» Artykuły » Inne artykuły » Stare szpalty cesarza

Stare szpalty cesarza

Stare szpalty cesarza
Mam kłopot z recenzjami hard SF. Gdy jakiś recenzent zachwyca się nowym nurtem, moja wewnętrzna przekora natychmiast robi kwerendę w klasyce fantastyki naukowej. Zwykle kończy się na tym, że w duchu zbywam recenzenta tekstem "Poczytaj Drogę do SF lub Kroki w nieznane, a dopiero potem weź się za pisanie, Kurczaczku".

Ponieważ zebrało mi się trochę tych kwerend, pokazujących korzenie modnych obecnie nurtów esefowych, postanowiłem napisać niniejszy tekst. Mam tylko nadzieję, że redaktor wytnie wszystkie wstawki drobiarskie.

Z góry uprzedzam, że nie jestem zwolennikiem tez, że "w literaturze wszystko już było" lub że "kiedyś wszystko było lepsze". Idealnie byłoby, gdyby pomost pomiędzy tradycją a nowoczesnością był otwarty dla obu grup miłośników SF. W ten sposób stare kogu…, to znaczy mamuty też będą miały szansę się czegoś dowiedzieć.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Drugie zastrzeżenie dotyczy doboru przykładów. Celowo skupię się na SF anglojęzycznej, bo tekst i tak jest dość obszerny.


Prekognicje posthumanizmu

Zachwyceni Bacigalupim (Nakręcana dziewczyna) lub choćby Bearem (Dzieci Darwina) mogą być nieco zaskoczeni, gdy sięgną po Kate Wilhelm (Gdzie dawniej śpiewał ptak) lub Johna Wyndhama (Poczwarki). Na pierwszy rzut oka obie te książki to poczciwe postapokaliptyczne ramotki (pierwsza z 1977 roku, druga z 1955), rozwijające wątek Aldissowej "przytulnej katastrofy". W obu przypadkach źródłem kataklizmu nie jest jakieś pełzające globalne ocieplenie (jak w Nakręcanej), tylko stara, dobra nawalanka nuklearna. Pomimo różnej genezy efekt końcowy okazuje się stosunkowo podobny – zmiana warunków prowadzi do zmiany genotypu homo sapiens, być może przyspieszając nadejście następnej generacji człowieka.

Ślepowidzenie Wattsa, skupiające się na nowej definicji pierwszego kontaktu i problemach komunikacyjnych, w swym aspekcie transhumanistycznym w prostej linii wywodzi się z Gwiazdy moim przeznaczeniem Alfreda Bestera. Ta ostatnia powieść, opublikowana w 1956 roku, wciąż broni się dzięki oryginalności rozwiązań fabularnych. Podobnie jak u Wattsa, szkielet fabuły jest oparty na starym motywie (odpowiednio: na kontakcie z obcymi i na zemście), tyle że jego rozwinięcie prowadzi do zaskakujących wniosków. Besterowy Gully Foyle nieco przypomina klasycznych amerykańskich superbohaterów (z ery przed Strażnikami) – też ma kłopoty z własną mocą, też czuje się obcy i też nie jest do końca zrównoważony emocjonalnie. Różni go od nich tylko jedno: w przeciwieństwie do kolesi w trykotach chce po prostu czystej, dumasowskiej zemsty, z poprawką na brak empatii wobec przypadkowych ofiar. W ten sposób Bester stanowi naturalny most pomiędzy bezrozumnym monstrum Mary Shelley a rozumnymi potworami Wattsa.

Właśnie ten egoizm, w połączeniu z zaskakującym wykorzystaniem możliwości / defektów mózgu (synestezja Foyle’a kontra autyzm bohaterów Wattsa), stawia Gull’yego obok postaci ze Ślepowidzenia. Przy czym niezależnie od moralności Foyle spełnia definicję postczłowieka. Po prostu już w 1956 roku esefowcy wiedzieli, że rozwój potencjału umysłowego nie musi iść w parze z postępem moralnym. Osobnym plusem opowieści o Foyle’u jest sposób narracji – silnie odbiegający od kanonu SF złotego wieku, pełen żartów i nawiązań do poezji.

Oprócz podobieństwa do Bestera Ślepowidzenie przypadło mi do gustu z jeszcze innego powodu – jako jedna z niewielu książek "nowego SF" zauważa, że mózg człowieka jest uwarunkowany biologicznie (ściślej mówiąc, chodzi o naturalne ograniczenia w tempie przetwarzania bodźców). Inni autorzy (jak Stross w Accelerando lub Dukaj w Perfekcyjnej Niedoskonałości) powielają cyberpunkowy schemat "mięso to balast, umysł jest wszystkim", kwestie biologii zostawiając na boku. Tymczasem współczesna neurologia pokazuje, że uwarunkowania biologiczne mózgu są nierozerwalnie związane z procesami umysłowymi. Więcej na ten temat można poczytać u Olivera Sacksa (Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem).


