» Recenzje » Podziemia Veniss – Jeff VanderMeer

Podziemia Veniss – Jeff VanderMeer


wersja do druku

Zejdź do krainy Hieronima Boscha

Autor: Redakcja: Marcin 'malakh' Zwierzchowski

Podziemia Veniss – Jeff VanderMeer
Jeff VanderMeer jest czołowym reprezentantem New Weird – mocno specyficznego nurtu w zachodniej fantastyce, do którego przynależą te książki, które są tak udziwnione, że do żadnego innego nie da się je przypasować. Nurt ów kojarzy mi się przede wszystkim pełnym złożonych opisów językiem, dla niektórych stanowiącym niepowtarzalną ucztę, ale dla większości czytelników – czego jestem dziwnie pewien – zwykłym bełkotem. Niemniej zdecydowani na oświecanie polskiego czytelnika wydawcy serwują nam kolejne przykłady dokonań twórców New Weird, w tym i VanderMeera. Najpierw rok temu Solaris uraczył nas znośną do końca pierwszej połowy antologią (chociaż czym to tak naprawdę było, tego nie mam pojęcia; podejrzewam, że autor także) Miasto szaleńców i świętych, a w czerwcu MAG wydał w ekskluzywnej serii Uczta Wyobraźni powieść Podziemia Veniss, które mam przyjemność recenzować.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Tym razem VanderMeer przenosi nas w przyszłość, chociaż raczej nie naszą, lecz jakiegoś wyimaginowanego świata. Ludzkość powoli się degeneruje, miasta niszczeją, rządy prawa są już przeszłością. Tę dekadencką rzeczywistość poznajemy z perspektywy trzech osób, które wciągnięte w mroczne interesy pewnej szarej eminencji muszą dosłownie opuścić się na same dno miasta, by zyskać szansę na przeżycie. W ich podróży w głąb tytułowych podziemi, a także w wydarzeniach, które do niej doprowadziły, można z powodzeniem doszukiwać się raczej banalnych prawd o granicach lojalności i poświęcenia (czy może raczej bezgranicznego poświęcenia wobec ukochanej osoby?). Jednak nie one urzekły mnie w tej historii, lecz obraz świata przedstawionego (aczkolwiek końcowy dialog z "głównym złym" zapadał w pamięć właśnie ze względu na patową sytuację, w jakiej znalazł się główny bohater).

VanderMeer wykreował absolutnie niesamowity fantasmagoryczny świat jakby żywcem wyjęty z któregoś z obrazów Hieronima Boscha. Pełne dziwactw tajemnicze Ambergis z Miasta szaleńców i świętych to nic w porównaniu z ostatnim poziomem podziemi Veniss – tym razem autor o wiele mocniej popuścił wodze wyobraźni. Siedziba na powierzchni gigantycznego jeziora czy dość osobliwe cerbery mocno utkwią w pamięci niejednego czytelnika. W tym świecie nie ma miejsca na racjonalne decyzje; rozsądek zresztą wydaje się towarem mocno deficytowym podczas zmierzchu cywilizacji. Toteż bohaterowie nie zachowują się ani na jotę logicznie i poddają się wydarzeniom. Jednak nie zawsze bezwolnie, co również zwraca uwagę, muszę przyznać.

Pod koniec książki autor zamieścił obszerną genezę powstania powieści (z ciekawością dowiadywałem się, skąd czerpał inspiracje dla swoich pomysłów) wraz z opowieścią o "szwarccharakterze", która nie zmieściła się w głównej historii (i dobrze – tym bardziej jest on wtedy niezrozumiały, co doskonale pasuje do atmosfery powieści). Oprócz tego wydawca dodał mini-powieść Wojna Balzaka, której akcja toczy się wiele lat po Podziemiach Veniss. I znów to samo – miłość i tęsknota, które nie znają żadnych barier, przez co są tak obce dla tego świata, tak wypaczone. Historia dojmująca, chociaż nie robi należytego wrażenia, jeśli czyta się ją bezpośrednio po głównej części książki.

Styl VanderMeera jest niepowtarzalny. Niesamowite opisy oraz osobliwe konstrukcje stylistyczne to już standard u niego i chociaż nie wywołują takich uczuć, jakie towarzyszą lekturze Miasta szaleńców i świętych, wciąż są zaletą dla wszystkich, którzy ponad wartką akcję przekładają powolne delektowanie się słowem pisanym. Ciekawostką może być zastosowanie innego rodzaju narracji dla każdego z trzech bohaterów.

Wydanie jest znakomite. Cieszy twarda oprawa i porządny papier wróżące książce długi żywot i komfort podczas lektury. Także strona estetyczna nie pozostawia nic do życzenia, zwłaszcza że została dopasowana do reszty książek serii. Trochę gorzej ze stroną edytorską, bowiem natrafiłem na parę zgrzytów.

