» Opowiadania » Symulakra – Ken Liu

Symulakra – Ken Liu


wersja do druku

(Simulacrum)

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk i Alicja 'cichutko' Laskowska
Ilustracje: blublu

Symulakra – Ken Liu

Zdjęcie – to nie tylko obraz (jak dzieło malarskie), interpretacja rzeczywistości, ale także ślad, coś odbitego bezpośrednio ze świata, niczym odcisk stopy albo maska pośmiertna.

Susan Sontag

#

Paul Larimore:

Nagrywasz już? Mam zaczynać? Dobra.

Anna była wypadkiem. Oboje z Erin dużo podróżowaliśmy w związku z pracą i nie chcieliśmy być uziemieni. Ale nie można zaplanować wszystkiego – byliśmy naprawdę szczęśliwi, kiedy się dowiedzieliśmy. Jakoś sobie z tym poradzimy, mówiliśmy. I tak właśnie było.

Kiedy Anna była dzieckiem, nie sypiała zbyt dobrze. Musiała być noszona i kołysana – tylko wtedy powoli zapadała w sen, jednocześnie walcząc z nim przez cały czas. Nie dało się stać nieruchomo. Erin miała problemy z plecami jeszcze na długo po porodzie, więc to ja chodziłem w nocy z głową małej opartą o moje ramię, zaraz po karmieniu. Wiem, że musiałem być bardzo zmęczony i zniecierpliwiony, ale pamiętam tylko ogromną bliskość, którą czułem, kiedy godzinami chodziliśmy tam i z powrotem po salonie oświetlonym jedynie przez księżyc, a ja jej śpiewałem.

Chciałem już zawsze czuć tę bliskość.

Nie mam żadnej jej symulakry z tego okresu. Prototypowe maszyny były bardzo nieporęczne, a obiekt musiał siedzieć nieruchomo przez wiele godzin. To nie mogło się udać z niemowlakiem.

To jej pierwsza symulakra, jaką mam. Ma tu około siedmiu lat.

– Cześć, skarbie.

− Tata!

– Nie wstydź się. Ci panowie są tutaj po to, żeby nakręcić film dokumentalny o nas. Nie musisz z nimi rozmawiać. Po prostu udawaj, że ich tu nie ma.

Możemy iść na plażę?

– Wiesz, że nie możemy. Nie możemy wychodzić z domu. Poza tym na zewnątrz jest za zimno.

Pobawisz się ze mną lalkami?

– Tak, oczywiście. Będziemy się bawić lalkami tak długo, jak tylko zechcesz.

#

Anna Larimore:

Mojego ojca ciężko nie lubić. Zarobił mnóstwo pieniędzy w sposób, który dla Amerykanów brzmi jak bajka: samotny wynalazca wpada na pomysł przynoszący światu radość i świat zasłużenie go nagradza. Jakby tego było mało, ów wynalazca przeznacza ogromne sumy na szlachetne cele. Fundacja Larimore dbała o dobre imię i wizerunek mojego ojca z równym zaangażowaniem, z jakim wytwórnie tuszują sprawę sekssymulakr celebrytów, które sprzedają.

Ale ja znam prawdziwego Paula Larimore'a.

Pewnego dnia, kiedy miałam trzynaście lat, wysłano mnie wcześniej do domu z powodu bólu brzucha. Weszłam przez frontowe drzwi i usłyszałam hałasy na piętrze, w sypialni rodziców. Nie powinno ich być w domu. Nie powinno być nikogo.

Włamywacz?, pomyślałam. Jak na odważną i głupią nastolatkę przystało, poszłam na górę i otworzyłam drzwi.

Mój ojciec leżał nagi w łóżku z czterema nagimi kobietami. Nie usłyszał mnie, więc kontynuowali to, co tam robili, w łóżku, które dzieliła z nim moja matka.

Po chwili odwrócił się i spojrzeliśmy sobie w oczy. Zatrzymał się, wstał i wyciągnął rękę, żeby wyłączyć projektor na stoliku nocnym. Kobiety zniknęły.

Zwymiotowałam.

