» Artykuły » Inne artykuły » Straszny październik #5

Straszny październik #5


wersja do druku

Ostateczna konfrontacja

Autor: Redakcja: Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek

Straszny październik #5
Walka, do której dojść musi

Czy zabicie "złego" jest złem? Jeśli zabiłeś wampira lub wilkołaka to stajesz się zabójcą? Czy kolejny mord jest powiedzeniem stop zbrodni, czy kolejnym mordem?
Tymi zagadnieniami nie będziemy się dziś zajmować. W świecie horroru bohaterowie najczęściej nie mają czasu na rozważania, pytania do etyków czy wołanie policji. Ba, czasami sami są policjantami jak Tom Lambert i muszą się szybko uporać z miasteczkiem ożywieńców (Dzień śmierci, Shaun Hutson). A jeśli mają pecha, to są więźniami psychotycznego, nie do końca ludzkiego, policjanta, który właśnie zamknął ich za kratami opuszczonego posterunku na odludziu (Desperacja, Stephen King).

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Horror to inaczej powieść, w której występuje element nadprzyrodzonego zła. Zła przez duże Zet. Potwory zamieszkujące powieści grozy są złe, podłe i nieludzkie. Nawet, jeśli z pozoru są ludźmi. W powieściach tych zazwyczaj znajdziemy biegun przeciwstawny, bohatera, który może nie jest nieskończenie dobry, ale jego przeznaczeniem jest przeciwstawić się Złu.

Prawie każda historia, mniej lub bardziej zagmatwana, mistyczna czy niesamowita, prowadzi do jednego zakończenia: pojedynku głównego bohatera z potworem.

Równorzędni przeciwnicy

Przyznam szczerze, że czytałam niewiele książek, w których zarówno po złej i dobrej stronie stają równorzędni przeciwnicy. Mogę tu wspomnieć o Twierdzy (F. Paul Wilson) i Wojownikach Nocy (Graham Masterton).

Tytułowi Wojownicy Nocy z powieści Grahama Mastertona, to obdarzeni mocą ludzie, którzy mają za zadanie wytropienie i zniszczenie potomków demona, rozmnażających się w ludzkich ciałach. Choć ich talenty ujawniają się tylko we śnie, potrafią być nieugiętymi przeciwnikami i skutecznie tropią pijawkokształtne stwory.

Pojedynek Rasaloma i Glaekena, bohaterów Twierdzy, to starcie dwóch nieśmiertelnych, szampierzy przeciwstawnych sobie mocy toczących ze sobą nieustanny pojedynek od zarania dziejów. Lecz nawet tu Rasalom, będący reprezentantem strony ciemności korzysta z "mrocznych darów". Wszak atrybutem zła jest zdrada i kłamstwo. Bez pardonu przeciąga ojca Magdy, dziewczyny Glaekena na swoją stronę. Potrafi kąsać i wykorzystywać sytuację nawet w uwięzieniu. Historia ta toczy się w czasach drugiej wojny światowej, w starej rumuńskiej warowni zarządzanej przez hitlerowców. Czas i miejsce, w których toczy się akcja, podkreślają wartość człowieka i potwora: tu hitlerowcy okazują się słabymi ludźmi w porównaniu z ciemnością absolutną, której uosobieniem jest ponury więzień twierdzy. Jeśli niemieccy żołnierze są potworami wobec Żydów, to czymże jest potwór, który chce obozów śmierci dla wszystkich ludzi na świecie?

Dawid i Goliat

Potwory zazwyczaj startują z pozycji siły: nadnaturalne predyspozycje, siła, bezwzględność i brak hamulców moralnych. Nie jest ważne, czy to jest efekt genetycznych eksperymentów (Gen, Harry Knight), czarownica służąca siłom zła (Drapieżcy, Graham Masterton), demon, wilkołak czy wampir. Sam fakt zła i obcości potęguje przyrodzone potworowi siły.

Numerem jeden na mojej liście autorów rzucających bohaterów na pastwę wszechwładnego zła, jest Graham Masterton. W dodatku, bohaterowie wychodzą z potyczki w zasadzie bez szwanku. Czy jest to indiański szaman, którego można zniszczyć tylko za pomocą komputera (Manitou), czarownica ze straszliwymi mocami (Drapieżcy), straszliwy dżin, wampiry czy demony. Wszyscy oni chcą władzy nad światem. I tylko jeden bohater może uratować ludzkość. I, oczywiście, nie zawodzi.

Gorycz porażki

Niewielu autorów decyduje się na całkowite unicestwienie bohatera i tryumf zła. Igranie z bohaterem, nadzieja na ratunek a potem posłanie niewinnego, świadomego strasznego zakończenia człowieka prosto w paszczę śmierci, to doświadczenie niepokojące, może nawet traumatyczne. Zaprzecza prawom sprawiedliwości w czarno-białych powieściach grozy. Ira Levin, twórca takich dzieł jak Żony ze Stepford czy Dziecko Rosemary nie jest pisarzem, którego książki można łatwo przełknąć i zapomnieć. Czytelnik otrzymuje bolesny cios, zostaje zranione poczucie sprawiedliwości i potrzeba szczęśliwego zakończenia. Jeśli przegrywa bohaterka, którą z czasem poznałam, choć może niekoniecznie polubiłam, czuję jakbym sama stała po stronie przegranych. Jest to bolesny dowód na to, że nie zawsze wygrywają ci, po stronie których jest racja.

