» Recenzje » Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć

Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć

Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć
Rozpoczynając lekturę tej książki, trudno nie mieć wysokich oczekiwań – powieść Nakręcana dziewczyna zgarnęła wszystkie najważniejsze nagrody fantastyczne za rok 2010. Zbiór krótkich form, czyli pierwsza część pokaźnego tomu, również należy do utytułowanych (m.in. podwójna nagroda Locusa w 2008 roku).

Na przystawkę przypada lekki wstrząs w postaci Maleńkich ofiar – nowelka o macierzyństwie w bliżej nieokreślonej przyszłości, w której poziom wszelakich zanieczyszczeń i skażeń bardzo mocno odbił się na ludziach. Historia jest krótka, konkretna i zaopatrzona w miażdżącą puentę, a wielu niedopowiedzianych rzeczy dotyczących wykreowanej rzeczywistości czytelnik może się łatwo domyślić.

Dalej otrzymujemy dziesięć nie mniej intrygujących tekstów ze zbioru Pompa numer 6. Pierwszy z nich, Kieszeń pełna dharmy, jest zarazem najstarszym, bo opublikowanym pierwotnie w 1999 roku. Akcja rozgrywa się w nowoczesnym i niebezpiecznym chińskim mieście. Młody żebrak wchodzi w posiadanie infokostki – przedmiotu niepozornego, ale niezwykle wartościowego. Co takiego zapisano na tym nośniku, że wielu różnych ludzi chce go zdobyć? Poza cyberpunkowym klimatem uwagę zwraca także poruszenie istotnego politycznie tematu wieloletniej okupacji Tybetu przez Chiny. Fletka z kolei przenosi nas w region świata, w którym ponownie zapanował system lenny, a najbogatsi są niemal nowoczesnymi feudałami, żądnymi sławy, prestiżu, wiecznej młodości (zapewnianej dzięki zdobyczom medycyny) oraz najbardziej wyszukanych rozrywek. Główna bohaterka to niewolnica zmodyfikowana przez szereg skomplikowanych zabiegów, na specjalnych pokazach uświetniająca przyjęcia dla arystokracji. Czy krucha (dosłownie) dziewczynka, własność swojej pani, ma szanse na jakiś bunt? Czyż pragnienie wolności nie jest dla człowieka naturalne?

W Ludziach piasku i popiołu znowu mamy do czynienia z niewesołą, nieco szokującą przyszłością. Grupa najemników – modyfikowanych i udoskonalanych tak, że w coraz mniejszym stopniu przypominają współczesnych homo sapiens – przypadkowo odnajduje przedstawiciela dawno zapomnianego gatunku, czyli... psa. Stosunek do zwierzęcia (choć nie tylko on) pokazuje, że jeśli w żołnierzach przyszłości pozostały jakieś ludzkie odruchy i empatia, to w formie co najwyżej szczątkowej. O człowieczeństwie chylącym się ku upadkowi i cywilizacji trzymającej się na ostatnich włoskach traktuje zaś opowiadanie tytułowe – Pompa numer 6. Gorzką prawdę o stanie świata powoli odkrywa… pracownik miejskich ścieków. A rzeczywistość przedstawia się nieciekawie: jakość dostępnej wody pitnej woła o pomstę do nieba, w mieście mnożą się trogle – zdegenerowani ludzie, którzy inteligencją oraz zachowaniem przypominają małpoludy. Niestety, nie tylko oni stanowią namacalny przykład cofnięcia się w rozwoju. Bacigalupi snuje smutną refleksję o konsekwencjach skrajnego zanieczyszczenia środowiska, pisze o życiu sprowadzonym jedynie do podstawowych, fizjologicznych potrzeb i najwyraźniej gorzko się śmieje.