Kiedy mama wróciła wieczorem do domu, wyjaśniła mi, że to działo się od lat. Mój ojciec miał słabość do pewnego rodzaju kobiet, tak powiedziała. Odkąd byli małżeństwem, ojciec miewał problemy z dotrzymywaniem wierności. Podejrzewała coś w tej kwestii, ale ojciec był bardzo inteligentny i ostrożny, więc brakowało jej dowodów.

Kiedy w końcu złapała go na gorącym uczynku, była wściekła i chciała odejść. Ale on błagał i tłumaczył się. Powiedział, że jest w nim coś takiego, co sprawia, że prawdziwa monogamia jest dla niego niewykonalna. Ale – jak to powiedział – znalazł wyjście z tej sytuacji.

Przez lata zrobił wiele symulakr swoich dawnych kochanek, coraz bardziej realistycznych wraz z rozwojem technologii. Jeżeli moja matka pozwoliłaby mu je zatrzymać i tolerowałaby używanie ich na osobności, zrobiłby wszystko, co w jego mocy, żeby więcej jej nie zdradzić.

Taka była więc umowa, jaką zawarła moja matka. Był dobrym ojcem, myślała. Wiedziała, że on mnie kocha. Nie chciała, żebym była dodatkową ofiarą złamania obietnicy, która została złożona tylko jej.

A propozycja mojego ojca wyglądała na sensowne rozwiązanie. Dla niej to, co robił z symulakrami, nie różniło się od korzystania z pornografii przez innych mężczyzn. Zero dotykania. One nie były prawdziwe. Żadne małżeństwo nie byłoby w stanie przetrwać, jeżeli nie byłoby w nim odrobiny miejsca na niegroźne fantazje.

Ale moja mama nie spojrzała ojcu w oczy tak, jak ja, kiedy go przyłapałam. To było coś więcej niż fantazja. To była nieustanna zdrada, która nie mogła być wybaczona.

#

Paul Larimore:

Kluczem do kamery symulakr nie jest wcale fizyczny proces odwzorowywania, który – choć nie banalny – w ostatecznym rozrachunku okazuje się niczym więcej niż kulminacją procesu ulepszania technologii znanej od czasów dagerotypu.

Moim wkładem w odwieczną próbę uwiecznienia rzeczywistości jest oneiropagida, dzięki której można sfotografować wzór umysłowy obiektu – przedstawienie jego osobowości – by później odtworzyć ten obraz w trakcie projekcji. Oneiropagida jest sercem wszystkich kamer symulakr, także tych stworzonych przez moich rywali.

Najwcześniejsze kamery były zasadniczo zmodyfikowanymi urządzeniami medycznymi, podobnymi do tomografów, które ciągle można zobaczyć w starych szpitalach. Obiektowi wstrzykiwało się pewne chemikalia i musiał on potem długo leżeć nieruchomo w kabinie urządzenia odwzorowującego, dopóki nie została wykonana odpowiednia liczba skanów jego procesów mentalnych. Później były one używane do stworzenia neuronalnych modeli SI, które następnie animowały projekcje stworzone ze szczegółowych fotografii jego ciała.

Te pierwsze próby były bardzo prymitywne, a ich wyniki opisywano jako zautomatyzowane, nieludzkie lub wręcz komicznie szalone. Ale nawet te najwcześniejsze symulakry zachowywały w sobie coś, czego nie dało się uchwycić na zwykłym nagraniu czy przy pomocy hologramu. Zamiast dosłownie odtwarzać nagraną treść, animowana projekcja mogła oddziaływać na odbiorcę w sposób, w jaki robiłby to sam obiekt.

Najstarsza symulakra, jaka wciąż istnieje, to jedna z moich autosymulakr, obecnie przechowywana w Smithsonian. W pierwszych raportach przyjaciele oraz znajomi, którzy weszli z nią w interakcję, stwierdzili, że choć wiedzieli, iż ten obraz jest kontrolowany przez komputer, to otrzymywali odpowiedzi od czegoś, co w jakiś sposób wydawało się "Paulem". "Tylko Paul powiedziałby coś takiego" albo "Ten wyraz twarzy jest bardzo Paulowy". To właśnie wtedy zrozumiałem, że odniosłem sukces.