Nowy, stary weird

Niespecjalnie orientuję się w bardziej odjechanych odmianach nowego SF, bo zawsze kiedy czytam książki Chiny Miéville’a lub o nich piszę, czuję pewien niepokój. Ten sam, który towarzyszy mi w trakcie kontaktu z Thomasem Pynchonem lub Alfredem Besterem, tym razem jako autorem Człowieka do przeróbki. W głębi serca i głowy jestem prostym modernistą i nie wszystkie dzynksy literackie mnie kręcą.

Pomimo tych zastrzeżeń Człowiek do przeróbki powalił mnie tempem narracji i bujną wyobraźnią autora. Stara, dobra pulpa detektywistyczna dostała zastrzyk postmodernistycznego mutagenu. W efekcie urodził się potwór językowy, który jest gotów odgryźć czytelnikowi głowę.

Różnica między Besterem a Miéville’em polega na tym, że świat tego drugiego to świat idealnej segregacji, zaś świat Bestera to świat idealnej unifikacji. Chociaż jednak odrębność i ujednolicenie światów stwarzają zupełnie inne problemy kryminalne, to w każdym z tych dwóch wariantów występek wciąż istnieje. Mamy też kolejną zbieżność: podobnie jak w Mieście, w Człowieku do przeróbki sama intryga jest drugorzędna wobec problemów percepcji i myśli. Oczywiście powszechność telepatii i motyw ukrytej rzeczywistości budzą z kolei skojarzenia z Dickiem, ale tak to już jest w SF, że gdy szukamy odlotu, i tak w końcu spotkamy kolesia z różowym promieniem nad głową. Mądrzejsi ode mnie mówią, że Mieville czerpie też z prozy esefowej Thomasa Discha, Ballarda czy Pynchona, ale o tym musicie się przekonać na własną, bioniczną rękę.

Jeśli zaś, tak jak ja, jesteście mamutami modernizmu, proponuję kontakt z new weirdem zacząć od Ellisona (antologia Niebezpieczne wizje) oraz Dicka (Ubik i Trzy stygmaty Palmera Eldritcha).

Osobny akapit należy się problematyce płciowości i seksualności. Lewa ręka ciemności (Ursula K. Le Guin 1969), Opowieść podręcznej (Margaret Atwood, 1985) i Nawet królowa (Connie Willis, 1992) to świetne teksty, pokazujące, że nobliwa SF nie zawsze trzymała rączki na kołderce. Każda z tych powieści łączy klasyczne motywy fantastycznonaukowe (eksploracja nowych środowisk i spekulacje socjologiczne) z różnymi elementami teorii feministycznych (płeć jako element tożsamości, płeć jako wybór a nie aksjomat).


Kopniak nibynóżki

Podobne problemy dotyczą też bohaterki Nakręcanej dziewczyny. Jeśli jednak przyszłość Emiko wydawała Wam się pesymistyczna, to nie trzymajcie żyletek i Cieplarni Aldissa na tej samej półce. Biologia może nam wyciąć dużo gorsze numery niż pandemia. Dla przykładu, może zmusić człowieka do koegzystencji (symbiozy) z inteligentnym (i oczywiście złowrogim) grzybem. Proza Aldissa jest jeszcze bardziej dołująca, gdy zauważymy, że ludzie z Cieplarni są funkcjonalnie gdzieś w okolicy neandertalczyków (grzebiemy zwłoki, umiemy rozpalać ogień, ale wciąż jesteśmy myśliwymi/zbieraczami). W Nakręcanej bohaterowie wciąż umierają jak ludzie. Cieplarnia nie daje nawet takiego komfortu.

Ale nowoczesna SF też potrafi wpędzać w depresję, czego najlepszym dowodem są Dzieci Darwina Grega Beara. Inaczej niż autorzy Cieplarni i Nakręcanej, Bear mocno opiera się na obecnej nauce (pod tym względem przypomina Wattsa), co czyni jego spekulacje jeszcze bardziej przejmującymi. Dylogia Darwina zasługuje na uwagę również dlatego, że próbuje uchwycić i opisać moment przejścia między ludźmi a postludźmi (czego tak starannie unikali Stross w Accelerando i Dukaj w Czarnych Oceanach).

Oczywiście, biologia i ekologia (rozumiana jako nauka o zależnościach a nie jako naklejka Greenpeace) wiele razy występowały w science fiction jako element fabuły. Koronnym przykładem jest Diuna, która przyczyniła się do upowszechnienia ekologii jako nauki kanonicznej dla SF. Co ciekawe, i Herbert, i Bacigalupi wykorzystują odkrycia naukowe wybiórczo. Część elementów traktują poważnie i zgodnie z wiedzą naukową (odpowiednio: hydrologię pustyni i problemy rolnictwa), część zaś jest radośnie odjazdowa (kilometrowe robale i sprężynki zasilające całe miasta). Podobne podejście charakteryzuje też trylogię marsjańską K.S. Robinsona.

