» Artykuły » Wywiady » Rozmowa z Martą Kisiel

Rozmowa z Martą Kisiel


wersja do druku

Tłok robi mi źle na wszystko

Autor: Redakcja: Tiszka, Michał 'von Trupka' Gola, Jan 'gower' Popieluch

Rozmowa z Martą Kisiel
Marta Kisiel zadebiutowała jedenaście lat temu opowiadaniem, które z czasem przerodziło się w książkę Dożywocie. Na kontynuację trzeba było długo czekać, ale Siła niższa nie zawiodła oczekiwań fanów, zaś umiejscowione w tym samym uniwersum Nomen omen i Toń tylko potęgują apetyt na kolejne pozycje z "Kiślowersum". Poznajcie bliżej "Ałtorkę", której książki wyróżniają się na naszym rynku literackim przede wszystkim oryginalnym i barwnym stylem, a także wszechobecnym, momentami trochę szalonym humorem.

Aleksandra 'yukiyuki' Cyndler: Jakie były początki Twojej przygody z pisaniem? Kiedy zaczęłaś pisać, w szkole czy może znacznie później?

Marta Kisiel: Pierwszą książkę zaczęłam pisać w czasach wczesnoszkolnych. Był to ciąg dalszy Wesołych przygód Robin Hooda – czy raczej wersja alternatywna, zakładająca, że Robin skończył nieco lepiej niż w oryginale. Niestety z samej fabuły wiele nie pamiętam, jedynie przecudny zeszyt w Kaczory Donaldy, w którym z zapałem popełniałam literki. Kolejne próby podjęłam dopiero w liceum, z wielkim wsparciem ówczesnej nauczycielki polskiego. Czytała wszystko, co wyszło spod mojej ręki, a potem zostawała ze mną po lekcjach. Zdanie po zdaniu pokazywała, tłumaczyła, poprawiała, w związku z czym zdarzało mi się wychodzić ze szkoły nawet o godzinie siódmej wieczorem, za co zbierałam solidne bęcki od rodziców. To dzięki niej nabrałam przekonania, że może nie zawsze mi wychodzi, może nie zawsze wiem, co w zasadzie robię, ale tak, to jest właśnie to – i tak mi już zostało do dziś.

Co najpierw tworzysz: portrety postaci, którym coś się przydarzy, czy zarys fabuły i wydarzeń, który zaludnia się odpowiednimi postaciami?

Różnie. Czasem zaczyna się od jakiejś postaci, czasem od rekwizytu, dowcipu lub skrawka dialogu. Albo od miejsca – jak w przypadku pierwotnego Dożywocia zapoczątkowanego wizją gotyckiego domiszcza pośrodku lasu. Z kolei Nomen omen wzięło się od sceny, w której nieokreślony bohater jedzie tramwajem przez Wrocław i mija cmentarz żydowski przy ulicy Ślężnej. Nie ma reguły, która by tym procesem w jakikolwiek sposób rządziła.

 

Czy w Twoich bohaterach jest coś z ciebie? Kilkakrotnie wspominałaś, że w Konradzie Romańczuku sportretowałaś od najgorszej strony siebie jako pisarkę, ale co z innymi postaciami? Czy znajdziemy w kimś rysy "Ałtorki”?

Bardzo wiele postaci ma coś ze mnie, nie tylko Konrad – jakieś powiedzonko, rys osobowościowy, natręctwo albo wspomnienie, coś, co im wtykam z rozmysłem, aby bohater stał się trójwymiarowy. Rozsiewam te skrawki siebie praktycznie po każdym tekście. Choć rzeczywiście Konrad ma ze mnie najwięcej, aczkolwiek nie jako pisarz, a choleryk ze skłonnością do chowania się przed całym światem. Ale żadnej z tych postaci nie da się przyłożyć do mnie i stwierdzić: o, Kisiel jak żywa! Czuję niechęć wobec podobnych zabiegów.

Czy portretujesz też znajomych i przyjaciół?

