» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają: styczeń 2010

Redaktorzy oceniają: styczeń 2010

W okresie od 1 do 31 stycznia 2010 roku w Dziale Książkowym opublikowanych zostało 19 recenzji, których średnia ocena wyniosła 8,18. Najwyższą ocenę − 10 − uzyskały dwie powieści: Dziewczyna z sąsiedztwa autorstwa Jacka Ketchuma oraz Gra Endera Orsona Scotta Carda. Najniżej zaś redaktorzy ocenili Feliksa, Neta i Nike oraz Trzecią Kuzynkę Rafał Kosika – 3,0.

Czytać:


Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę



"(…) ta powieść to bodaj najstraszniejszy tekst kultury (właśnie tak – nie mówię tylko o literaturze), jaki dane było mi poznać. Każdy, kto czytał Władcę much Goldinga, od razu poczuje się jak w domu: powieść Ketchuma jest w treści bardzo podobna. Autor Dziewczyny z sąsiedztwa poszedł jednak zdecydowanie dalej, odrzucając wszelkie granice człowieczeństwa. Pisarz w swoim krótkim komentarzu mówi, że starał się w pewnych miejscach tekst wygładzić, sprawić, aby był on mniej przerażający – parafrazując klasyka, mogę rzec tylko, że kto uwierzył jego słowom, ten trąba (…) Oddać trzeba Ketchumowi to, że popisał się mistrzowskim wyczuciem. Dziewczyna z sąsiedztwa to połączenie wielu elementów, które razem sprawiają piorunujące wrażenie. Jednym z nich jest język. Styl ewoluuje wraz z rozwojem fabuły: zaczyna się spokojnie, bez zbytniego zaskakiwania. Pojawią się kilka wulgarnych wtrętów, ale wyglądają one rozkosznie – idealnie wpasowują się w opowieść o paczce dzieciaków z podwórka. Potem zaczyna się robić coraz goręcej: w język wkrada się więcej brutalności, bohaterowie zaczynają taplać się w werbalnej agresji, zdania zbudowane są wokół dosadnych wyrażeń. W końcówce wszystko jest szalone, przerażające, ale prosty język, jakim posługuje się Ketchum, przebija się przez warstwy sprzeciwu, które buduje świadomość czytelnika. Dzięki potocznemu, szczeniackiemu wręcz stylowi pisarza czytanie tego tekstu staje się doświadczeniem jeszcze bardziej niesamowitym."[Bartosz 'Zicocu' Szczyżański]



"Śmiem twierdzić, że Gra Endera to najlepsza powieść fantastyczna o dorastaniu, jaka została napisana. Dla nas, ludzi z XXI wieku, śmieszne może być tutaj wszystko: język napędzany przez gwarę uczniowską, która dawno przeszła do lamusa, ekstrapolacja archaicznej sytuacji geopolitycznej, świat wypchany sprzętem, jaki nikogo dzisiaj nie szokuje. Ale jedna rzecz się nie zestarzała: historia małego chłopca, od którego każdy wciąż czegoś wymaga, którego cały czas ktoś dręczy, który nie radzi sobie z własnym życiem, a musi odpowiadać za innych, wciąż wzrusza z taką samą siłą, jak pięć czy dziesięć lat temu (…) Gra Endera to jedno ze szczytowych osiągnięć literatury fantastycznej. Orson Scott Card stworzył tekst ponadczasowy, który dzisiaj jest równie fascynujący, jak ćwierć wieku temu. Każdemu, kto jeszcze nie zapoznał się z tym majstersztykiem, wydawnictwo Prószyński daje świetną okazję na poprawę – zróbcie to, bo będziecie żałować."[Bartosz 'Zicocu' Szczyżański]



"(…) linia fabularna nie pełni tutaj istotnej roli. Tak właściwie jest tylko pretekstem, by ukazać znane schematy (rozpoczęcie przygody w karczmie, archetyp drużyny, wyprawa czy też przewidywalne zakończenie) w całkowicie odmienny sposób. Guzek ma świadomość tego, jakimi prawami rządzi się konwencja fantasy, ale poprzez relację dziennikarską pokazuje ją w całkowicie innym świetle. Śledząc rozważania głównego bohatera, bardziej można odnieść wrażenie czytania powiastki filozoficznej, niźli typowo skonstruowanej powieści.