Ale terraformowanie to tak i niewielka nisza w porównaniu z tematyką postapokaliptyczną. Jeśli chodzi o rozwalanie Ziemi, cywilizacji i okolic, pisarze SF przeanalizowali wiele wariantów, a część nawet sprzedali generałom. Tym, którzy nie wiedzą, przypomnę, że współautorem pojęcia "nuklearna zima" jest Carl Sagan (znany i kochany przez geeków na całym świecie). Globalne ocieplenie, analizowane przez Bacigalupiego, idealnie wpisuje się w tę tradycję.

Nurt postapokaliptyczny, począwszy od przytulnych katastrof (Dzień Tryfidów Wyndhama), poprzez Kantyczkę dla Leibowitza Millera, a skończywszy na skrajnie depresyjnym Threads (postapokaliptyczne SF, dla odmiany filmowe, nakręcone na zlecenie rządu brytyjskiego w 1984 roku), skupiał się raczej na socjologii i ekonomii niż na technicznych nowinkach. Być może zamiast wyświechtanej dychotomii "nauki ścisłe – nauki humanistyczne" trafniejsza byłaby opozycja "rozwój (SF lotów w kosmos) – regres (postapokalipsa albo dystopie)".

Jednak jak w każdej dychotomii związanej z literaturą, rozdział nie jest ścisły, bo jednym z motywów nowego SF jest kryzys klasycznego, Kuhnowskiego modelu rozwoju nauki. Tutaj przykładem mogą być Siedemdziesiąt dwie litery Teda Chianga i Wieki światła Iana R. MacLeoda, pokazujące rolę intuicji i emocjonalności w kształtowaniu racjonalizmu. Po optymistycznej racjonalności Clarke’a i Asimova stanowi to powrót do tradycji SF (wynalazca z Wehikułu czasu Wellsa i doktor z Frankensteina Shelley nie pracują z czysto rozumowych pobudek).


Przez ciemne zwierciadło

Pisarze, którzy w centrum zainteresowań stawiają problem racjonalności i odpowiedzialności nauki, mogą go przetwarzać na różne sposoby. Lęk fundamentalny ("jakiś nasz wynalazek zje jakichś nas" – np. w Kto zastąpi człowieka Aldissa) bywa adaptowany na potrzeby konkretnej epoki. Przytulna katastrofa związana jest z okresem welfare-state. Lęki związane z utratą indywidualizmu powstały w epoce tworzenia się supermocarstw i (później) korporacji o zasięgu globalnym. Postapokalipsa rozwinęła się jako pokłosie zimnej wojny (w szczególności audycji Duck and Cover). Fantastyka ekologiczna była odpowiedzią na wzrost ekologicznej świadomości. Być może wzrost zainteresowania ekonomią (w Accelerando) stanowi odpowiedź na (opisywaną przez Zygmunta Baumana) niepewność. Być może transhumanizm próbuje w jakiś sposób poradzić sobie ze rosnącą wykładniczo złożonością nauki, przekraczającą ludzkie zdolności poznawcze.

Skoro my mamy kłopoty z teorią strun, to może pora na następną wersję homo sapiens? Skoro my mamy kłopoty ze zmiennością rynków, to może pora na SI (jak w Czarnych oceanach Dukaja)? Skoro mamy kłopoty z ropą i globalnym ociepleniem (prawdziwym lub nie), to może lepiej wymyślmy jednak te supersprężynki napędzane słoniami (na wzór źródeł energii w Nakręcanej dziewczynie)?

Siła SF polega na tym, że cała jej pokręcona historia jest pełna propozycji odpowiedzi, zarówno na pytania ogólne, jak i specyficzne dla naszych czasów. Borykając się ze wskazanym przed chwilą pesymizmem, mamy pod ręką i Lema (cyberiadowe żarty z rozwoju technologii), i transhumanistów (od Bestera po Bacigalupiego). A jak wszystko zawiedzie, możemy iść zaćpać Dickiem lub pobawić się w Obcego w obcym kraju.

Drodzy new-weirdowcy, transhumaniści i fani Ellisona: Możecie zapakować moje modernistyczne bebechy w SI (Dukaj), roślinę (Aldiss) czy galaretkę (Matrix). Wszystko zniosę, tylko zostawcie mi dostęp do tej starej SF. Przepraszam, jeśli wyda się Wam prosta, naiwna lub głupawa.

Ale gdyby okazało się, że Wasze nad-byty chcą Wam odgryźć nie tylko głowę, to dajcie znać. My, papierowe dinozaury, wciąż pamiętamy o Elojach.



Czytaj również

Wodny nóż
Nie ma wody na pustyni – ani nigdzie indziej
- recenzja
Wodny nóż
- fragment
Mongoliada
Wespół w zespół
- recenzja
Dzień Tryfidów
Klasyk wiecznie żywy
- recenzja
Koniec wieczności
Wieczność po latach
- recenzja

Komentarze


Antavos
   
Ocena:
+3
Rany boskie, wchodzi człowiek po miesiącach nieobecności i widzi tekst, pod którym [po rzucie okiem] można się jako tako podpisać. Alleluja, Polter ewoluuje!

