» Recenzje » Oślepiający nóż - Brent Weeks

Oślepiający nóż - Brent Weeks


wersja do druku

Patrząc przez kolorowe okulary

Autor: Redakcja: Piotr 'Clod' Hęćka, Maciej 'Repek' Reputakowski, Falver

Oślepiający nóż - Brent Weeks
Kiedy po raz pierwszy czytałem Czarny Pryzmat, książka nie wywarła na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Ot, solidne 7+ na 10, podczas gdy dookoła kusiło wiele bardziej interesujących pozycji. Z kolei podczas drugiej lektury moje odczucia były bardziej pozytywne, dzięki czemu pozwoliłem sobie na lekki optymizm odnośnie kontynuacji, Oślepiającego noża. Rezultat? Nie zawiodłem się, ostatnia powieść Brenta Weeksa to jedna z najprzyjemniejszych książek, jakie czytałem w tym roku.

Gavin Guille jest Pryzmatem, kochanym przez lud przywódcą religijnym Chromerii, jak również najpotężniejszym żyjącym Krzesicielem. Niestety, nawet on nie jest w stanie poradzić sobie z każdym kryzysem – zwłaszcza, gdy te się kumulują. Bitwa o Garriston została przegrana, przez co na jego głowę spadł obowiązek odnalezienia nowego domu dla pięciuset tysięcy uchodźców. Co więcej, zwycięski Książę Barw zdobywa coraz więcej zwolenników, ukochana Gavina odkrywa jego najgroźniejszy sekret, a sam Pryzmat traci możliwość krzesania z jednego z kolorów, co jest zapowiedzią tego, że nie został mu więcej niż rok życia. Niełatwo ma również jego nieślubny syn, Kip, który, pozostawiony w nieznanym sobie mieście, dołącza do elitarnej Czarnej Gwardii. Tam poznaje nowych przyjaciół, zdobywa wrogów i odkrywa, że nie wszyscy wrogowie Chromerii znajdują się wśród stronników Księcia Barw.

Oślepiający nóż zwalnia nieco z tempem prowadzenia fabuły, co korzystnie wpływa na rozwój zarówno świata przedstawionego, jak i postaci. Niemal każdy z istotnych bohaterów przechodzi jakiś rodzaj przemiany – dorasta, godzi się z przeszłością lub wybiera dalszy sposób postępowania. Gavin tylko początkowo sprawia wrażenie wyidealizowanego, odnoszącego same sukcesy protagonisty – im dalej w serię, tym częściej widzimy, jak bardzo niedoskonały, a przy tym ludzki jest przywódca Chromerii. Czytelnik ma szansę zmienić opinię także o Kipie, któremu udaje się zapracować na szacunek innych dzięki własnym czynom, dzięki czemu powoli pozbywa się etykietki "bękarta Pryzmata". Wyróżnia się też ojciec Gavina, Andross Guille – mężczyzna twardy, bezlitosny i nieprzyjemny, ale przy tym charyzmatyczny i inteligentny – po prostu bohater, którego uwielbia się nie cierpieć czytając książkę. Nie zawodzą również postacie debiutujące w serii – wprawdzie odgrywają mniejszą rolę niż te wprowadzone wcześniej, ale mimo to nie sprawiają wrażenia dodanych na siłę.

Mimo że akcja w Oślepiającym nożu biegnie nieco wolniej niż w Czarnym Pryzmacie, koniec końców to drugi tom należy uznać za lepiej napisaną powieść. Co rozdział czytelnik poznaje zupełnie nowy wątek fabuły lub rozwinięcie już znanego, otrzymuje kolejną informacja na temat świata przedstawionego albo obserwuje wydarzenia mające wpływa na rozwój postaci. O ile w poprzedniej części zdarzały się mniej porywające fragmenty, tak tu cały czas świetnie się bawiłem i ani na moment nie kusiło mnie, by odłożyć książkę na półkę. Kontrowersyjna wydaje się tylko decyzja autora odnośnie poprowadzenia pewnego wątku – zapowiadał się na nieprawdopodobnie istotny dla fabuły, a zakończony został nagle, bez fanfar – nie okazał się nawet w części tak istotny, jak można się było tego spodziewać. Nie rujnuje to wprawdzie książki, ale nietrudno odnieść wrażenie, że intryga stałaby się znacznie ciekawsza, gdyby autor zdecydował się na inne rozwiązanie. Zawieść się mogą tylko wszyscy ci, którzy spodziewają się kwiecistej prozy. Styl Weeksa jest dość prosty; autor nie gustuje w ciągnących się przez kilka akapitów opisach, dzięki czemu powieść czyta się szybko... ale mimo to czegoś tu brakuje.

