» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają - listopad '09

Redaktorzy oceniają - listopad '09

W okresie od 1 do 31 listopada 2009 roku w Dziale Książkowym opublikowanych zostało 56 recenzji (nowy rekord!), których średnia ocena wyniosła 7,2. Najwyższą ocenę − 10 − uzyskały trzy książki: Ritus autorstwa Markusa Hertza, Pump Six and Othre Stories Paola Bacigalupiego i To Stephena Kinga; najniżej zaś redaktorzy ocenili: Dwunastu Jaspera Kenta – 3,0 i Szmaragdowych rycerzy. Niebo w płomieniach3,0.

Czytać:


Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę



"Pomysł na akcję nie jest mocno rozbudowany i nie obfituje w wiele zaskakujących zwrotów. Pod tym względem powieść jest dosyć liniowa, czego jednak w żadnym razie nie można potraktować jako zarzut. Ot, po prostu od początku wiemy, co się dzieje i w którą stronę zmierzamy. Patrząc na działania bohaterów i ich przeciwników można stwierdzić, że wygląda to po prostu na partię szachów. Wszyscy znają zasady – pytaniem otwartym pozostaje jedynie, kto kogo przechytrzy (…) Autor, w odróżnieniu do fabuły, gdzie stworzył raczej prosty model, w przypadku kreacji bohaterów zdecydował się na większy wysiłek. Każda postać dostała indywidualny, wyróżniający ją rys. Wszystkie są autentyczne, pełne życia i co równie ważne – nie drażniące czytelnika. Czasami bowiem, zwłaszcza w powieściach z wątkiem historycznym, autor wpuszcza na karty swojej powieści postać tak łatwowierną, naiwną lub po prostu głupią, że każda scena z nią powoduje u czytającego mocniejszy nacisk na okładki. Przy Ritusie mogę natomiast zagwarantować, że tego nie doświadczycie (…) Po przeczytaniu nie jestem w stanie sformułować nawet jednego zarzutu, znaleźć chociaż jednego niedociągnięcia czy uchybienia. Ritus jest w moim odczuciu książką doskonałą, spełniającą wszelkie kryteria, które tego typu literaturze można postawić."[vanderus]



"Właśnie dlatego, w celu dotarcia do czytelnika, Bacigalupi tworzy teksty SF. W gatunku tym znajduje odpowiednie narzędzia, za pomocą których buduje wizje przyszłości. Wizje przerysowane, ukazane bez zachowania proporcji − niczym w krzywym zwierciadle. Amerykanin nie waha się przy tym szokować, a miejscami wręcz gorszyć czytelnika. Dlatego też w jego opowiadaniach natknąć się można m.in. na sceny erotyczne z udziałem dwóch nastoletnich sióstr, kanibalizm, eksterminację dzieci i akty skrajnego okrucieństwa (ranienie psa w Ludziach piasku i popiołu, tylko po to, by przyglądać się jak krwawi). Wszystko aby wzmocnić przekaz, zapaść w pamięć, wzbudzić w czytelniku emocje, sprzeciw wobec tej rzeczywistości. Bo Bacigalupi nie przewiduje, on przestrzega – w sposób brutalny, ale też jedyny dający jakiekolwiek efekty (…) W swoich opowiadaniach Bacigalupi wyekstrahowuje z science fiction to, co najlepsze. Snuje dystopijne wizje, korzystając z oferowanej przez gatunek swobody kreacji, odrzucając jednocześnie gadżeciarski blichtr. Udowadnia w ten sposób, że fantastyka służyć może czemuś więcej, niźli tylko prezentacji nowych sprzętów high-tech; że ewoluuje. Jego eco-SF to nie tylko literatura najwyższych lotów, urzekająca plastycznością języka i zawartymi w historiach emocjami, ale przede wszystkim ukierunkowane na nowoczesnego odbiorcę medium."[malakh]



"Ponad tysiąc stron zapełnionych scenami z najgorszych koszmarów, przeplecionych obrazami rodem z powieści obyczajowych czy dramatu społecznego. Wszystko razem nie stanowi kakofonii stylu i konwencji, lecz stapia się w spójną całość: wciągającą i naprawdę przerażającą. King sprawnie przeplata grozę z przemocą, okropnościami dnia codziennego i czarnym humorem (…) Po raz kolejny pisarzowi udało się w przekonujący sposób powołać do życia bohaterów, którzy nie są kopiami dorosłych, lecz sprawiają wrażenie prawdziwych dzieci: z ich lękami, ciekawością świata i wiarą w to, że dobro zawsze wygrywa. Wiarą, która zostanie wielokrotnie poddana ciężkiej próbie, gdyż autor nie zwykł oszczędzać swoich bohaterów. Odmalowani w kilku scenach, czasami niewieloma zdaniami, stają przed naszymi oczyma jak żywi. Ich lęki stają się pożywką dla potwora i dla samego Kinga, który z iście sadystyczną przyjemnością każe im walczyć z najgorszymi okropieństwami (…) Małomiasteczkowe grzeszki, drobne intrygi i świństewka robione sąsiadom ujawniają drugie dno, które pokazuje zło drzemiące w ludziach, gdyż u Kinga potwory nie są nigdy najgorszym, co może cię spotkać. Doskonale oddana została też atmosfera narastającej grozy i zbliżającej się katastrofy. Z kolei postać Pennywise'a to majstersztyk…"[Ludmo]