Nie w stosunku jeden do jednego – z zaszczytnym wyjątkiem w osobie Janka Mądrzywołka, który sam się prosił i wcale a wcale nie narzeka. Zwykle poprzestaję na pożyczeniu sobie jakiegoś szczegółu, wyimka biografii, anegdoty czy samego wyglądu.

Co cię najbardziej motywuje do pisania?

Uporczywe wewnętrzne swędzenie, którego nie da się ukoić inaczej, jak pisząc właśnie. Muszę wyrzucać z siebie nowych bohaterów, pomysły, fabuły, bo w pewnym momencie robi się od nich zbyt tłoczno w tym moim nieszczęsnym łbie. A ja jestem introwertyczką i tłok robi mi źle na wszystko.

Czy masz swoich ulubionych pisarzy, autorów i pozycje, które odcisnęły na tobie niezatarte piętno? Takie, które może kształtowały Twoje zainteresowania i uświadomiły, że chciałabyś kiedyś zająć się pisaniem?

Nie, nie było ani takiego autora, ani takiej pozycji. Mnie po prostu zawsze najmocniej ciągnęło do książek i światów, które w sobie kryły. Po skończonej lekturze często bawiłam się cudzymi postaciami w wyobraźni, jak lalkami, wymyślając im kolejne przygody, dialogi i tak dalej. Prędzej czy później musiało się to skończyć twórczością własną.

Zdarza Ci się jeszcze czytać tylko dla przyjemności czy też Twoje czytelnicze wybory podyktowane są raczej potrzebami przeprowadzenia researchu?

Oczywiście, że się zdarza! Właśnie wysłałam tekst do wydawnictwa i korzystając z tego, że dzieci pojechały do babci, od paru dni łapczywie czytam – i tylko jedna z książek, które przez ten czas przeszły przez moje ręce, była związana z researchem do kolejnych powieści. Po pozostałe sięgnęłam wyłącznie dla osobistej przyjemności.

Jesteś polonistką. Poznałaś kanon lektur liczący niebagatelne kilkaset pozycji z literatury różnych epok. Czy nawiązania do romantycznych poetów to wynik sympatii czy też antypatii?

Why not both? Szczęsny uosabia wszystko to, co przeciętny człowiek z romantyzmem utożsamia, a co mnie w romantyzmie wyłącznie denerwuje – to całe smęcenie o miłości, obowiązkowo nieszczęśliwej, wzdychanie, przeżywanie jak mrówka okupacji… Mało co działa mi na nerwy tak bardzo jak cały ten rozkochany romantyzm. I mało co tak mnie fascynuje jak romantyzm czarny, zwany frenetycznym, z którego wyrosła potem literatura grozy, a w konsekwencji to, co dziś zwiemy szeroko horrorem.

A wykorzystanie tematów związanych z II Wojną Światową? Akcja Nomen Omen i Toń dość mocno wiąże się z tragicznymi wydarzeniami z tego okresu. Skąd pochodzą korzenie tego motywu w Twojej twórczości?

Myśląc o drugiej książce, rozglądałam się za tematem gdzieś blisko siebie, w sensie tak metaforycznym, jak i dosłownym. Znalazłam go za oknem – szukając informacji o historii najbliższej mi okolicy, natknęłam się na artykuł o przebudowie wrocławskiej alei Armii Krajowej i odnalezieniu przez ekipę budowlaną ludzkich kości. Ruszyłam tym tropem i nim się obejrzałam, wsiąkłam w cmentarze i Festung Breslau. Nie wszystkie wątki poruszyłam w Nomen omen, inne ledwo musnęłam, a z biegiem czasu pojawiły się kolejne pytania i historyczne fascynacje, z których wyrosło Toń, a teraz Toń 2. I nie tylko.

Kilkanaście lat temu, kiedy sama kończyłam polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim, fantastyka była traktowana jako literatura gorszego sortu. Jedynie kilku wykładowców i promotorów podchodziło do tego zagadnienia inaczej. Jestem ciekawa, czy kiedykolwiek zdarzyło ci się spotkać z krytyką, że jako osoba z takim, a nie innym wykształceniem nie piszesz czegoś bardziej ambitnego.

