» Recenzje » Okrutny miecz

Okrutny miecz


wersja do druku
Okrutny miecz
Czerwony Rycerz był dla mnie jedną z najciekawszych fantastycznych niespodzianek bieżącego roku, łącząc w sobie wielość bohaterów godną Malazańskiej Księgi Poległych, atmosferę niczym z Czarnej Kompanii oraz motywy fabularne inspirowane mitami arturiańskimi. Nie dziwi zatem fakt, że niecierpliwie czekałem na kontynuację; dziwić może jednak to, jak bardzo odbiega ona poziomem od poprzedniczki.

Czerwony Rycerz zdobył sławę i bogactwo dzięki udanej obronie klasztoru Lissen Carak przed hordami Dziczy, lecz nie interesuje go spoczęcie na laurach i balowanie: gnany ambicją i chęcią zdobycia dalszych bogactw niedługo potem wyrusza do będącej niemalże kopią Cesarstwa Bizantyjskiego Morei, w której doszło do wojskowego przewrotu i obalenia dotychczas panującego cesarza. Większość armii znajduje się po stronie przeciwnika, funduszy brak, miejscowi nieufnie spoglądają na przybyszy... czy istnieje lepszy sposób na dalsze rozbudowanie swej legendy niż pokonanie takich przeciwności i przywrócenie prawowitego władcy na tron? Także w królestwie Alby zaczyna robić się groźnie – samozwańczy najwspanialszy rycerz świata Jean de Vrailly zdobywa coraz większe wpływy na dworze, a pokonany Głóg bynajmniej nie zapomniał o doznanym upokorzeniu i planuje zemstę na tych, którzy pokrzyżowali mu niedawno plany.

Okrutny Miecz to niezły przykład kontynuacji sprawiającej wrażenie napisanej przez zupełnie innego pisarza niż poprzedni tom cyklu: Czerwony Rycerz cierpiał wprawdzie miejscami na nadmiar postaci, nadmiar scen bitew, nadmiar wątków, ale ostatecznie wychodził z konfrontacji między swymi wadami a zaletami obronną ręką i pomimo niedociągnięć stanowił interesującą lekturę. To samo niestety nie dotyczy drugiej części cyklu Syn zdrajcy – największy problem rodzi fakt, iż zaprezentowane w powieści wydarzenia najzwyczajniej w świecie nie budzą zaciekawienia czytelnika. Kampania w Morei rozczarowuje, jako że na dobrą sprawę główny bohaterowie ani przez moment nie są zagrożeni: o tym, że wróg ma przewagę tylko się słyszy, ale niemal nigdy tego nie widzimy. A ponieważ do starć dochodzi dopiero po kilkuset stronach, przez większość czasu podczas lektury spoglądamy na metaforyczny zegarek i pytamy sami siebie „no dobra, ale kiedy zacznie się coś dziać”?

Nieco lepiej jest dopiero pod koniec, a i wtedy zniesmaczenie wzbudza to, w jak banalny sposób Czerwony Rycerz odnosi ostateczny sukces. Książki czyta się głównie dla nieprzeciętnych postaci pokonujących kolejne wyzwania w może przesadzone, ale za to ekscytujące sposoby: tu z kolei mamy deus ex machina w osobie postaci drugoplanowej, która niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmienia na lepsze całą sytuację, co z całą pewnością nie zadowoli złaknionych emocjonującego zakończenia czytelników. Nie lepiej wypadają wątki związane z Albą, zajmujące niemalże połowę książki: problematyczne jest nie tylko to, ile poświęcono im miejsca, ale na dodatek skupiają się one w większości na kwestiach najzwyczajniej w świecie nudnych, głównie z powodu przedstawiania nam losów postaci w najlepszym razie drugoplanowych, a często i trzecioplanowych. Co więcej, tego typu rozdziały stanowią niemalże w całości jedynie podbudowę pod wydarzenia, które rozegrają się dopiero w tomie trzecim, przez co braknie tu odpowiednio satysfakcjonującego zamknięcia wątków.

Zawodzą także bohaterowie, w których przypadku Cameron poszedł zdecydowanie w ilość aniżeli jakość. Pierwsze objawy takiej filozofii były widoczne w poprzedniej książce, ale można było mieć wówczas nadzieję, że wprowadzone już postaci zostaną w kolejnych częściach cyklu odpowiednio rozwinięte. Jak łatwo można się domyślić, w Okrutnym mieczu do tego nie dochodzi, w związku z czym nawet potencjalnie interesujące osobowości i wątki nie doczekują się widocznej poprawy (czemu nie ma więcej oznak braterskiej więzi między niegdyś skłóconymi braćmi, Gabrielem i Gavinem?), a zamiast tego do obsady dołącza gromada płytkich, nowych bohaterów służących jedynie popchnięciu wątków naprzód. Wprowadzony na samym początku Mortimir nie robi niemalże nic istotnego aż do samego końca, a poświęca mu się dobrych kilkadziesiąt stron, zaś podobnych przykładów jest jeszcze więcej – krótko mówiąc, pisarz zasługuje na naganę za ordynarne lanie wody.

