» Recenzje » Ślepy demon. Sieciech

Ślepy demon. Sieciech

Ślepy demon. Sieciech
Andrzej Sapkowski w swym wiekopomnym eseju Piróg, albo nie ma złota w Szarych Górach bezlitośnie rozprawił się z ideą słowiańskiego fantasy, kpiąc z pomysłów fabularnych, imion postaci, języka i całej przaśno-siermiężnej otoczki, nie wróżąc tej rodzimej odnodze długiego życia. Prawie ćwierć wieku później Witold Jabłoński udowadnia, iż owa prognoza była błędna, gdyż jego cykl o początkach państwa polskiego, którego drugi tom stanowi Ślepy demon, to proza bardzo dobra, choć trudno ją określić mianem krystalicznie czystego fantasy.

Punkt wyjścia owej słowiańskiej apokalipsy jest intrygujący. Jabłoński postanowił przeprowadzić dekonstrukcję dziejów Polski znanych z podręczników, aby z uzyskanych podczas tego procesu luźnych ich fragmentów ułożyć arcyciekawą mozaikę, w której tessery historyczne wymieszane zostały z kostkami powstałymi w wyobraźni autora, zaś zaprawę łączącą całość stanowi przebogaty świat pogańskich wierzeń i rytuałów. Jednocześnie pisarz odważył się na krok równie ryzykowny jak opisanie dziejów Witelona (po wydaniu tego cyklu autora nazywano propagatorem satanizmu i czarnej magii), pierwszoplanowymi bohaterami czyniąc postaci, które do tej pory ukazywane były w zdecydowanie mrocznym świetle. Zarówno Miecław, główny bohater Słowa i miecza, jak i Sieciech, którego losy Jabłoński opisuje na kartach Ślepego demona (a dokładnie – pierwszej połowy książki, której podtytułem jest miano przyszłego palatyna), zapisali się w annałach historii jako wichrzyciele pragnący obalić władzę królewską i ustanowić własne rządy. Natomiast autor poszedł w zupełnie innym kierunku, heroizując swych protagonistów.

Lata minęły od opisanej w Słowie i mieczu bitwy pod Płockiem, która zakończyła bunt Miecława, jednocześnie kładąc kres jego życiu. Po śmierci Kazimierza Odnowiciela tron objął starszy z książęcych synów – Bolesław. Nowy władca nie zyskał pełnej aprobaty swych poddanych; zwłaszcza kler na czele z biskupem krakowskim Stanisławem potępiał jego czyny, a młodszy brat Władysław Herman otwarcie zazdrościł korony. W tym burzliwym okresie do grodu Kraka przybywa Sieciech – syn jednego z rycerzy możnowładcy-buntownika, by pod niezbyt czułą opieką wuja Jaksy Topora uczyć się rycerskiego fachu. Romantyczne marzenie młodzieńca o zostaniu opiewanym przez poetów rycerzem bez skazy roztrzaskuje się jednak o bardzo pragmatyczny sposób myślenia rodziny Toporników. Chłopak ma być przydatny – trzeba go wżenić w jakowyś odpowiedni ród, a jako że trafia się kusząca oferta w postaci ręki młodziutkiej i posażnej Krystyny Prawdziwcówny, wyprawa do Wrocławia zapowiada się jako prosta i przyjemna podróż zwieńczona ślubem. Jednak na skutek rozmaitych splotów okoliczności, które wydają się naturalne, lecz zostały ściśle zaplanowane przez pradawne moce, przed Sieciechem otwiera się zupełnie inna droga, jakże odmienna od jego pragnień, ale jednocześnie jeszcze bardziej kusząca.