Oślepiający nóż okazał się jednym z najmilszych literackich zaskoczeń tego roku. Pisarzowi udało się rozwinąć stworzony przez siebie świat i bohaterów go zamieszkujących w taki sposób, że wszelkie drobne niedociągnięcia przestają się liczyć. Podobnie jak Czarny Pryzmat, również i tom drugi kończy się cliffhangerem, a że trzecia powieść cyklu – The Broken Eye – jeszcze się nie ukazała, to przed nami wiele miesięcy oczekiwania na kontynuację. Jednak czego się nie robi dla jednej z fajniejszych serii ostatnich lat?

8.5
Ocena recenzenta
7.83
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Oślepiający nóż (The Blinding Knife)
Cykl: Powiernik Światła
Tom: 2
Autor: Brent Weeks
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 20 marca 2013
Liczba stron: 812
Oprawa: miękka
Format: 135x202 mm
ISBN-13: 978-83-7480-292-5
Cena: 49 zł



Czytaj również

Krwawe zwierciadło
Człapiąc ku finałowi
- recenzja
Poza Cieniem
Bitwa o wszystko
- recenzja
Czarny Pryzmat
Fantasy w tęczowych kolorach
- recenzja
Na krawędzi cienia
Odwyk od zabijania
- recenzja
Droga Cienia
Wątpliwości młodego zabójcy
- recenzja

Komentarze


Mourner
   
Ocena:
0
..."czeka nas sporo miesięcy czekania"... jakoś mi tak dziwnie :)
24-07-2013 15:47
Repek
   
Ocena:
0
Dzięki, poprawione.
24-07-2013 17:52
Scobin
   
Ocena:
0
Jeszcze notka techniczna: duża część procesu redakcyjnego przebiegała w czasie funkcjonowania starego Poltera. Tekst redagował wtedy Tomasz 'earl' Koziełło.
02-08-2013 15:12
matias.none
    moim okiem
Ocena:
0

Niezła książka. Jednym z minusów jaki przez autora recenzji został uznany za plus jest dla mnie właśnie zwolnienie akcji. Pierwszy tom przyzwyczaił do szybkiego tępa nowych wydarzeń. Do 400 strony usypiałem, przełom nastąpił gdzieś między 4-setną a 5-setną stroną SPOILER ON (chodzi o zabicie przez Kipa zabójców odradzającego się zakonu, bodajże "Złamanego Oka"??) SPOILER OFF, wtedy akcja w końcu ruszyła! Językowo książka wypada gorzej od chociażby Cyklu Demonicznego Bretta. Pełna jest jakiś niezrozumiałych zdań z powodu kulawej składni. Oczywiście standardowo przyczepię się do pani Strzelec, bo to ewidentna wina tłumacza. Kolejne co mnie kuło w oczy to do bólu oklepane i banalne teksty jakie Pryzmat rzucał do Trzeciego Oka. Teksty idealne do wyrwania laski w klubie. Jedyna reakcja na podobne bzdety to kołowrotek oczami i uśmiech politowania. Nie wiem czy ogólne wrażenie zepsuł sam autor czy tłumacz źle przetłumaczył językowe przekomarzania się bohaterów. Nie mam w tej chwili ze sobą książki żeby coś zacytować, ale nieudolny flirt rodem z jakiegoś erotyka lub romansu ciągnął się przez co najmniej 3 rozdziały psując ogólny poziom tekstu. Na plus: świetny klimat, dużo nieszablonowych pomysłów i zwrotów akcji. Ciekaw jestem następnych części. Weeks jest młodym autorem, mam nadzieję że z czasem nabierze zdolności posługiwania się piórem na poziomie Eriksona, czy Cooka jaki zaprezentował w pierwszych częściach "Czarnej Kompanii".

14-10-2013 21:22

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.