Małe uwagi "historyczne".

Besterowy Gully Foyle nieco przypomina klasycznych amerykańskich superbohaterów (z ery przed Strażnikami) – też ma kłopoty z własną mocą, też czuje się obcy i też nie jest do końca zrównoważony emocjonalnie. Różni go od nich tylko jedno: w przeciwieństwie do kolesi w trykotach chce po prostu czystej, dumasowskiej zemsty, z poprawką na brak empatii wobec przypadkowych ofiar.

Wprawdzie nie czułem komiksowości bohatera, natomiast inspiracja "Hrabim Monte Christo" jest wyraźna i nie do zanegowania. Bester nawet przyznawał się, AFAIR, do fascynacji prozą Dumas, a i fabuła jako żywo kojarzyła mi się z "Hrabią". Nawiasem mówiąc, Foyle (wiersz o terrze) to kolejne nawiązanie literackie - do Jamesa Joyce'a, a tytuł "Tiger, Tiger" to William Blake.

Nie wiem też, czy można zaliczyć Mieville'a do science fiction (na pewno nie do hard). Natomiast w pełni zgodzę się do ogólnego wydźwięku szkicu, szukającego literackich korzeni "nowych" trendów w klasycznej literaturze.

Literacka tożsamość Mieville'a, a zatem poniekąd i całego New Weirdu, bierze się z fascynacji tekstami kultury napisanymi w latach 20 i 30. Nie sądzę jednak przy tym, że "Miasto i miasto" da się nazwać hołdem złożonym Dischowi (ciekawy trop, tak nawiasem mówiąc, ale do którego Discha by nawiązywał?). Niewątpliwie jednak New Weird to Nowa Fala literatury fantasy.

Odnoszę też wrażenie, że autor używa pojęć New Weird i SF zamiennie, co jest oczywistym błędem.

A propos seksualności. Atwood, LeGuin to przykłady oczywiste. Oprócz tego były jeszcze Octavia E. Butler, czy zmarła niedawno Joanna Russ...

Ogólnie jednak tekst ciekawy i zmusza do myślenia nawet antavosa.

Zwrócę na autora uwagę.
04-05-2011 19:19
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
"Gdy jakiś recenzent zachwyca się nowym nurtem, moja wewnętrzna przekora natychmiast robi kwerendę w klasyce fantastyki naukowej."

Dobra, a przykłady recenzji, gdzie recenzent zachwyca się nowym nurtem sf? Linki? Konkretne numery czasopism?


"Różni go od nich tylko jedno: w przeciwieństwie do kolesi w trykotach chce po prostu czystej, dumasowskiej zemsty, z poprawką na brak empatii wobec przypadkowych ofiar. W ten sposób Aldiss stanowi naturalny most pomiędzy bezrozumnym monstrum Mary Shelley a rozumnymi potworami Wattsa."

Skąd u diabła Aldiss?


"Nawet królowa (Connie Willis, 1992) to świetne książki,"

To jest chyba opowiadanie?

Kilka innych rzeczy też mi nie do końca grało, ale nie jestem pewien, może to ja coś mieszam.


I bardziej ogólna uwaga. Strasznie pobieżnie. Większość tytułów (szczególnie w drugiej części) została tylko wyliczona i okraszona jednym, może dwoma zdaniami. Trochę mało.

Antologia Gunna to absolutny must read. Najlepiej na samym początku przygody z fantastyką.
04-05-2011 19:25
Ezechiel
   
Ocena:
+1
@ Antavos

1. Dzięki za miłe słowa. Być może skończę następny tekst (ma być o naukowości i nienaukowości SF)

2. Jak sam pisałem, C.M. ani Disch specjalnie mnie nie biorą, więc wolałem nie wchodzić zbyt głęboko na nieznane mi wody.

Ja w elementach new weirdu (o definicji za chwilę) widzę echa tej samej tematyki, która była obecna w nowej fali Ellisona (problemy percepcji i realności rzeczywistości, ekspozycja naturalizmu (w sensie seksualności / cielesności), specyficzna logika świata (tutaj Ballard mi się zapala).

3. Co do definicji n-w: Byłbym ostrożny ze stwierdzeniami "oczywisty błąd" w odniesieniu do podgatunku, którego macki siegają od Wattsa do Mieville'a.

Według mnie (na co wskazywałem w felietonie) n-w jedną nóżką tkwi w Nowej Fali SF, więc klasyfikowanie go jako fantasy zupełnie mi się nie widzi.

Na potrzeby felietonu wyodrębniłem w nowej SF n-w obok posthumanizmu i wątków biologicznych, chociaż mam oczywiście świadomość zazębiania się poszczególnych dziedzin. Niestety tekst ma swoje ograniczenia, więc pewne uproszczenia są niezbędne (nad czym oczywiście boleję).

Ale spory o nazewnictwo mnie nudzą, więc nie spodziewaj się dłuższej polemiki w tym względzie.

