkość. O ile w wielu powieściach postapokaliptycznych jest jasno powiedziane, że chodzi o wojnę atomową albo inną katastrofę spowodowaną przez człowieka/obcych/whatever, tak w "Drodze" tego nie ma. Przyczyny są nieistotne, ukryte w tle.

A że wykonuję takie literackie wiwisekcje? Ja to uwielbiam. :-) Flaki literackie (język, fabuła, bohaterowie), idea, pomysł i jego obudowa, nawiązania, które same w sobie o wartości dzieła nie stanowią, lecz są cennym dodatkiem, a także ich analiza, to coś, co Antavos lubią najbardziej:-) Każdy ma jakieś zboczenie.
20-01-2010 18:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.