» Recenzje » Strażak

Strażak

Strażak
Joe Hill stwierdził, że Strażak to jego wersja Bastionu Stephena Kinga, nasączona benzyną i podpalona. Odwołania do literackich klasyków na okładkach książek początkujących czy też mało komu znanych pisarzy to oczywista podpucha, w tym przypadku trzeba się jednak nad słowami autora zastanowić. Po pierwsze dlatego, że cieszy się on sporą sławą, po drugie – po latach budowania własnej marki otwarcie przyznaje się do inspiracji swoim wielkim ojcem, po trzecie zaś – jego najnowsza powieść w istocie przypomina monumentalne dzieło Kinga.

Świat płonie. I to nie w wyniku wielkiej rewolucji czy wojny, ale wyjątkowo niebezpiecznej epidemii. Na ciele jej ofiar pojawiają się przypominające łuskę znamiona, które mogą nagle – wydaje się, że bez powodu – wybuchnąć ogniem. Harper Grayson póki co udaje się uniknąć zarażenia, choć jest w grupie podwyższonego ryzyka, bo pracuje jako pielęgniarka w okolicznym szpitalu. Problemy zaczynają się, kiedy także i ten budynek staje w płomieniach.

Czym Strażak przypomina Bastion? Po pierwsze, najbardziej rzucające się w oczy: rozmiarem. To liczący niemal osiemset stron tom, w którym nie ma żadnych dodatków, rozbudowanego wstępu czy wnikliwego posłowia z setką podziękowań – to po prostu bardzo długa historia. Wielkość nie jest jednak, na szczęście, kryterium decydującym; inspirację książką Kinga widać w dziesiątkach elementów powieści: od podstawowych założeń, czyli szalejącej na świecie epidemii, przez portrety pojedynczych postaci i siatkę powiązań między nimi (tutaj pisarz czerpie ze swego wzoru pełnymi garściami: jego protagonistka zachodzi w ciążę podobnie jak Francis Goldsmith, Matka Abigail i Ojciec Storey mogliby być rodzeństwem, a Harold Lauder i Harold Cross mają zdecydowanie więcej wspólnego niż tylko imię), aż do nieistotnych, wydawać by się mogło, szczegółów – jak choćby symboliczny powrót Maine, który to stan tak chętnie opluwała w Bastionie.

Podejdźmy teraz do tej kwestii od drugiej strony – co obie pozycje dzieli? Powszechnie uznawana za jedno z największych dzieł Kinga powieść ukazała się niemal czterdzieści lat temu, więc dzisiaj może nieco trącić myszką. Na szczęście Hill zdecydował się na o wiele więcej niż proste odświeżenie konceptu ojca. Fundamentalną różnicą okazuje się skala epidemii: w Bastionie choroba wybiła dokładnie 99,4% ludzkości, w Strażaku zaś smocza łuska nie zbiera aż tak krwawego żniwa. Pozwala to autorowi na znaczne przesunięcie akcentów. King tworzył napięcie poprzez zestawienie ze sobą dwóch grup ocalałych, jego syn natomiast skupia się na pokazaniu reakcji zagrożonych zarażeniem zdrowych na żyjące ofiary epidemii. Nie decyduje się na intelektualną analizę postaw społecznych, ale bardzo bogato je ilustruje. Zdarzają mu się potknięcia (w moim odczuciu najpoważniejszym było pokazanie reakcji Jakoba na chorobę Harper – atak paniki, którego doświadcza mężczyzna, opisany został sztucznie i nieprzekonująco), ale także fragmenty doskonałe; pod tym względem zakończenie to prawdziwy majstersztyk.

W Strażaku, tak samo jak w Bastionie, bardzo ważne jest życie wspólnoty, do której trafiają główni bohaterowie. Tutaj także pojawia się jednak kluczowa różnica – postacie Hilla muszą ukrywać się przed oddziałami polującymi na chorych. Z ich nieustannego strachu, związanego nie tylko z grożącą życiu chorobą, ale i niebezpieczeństwem ze strony zdrowych  rodzi się zaszczucie, z którym próbują walczyć przez całkowite niemal odrzucenie prywatności i zacieśnianie więzi. W wyniku dramatycznych wydarzeń ich wspólnota przemienia się w końcu w groźną sektę. Zachodzące w obozie przemiany, walka z codziennymi przeciwnościami i wreszcie nagłe przeobrażenie troszczących się o bezpieczeństwo przywódców w groźnych tyranów to tematy nie mniej ważne niż niemal apokaliptyczna epidemia. Pokazanie wszystkich tych procesów wychodzi Hillowi dobrze, choć i tutaj można mieć wobec niego drobne zarzuty. Przede wszystkim: gadulstwo. Pisarz nie oszczędza słów, szczególnie opisując zaangażowanie Harper i jej hart ducha, które w połączeniu z rozmiłowaniem w świecie bajek tworzą potężny – aż nazbyt – kontrast dla zniszczonej Ameryki. Szkoda natomiast, że Hill nie poświęcił nieco więcej uwagi kulminacyjnym scenom w obozie. Kilka widowiskowych obrazów robi ogromne wrażenie (szczególnie nawiązująca do Bastionu Ręka Boga), ale całość pozostawia delikatny niedosyt.

Czy Strażak to powieść godna porównań do klasycznego dziś w kręgach fantastycznych pierwowzoru? Z pewnością. Tekst wciąga jak odkurzacz, jest bardziej efektowny i zabawniejszy niż Bastion, a przy tym nie gorszy pod względem obyczajowym. Czy dotknie czytelniczych serc z taką samą siłą? To już kwestia indywidualna, warto sprawdzić – na pewno się nie zawiedziecie.

7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Strażak
Autor: Joe Hill
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawca: Albatros
Data wydania: 1 marca 2017
Liczba stron: 800
Oprawa: twarda
Tagi: Strażak

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.