» Recenzje » Różanooka

Różanooka


wersja do druku

Strzyga in love...

Autor: Redakcja: Matylda 'Melanto' Zatorska

Różanooka
Ksin drapieżca, drugi tom nowej edycji serii o kotołaku, zakończył się prawdziwym cliffhangerem. Tom trzeci wypełniał lukę pomiędzy dwiema opowieściami z tomu poprzedniego i dopiero w tomie czwartym, Różanookiej, doczekaliśmy się definitywnego finału cyklu. Pytanie brzmi: czy warto było na niego tak długo czekać.

Po walce z przemienioną w strzygę królową matką nigdy nie odnaleziono ciała Ksina i tylko nieliczni nadal żywili nadzieję, iż przeżył. Miejsce kotołaka jako dowódcy gwardii królewskiej Suminoru zajęła jego przybrana córka, strzyga Irian. Pewnego dnia do pałacu przybywa młody weteran Mino Dergo, którego doniesienia o licznych nadużyciach ludzi sprawujących władzę oraz o wzmożonej aktywności potworów Onego w dotąd spokojnej okolicy, zmuszają dziewczynę do porzucenia stolicy i boku króla Redrena. Niespodziewanie dla siebie samej będzie musiała walczyć nie tylko z nieznanym przeciwnikiem posiadającym zdolności panowania nad nieumarłymi, ale także z własnym nieposłusznym sercem, które po raz pierwszy poznało miłość.

Zawiązanie akcji w Różanookiej wygląda niezwykle obiecująco i zdecydowanie rozbudza apetyt na więcej, przywodząc na myśl najlepsze fragmenty z poprzednich części. Lewandowski umie świetnie potęgować napięcie, intrygować i zaskakiwać, a pierwsze strony powieści są tego niezbitym dowodem. Niestety w momencie gdy na plan pierwszy wybija się młoda strzyga, szybko staje się jasne, iż daleko jej do złożonego, pełnego sprzeczności, dynamicznego portretu Ksina. Dziewczyna sprawia wrażenie silnej i kompetentnej, od razu budzi też sympatię czytelnika, jednak nie daje rady udźwignąć ciężaru historii, a (niestety) postać Mina Dergo wcale jej w tym nie pomaga. Jedno z nich cierpi z powodu utraconej miłości, drugie z powodu budzącego się uczucia. Oboje wzdychają, są nadpobudliwi i rozgorączkowani, zaś momentami zachowują się jak ograniczeni umysłowo idioci, którym uczucia zaćmiewają rozsądek i nie pozwalają skupić się na tym, co najważniejsze. Z żalem należy stwierdzić, iż tym razem protagoniści nie są najmocniejszą stroną lektury. Z kolei inne postacie bardziej przypominają statystów niż faktycznych uczestników historii i odgrywają rolę katalizatorów pewnych wydarzeń, bezwolnych narzędzi, mięsa armatniego albo zwyczajnie ofiar niesprzyjających okoliczności. Nawet postacie do tej pory dość dobrze zarysowane zostają potraktowane po macoszemu – Hanti pojawia się w jednej scenie, mag Rodmin zaledwie w kilku i jedynie król Redren ma cokolwiek do powiedzenia. Ten pozornie szalony, skłonny do napadów niekontrolowanego gniewu władca pokazuje na co go stać i w Różanookiej wydaje się najlepiej i najpełniej wykreowanym bohaterem. Najsłabiej z kolei wypadł czarny charakter, który razi schematycznością i skłonnością do stereotypowych zachowań – włącznie z napadami obłąkańczego śmiechu i pragnieniem wyjaśnienia pozornie bezsilnej ofierze wszystkich niuansów zbrodniczego planu.