Nie, nigdy nie zetknęłam się z nikim, kto uważałby, że ambicje są przypisane wyłącznie jednej gałęzi literatury. Wprost przeciwnie, jeszcze w czasie studiów uczęszczałam na zajęcia o fantastyce w literaturze dawnej i o kryminale, prowadzone przez prawdziwych pasjonatów tematu, którzy nie dzielili literatury na lepszą i gorszą czy też bardziej i mniej wartą uwagi. Zresztą koniec końców ani gatunek, ani autor, ani domniemany poziom ambicji nie mają wpływu na to, ile czytelnik wyciągnie z książki. Bo nawet arcydzieło literatury światowej można przeczytać bez choćby cienia zrozumienia.

Pozostańmy w temacie wykształcenia. Na polonistyce przekazywano nam wiedzę o literaturze i języku, skupiając się głównie na teorii i uczeniu się zasad, nie na umiejętności praktycznego pisania. Czy Twoje wykształcenie jest pomocne w pisaniu książek?

Z pewnością przydaje mi się wiedza wyniesiona ze specjalizacji edytorskiej, a dotycząca tak zwanej kultury języka polskiego czy redagowania tekstu. Miewam też przebłyski z niektórych zajęć fakultatywnych, na przykład ze wspomnianych już wykładów o fantastyce w literaturze dawnej czy o naukach medycznych w literaturze romantyzmu. Cała reszta dawno wyleciała mi z głowy.

Masz niezwykle charakterystyczny styl pisania. Zdania zapętlone, wielokrotnie złożone, momentami przewrotne porównania i trochę szalony humor. Ja osobiście to uwielbiam i błagam, abyś nigdy tego nie zmieniała. Ale muszę zapytać – czy to efekt wypracowany i zamierzony, czy też to przychodzi Ci całkiem naturalnie?

Chyba każdy, kto zna mnie osobiście, potwierdzi, że ja w zasadzie piszę tak, jak myślę i mówię. Nie znaczy to wcale, że pozwalam słowom spływać ot tak, na papier, bo efekty podobnego eksperymentu byłyby z lekka przykre, również i dla mnie. Wprost przeciwnie, szlifuję każde zdanie, dopóki nie osiągnie pożądanego kształtu, co czasem trwa. Można więc powiedzieć, że mój styl jest wypadkową wrodzonych predyspozycji i upierdliwego charakteru.

W chwili obecnej w skład Twojego "Kiślowersum" wchodzą dwie książki o Konradzie Romańczuku i dwie pozycje z akcją umiejscowioną we Wrocławiu. Czy planujesz utrzymanie tego podziału, czy też możemy spodziewać się tytułu całkowicie niezwiązanego z wcześniejszymi pozycjami?

Owszem, chodzą mi po głowie również książki, które nie będą miały nic wspólnego ani z cyklem dożywotnim, ani wrocławskim. A co z tego wyjdzie konkretnie, to już czas pokaże.

Kiedyś wspominałaś, że nie chcesz tworzyć kontynuacji, a każda Twoja kolejna książka ma być krokiem albo do przodu, albo w bok. Jednak Toń kończy się tak, ze wręcz domaga się drugiego tomu, prawda? Jakie masz plany względem sióstr Stern?

Choć osobiście uważam, że ta historia z powodzeniem mogłaby się skończyć tam, gdzie kończy się Toń, to rzeczywiście, ciąg dalszy chodzi mi głowie i przybiera coraz konkretniejsze kształty. W najbliższym czasie czeka mnie chociażby wyjazd researchowy do miejsc, które planuję opisać w kontynuacji. No i mam już tytuł, gramatycznie równie dwuznaczny co tytuł części pierwszej.

W jednym wywiadzie wspominałaś, że fabułę odkryłaś dopiero przy drugiej książce, ale to odkrycie nie było wcale ostateczne i wciąż musisz to robić, w bólu i znoju, ale wytrwale. Jak oceniasz fabułę Toń? Czy efekt uznajesz za satysfakcjonujący?