#

Anna Larimore:

Ludzie uważają za dziwne, że ja, córka wynalazcy symulakr, piszę książki o tym, jaki świat byłby lepszy, bardziej autentyczny, gdyby ich nie było. Niektórzy, podpierając się męczącą poppsychologią, sugerują, że jestem zazdrosna o moje "rodzeństwo", czyli wynalazek ojca, który stał się jego ulubionym dzieckiem.

Gdyby tylko to było takie łatwe.

Ojciec twierdzi, że pracuje w branży uwieczniania rzeczywistości, zatrzymywania czasu i zachowywania wspomnień. Ale prawdziwa atrakcyjność tej technologii nigdy nie tkwiła w uwiecznianiu rzeczywistości. Zdjęcia, nagrania wideo, hologramy… postęp technologii "uwieczniania rzeczywistości" zawsze był powielaniem sposobów kłamania na temat rzeczywistości, kształtowania jej i zniekształcania, manipulowania i fantazjowania.

Ludzie kreują i odpowiednio odgrywają życiowe doświadczenia przed kamerą, jadą na wakacje z jednym okiem do niej przyklejonym. Pragnienie zamrożenia rzeczywistości jest tak naprawdę pragnieniem jej uniknięcia.

Symulakra jest najnowszym i najgorszym wcieleniem tego trendu.

#

Paul Larimore:

Od dnia, w którym ona… Cóż, myślę, że już wam o tym opowiedziała. Nie będę podważał jej wersji wydarzeń.

Nigdy nie rozmawialiśmy o tamtym dniu. Ona nie wie, że po tamtym popołudniu zniszczyłem wszystkie symulakry moich dawnych kochanek. Zero kopii zapasowych. Podejrzewam, że ta wiedza nic by nie zmieniła. Ale byłbym wdzięczny, gdybyście jej to przekazali.

Nasze rozmowy po tym dniu były uprzejmymi, ostrożnymi przedstawieniami, w których unikaliśmy wszelkich tematów, jakie dotyczyłyby intymności. Rozmawialiśmy o pozwoleniach, organizacji jej przyjazdów do mojego biura (ubiegała się tam o wsparcie sponsorów na dobroczynne maratony), o rzeczach do przemyślenia w kwestii wyboru studiów. Nie rozmawialiśmy o jej łatwych przyjaźniach, trudnych miłościach, jej nadziejach i rozczarowaniach światem.

Anna całkowicie przestała ze mną rozmawiać, kiedy poszła na studia. Nie odbierała, gdy dzwoniłem. Kiedy potrzebowała pieniędzy na opłatę czesnego, dzwoniła do mojego prawnika. Wakacje spędzała z przyjaciółmi albo w pracy za granicą. W niektóre weekendy zapraszała Erin do siebie, do Palo Alto. Wszyscy rozumieliśmy, że ja nie byłem tam mile widziany.

Tato, dlaczego trawa jest zielona?

– To dlatego, że zieleń z liści drzew spływa na dół razem z deszczem.

To głupie.

– No dobrze, to dlatego, że patrzysz na nią z tej strony ogrodzenia. Po drugiej stronie nie jest już taka zielona.

Wcale nie jesteś zabawny.

– Okej. To przez chlorofil w trawie. Chlorofil ma pierścienie, które absorbują wszystkie kolory światła poza zielonym.

Nie zmyśliłeś tego, prawda?

– Czy kiedykolwiek coś zmyśliłem, skarbie?

Z tobą to nigdy nie wiadomo.

Zacząłem włączać tę jej symulakrę, kiedy była w liceum, i z czasem weszło mi to w krew. Teraz jest włączona cały czas, każdego dnia.

Były też jej późniejsze symulakry, kiedy była starsza, wiele z nich w znacznie lepszej rozdzielczości. Ale ta jest moją ulubioną. Przypomina mi lepsze czasy, zanim świat zmienił się nieodwracalnie.

W dniu, w którym ją zrobiłem, w końcu udało nam się stworzyć na tyle małą oneiropagidę, że mieściła się w ramie, którą można było nosić na ramieniu. Owa ramka stała się później prototypem Karuzeli Mark I, naszej pierwszej domowej kamery symulakr, która odniosła niemały sukces. Przyniosłem ją do domu i poprosiłem Annę, żeby pozowała. Przed dwie minuty stała nieruchomo tuż obok oblanej słońcem werandy, podczas gdy rozmawialiśmy o tym, jak jej minął dzień.