Reasumując, druga wydana w naszym kraju książka VanderMeera to obowiązkowa pozycja dla wszystkich koneserów fantastyki oraz dla tych, którzy uwielbiają poeksperymentować. Polecam także wszystkim, którym spodobało się Miasto szaleńców i świętych, nawet jeśli przebrnęli przez nie je z trudem – Podziemia Veniss są znacznie bardziej zwarte i łatwiejsze do przyswojenia, zwłaszcza w porównaniu z drugą połową poprzedniego dzieła VanderMeera. Z tego powodu proponuję najpierw zapoznać się z recenzowaną pozycją, a po dzieje Ambergris sięgnąć jedynie w przypadku zachwytu nad piórem tegoż Amerykanina.
9.0
Ocena recenzenta
8.45
Ocena użytkowników
Średnia z 37 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Podziemia Veniss (Veniss Underground)
Autor: Jeff VanderMeer
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Autor okładki: Tomasz Maroński
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 26 czerwca 2009
Liczba stron: 240
Oprawa: twarda
Format: 135 × 205 mm
Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
ISBN-13: 978-83-7480-140-9
Cena: 35,00 zł



Czytaj również

Podziemia Veniss
Rozdział pierwszy
Unicestwienie
Zdefiniować niedefiniowalne
- recenzja
Unicestwienie
Pozytywne zaskoczenie!
- recenzja

Komentarze


gelaZz
   
Ocena:
0
Podziemia spokojnie czekają na półce na swoją kolej ;p jak skończę Gromowładnego Gilmana to się za nie zabieram :D
14-11-2009 15:18
~Antavos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Mnie w prozie VanderMeera urzekły nie tyle barokowy język, sam w sobie bardzo dobry, chociaż VanderMeer udowodnił, że może pisać różnymi stylami, co właśnie owe drugie i trzecie dno. Turpizm i makabara, dekadencja i "banalne prawdy" wspomniane przez recenzenta, to moim zdaniem jedynie środki techniczne użyte do wzmocnienia przekazu opartego na tekstach kultury. W tekstach VanderMeera, zarówno w "City of Saints and Madmen", jak i "Veniss Underground", da się wyczuć fantastyczną grę intertekstualnością, chęć przełamania schematów. "Miasto" to orgia wizualno-edytorska, świadcząca o tym, że wbrew słowom recenzenta autor miał wszystko obmyślone. Taki chaos jest chaosem pozornym - podobnie w "Veniss Underground" makabra to fragment szerszej koncepcji.

Analizując obie książki łatwo wydestylować ich wspólny element: fascynację sztuką idei i ideą sztuki. W "City of Saints" VanderMeer expressis verbis ukazuje wypotworzony symbolizm sztuki i jej znaczenie dla świata przedstawionego (miłość to forma sztuki, muzyka etc), podczas gdy w "Veniss Underground" ów symbolizm objawia się w nawiązaniach do Boscha, ale i Dantego, Blake'a i religii chrześcijańskiej, a także pulp fiction lat bodajże 70 (Cordwainer Smith). Ze Smitha i Vance'a VanderMeer zapożycza scenerię The Dying Earth, z Dantego - model relacji kobieta-mężczyzna na poziomie bohater/partnerka, to przecież nic innego jak Beatrycze/Wergiliusz, a świat przedstawiony - to dantejskie Piekło i dziewięć kręgów piekła; Jan Chrzciciel i odcięta głowa to oczywiście chrześcijaństwo. Przykłady można mnożyć.

Ogólna ocena jest więc zgodna, ale z innych (nieco) powodów:)
14-11-2009 15:33
~Antavos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tzn ja wiem, że ta kobieta, której bohater szuka, w nie jest partnerką, ale wiecie, o jaki poziom relacji chodzi, nie?:-)
14-11-2009 23:16
Alkioneus
   
Ocena:
+1
Antavos, masz łatwość intelektualnego bełkotu, bo jest on u Ciebie

a)strawny
b)sensowny
c)wytrzymuje logiczny rozkład zdania

Generalnie, w imieniu tych użytkowników, którzy doczytali twój wcześniejszy post do końca:

Tak, wiemy.
15-11-2009 00:58
~Antavos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Od razu lżej się zrobiło na sercu. Rotfl:-)
15-11-2009 01:09
ketyow666
    Nie ma zachwytów
Ocena:
0
Dość głupia fabuła - wygląda jak jakaś byle historyjka na siłę wymuszona, by przedstawić wymyślony przez autora świat. Który swoją drogą, wcale wielce genialny nie jest. Czyta się raczej lekko, jest dość krótka więc raczej męki też nie sprawi. Próżno szukać tam science, choć fiction jest wręcz przerost. Oceniałem jednak jako "dzieło surrealistyczne". Sama historia może na 5, wykreowany świat głowy nie urywa, ale miło się go przemierza i 8,5 mogę dać za kreację (choć oryginalności bym nadto też nie zarzucał). Jako całość miałem dać 6, ale po nieco wyjaśniającym posłowiu, które zasadniczo jest ciekawsze niż cała książka, postanowiłem podnieść do 6,5/10. I podkreślam, że oceniałem bardziej obraz, który widziałem oczami wyobraźni, w kategorii SF musiałbym ocenie dokopać, momentami powieść wydawała się infantylna. Jeśli ktoś szuka logiki, zawiedzie się, tu znajdziemy tylko szaleństwo. Ale brałem to pod uwagę oceniając.
26-08-2011 12:26

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.