» Recenzje » Projekt Mefisto

Projekt Mefisto


wersja do druku
Projekt Mefisto
Piekło na Ziemi? Zazwyczaj takie pomysły dotyczą apokalipsy lub eliminacji nowej inkarnacji zbawcy grzeszników. Rzadziej emisariusze inferna parają się szeroko pojętą... akwizycją. Nawet jeśli sprzedawane "produkty" są wątpliwej jakości, wszystko i tak prowadzi do wypełnienia Hadesu nowymi duszami grzeszników.

W piekle nastały nieciekawe czasy. Deficyt dusz sprawił, iż piekielna hierarchia postawiła na agresywną działalność, wysyłając swoich przedstawicieli wprost pomiędzy zwykłych śmiertelników. Zygmunt jest jednym z wybrańców, zaś przydzielonym rewirem prowincjonalne Wypluty. W ciągu zaledwie czternastu dni diabeł zrealizować musi ambitne plany "sprzedażowe", w przeciwnym wypadku spotkają go nieprzyjemne konsekwencje. Problem jednak w tym, iż Wypluty to mieścina jedynie z pozoru zabita dechami, a przeszłość niektórych jej mieszkańców jest równie tajemnicza, jak pochodzenie piekielnego emisariusza.

Marcin Mortka konsekwentnie buduje swoje literackie portfolio, tworząc literaturę skierowaną zarówno do najmłodszych odbiorców (przygody wesołego wikinga Tappiego), młodzieży (seria science-fiction Zagubieni), jak i wreszcie dla dorosłych czytelników, czego przykładem jest omawiana pozycja. Rozstrzał, tak wiekowy, jak i tematyczny całkiem spory, z jednej strony rodzący ciekawość, z drugiej zaś nakazujący pewną ostrożność. Żeby jednak dodatkowo uatrakcyjnić lekturę, autor splótł w jedną całość kilka pomysłów: fantazyjne wyobrażenie korporacyjnego piekła, nieśmiałe nawiązania do słowiańskiej mitologii oraz analizę funkcjonowania peryferyjnego miasteczka w głębi Polski.

Całość budzi dość ambiwalentne uczucia. Główna oś fabularna, czyli nieudolne próby czynienia zła przez Zygmunta, wypada raczej średnio interesująco: czytelnicy otrzymali co prawda historię nakreśloną bardzo dynamicznie, momentami wręcz gnającą na złamanie karku, ale jednak raczej bezrefleksyjną i nie poruszającą duszy czytelnika. Ot, niewyszukana rozrywka do tramwaju. Kolejne perypetie diabła oraz jego towarzyszy nie budują żadnej więzi pomiędzy protagonistami a odbiorcą. Podobnie zresztą sprawa wygląda z fabularnym twistami, tych jest kilka, za co należą się autorowi pochwały. Akcja kilkukrotnie skręca, dochodzą również kolejne wątki, ale jednak nie potrafi pochłonąć czytelnika tak bardzo, jak powinna. Sytuację pogarsza fakt, iż pewne wątki nie zostały rozwinięte w sposób do końca satysfakcjonujący.

Paradoksalnie, trudno jednoznacznie określić co jest nie tak: lekki, a przy tym barwny język jest przyjemny w odbiorze, protagoniści zaś bardzo wyraziści i unikalni. Każda z postaci, nawet te trzecioplanowe, obdarzona została wyrazistą charyzmą. Od strony technicznej wszystkie klocki zostały poustawiane we właściwych miejscach. Wydaje się, iż kluczem jest pomysł na fabułę: albo przypadnie do gustu czytelnikowi i skumpluje go z Zygmuntem, Łukaszem, Natalią i spółką, albo przejdzie on obojętnym wobec ich perypetii.

O walorze Projektu Mefisto stanowią rzeczy na pierwszy rzut oka nieistotne: Wypluty oraz korporacyjne piekło. Mortka z olbrzymią spostrzegawczością kreśli funkcjonowanie prowincjonalnej mieściny, a jego obserwacje są więcej niż uniwersalne. Autor z bezwzględnością – a przy tym z niezwykłą lekkością i finezją – obnaża polskie przywary, nie szczędząc przy tym żadnej grupy społecznej czy zawodowej. Dzięki szerokiemu spektrum przedmiotu żartów, gagi nabierają olbrzymiej uniwersalności, zdecydowanie wykraczając poza granice administracyjne Wyplut.  

Podobnie też wygląda z wizualizacją piekielnej instytucji, nastawionej na bezmyślne pozyskiwanie dusz, gdzie wynik i ilość odgrywa większą rolę niż jakość. Nie wątpię, iż pracownicy licznych w naszym kraju korporacji docenią wysiłki autora żartującego sobie z tej formy organizacyjnej. I to właśnie te dwa elementy są najjaśniejszymi punktami powieści, dla których warto jest brnąć przez kolejne strony.

Sezon wiosenno-letni zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim możliwość czytania pod chmurką. I, szczerze mówiąc, Projekt  Mefisto, jako przerywnik pomiędzy bardziej ambitnymi utworami, może przypaść do gustu szerokiemu gronu odbiorców. Lekka i żartobliwa powieść, mimo iż nie ujmuje głównym wątkiem fabularnym, to jednak bawi wszystkim co się dzieje w tle. 

6.5
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Projekt Mefisto
Autor: Marcin Mortka
Wydawca: W.A.B.
Data wydania: 13 października 2016
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka
Format: 135×202mm
ISBN-13: 978-83-280-3710-6
Cena: 39,99 zł



Czytaj również

Miecz i kwiaty
- fragment
Wojna runów
O jedną śmierć za dużo
- recenzja
Świt po bitwie
Dwadzieścia lat później
- recenzja
Ostatnia saga
Zmierzch Bogów
- recenzja
Listy lorda Bathursta - Marcin Mortka
Rejs bez emocji
- recenzja
Martwe jezioro - Marcin Mortka
Zagrajmy!
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.