Książka podzielona jest na dwie wyraźnie zaznaczone części, jednakże podział ten jest tylko umowny i wynika jednoznacznie z fabuły, a nie z konstrukcji czy struktury książki. W pierwszej części protagoniści starają się ustalić tożsamość czarownika kontrolującego potwory powstałe z mocy Onego, zaś w drugiej biorą udział w manewrach wojennych. Działania śledcze Irian i Mina prowadzone są w początkowej fazie w miarę sensownie i naprawdę intrygują czytelnika, jednakże bohaterowie zbyt szybko zaczynają popadać w coraz gorsze tarapaty, miotają się bez ładu i składu, a chociaż kolejne starcia z nadprzyrodzonymi kreaturami wypadają dość malowniczo, to wrażenie wtórności i powtarzalności jest dosyć silne. Wielkim minusem lektury jest także bardzo szybkie ujawnienie tożsamości mrocznego czarownika, zaś te elementy układanki, których bohaterowie nie są w stanie połączyć w jedną całość, dla czytelnika są jasne prawie od samego początku książki.

Druga część powieści prezentuje się o wiele lepiej, a opisy kolejnych walk i starć robią naprawdę duże wrażenie. Mamy tu idealnie wyważone proporcje między realizmem i szczegółowością, bez popadania w przesadę i epatowanie niepotrzebną jatką. Kolejne wydarzenia potrafią zaskoczyć, aczkolwiek układają się w logicznie uzasadniony ciąg przyczynowo skutkowy, bez fabularnych luk i nieścisłości. Niestety dobre wrażenie w dużym stopniu niweluje o wiele słabszy koniec, który pozostawia wiele do życzenia. Finał cyklu sprawia wrażenie nakreślonego pośpiesznie, dość drastycznie i wręcz hurtowo zamyka wszystkie wątki (nie zawsze sensownie), przez co nie wywiera prawie żadnego efektu dramatycznego. Na domiar złego pewne zachowania bohaterów i rozwiązania fabularne wydają się wprowadzone całkowicie bez sensu, rażą nielogicznością i niespójnością (zarówno z wcześniejszą historią, jak i z nakreślonym portretem danej postaci).

W Różanookiej tkwił olbrzymi potencjał, który jedynie w niewielkim stopniu został wykorzystany. Bohaterowie w przeważającej części nie spełniają pokładanych w nich oczekiwań, a niektóre rozwiązania fabularne wydają się wprowadzone na siłę i bez solidnego fabularnego uzasadnienia. Z żalem należy podkreślić, iż powieść jest bardzo nierówna, momenty słabsze, nudne, przegadane i irytujące przeplatają się z świetnie nakreślonymi fragmentami, które czyta się z prawdziwą przyjemnością. To lektura obowiązkowa wyłącznie dla fanów wcześniejszych książek o przygodach Ksina, która stanowi podsumowanie i zamknięcie całego cyklu – niestety, nie do końca udane.

5.5
Ocena recenzenta
6.75
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Różanooka
Cykl: Saga o kotołaku
Tom: 4
Autor: Konrad T. Lewandowski
Wydawca: Nasza Księgarnia
Data wydania: 13 kwietnia 2016
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka
Format: 135 x 204 mm
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Ksin koczownik
W stepie szerokim...
- recenzja
Różanooka
W zastępstwie Ksina
- recenzja
Różanooka - Konrad T. Lewandowski
Ksin bez Ksina
- recenzja
Ksin na Bagnach Czasu
Potwór u władzy
- recenzja
Ksin sobowtór
Kot po raz trzeci
- recenzja
Czas Egzorcystów
Ciężka Próba Wiary
- recenzja

Komentarze


ivilboy
   
Ocena:
+2

Tylko czekać jak przyjdzie pan Autor i zacznie besztać recenzentkę za zjechanie jego dziełka :)

 

10-05-2016 18:48
balint
   
Ocena:
+1

Będziemy jej bronić :)

10-05-2016 21:00
gower
   
Ocena:
+5

@ivilboy
Z tego, co wiem, ma bana na Polterze, więc nie bardzo może przyjść.

11-05-2016 19:16
ivilboy
   
Ocena:
+1

Szkoda :(

13-05-2016 00:46
balint
   
Ocena:
+1

Nooooo, byłoby kino...

13-05-2016 11:21
TO~
   
Ocena:
+1

Nie tyle kino, co kolejny przykład wspaniałego, cudownego samozaorania autora :)

Fakt, szkoda

13-05-2016 12:47

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.