Osią fabuły jest walka starego z nowym – świeże idee polityczne wypierają dawny ład, chaotycznie rządzone dziedziny sukcesywnie łączą się w jeden organizm państwowy, ludzie przywykli do mikroświata plemiennych związków nagle stają przed koniecznością wyboru władzy centralnej, uosobionej przez króla, którego nie widzieli i prawdopodobnie nigdy nie zobaczą. Te nowinki budzą gwałtowny sprzeciw i pragnienie powrotu do starych, bezpiecznych reguł. Szczególnie, iż zmiana ustroju łączy się nierozerwalnie z chrystianizacją. Syjoński demiurg Jehowa i jego syn nie cieszą się zbytnią popularnością, zaś ogniem i mieczem wprowadzany katolicyzm wywołuje protest i ludzi i bogów rządzących słowiańskimi ziemiami od dawien dawna. Sympatie Jabłońskiego lokują się po stronie rdzennej wiary; jest to oczywiste już od pierwszego tomu cyklu, a w drugim staje się jeszcze bardziej wyraziste. Wedle niego kler (jak ich pogardliwie określa – czerńcy) to banda przebiegłych manipulatorów, którzy dzielą się albo na fanatycznych wyznawców Chrystusa, gotowych nawracać pogan za wszelką cenę i bez względu na koszta, albo na zręcznych polityków pragnących ingerować w losy nowego królestwa. Lecz i pogardzanych przez nich pogan nie można określić mianem uosobienia szlachetności. Broniąc się, stosują bardzo podobne metody jak księża, ponadto dysponują większym arsenałem środków zaradczych, których działanie opisane zostało w spektakularny sposób.  

W Ślepym demonie akcja rozgrywa się na kilku płaszczyznach – zarówno w przypadku samej fabuły, jak i miejsc, w których toczy się akcja, wśród tych zaś istnieje dodatkowy podział na zakotwiczone w naszej rzeczywistości, jak i w mitycznych realiach. Zatem obserwujemy wydarzenia stricte historyczne oraz te rozgrywające się przede wszystkim w wyobraźni pisarza. Do pierwszych należy zaliczyć podskórne wrzenie wokół krakowskiego tronu, powoli zawiązujące się spiski podważające władzę Bolesława, knowania rezydującego w Płocku Hermana, kolejne wyprawy Śmiałego na Ruś i wreszcie moment jego koronacji na króla Polski. Wytworami wyobraźni autora są natomiast wędrówki jego bohaterów z jednego krańca mapy Słowiańszczyzny na drugi – Kraków, Płock, Pomorze i wyspy na Bałtyku, Kijów to zarówno miejsca realne, jak i mające swój odpowiednik w pulsującym potężną mocą świecie nadnaturalnym. A ten jest ukazany na wzór rozkwitającego feerią barw gobelinu, który zadziwia swą precyzją, lecz gdy przyjrzeć się mu bliżej – budzi grozę. Nie jest to bowiem świat sielankowy, odwiecznych bogów nie odważyłabym się określić mianem łagodnych i spolegliwych. To istoty przepotężne, których nie da się pojąć wedle zasad ludzkiego rozumowania. Ich czyny wymykają się prostemu podziałowi na dobre i złe, ponieważ posiadają własną moralność. Bezpośrednio uczestniczą w życiu swoich wyznawców, nad wyraz materialnie odpowiadając na ich modły i wezwania, są jednocześnie znajomi i niepojmowalni.

Postaci Welesa, Chorsa, Peruna i innych bóstw ukazanych na kartach powieści nie stanowią wycinka słowiańskiej mitologii na siłę wciśniętego w powieściowe realia. Jabłoński zadbał o to, by jego paranormalne uniwersum było ze wszech miar dopracowane. Zatem poznajemy dokładnie alternatywną rzeczywistość – troistość Nawii, Jawii i Prawii nie pełni jedynie roli przyciągającej oko, acz nie do końca wykorzystanej pozłotki (jak ma to miejsce chociażby w cyklu o Czarownicach z Wolfensteinu), lecz przedstawiona jest w znacznie bardziej rozbudowany sposób niż opisana w powieści rzeczywistość. I zdecydowanie nie jest to świat dobrych demonów – panoptikum fantastycznych istot cechuje przede wszystkim zimne okrucieństwo i nawet te na pozór dobre, jak chociażby skrzaty, potrafią odsłonić zdecydowanie mniej sympatyczną stronę swej osobowości. Ich chtoniczne powiązanie z mrocznymi siłami natury stanowi cechę nadrzędną. Można odnieść wrażenie, iż owe mityczne krainy osadzone są nie wzdłuż axis, lecz w otchłaniach anus mundi.