Była idealna w sposób, w jaki małe córeczki są zawsze idealne w oczach swoich ojców. Jej oczy zabłysły, kiedy zobaczyła, że jestem w domu. Właśnie wróciła z obozu letniego i miała milion historii, które chciała mi opowiedzieć, i milion pytań, które chciała mi zadać. Chciała, żebym zabrał ją na plażę przetestować nowy latawiec, i obiecałem, że pomogę jej z sunprintem. Cieszyłem się, że uchwyciłem ją właśnie w tym momencie.

To był dobry dzień.

#

Anna Larimore:

Ostatni raz widzieliśmy się z ojcem po wypadku mamy. Zadzwonił do mnie jego prawnik, wiedząc, że nie odebrałabym telefonu od ojca.

Mama była ledwo świadoma. Drugi kierowca już zmarł, a ona wkrótce miała podzielić jego los.

"Dlaczego nie możesz mu wybaczyć?", zapytała. "Ja mu wybaczyłam. Jedna rzecz nie determinuje całego życia. On mnie kocha. Ciebie też kocha".

Nic nie odpowiedziałam, chwyciłam ją tylko za rękę i ścisnęłam. Przyszedł i oboje mówiliśmy do niej, ale nie do siebie. A pół godziny później zasnęła i już nigdy więcej się nie obudziła.

Prawda jest taka, że byłam gotowa mu wybaczyć. Wyglądał staro – a to ostatnia rzecz, jaką dzieci zauważają u swoich rodziców – i była w nim jakaś słabość, która skłoniła mnie do refleksji. Razem, w ciszy, wyszliśmy ze szpitala. Zapytał, czy mam gdzie przenocować, powiedziałam, że nie. Otworzył drzwi od strony pasażera, a ja, wahając się tylko przez sekundę, wsiadłam do jego auta.

Dotarliśmy do domu, który wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętałam, pomimo tego, że nie byłam tu od lat. Usiadłam przy kuchennym stole, a on odgrzewał mrożone jedzenie na obiad. Rozmawialiśmy ze sobą ostrożnie, jak wtedy, kiedy byłam w liceum.

Zapytałam go o symulakrę mamy. Z zasady nie robię ani nie przechowuję symulakr. Nie patrzę na nie przez różowe okulary, tak jak większość społeczeństwa. Ale w tamtym momencie wydawało mi się, że rozumiem ich atrakcyjność. Chciałam, żeby cząstka mojej mamy, jakiś fragment jej osobowości, zawsze była ze mną.

Wręczył mi kartę pamięci, podziękowałam. Zaproponował, żebym użyła jego wyświetlacza, ale odmówiłam. Chciałam przez chwilę zatrzymać wspomnienie mamy tylko dla siebie, zanim obliczenia komputera sprawią, że prawdziwe wspomnienia wymieszają się z tymi sztucznymi.

(Jak się jednak okazało, nigdy nie użyłam symulakry. Proszę, możecie ją potem odtworzyć, jeżeli chcecie zobaczyć, jak wyglądała. Wszystko, co pamiętam na temat mamy, jest całkowicie prawdziwe).

Kiedy skończyliśmy obiad, zrobiło się już późno, przeprosiłam i wyszłam.

Poszłam na górę, do swojego pokoju.

I zobaczyłam samą siebie w wieku siedmiu lat, siedzącą na łóżku. Miała na sobie tę ohydną sukienkę, którą musiałam wymazać ze swojej pamięci – różową, w kwiatki, z kokardą we włosach.

Cześć, nazywam się Anna. Miło mi cię poznać.

Więc trzymał to przez lata, tę naiwną, bezbronną karykaturę mnie. Czy w czasie, kiedy nie rozmawialiśmy ze sobą, zwracał się do tego zamrożonego w czasie śladu po mnie i kontemplował ten cień utraconej wiary i uczucia? Czy używał modelu z czasów mojego dzieciństwa, by fantazjować na temat rozmów, jakich nie mógł ze mną przeprowadzić? A może nawet modyfikował ją, żeby wymazać moje rozdrażnienie i dodać nieco przesłodzonego oddania?