Niestety muszę też wspomnieć o jeszcze jednej wadzie książki, która wprawdzie ma mniejsze znaczenie niż te wymienione wyżej, ale równie mocno jak one rzuca się w oczy: Okrutny miecz to jedna z najgorzej zredagowanych powieści, z jakimi miałem okazję się zapoznać. Przeczytałem ją po raz pierwszy po angielsku i miałem delikatną nadzieję, że znajdowane przeze mnie co i rusz błędy zostaną poprawione w tłumaczeniu. Niestety tak się nie stało, ale przynajmniej mogę zrozumieć, czemu tłumacz nie zdecydował się na korygowanie pisarza, jednak podobnego wytłumaczenia nie znajduję dla Milesa Camerona, który jest wręcz zdumiewająco niekonsekwentny w stosowanym nazewnictwie. Znany z pierwszego tomu Jehannes staje się tu bez żadnego wyjaśnienia Jehanem, czasem czytamy o Morganie, a czasem o Morgonie, Edmund najwyraźniej zmienił między powieściami imię na Edwarda – wymieniać mógłbym długo, ale chyba widać wyraźnie, na czym polega problem. Takie wpadki po prostu nie przystoją kilkukrotnie już publikowanemu autorowi, zatem Amerykanin tym bardziej powinien się za nie wstydzić.

Okrutny miecz to jedno z największych literackich rozczarowań, jakich było mi dane doświadczyć odkąd zacząłem czytać fantastykę. Niemal wszystkie zalety Czerwonego Rycerza zostały zredukowane, a większość problemów doznała pogłębienia, czego efektem końcowym jest nudna cegła, w której niemal nic się nie dzieje. Naprawdę mam wielką nadzieję, iż kolejny tom będzie lepszy – szkoda byłoby, gdyby cykl o takim potencjale został pogrzebany przez fatalną redakcję oraz brak pomysłu autora na dalsze poprowadzenie swoich bohaterów.

5.0
Ocena recenzenta
9.25
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Okrutny miecz
Cykl: Syn zdrajcy
Tom: 2
Autor: Miles Cameron
Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Wydawca: MAG
Data wydania: 3 sierpnia 2016
Liczba stron: 800
Oprawa: twarda
Cena: 49 zł



Czytaj również

Czerwony Rycerz
Nie taki najemnik straszny...
- recenzja
Okrutny miecz
- fragment
Czerwony Rycerz
Za garść florenów
- recenzja
Czerwony rycerz
- fragment

Komentarze


Sayonara
    Dramat
Ocena:
0

Czerwony Rycerz to książka koszmar - najgorsza pozycja fantasy ze wszystkich, które czytałem w ostatnich latach (a może i w życiu), a czytałem ich dużo. Nie jestem w stanie pojąć, jak ktokolwiek mógłby chcieć wydać taką padlinę, ale jak czytam są osoby, które chwalą - na przykład autor recenzji. Nie rozumiem, ale o gustach się nie dyskutuje. Zastanawiam się tylko jak to możliwe, ze druga część jest jeszcze gorsza.  

 

03-11-2016 17:32
139689

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@ Sayonara

A jakieś konkretne zarzuty? Mnie się "Czerwony Rycerz" w miarę podobał - szału nie było, ale przeczytałem go raczej z przyjemnością i lekturę zakończyłem z myślą, że fajnie byłoby przeczytać kontynuację.
03-11-2016 20:16
Sayonara
   
Ocena:
0

Proszę bardzo. Przede wszystkim jest fatalnie napisana - bardzo złe dialogi. Koszmarne. Zbyt dużo wątków, które stwarzają wrażenie chaosu. Zbyt wielu bohaterów - o ile w przypadku Gry o Tron czy Malazańskiej Księgi Poległych taka liczba postaci nie męczy, tak tu, przy słabym pisarzu jest nie do zniesienia. Tym bardziej, że fragmenty które im autor poświęca często absolutnie nic nie wnoszą do fabuły i sprawiają wrażenie pisanych na siłę.

Kolejna sprawa to tragicznie napisany wątek miłosny. Ale trzeba przyznać, że widać, iż autor zna się na Średniowieczu bardzo dobrze, może dlatego w tekście pojawia się mnóstwo opisów jaki postać bierze miecz, jak sprawdza sprzączki zbroi itp. Zerknij na początek rozdziału 3 - to przykład. W każdym razie facet opisuje ze szczegółami nieznaczące zachowania, a nie potrafi opisać poprawnie dużo bardziej interesujących rzeczy. Ludzie chwalą książkę za sceny batalistyczne. Według mnie są chaotyczne, tak jak reszta książki. Czytając to miałem wrażenie, że jakiś gimnazjalista wydał swoje wypociny. Przy czym niektórzy młodzi autorzy stworzyliby znacznie lepsze książki. Złota Galera Dukaja, którą pisał kiedy miał bodajże 15 lat, jest ze 300 razy lepsza niż Czerwony Rycerz

03-11-2016 23:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.