Tak precyzyjny ich opis zawdzięczamy rozlicznym badaniom Jabłońskiego, który eksploruje źródła etnograficzne i religioznawcze, umiejętnie wplatając zaczerpniętą z nich wiedzę w fabułę Sieciecha. Przeprowadził równie dokładną kwerendę wśród annałów historycznych, czerpiąc garściami z kronik Galla Anonima, Jana Długosza i Wincentego Kadłubka, a ów szkielet odziewa w ciało stworzone w swej wyobraźni na tyle zręcznie, iż czasami trudno oddzielić fakty od fikcji. Nie idzie ślepo w ślady pisarzy, którzy kwestię schyłku społeczności plemiennych i początków państwa polskiego już wcześniej podejmowali (Zbigniew Nienacki w Dagome Iudex czy Józef Ignacy Kraszewski w Masławie), lecz pewne inspiracje ich twórczością uważny czytelnik odkryje bez trudu. Sposób ukazania zawiłej fabuły może budzić skojarzenia z cyklem Odrodzone królestwo Elżbiety Cherezińskiej. Jednak tutaj wydarzenia stricte historyczne stanowią mocny trzon, a fantastyczne elementy służą przede wszystkim budowaniu atmosfery, podczas gdy u Jabłońskiego fantasy zdecydowanie dominuje.

Pierwszą połowę Ślepego demona można czytać jako kontynuację Słowa i miecza, jak również przystąpić do lektury bez znajomości poprzedniego tomu, choć pewne odwołania do jego fabuły tudzież postaci mogą ją nieco skomplikować. Zapobiegawczo Jabłoński w kilku wplecionych w akcję słowach prezentuje kwintesencję opisanych uprzednio wydarzeń. Schemat narracyjno-fabularny drugiej odsłony Słowiańskiej Apokalipsy pozostaje identyczny jak w przypadku pierwszego tomu – to wielowątkowy opis zarówno gry o tron, jak i rozgrywki o ludzkie dusze ujętej z różnych perspektyw i toczonej przez rzeczywistych oraz wyimaginowanych bohaterów. Znajomy również jest sposób kreacji postaci, skonstruowanych wedle zasady uzupełniających się wzajemnie cech pozytywnych i negatywnych, zastosowanych w różnych proporcjach, w zależności od charakteru danego bohatera. Pisarzowi udało się wielce przewrotnie stworzyć "pozytywnych" protagonistów, którzy odstręczają oraz intrygujące szwarccharaktery. Przykładem pierwszym może być sam Sieciech, który z przepełnionego ideałami nastolatka zmienia się w mężczyznę całkowicie podporządkowanego roli Wybrańca i karzącej ręki sprawiedliwości pogańskich bogów i w imię ich specyficznych ideałów gotów jest zdradzać, mordować i niszczyć życie bliskich sobie osób. W drugim przypadku sztandarowym przykładem jest Kościej, Posłannik Chorsa, mag zafascynowany destrukcją, nurzający się we krwi (sic!) i cierpieniu swoich ofiar, bezlitośnie wykorzystujący ich ciała jako kolejne siedziby dla swej plugawej duszy. Jednocześnie jest on istotą (proweniencja wskrzeszonego przez wysłanników Pasterza Zmór stanowi zagadkę, zresztą nie pierwszą i nie ostatnią w powieści) niezwykle inteligentną, cynicznym przewodnikiem i nieco demagogicznym nauczycielem, abominacją, którą aż nazbyt łatwo polubić.