Poczułam się zraniona. Ta mała dziewczynka była bez wątpienia mną. Zachowywała się jak ja, mówiła jak ja, śmiała się jak ja, poruszała się i reagowała jak ja. Ale nie była mną.

Dojrzałam, zmieniłam się i przyszłam zmierzyć się z ojcem jako dorosły człowiek. Ale teraz odkryłam, że cząstka mnie została skradziona i zamknięta w tym czymś, cząstka, która pozwalała mu zachować poczucie kontaktu ze mną; poczucie, którego nie chciałam i które nie było prawdziwe.

Obraz nagich kobiet w jego łóżku sprzed lat powrócił. Nareszcie zrozumiałam, dlaczego tak długo nawiedzały one moje sny.

To właśnie sposób, w jaki symulakra kopiuje istotę obiektu, sprawia, że jest ona taka kusząca. Kiedy mój ojciec trzymał symulakry tych kobiet, utrzymywał z nimi kontakt – kontakt z mężczyzną, którym był dawniej, gdy z nimi przebywał – tym sposobem stale dopuszczając się emocjonalnej zdrady, która było znacznie gorsza niż chwilowa fizyczna niedyskrecja. Pornograficzny obraz jest wyłącznie wizualną fantazją, podczas gdy symulakra uwiecznia stan umysłu, marzenie. Ale czyje marzenie? To, co widziałam w jego oczach tego dnia, nie było niczym wstrętnym. Było na to zbyt intymne.

Przechowując i odtwarzając tę starą symulakrę z mojego dzieciństwa, wyobrażał sobie, że odzyskuje mój szacunek i miłość, zamiast próbować zmierzyć się z tym, co zrobił, i z prawdziwą mną.

Być może marzeniem każdego rodzica jest zachować dziecko w tym krótkim okresie pomiędzy bezradną zależnością a całkowitą samodzielnością, kiedy to rodzic jest postrzegany jako nieskazitelny ideał. Jest to marzenie o kontroli i władzy przebrane za miłość. Marzenie, jakie Lear miał o Kordelii.

Zeszłam na dół i wyszłam z domu, i już nigdy więcej nie zamieniłam z nim słowa.

#

Paul Larimore:

Symulakra żyje w wiecznej teraźniejszości. Pamięta, ale jak przez mgłę, ponieważ oneiropagida nie dysponuje odpowiednią rozdzielczością, by odróżniać i rejestrować każde pojedyncze wspomnienie. Uczy się, ale im dalej odejdziesz od momentu, w którym zarejestrowano jej stan psychiczny, tym mniej dokładne będą wyliczenia komputera. Nawet najlepsze kamery, jakie oferujemy, nie potrafią przewidywać dalej niż na kilkanaście godzin do przodu.

Ale oneiropagida jest wyśmienita w rejestrowaniu jej nastroju, emocjonalnego zabarwienia jej myśli, specyficznych powodów, które sprawiają, że się uśmiecha, rytmu jej mowy, dokładnego, trudnego do sprecyzowania sposobu mówienia.

Tak więc mniej więcej co dwie godziny Anna się resetuje. Ponownie wraca z obozu letniego i znowu ma milion pytań i historii, którymi chciałaby się ze mną podzielić. Rozmawiamy, świetnie się bawimy. Pozwalamy, aby nasza rozmowa toczyła się swoim torem. Każda konwersacja jest inna. Lecz ona zawsze jest tą samą ciekawską siedmiolatką, która uwielbia swojego tatę i uważa, że nie mógłby zrobić niczego złego.

Tato, opowiesz mi bajkę?

– Oczywiście. Jaką?

Chcę jeszcze raz usłyszeć cyberpunkową wersję Pinokia.

– Nie jestem pewien, czy pamiętam wszystko, co opowiadałem ostatnim razem.

To nic. Zacznij, a ja Ci pomogę.

Tak bardzo ją kocham.

#

Erin Larimore:

Moja córeczko, nie wiem kiedy to dostaniesz. Może dopiero po mojej śmierci. Nie możesz pominąć tego, co jest dalej. To nagranie. Chcę, żebyś usłyszała, co mam Ci do powiedzenia.