Myślę, że robię postępy, zwłaszcza jeśli porównać Toń z Dożywociem, ani myślę jednak spoczywać na laurach. Wychodzę z założenia, że mogę, a nawet powinnam, z książki na książkę pisać lepiej, więc o żadnej trwalszej satysfakcji nie ma mowy. Toń jest dla mnie powieścią dobrą, ale następna musi być jeszcze lepsza.

Trudno nie zauważyć, że po Dożywociu każda kolejna Twoja książka jest trochę bardziej poważna. Czy ten trend utrzyma się dalej?

Od premiery Dożywocia minie wkrótce osiem lat, a przecież pierwsze opowiadanie ukazało się jeszcze wcześniej, bo jedenaście lat temu. Zdążyłam się przez ten czas trochę zmienić jako człowiek oraz, siłą rzeczy, jako autor. Cóż, jedno nierozerwalnie wiąże się z drugim i prędzej czy później musi znaleźć odbicie w twórczości. Nie znaczy to jednak, że niedługo będę pisać już tylko żyłochlasty, bez obaw. Ale czasem pewnie tak.

Chociaż dopiero na rynku ukazało się Toń, to po prostu nie mogę nie zapytać – kiedy możemy spodziewać się kolejnej Twojej książki? Nie tak dawno wspominałaś, że w tym roku jest szansa nawet na dwie premiery?

Nawet i trzy, licząc z Toń! Moje kolejne dwie książki ukażą się jesienią.

Przy okazji recenzji Twoich książek wciąż dość często przewijają się pytania czy pisownia "Ałtorka" to nie błąd albo żart. Ci, co nie wiedzą, z pewnością są ciekawi, skąd to określenie?

Z pewnością nie jest to błąd, natomiast żart – i owszem. W ten sposób określano autorów in spe na warsztatach literackich Fahrenheita, żeby im się za bardzo w głowach nie poprzewracało. Autorom, nie warsztatom. Co prawda po drugiej edycji podziękowano mi za dalszy udział i wysłano na łamy Fahrenheita, gdzie zadebiutowałam, ale do samej Ałtorki przywiązałam się na amen. Nie pozwala mi zapomnieć, że przede mną wciąż mnóstwo pracy.

Masz jakieś marzenia, które chciałabyś, aby się spełniły? Czegóż redaktorzy i czytelnicy serwisu Poltergeist mogą życzyć naszej niezastąpionej Ałtorce?

Trzymajcie mocno kciuki, żeby mi jaśnie dzieciątka za bardzo nie chorowały, a z całą resztą uporam się już sama.

-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Toń
Autor: Marta Kisiel
Wydawca: Uroboros
Data wydania: 23 maja 2018
Oprawa: miękka
Format: 135×202 mm
ISBN-13: 978-83-280-4515-6
Cena: 39,99 zł



Czytaj również

Siła niższa
Gdzie anioły dwa, tam spokoju nie ma
- recenzja
Toń
Ałtorka na poważnie?
- recenzja
Toń
- fragment
Nomen omen
Wyrób pratchettopodobny
- recenzja
Dożywocie - Marta Kisiel
Słowacki wielkim poetą był… nic bardziej mylnego!
- recenzja

Komentarze


Exar
   
Ocena:
+1
Fajny wywiad, fajna kobieta (przynajmniej tak wynika z wywiadu)!
16-07-2018 20:04
Kanibal77
   
Ocena:
+1

Wywiadu nie przeczytałem, bo nie ma nic nudniejszego niż wywiady z pisarzami. [Usunięto fragment niezgodny z regulaminem – administracja].

17-07-2018 15:25
Exar
   
Ocena:
+1
"nie ma nic nudniejszego"

A piłka nożna?
17-07-2018 15:28
TO~
   
Ocena:
+1

Wywiad taki se. Pytanie nie powinno zaczynać się od "czy", "co" itp. To powinno być "Dlaczego". Inaczej jakaś wewnętrzna dramaturgia tekstu siada.

17-07-2018 22:37
Kanibal77
   
Ocena:
+1

@Exar

Taaaa... pewnie w piekle są tylko te dwie rzeczy do roboty.

18-07-2018 11:36

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.