4. Co do Blake'a - to oczywiste, ale wspominanie o każdym nawiązaniu rozsadziłoby tekst nadmiernie.

5. Co do innych ścieżek seksualności: Dzięki za przykłady!

@ ~

1. Przykłady:
http://ksiazki.polter.pl/Transhuma nizm-w-nowym-SF-c22838
http://ksiazki.polter.pl/Acceleran do-Charles-Stross-c19553

2. Aldiss i Willis - dzięki za poprawki! Przekazuję je do edycji.

Jeśli coś Ci nie gra - daj znać, jeśli są to ewidentne babole, to chętnie poprawię.

3. Rozmiar
Też boleję nad ograniczoną formą (Żona też marudziła, że za mało), ale ten tekst i tak jest dość długi, więc wolałem pokazać więcej ścieżek niż mniej autostrad. Być może następnym razem skupię się bardziej na konkretnych zjawiskach.

4. Gunn
Święta prawda. Niestety sporo kandydatów na recenzentów o tym nie wie. Wielu młodych-rzutkich piewców posthumanizmu takiego Bestera, Aldissa czy choćby Heinleina nie widziało na oczy. A co tu mówić o prawach robotyki czy poczciwych Elojach.
04-05-2011 19:38
Antavos
   
Ocena:
+1
2. Jak sam pisałem, C.M. ani Disch specjalnie mnie nie biorą, więc wolałem nie wchodzić zbyt głęboko na nieznane mi wody.

Zatem dlaczego przywołujesz akurat te przykłady? Pytam bez złośliwości; widzę pewien potencjał w autorze, ale jeśli stawiasz jakąś tezę - skądinąd bardzo ciekawą - wypadałoby mieć głębszą wiedzę, niż tylko podstawy. A Discha bardzo polecam, bo to świetny pisarz był. "Na skrzydłach pieśni" to klasyka science fiction, a brak polskiego wydania "334" to degrengolada literackiego establishmentu, że zacytuję Mieville'a.

Ja w elementach new weirdu (o definicji za chwilę) widzę echa tej samej tematyki, która była obecna w nowej fali Ellisona (problemy percepcji i realności rzeczywistości, ekspozycja naturalizmu (w sensie seksualności / cielesności), specyficzna logika świata (tutaj Ballard mi się zapala).

Ach, więc już nie cały New Weird, a jego elementy. Nie zmienia to jednak faktu, niestety dla twojej tezy, że Mieville w swoich tekstach krytycznych za źródło swojej rewolucji podaje dwie rzeczy. Po pierwsze, fascynację tekstami kultury lat 20 i 30 (a za Mieville'em inni, VanderMeer, Ford etc). Po drugie - Mieville pisał "Dworzec Perdido" na fali anty-tolkienizmu, zaprzeczając niejako radosnej jego zdaniem fantasy, w której problemy społeczne nie są brane pod uwagę w tej konwencji literackiej. Natomiast hipoteza o wpływie Nowej Fali jest bardzo ciekawa z dwóch powodów - i to niekoniecznie z tych, które podałeś. Nowa Fala odrzuciła stary sposób myślenia w SF i wyniosła go na inny poziom, pojawili się nowi, ciekawi autorzy (jak Samuel R. Delany, który terminował nota bene także u Ellisona i zajmował się seksualnością człowieka także w późniejszych dziełach) i tematy. Być może więc Nowa Fala w jakiś podświadomy sposób ukształtowała także Mieville’a. A NW zdefiniował Jeff VanderMeer w antologii „The New Weird” i chyba nawet jest przełożona (definicja, nie antologia) na polski; a przynajmniej gdzieś ją czytałem.

Byłbym ostrożny ze stwierdzeniami "oczywisty błąd" w odniesieniu do podgatunku, którego macki siegają od Wattsa do Mieville'a. Według mnie (na co wskazywałem w felietonie) n-w jedną nóżką tkwi w Nowej Fali SF, więc klasyfikowanie go jako fantasy zupełnie mi się nie widzi.

I tu niestety się nie zgodzę, chociaż nigdzie nie nazwałem New Weird fantasy; byłoby to zbytnie uproszczenie, jako że nw jest antytezą klasycznego fantasy rozumianego jako konwencja wykorzystująca między innymi post-tolkienowską estetykę. Watts to już kompletnie od czapy wzięty przykład, ponieważ to autor możliwie najbardziej zbliżony do klasycznej SF. Science Fiction to literatura – zazwyczaj – ekstrapolacji pewnych trendów naukowych i postaw człowieka (post-człowieka) wobec zmieniającego się świata. Myślę, że trochę za bardzo mieszasz pojęcia, ale przynajmniej, tak sądzę, próbujesz to robić świadomie. Innymi słowy, jako tako orientujesz się w temacie i z przyjemnością poczytam inne twoje teksty, chociażby żeby pospierać się z kimś, kto próbuje się rozwijać i uczyć czegoś nowego

Na potrzeby felietonu wyodrębniłem w nowej SF n-w obok posthumanizmu i wątków biologicznych, chociaż mam oczywiście świadomość zazębiania się poszczególnych dziedzin.