Unikać:




"Tekst, który z założenia ma traktować o konkretnym okresie historycznym, powinien czerpać obficie z obyczajowości rzeczonego okresu. Tymczasem, Kent najprawdopodobniej oparł się na lekturze podręcznika historii do liceum, a do tego obejrzał na Discovery kilka filmów traktujących o Rosji w dobie wojen napoleońskich. Tło historyczne zostało nakreślone wyjątkowo ubogo; autor zdecydowanie nie wykorzystał potencjału tkwiącego w tym okresie. Co za tym idzie, również kreacja armii francuskiej jest wybitnie pobieżna. W zasadzie jedyną rolą Francuzów jest umieranie - niczym bydło rzeźne - pod ciosami tytułowych dwunastu oprawców. Jakby tego było mało, również kwestia siarczystych rosyjskich mrozów pozostawia wiele do życzenia. W jednej chwili bohaterowie są bliscy śmierci z powodu zimna, tylko po to by kilkanaście stron dalej w ciężkich płaszczach wyskoczyć z rzeki w środku rosyjskiej zimy i radośnie biegać wokół, okładając się przy tym wzajemnie (…) Za każdym razem, gdy opowiadana historia zbliża się do krytycznego punktu, dochodzi do mocno wątpliwego zbiegu okoliczności, dzięki któremu akcja może znowu ruszyć do przodu. Takich rozwiązań deus ex machina jest w tekście co najmniej kilka i w moim przypadku pozostawiły one głęboki niesmak po lekturze."[ivilboy]



"Słowo »ubogość« nieodłącznie będzie mi się kojarzyć z powieścią Anne Robillard. Uboga jest forma, uboga jest treść i ubogi jest język. Nawet wymyślając nazwy poszczególnych królestw autorka nie próbowała być oryginalna. Turkus, Jaspis, Szmaragd − te określenia jasno wskazują, co było jej główną inspiracją. Fabuła jest bardzo prosta, a zwroty akcji nie wzbudzają szybszego bicia serca. Również język, jakim posługuje się pisarka pozostawia duże pole do popisu malkontentom. Dość często w tekście można natknąć się na powtórzenia, a już czytanie o królu Szmaragdzie, rządzącym Szmaragdowym Królestwem i Szmaragdowymi Rycerzami potrafi przyprawić o ból głowy.

Towarzyszyło mi również dziwne wrażenie, że autorka chciała wykreować krainę pełną życia, magii i tajemniczości. Efekt końcowy przypomina wysiłki młodych adeptów pióra, którzy próbują dorównać mistrzom gatunku, jednak − nie posiadając odpowiednich umiejętności − po prostu starają się upchnąć w tekście jak najwięcej informacji dotyczących opisywanego uniwersum."
[Ludmo]



"Patrick Robinson nie potrafi pisać. Nawet najgorszy tłumacz nie jest w stanie aż tak źle wykonać swojej pracy. Dialogi są tak banalne, że ma się wrażenie, iż rozmowę toczy dwóch dziesięciolatków, a nie na przykład prezydent USA z głównym doradcą do spraw bezpieczeństwa. Autor za wszelką cenę stara się unikać jakichkolwiek elementów, które wymagałyby od czytelnika choćby elementarnej wiedzy czy najniższego poziomu inteligencji. Bohaterowie wszystko tłumaczą powoli, dokładnie wyjaśniając, dlaczego ktoś jest niedobry i trzeba mu zrobić kuku, wysyłając oddział specjalny lub kilka samolotów

Jednak najsłabszą stroną książki są bohaterowie. Szczerze przyznaję, że już dawno nie trafiłem na tak równy zestaw maksymalnie papierowych i stereotypowych postaci. Podstępni i kłamliwi Rosjanie, dzielni i honorowi członkowie amerykańskich sił specjalnych, inteligentny i sprawiedliwy prezydent Stanów Zjednoczonych, a w roli głównej wszechwiedzący admirał Arnold Morgan – człowiek, który jest w stanie samodzielnie wygrać każdą wojnę. Mogę zrozumieć, że autor nie chciał nadużywać inteligencji czytelnika, ale mógł tę koncepcję pisania z przymrużeniem oka kontynuować, ten sam styl przyjmując przy opisywaniu akcji czy przedstawianiu tła zdarzeń."
[vanderus]



"Fabuła jest bardzo nieprzemyślana. W powieści pojawiają się niedopracowane wątki - jak motyw syna Roderica. Także wydarzenia dotyczące rycerza i sił nadnaturalnych rozczarowują, gdyż akcja zawiązuje się bardzo szybko i nie wzbudza zbyt wielu emocji. Jedynie zakończenie bardzo przypadło mi do gustu. Gdyby Michał Solanin ograniczył zbędne wątki i bardziej rozbudował historię Roderica oraz jego roli w konflikcie między siłami dobra i zła, mogłaby powstać interesująca książka (…) Styl autora jest poprawny, choć jego słabą stroną są dość jednorodne i suche opisy. Ostatni Nefilim nie budzi w czytelniku zbyt dużego zainteresowania, ale nie wywołuje również zbyt negatywnych emocji. Książkę można przeczytać wyłącznie wtedy, gdy nie mamy nic ciekawszego pod ręką.

Debiut Michała Solanina to powieść słaba. Fabuła wymaga sporego dopracowania, a styl pozostawia trochę do życzenia."
[Alchemist]



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.