Woda, czy raczej jej silnie odczuwalny deficyt, to motyw przewodni Łowcy tamaryszków. W czasach suszy stulecia wielkie miasta zagarniają ten cenny zasób dla siebie, a mniejsze podlegają przymusowemu wyludnieniu, czego efektem są straszące pustką, rozległe osiedla. Do kodeksu karnego wprowadzono nawet termin "przestępstwa wodnego". I tutaj Amerykanin przedstawia ponurą, przejmującą wizję kryzysu, wcale nie gospodarczego, ani też militarnego. Woda cenniejsza od złota – prawie apokalipsa, chociaż w innym wydaniu. Nie mniej przejmujący jest obraz zaprezentowany w Kaloriarzu. Wielkie firmy żywnościowe zmonopolizowały międzynarodowy rynek, wprowadzając modyfikowane genetycznie, wysokoenergetyczne, lecz jałowe rośliny uprawne. Zwykłe uprawy, niszczone przez szkodniki oraz rzesze ciągle mutujących chorób i chwastów, odeszły w zapomnienie. W obliczu głodu pożywienie – a co za tym idzie, kalorie – stanowią niezwykle wartościową walutę. Posiadając odpowiednie patenty i chroniącą prawo własności intelektualnej policję, korporacje wpływają na rządy państw. Brzmi jak czysta, odległa fikcja? Niekoniecznie, wystarczy obejrzeć film o Monsanto czy dokument pod tytułem Food Inc.

W Człowieku z żółtą kartą autor zabiera nas do stolicy Tajlandii – Bangkoku. Dla pewnego chińskiego uchodźcy, kiedyś świetnie prosperującego przedsiębiorcy, każdy dzień życia w slumsach oznacza walkę o przetrwanie. Bieda i brak pracy to nie jedyne zmartwienia ocalałych po pogromie imigrantów. Są nikim, szczególnie dla rządzących na ulicy funkcjonariuszy białych koszul. Po raz drugi pojawia się temat korporacji żywnościowych oraz bioinżynieryjnych plag. Zarówno Kaloriarz, jak i Człowiek... stanowią znakomity wstęp do powieści; szczególnie w tym drugim opowiadaniu Bacigalupi zarysowuje społeczno-kulturowe tło, by później odpowiednio rozszerzyć je w Nakręcanej dziewczynie.

Regulator niesie duży ładunek brutalności. Przeludnienie skutkuje sytuacją, w której posiadanie dzieci jest zabronionym anachronizmem. Ludzie masowo stosują rodzaj eliksiru młodości i środka antykoncepcyjnego jednocześnie, a nielegalne potomstwo podlega likwidacji. Dlaczego w takim razie niektóre kobiety, świadome ryzyka, odstawiają ów cudowny środek i zachodzą w ciążę? Mocny, nasuwający sporą porcję skojarzeń i przemyśleń tekst. Treść innego opowiadania – Paszo – można zinterpretować w kategoriach zderzenia pokoleń, konfliktu tradycji z nowoczesnością oraz pragmatyzmem. Rolę doskonałego dopełnienia zbioru odgrywa zaś krótka, kryminalno-psychologiczna historia pod tytułem Miękki.

Jak widać, w krótkich formach Bacigalupiego nie ma miejsca na banał – autor doskonale rozumie, czym powinna być poważna fantastyka. Opowiadania zapadają w pamięć, co najmniej kilka z nich kończy się w zaskakujący sposób. Właściwie w każdym kryje się jakieś przesłanie, nie da się tego przeczytać i pozostać obojętnym. Pisarz porusza szereg aktualnych problemów (zestawienie postępu z istnieniem brudnych dzielnic nędzy, wykluczenie społeczne, pogrom mniejszości zorganizowany przez fanatyków), choć zdecydowany nacisk kładzie na te, które dzisiaj znajdują się jeszcze na horyzoncie, jak na przykład dominacja GMO, totalna degradacja środowiska czy susze i braki wody. W następnych dekadach problemy te mogą, aczkolwiek wcale nie muszą, stać się palącymi i jednymi z najważniejszych dla ludzkości. Wrażenie niepokoju podczas lektury pogłębia wyraźnie akcentowana dehumanizacja. Pesymistycznie? Owszem, ale jak wspaniale się to czyta – miód!