Zauważ, że co do zasady ja się mogę z obserwacją zgodzić. Absorpcja tematów tak zwanej „nowej SF” jest widoczna i dla mnie. Zmienia się jedynie scenografia. Transhumanizm, post-humanizm to dzieci Nowej Fali i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Czytałeś „Pana światła” Zelaznego?

A co do antologii SF wymienionych już przez was dorzuciłbym jeszcze „Kroki w nieznane” (klasyczne wydanie; nowe jako dodatek) pod redakcją Jęczmyka, „Rakietowe szlaki”, „Kryształowy sześcian Wenus”…
04-05-2011 20:42
Ezechiel
   
Ocena:
+1
@ Antavos

1. Przykłady
"Zatem dlaczego przywołujesz akurat te przykłady? Pytam bez złośliwości; widzę pewien potencjał w autorze, ale jeśli stawiasz jakąś tezę - skądinąd bardzo ciekawą - wypadałoby mieć głębszą wiedzę, niż tylko podstawy."

Zauważ, że w artykule zestawiam Bestera z Mievillem. Reszta to wyłącznie potencjalne tropy dla Czytelników, których takie odjazdy bawią bardziej niż mnie. Przywołałem je - aby pokazać, że "odloty od czapy" też mają swoje korzenie.

Co do głębszej wiedzy - piszę dla frajdy, więc nie zamierzam zdobywać "głębszej wiedzy" w dziedzinach, które mnie nie kręcą. Mam dość rozplątywania łańcuchów Kuhna w godzinach pracy.

2. Korzenie NW
"I tu niestety się nie zgodzę, chociaż nigdzie nie nazwałem New Weird fantasy; byłoby to zbytnie uproszczenie, jako że nw jest antytezą klasycznego fantasy rozumianego jako konwencja wykorzystująca między innymi post-tolkienowską estetykę."

Pardonsik: Niewątpliwie jednak New Weird to Nowa Fala literatury fantasy.

Skoro "Nowa Fala SF" jest częścią "SF", to "Nowa Fala Fantasy" jest częścią "Fantasy"?

Stary dobry schemat włączenia buntu w tradycję. Z tym, że nw (podobnie jak Nowa Fala) leży na pograniczu obu odmian fantastyki.

Generalnie moim zdaniem:
NW i NF przynależą jednocześnie do fantasy i SF. Z tym, że w przypadku NW geny fantasy dominują nad genami sf, w przypadku NF odwrotnie.

3. Posthumanizm i obecne hard SF
"Absorpcja tematów tak zwanej „nowej SF” jest widoczna i dla mnie. Zmienia się jedynie scenografia. Transhumanizm, post-humanizm to dzieci Nowej Fali i co do tego nie ma żadnych wątpliwości."

Ja raczej widzę obecne SF jako rezultat związku Nowej Fali i klasycznego SF złotego wieku (z Gibsonem i Cadigan w szafie i wibratorem LeGuin w szufladzie).

"Zmiana scenografii" to kuszące uogólnienie (zwłaszcza, gdy chcemy mamucić nad starymi dobrymi czasami), ale właśnie Watts, Egan czy Bear (stojący po stronie naukowego SF i posthumanizmu) stanowią nową jakość, ponieważ sięgają również po dziedzictwo Ellisona.

Nikt przed Wattsem ani Bearem nie czerpał tak silnie z bieżącego stanu nauki (bo nawet Asimov czy Clarke raczej spekulowali niż ekstrapolowali). Ale to już temat następnego tekstu, więc nie będę spoilerował.

4. Uwagi ogólne
Aha (do wszystkich komciujących) cieszę się z dyskusji, ale używając zwrotów "wypadałoby" zmniejszacie szansę na lekturę kolejnych tekstów.

Interesuje mnie rozmowa dwóch fanów a nie relacja autor-krytyk (zwłaszcza, gdy dyskutanci są anonimowi).
04-05-2011 21:39
~garfields

Użytkownik niezarejestrowany
    całkiem nie na temat
Ocena:
0
mati, cóż to za morderczy nick ... :) ezehiel :d,
a sam tekst fajny jest, merytorycznie czepiał się nie będę, bo dobrze ponad połowę z przytoczonych książek,opowiadań przeczytałem tak dawno temu że zlały się w jedną sf-hadsf-opero masę
04-05-2011 23:51
Malaggar
   
Ocena:
0
Biologia może nam wyciąć dużo gorsze numery niż pandemia/
Brak kropki na końcu zdania, za to jest ukośnik, a cały akapit ma dziwne rozstrzelenie tekstu.

04-05-2011 23:54
Repek
   
Ocena:
0
@Ezi
Dzięki od neandertala dla dinozaura za dobry kawał hard tekściora. :)

Pozdro

[fhtagn - bluźniercze literówki poprawione]
05-05-2011 01:40
~c.