Również H. P. Lovecraft jest brutalny dla swych bohaterów. Z jednej strony zdawałoby się, że postać dociekliwego badacza, człowieka wykształconego, choć może nieco samotnego i dziwacznego, jest mu bliska. Również czytelnik przyjmuje dobrze takiego bohatera i, coraz bardziej zaintrygowany, śledzi poszukiwania, szuka odpowiedzi i chce poznać prawdę. Niestety, jak to u mistrza Lovecrafta bywa, na progu komnaty stoi zazwyczaj potwór, któremu żaden bohater nie da rady. Czasem temu potworowi na imię szaleństwo.

Koszty wygranej sprawy

Zło nie jest bezbronne. Miotający się potwór pociągnie za sobą bliskich i przyjaciół głównego bohatera, nawet jeśli nie ma szans na przetrwanie. Poza tym, nie ma żadnych obiekcji przed zabijaniem postronnych obserwatorów zmagań. Wampir, jeśli może, zabije dziewczynę lub narzeczoną tropiącego go zabójcy, jak to miało miejsce z Susan (Miasteczko Salem, Stephen King). Powieść ta jest uwspółcześnioną wersją Draculi (Bram Stocker), gdzie również miało miejsce skalanie bezbronnej narzeczonej jednego z łowców - Lucy, którą, rzecz jasna, następnie trzeba było zakołkować. Wampiry są przedstawiane jako przebiegłe i inteligentne potwory. Uderzają w najczulszy punkt, chcąc osłabić wolę i zapał przeciwników, złamać, podejść i zniszczyć. Potwory nigdy nie walczą czysto, nie muszą. Powieści horroru pełne są nieczystych zagrywek, kłamstw i ciosów w plecy. Uciekają się do nich nie tylko źli, także słabsi bohaterowie sięgają po wszelką broń, jaka może być przydatna w walce. A podłe zagrania potworów, zamiast zniszczyć i przestraszyć przeciwnika, budzą w nim determinację i siłę, by zniszczyć zło (przynajmniej w tej postaci).

Coś, o czym zapomnieliśmy...

Horror nie byłby horrorem, gdyby każde zagrożenie dało się wyeliminować ostatecznie. W filmach ten motyw zaznaczany jest bardzo często (na wypadek, gdyby znalazły się pieniądze na następną część) i gdy bohaterowie odchodzą w blasku zachodzącego słońca, ostatni kadr filmu pokazuje np. jaja zostawione przez Crittersów. Książkowe horrory rzadko wykazują tak nachalne ciążenie w kierunku następnych części, choć i tu można wymienić takie przykłady jak Harry Keogh, któremu nigdy nie udało się zniszczyć wampirów do końca (Nekroskop, Brian Lumley), cykle Sabat czy Kraby (Guy N. Smith). Wszak, co raz się spodobało może zaskoczyć jeszcze raz, a obrzydliwy opis zmutowanego kraba może się jeszcze przydać.

Element niezniszczonego zła ma jednak o wiele większą wartość niż tylko komercyjna. Daje zakończenie powieści w stylu iście horrorowym, uczucie niepokoju, pozwala na zastanowienie się i powrót do poznanych już treści. Happy end jak nic innego potrafi zniszczyć snutą opowieść i to w momencie, gdy autor żegna się z czytelnikiem. Nie oznacza to wcale, że szczęśliwe (choć nie dla potwora) zakończenia są złe, ale pisarz, który nieodmiennie stawia przed bohaterami wszelkie moce piekielne i hordy wampirów, by jednym sprytnym zwrotem akcji przywrócić ład i porządek, według mnie naoglądał się za dużo filmów typu Superman czy Szklana pułapka.

Pojedynek dobra ze złem to także pytanie kim jesteśmy i kim chcielibyśmy się stać. Jest odpowiednikiem walki wewnętrznej, która toczy się w trudnych momentach wyboru i sytuacjach kryzysowych. Jest też obrazem otaczającego nas świata: zwycięstwo dobra to rzeczywistość, którą chcielibyśmy widzieć wokół. Jednocześnie wiemy, że ta idylla nie może trwać wiecznie. Zło wcześniej czy później podniesie łeb. Tego odzwierciedlenia otaczającego nas świata szukamy w historiach i opowiadaniach - zaistnienia dwóch czynników przeciwstawnych, konfrontacji, wygranej "właściwej" strony. Zwycięstwo nie jest ostateczne, zatem historia jest bardziej wiarygodna. A zwycięzca zawsze odnosi rany.

Naturą zła jest powracanie, chwilowy błogostan nie może być błogostanem ostatecznym, a wielbiciele horrorów czekają na chwilę, gdy z ziemi pokrywającej grób wynurzy się ręka ożywieńca.

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.