Twój ojciec tęskni za Tobą.

Nie jest idealny i popełnił swoje grzechy, jak każdy człowiek. Ale Ty pozwoliłaś, aby ten jeden moment jego słabości zaważył na całym waszym wspólnym życiu. Zredukowałaś go, wszystko, co zrobił, do tego jednego, zamrożonego popołudnia, tej wady, która jest jego najgorszą. Raz za razem wracałaś w myślach do tego zapamiętanego obrazu, aż w końcu szablon zastąpił prawdziwą osobę. Przez te wszystkie lata, kiedy go odtrącałaś, twój ojciec raz za razem odtwarzał starą symulakrę ciebie, śmiejąc się, żartując, otwierając przed Tobą swoje serce w sposób, jaki mogła zrozumieć siedmiolatka. Zapytałabym Cię przez telefon, czy z nim porozmawiasz, i później nie mogłabym znieść tego, że kiedy ja odwieszam słuchawkę, on wraca, żeby jeszcze raz włączyć symulakrę.

Zobacz go takim, jakim jest naprawdę.

#

Witaj, nie widziałeś mojej córki, Anny?




Czytaj również

Ściana burz
Wsłuchajcie się raz jeszcze w losy Dary
- recenzja
Ściana burz
- fragment
Królowie Dary
Weź udział w chińskiej rewolucji!
- recenzja
Królowie Dary
- fragment
Nebula 2012: O tworzeniu książek przez wybrane gatunki - Ken Liu
Wszyscy tworzą książki. Nie wszyscy otrzymają Nebulę

Komentarze


Clod
   
Ocena:
0
Z całą pewnością nie mój klimat. Zwykle czytam zupełnie inne fantasy, ale Ken Liu potrafi przykuć moją uwagę i zainteresowanie. To drugie, po "Papierowej Menażerii" jego opowiadanie, które czytam i mam nadzieję, że nie ostatnie :)
14-10-2012 20:26
Scobin
   
Ocena:
0
To raczej fantastyka naukowa niż fantasy. :-) Ja oprócz wymienionych przez Ciebie opowiadań czytałem jeszcze "Zapisane w węzłach" (w "Nowej Fantastyce") i mniej mnie ujęło, ale "Symulakra" to dobry tekst, a "Papierowa menażeria" – świetny.
14-10-2012 20:46
Clod
   
Ocena:
+1
Miałem napisać, że czytam głównie fantasy, a nie teksty w podobnym klimacie (fantastka naukowa), ale wyszło mi coś innego :P
W każdym razie wiadomo, o co chodzi ;)
Zastanawiam się, czy Ken wydał już coś dłuższego, czy do tej pory mierzył się jedynie z krótszymi formami.
14-10-2012 21:41
baczko
   
Ocena:
+1
Tutaj znajdziesz (chyba) wszystko co Ken opublikował :)
14-10-2012 21:44
Clod
   
Ocena:
0
Dzięki! Teraz tylko musiałbym znaleźć czas i motywację, żeby przysiąść do tych tekstów ze słownikiem ^^
14-10-2012 22:32
malakh
   
Ocena:
+3
Nad pierwszą powieścią pracuje.

Na dniach na rynku pojawi się "Fantastyka Wydanie Specjalne" 4/2012, w którym puściłem mikropowieść Kena. IMHO jego najlepszy tekst.
15-10-2012 13:20
Eva
   
Ocena:
+1
Fajne. Mało subtelne, łopatologiczne wręcz trochę, ale coś ma w sobie jednak. No i zakończenie robi ten tekst w dużej mierze.
15-10-2012 19:07
lemon
    @Eva
Ocena:
+1
Tak jak i w "Papierowej...".
Z drugiej strony, znowu wiadomość od zmarłej matki na końcu? ;)
18-10-2012 16:38
Scobin
   
Ocena:
0
Autoplagiat! ;-)
18-10-2012 16:47
kurp
   
Ocena:
+2
Fajne!

Nabrałem apetytu na FWS, o którym wspomniał malakh :)

PS. Ładna ilustracja.
31-10-2012 14:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.