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jedna poprawka: "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem" to książka Olivera Sacksa, nie Jeffreya Sachsa.
05-05-2011 01:53
Repek
   
Ocena:
0
[fhtagn - dziękujemy za kapeluszową uwagę]
05-05-2011 02:56
Alchemist
   
Ocena:
0
Świetny tekst. Gratulacje. :)
05-05-2011 09:36
Scobin
   
Ocena:
0
Aldiss i Willis – poprawki wprowadzone, dzięki za wskazanie.
05-05-2011 09:40
Aravial Nalambar
    Zgadzam się :)
Ocena:
0
Doskonale znam sytuacje, gdy ktoś ekscytuje się nowa powieścia sf, która powala go założeniami świata i koncepcjami, podczas gdy w byle opowiadaniu z drogi w nieznane motyw dany występował już w latach czerdziestych czy piędziesiątych... Cóż, powtarzalność doprowadziła u mnie już do tego, że nowej fantastyki niemal nie czytam.

Chciałbym dopytać o jedną kwestię w tekście. Mianowicie twierdzisz, że w Perfekcyjnej Dukaj nie trzyma się pewnych faktów z dziedziny neurologii. Mógłbyś temat pogłębić? Może czegoś nie wiem, ale nie wydaje mi się aby "inny ośrodek dla umysłu" nie mógł "nasladować" pewnych cech budowy mózgu jednoczesnie przewyższajac go w innych aspektach. Badania nad sieciami neuronowymi ida pełna parą, zresztą nie wolno zapominac, że postludzie Dukaja działa w uparciu o komputery kwantowe i jeszcze ciekawsze wynalazki, których działania nie jesteśmy w stanie określić.

Przyznam, że Dukaj jest jednym z nielicznych nowych pisarzy SF, którzy wciągnęli mnie w jakiś sposób nowym ujęciem wielu problemów, językiem i pomysłami. Trudno mi znaleźć konkretnych jego "protoplastów".
05-05-2011 10:29
Szczur
   
Ocena:
0
Bardzo przyjemny artykuł, fajnie że chciało ci się go napisać.

Przy okazji - w trzecim akapicie od końca jest niepotrzebny nawias.

[fhtagn - poprawione]
05-05-2011 10:56
Ezechiel
   
Ocena:
0
@ Aravial

Kłopot z neurologią (czyli dlaczego Watts jest fajny a Stross czy Dukaj mniej) będzie przedmiotem następnego tekstu.

Niespecjalnie chciałbym teraz palić koncepcję tego tekstu w postaci komcia. Sam muszę jeszcze poprzegryzać się przez Sachsa i Thorwalda (plus pogadać ze znajomymi psychologami i psychiatrami) zanim palnę jakiś idiotyzm.
05-05-2011 11:17
Aravial Nalambar
   
Ocena:
0
W takim razie czekam rozgoraczkowany. Ach i teraz tak myślę, że motyw Tranferu Umysłu pojawia się także u Frederica Pohla w dalszych częściach jego Sagi o Heechach. Może tam tez warto poszukać? Ach i przyznaję się bez bicia, że Wattsa ani Strossa nie czytałem :)
05-05-2011 14:53
malakh
   
Ocena:
0
Ciekawy tekst, troszkę bym jednak podyskutował. Zdziwił mnie dobór tytułów. Chodzi o Beara, Wattsa i Bacigalupiego. Nie do końca jestem przekonany, czy autorzy recenzji chwalili te książki za ich oryginalność.

Moim zdaniem nieco mylnie stawiasz tezę (opierając ją na tych książkach), że recenzenci hard SF zachwycają się nowymi nurtami - i tutaj jako przykłady podajesz owych trzech autorów. Według mnie recenzentom po prostu podobały się książki, które zachodni krytycy wpisują w nowe nurty.

Rzecz jasna nie czytałem wielu recenzji, ale te kilka które znam, no i napisane przeze mnie, bo wszystkie te trzy tytuły oceniałem, nie podkreślały oryginalności pomysłów. Bear był chwalony za realistyczną symulację, Watts za tchnięcie świeżości w oklepany motyw, a siła prozy Bacigalupiego to przede wszystkim gra emocjami.

Dziwi przede wszystkim obecność Beara, bo i książki leciwe (bodajże '99), a i nie znajduję w nich niczego nazbyt oryginalnego. Mam także wrażenie, że owy posthumanizm jest nietrafiony, przynajmniej nie rozpatrywał bym go w kontekście Strossa czy Dukaja. Clue powieści Beara była nie tyle przemiana człowieka, co wykazanie luk w obowiązujących teoriach ewolucji. Bear nie tworzył niczego nowego, po prostu znalazł "dziurę w systemie" i pobawił się w "Co by było, gdyby...".

05-05-2011 21:58
Ezechiel
   
Ocena:
+1
"Moim zdaniem nieco mylnie stawiasz tezę (opierając ją na tych książkach), że recenzenci hard SF zachwycają się nowymi nurtami - i tutaj jako przykłady podajesz owych trzech autorów. Według mnie recenzentom po prostu podobały się książki, które zachodni krytycy wpisują w nowe nurty."