W Iliadzie Homer prosił boginię, by opiewała gniew Achilla; podobne motto przyświecało Jabłońskiemu podczas tworzenia Ślepego demona. Sednem historii są negatywne emocje – nienawiść, zazdrość, ksenofobia, żądza władzy a jego bohaterowie, zarówno mężczyźni, jak i niewiasty dyszą nieposkromionymi ambicjami. To niezwykle soczyście nakreślona opowieść o zdradach, zemstach, wszelkiego rodzaju matactwach, w której przebłyski szlachetności toną w grzęzawisku pierwotnych i krwiożerczych instynktów. Wywołuje ona podziw, lecz również bojaźń i drżenie, a także poczucie irytacji. Przede wszystkim tym, że pomimo zgrabnie wprowadzonej klamry czasowej, która sugeruje, iż stanowi ona zamkniętą całość, jest jedynie początkiem opisania czynów Sieciecha et consortes, których zakończenie nadejdzie w drugim tomie. Nie godzi się panie Jabłoński poddawać cierpliwość czytelników takiej próbie!

8.0
Ocena recenzenta
5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Ślepy demon. Sieciech
Autor: Witold Jabłoński
Wydawca: SuperNOWA
Data wydania: 15 kwietnia 2015
Oprawa: miękka



Czytaj również

Uczeń czarnoksiężnika
Czarna owca Witelon
- recenzja
Słowo i miecz - Witold Jabłoński
Słowiańska Gra o tron?
- recenzja
Jedenaście pazurów
Szczyt piramidy - Artur Baniewicz
Fryne hetera - Witold Jabłoński
Powieść czy esej?
- recenzja

Komentarze


Squid
   
Ocena:
0

Romantyczne marzenie młodzieńca o zostaniu opiewanym przez poetów rycerzem bez skazy

Pytanie do znających się na historii: byli w tym jedenastym wieku na ziemiach polskich jakichkolwiek poeci opiewający jakichkolwiek rycerzy, nie mówiąc o tym, że bez skazy? Nie chcę uderzać w wiarygodność Jabłońskiego, choćby ich nie było, rozumiałbym taki zabieg fabularny, ale kwestia mnie ciekawi.

07-06-2015 22:26
earl
   
Ocena:
+1

Na ziemiach polskich ciężko byłoby ich znaleźć, ale w Europie od kilku wieków pojawiały się pieśni i eposy sławiące czyny bohaterskie. Do takich można zaliczyć m.in. "Pieśń o Hildebrandzie" (IX wiek), "Historię Brytów" (IX wiek) czy "Beowulfa" z przełomu X i XI wieku. A w wiekach XI i XII literatura rycerska była już dość powszechna - "Pieśń o Rolandzie", "Opowieść o Tebach", "Opowieść o Aleksandrze" Aleksandra de Bernay, "Opowieści o Troi" Benedykta Sainte-Maure czy "Pielgrzymka Karola Wielkiego, nie mówiąc o dziesiątkach anonimowych opowiadaczy, chodzących od zamku do zamku i raczących słuchaczy opowieściami. Rycerze zaczęli wówczas jeździć po Europie, szukając sławy, bogactwa, władzy, więc można zakładać, że nie chodziło im tylko o krajowych trubadurów, ale i o międzynarodowych. Zresztą znamiennym przykładem polskiego rycerza, który w XII wieku zyskał międzynarodową sławę, był książę śląski Bolesław Wysoki, który wziął udział w wyprawie cesarza Fryderyka Barbarossy do Italii w 1158 roku i tam, pod Mediolanem, zabił jednego z najlepszych włoskich rycerzy. 

08-06-2015 11:51
Adeptus
   
Ocena:
0

Zawsze można zrobić, że bohater słyszał nasiąkł eposami zagranicznych, nie polskich poetów, jak Zbyszek z Bogdańca.

08-06-2015 12:50
XFaust
   
Ocena:
0

W kronice Galla pojawia się pieśń rycerzy Krzywoustego, a więc... raczej byli. Generalnie Polacy (i chyba Słowianie Zachodni w ogóle) mieli pecha, jeśli chodzi o zachowanie się do naszych czasów średniowiecznej epiki.

14-07-2015 01:37

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.