Przy tej nieco eseistycznej wymowie i nie do końca linearnej fabule, Trzeci Świat charakteryzuje, o dziwo, świetnie skonstruowana sceneria wydarzeń. Bo mamy tutaj do czynienia z obrazem Polski, która znalazła drogę do fantastycznych światów zwanych Legendami, przez co nasz kraj jest prawdziwym mocarstwem. A teraz wyobraźmy sobie skutki, jakie wiążą się z przeniesieniem różnych codziennych przedmiotów ziemskich (i nie tylko) do fantastycznej rzeczywistości. Połączenie magii i techniki nie jest, być może, czymś zupełnie nowym, aczkolwiek dywagacje głównego bohatera na temat różnych przemian i fuzji z tym związanych, są ciekawymi zjawiskami socjologicznymi, które bardzo łatwo można odczytać w dwojaki sposób. Jednak największym atutem Trzeciego Świata jest jej wielopoziomowość. Mnogość interpretacji zachęca do tego by książkę przeczytać przynajmniej kilka razy."
[Jędrzej 'bukins' Bukowski]



"Tak naprawdę trudno tę książkę zakwalifikować do beletrystyki. Owszem, znajdziemy w niej dwie pieśni, będące Tolkienowską wersją opowieści o pogromcy smoka, Sigurdzie, i jego żonie (ale nie miłości jego życia), Gudrun, jednakże lwia część Legendy… to przytoczone wypowiedzi i wykłady profesora z Oksfordu, tudzież komentarze jego syna, Christophera, który (ponownie) podjął się trudu uporządkowania starych zapisków ojca. (…) Tak naprawdę, zamiast biletu do Neverlandu, czytelnik otrzymuje zajmujący traktat o historii literatury skandynawskiej, bogaty w przykłady i obszerne komentarze zarówno autora Władcy pierścieni, jak i redaktora książki, Christophera. Analizowane są poszczególne wersje mitów, powiązania z opowieściami innych ludów, niekiedy przytaczana jest także historia samych manuskryptów, ich wędrówka przez dzieje i proces niszczenia oraz zacierania się kolejnych fragmentów. Prawdziwym smaczkiem może dodatkowo być wyłapywanie nawiązań do największego dzieła Tolkiena, doszukiwania się genezy niektórych postaci czy nazw, ale także inspiracji dla mitologii i geografii Śródziemia."[Marcin 'malakh' Zwierzchowski]



Unikać:




"Spodziewałam się więc jakiegoś przesłania dotyczącego wartości współpracy grupowej i zróżnicowania społecznego, pokonywania barier w kontaktach międzyludzkich w imię przyjaźni lub pierwszych fascynacji. Na próżno. Miałam wrażenie, że tutaj każdy sobie rzepkę skrobie – zagadkę działania tajemniczej Maszyny rozwiązuje samodzielnie jeden z głównych bohaterów, a Nika – pozbawiona wsparcia przyjaciół – śpiewająco radzi sobie z obezwładniającym strachem i śmiertelnym niebezpieczeństwem. Mimo kilkukrotnych prób porozumienia się, konkurencyjne paczki skrzętnie ukrywają przed sobą informacje i próbują rozwiązać tajemnicę na własną rękę, co niemal kończy się śmiercią Niki (…) Kolejnym słabym punktem powieści jest warstwa językowa. Tradycyjnie już w dziele dla młodzieży nie powinno zabraknąć lingwistycznych eksperymentów. Niestety, ograniczają się one w sumie tylko do haseł podczas gry w Scrabble. Książka za to pełna jest kalk z angielskiego i anglicyzmów, co stanowi raczej wątpliwą wartość językową. Dodatkowo złota zasada »pokazuj, nie opowiadaj« nie znalazła w tej książce zastosowania i powieść jest wyjątkowo mało obrazowa, tak w odniesieniu do krajobrazu, jak do bohaterów; zamiast opisu postaci dostajemy katalog z ubraniami, opisy emocji to listy gestów, a bohaterów pobocznych nie sposób byłoby rozróżnić bez przypisanych im gadżetów. Wyjątkiem są tu szczegóły techniczne oraz skutki działania Maszyny. Mimo to, podczas lektury uczucia grozy nie zanotowałam i pierwszy polski horror dla młodzieży raczej nie przyprawił mnie o gęsią skórkę (…) Nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić – tylko dla zagorzałych fanów cyklu. A robię to z żalem, bo wydanie prezentuje się naprawdę świetnie – twarda oprawa i bardzo czytelna czcionka sprawiają, że powieść z przyjemnością bierze się do ręki. Niestety, równie chętnie się ją odkłada."[Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek]