1. Myśl przewodnia tekstu brzmi: Wiele nowych nurtów dzisiejszej (H)SF miało swoje interpretacje już w złotym wieku.

2. Zachwyt Malakha

"Ślepowidzenie to, obok Drogi Cormaca McCarthy’ego, najlepsza powieść, jaką czytałem w tym roku, jedna z lepszych w ostatnich latach. Bogactwo wyobraźni, świeże spojrzenie na utarty temat,"

Jak dla mnie to JEST zachwyt oryginalnością.

3. Posthumanizm i Bear

Zostawiając na boku daty wydania (bo to nuda), chętnie dowiem się w jaki sposób opowieść o ewolucji człowieka (w sensie dosłownego nadejścia kolejnego gatunku) nie jest posthumanistyczna?

Nie wiem co było clue książki Beara - ja tam widziałem ten sam motyw co w Poczwarkach i w Cieplarni (przemiana gatunku). Czy jest to atek główny, czy poboczny - to kwestia subiektywna.

Ja wiem, że nie ma takich fajerwerków jak u Strossa czy Dukaja, ale wciąż mamy spekulacje na temat następnego etapu ewolucji człowieka.

IMHO to kwestia tego jak postawisz granicę - dla mnie Dzieci Darwina (podobnie jak Poczwarki) idealnie plasują się na granicy człowieczeństwa. Załoga Strossa i Dukaja tę granicę przeskakuje i szaleje dużo dalej.
06-05-2011 06:32
malakh
   
Ocena:
0
"2. Zachwyt Malakha

"Ślepowidzenie to, obok Drogi Cormaca McCarthy’ego, najlepsza powieść, jaką czytałem w tym roku, jedna z lepszych w ostatnich latach. Bogactwo wyobraźni, świeże spojrzenie na utarty temat,"

Jak dla mnie to JEST zachwyt oryginalnością."

To jest dokładnie to, o czym pisałem - świeże spojrzenie na oklepany motyw pierwszego kontaktu. Wielu sądziło, że w kwestii spotkania człowieka z Obcym, ostatnie słowo powiedział Lem. Wattsowi udało się jednak spojrzeć na to w inny sposób, dlatego wszystkim tak się spodobało.

Piszesz: "współczesne hard SF wcale nie jest takie oryginalne", a jako argument przywołujesz tytuł świadomie grający z jednym z najbardziej utartych schematów. Jak z wampirami u Wattsa - oczywiście, wieeeeeelu przed nim pisało o wampirach... ale ilu opisało ich biologię w taki sposób?

Widzisz, ja nie dyskutuję z twoimi tezami (w końcu każdy dobry pisarz przeczytał mnóssstwo książek, więc wpływ klasyki zawsze widać). Mnie zastanawia dobór tytułów.

"Zostawiając na boku daty wydania (bo to nuda), chętnie dowiem się w jaki sposób opowieść o ewolucji człowieka (w sensie dosłownego nadejścia kolejnego gatunku) nie jest posthumanistyczna?"

Nie napisałem, że nie jest to powieść posthumanistyczna - bo ma tego elementy. Nie można jej jednak zestawiać z Dukajem czy Strossem. Ci dwaj skupiali się właśnie na człowieku i jego przyszłości. Bear skupiał się na ewolucji. Dylogia "darwinowska" nie ma pokazać, co znami będzie, ale zburzyć nasze myślenie o ewolucji jako procesie, który postępował, postępował, aż w końcu zatrzymał się na nas. Według mnie, ale to oczywiście bardzo subiektywne odczytanie powieści, Bear nie pisał o ludziach, ale o ewolucji. To miałem na mysli.

"1. Myśl przewodnia tekstu brzmi: Wiele nowych nurtów dzisiejszej (H)SF miało swoje interpretacje już w złotym wieku."

W 100% zgoda. Zresztą jakiś czas temu już Dukaj pisał w "CzFie", że SF napotkało mur w postaci technologicznej osobliwości, więc wraca do korzeni (to akurat rzy okazji "Peanathemy"). I z wami oboma się zgadzam.

Tylko tytuy mi nie pasują;)

Zresztą, nieco przewortnie, podszedłbym do tematu innaczej, w kwestii metodologii. Zamiast szukać współczesnych powieści SF, które w dużym stopniu nawiązują do złotego wieku, poszukałbym takich, które tego nie robią. Jeżeli by mi się nie udało, wtedy pokusiłbym się o postawienie takiej samej tezy jak ty.


06-05-2011 09:15
Ezechiel
   
Ocena:
0
@ Malakh

1. Nie piszę, że "współczesne SF nie jest oryginalne" tylko "współczesne SF zaskakująco często nawiązuje do klasyki".

2. "Zamiast szukać współczesnych powieści SF, które w dużym stopniu nawiązują do złotego wieku, poszukałbym takich, które tego nie robią."

Śmiało, chętnie Ci pokażę, że jednak nawiązują ;-P
06-05-2011 10:03

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.