"Po raz kolejny przyszło mi się zmierzyć z »syndromem drugiego tomu«. Historia, tak obiecująco zaczęta w Białej kapłance, w kontynuacji zmienia się w arcynudną i nijaką opowieść z wielkimi dylematami w tle. Bohaterowie, którzy zamiast działać, wiecznie nad czymś deliberują, nowe postacie przypominające klony tych już nam znanych, nikła ilość wydarzeń i błaha fabuła − to wszystko, niestety, czytelnik znajdzie w Ostatniej z dzikich (…) Chciałoby się rzec: taki gruby tom, a nie ma czego czytać (…) Rozdmuchiwanie fabuły Canavan uskutecznia na dwa sposoby: wprowadzając liczne wątki poboczne oraz rozciągając te już istniejące. Stąd wynikają ciągłe podróże wszystkich głównych bohaterów, którzy ganiają po całym świecie pieszo, w łódce, bądź drogą powietrzną. Wprowadzona zostaje także cała galeria postaci, które niczemu nie służą. Ot, pojawiają się, pokrótce scharakteryzowane, by za moment zniknąć i nie ukazać się już przez całą książkę. Przez te wszystkie zabiegi akcja ciągnie się niemiłosiernie, w dodatku okraszona jest długimi i pompatycznymi dialogami. Te z kolei służą głównie relacjonowaniu wydarzeń, o których przed chwilą czytaliśmy! Jeżeli ktoś ma pamięć złotej rybki, to bardzo ucieszy się z takiego sposobu prowadzenia akcji, inni mogą mieć dosyć czytania w kółko o tym samym (…) Zaledwie kilka pomysłów wprowadza nadzieję na ciekawe rozwiązania w zakończeniu trylogii, niestety, by do niego dotrzeć, trzeba się przedrzeć przez tom drugi. A w nim: banalne rozterki miłosne protagonistki, niekonsekwentnie postępujący bogowie, wycieczki krajoznawcze morskich księżniczek, »przebiegli inaczej« antagoniści i naiwne intrygi."[Małgorzata 'Schleppel' Tomaszek]




"Rażą płytka fabuła i oklepane schematy, które były już wielokrotnie wykorzystywane. Pisarz próbował stworzyć pozycję łączącą najlepsze cechy romansu, sensacji oraz grozy. Niestety, nie wyszło to tej książce na dobre. Ten gatunkowy miszmasz jest co prawda strawny, jednak do wyśmienitego dania mu bardzo daleko. Jednym z niewielu elementów, który mi się spodobał, był opis nocnego życia Las Vegas, gdzie rozgrywają się początkowe wydarzenia. Podczas lektury naprawdę można poczuć specyficzną atmosferę tego miejsca, za co autorowi należą się słowa uznania.

Koontz sam przyznaje, że Oczy ciemności nie należą do jego najlepszych powieści, z czym się całkowicie zgadzam. Elementy horroru nie podnoszą ciśnienia, a »tajnos agentom« wzbudzają jedynie uśmiech politowania. Książka posiada pewien potencjał, szkoda jednak niewykorzystanych wątków, które można było lepiej rozwinąć. Paradoksalnie, mimo wspomnianych wad, dzięki prostemu i przystępnemu językowi, książkę czyta się jednym tchem. Pewne nielogiczności mogą przyprawiać o ból głowy, mimo to perypetie dwójki głównych bohaterów wciągają całkowicie…"
[Łukasz 'Ludmo' Dymek]



Czytaj również

2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
Gra Endera
Bo na wojnie chłopcy stają się mężczyznami
- recenzja
Gra Endera
Wojenne rozgrywki
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.