Nie wiem, czy w tej uczcie wyobraźni par excellence Nakręcana dziewczyna stanowi drugie danie (z racji większej objętości), czy też bardziej deser. I tu Bacigalupi popisuje się całą gamą kapitalnych pomysłów i niewątpliwym talentem literackim. Losy bohaterów powieści splatają się i nierozerwalnie wiążą z wydarzeniami w Tajlandii – państwie, które w przeciwieństwie do sąsiadów oparło się ekspansji gigantów rynku żywnościowego, w dużej mierze za sprawą utalentowanego genhakera, niejakiego Gibbonsa. W kraju, gdzie tradycje i religia nadal odgrywają istotną rolę i gdzie widuje się duchy zmarłych, nieustannie trwa walka o wpływy politycznych sił, skupionych wokół Ministerstwa Handlu oraz Ministerstwa Środowiska (obie instytucje mają rozległe kompetencje). Ministerstwo Środowiska dysponuje zastępami budzących strach, często skorumpowanych, białych koszul. Bezpośrednia konfrontacja wisi w powietrzu. Uczestnikami rozgrywki są także przedstawiciele potężnych korporacji oraz zagraniczni przedsiębiorcy i osobistości królewskiego dworu.

Gdzieś w Bangkoku żyje dziewczyna o imieniu Emiko. Osoby takie jak ona określa się mianem "nakręcanych", co oznacza genetyczne zaprogramowanie i zmodyfikowanie w konkretnym celu, z czego z kolei wynika pewien defekt – ruchy "Nowych Ludzi" są bardzo charakterystyczne, jakby szarpane. Emiko, z wbudowanym posłuszeństwem i potrzebą służenia komuś, pełniła kiedyś w Japonii funkcje sekretarki, tłumaczki i kochanki. Niestety, w Tajlandii nakręcanki (pogardliwie: trzęsiłapy) czeka tylko kompostownia, czyli utylizacja. Dziewczyna pracuje w burdelu, a o jej istnieniu wie właściciel oraz spragnieni nowych wrażeń bywalcy przybytku. Emiko traktowana jest niemal jak przedmiot, dziwadło wykorzystywane codziennie w sadystycznym porno show, ale nadejdzie dzień, w którym tak pogardzana istota przełamie swoje uwarunkowania.

Obok tytułowej postaci występuje szereg innych, również dobrze skonstruowanych: bezkompromisowy kapitan białych koszul, jego podwładna z wewnętrznym konfliktem lojalności, starszy Chińczyk po życiowej katastrofie, korporacyjny agent czy zachodni biznesmeni, którzy pragną ugrać coś dla siebie w zmieniającej się sytuacji politycznej. Swego rodzaju szara eminencja (nie jedyna), wspomniany naukowiec-genetyk, chociaż wiekowy i schorowany, wzbudza pewną trwogę. Gibbons to ktoś więcej niż tylko genialny w swoim zawodzie cynik.

Konsekwentnie budowanym tłem akcji są lepiące się od gorąca ulice Bangkoku, slumsy, rynki, zrujnowane wieżowce, łodzie poruszające się po rzekach czy fabryka "sprężyn" do nagromadzania energii. Co jakiś czas autor sygnalizuje różnice kulturowe i mentalne pomiędzy Tajami, Chińczykami, Japończykami czy wreszcie białymi cudzoziemcami. A że opisy opiera nie na wiedzy książkowej, tylko na prywatnych doświadczeniach wyniesionych z azjatyckich podróży – tym lepiej to o nim świadczy. Dodatkowo uatrakcyjnia książkę ukłon w kierunku Lewisa Carrolla, czyli (wszech)obecność sztucznie stworzonych, świetnie przystosowujących się kotów Cheshire (te całkowicie wyparły kota domowego); podobną rolę grają odniesienia m.in. do Blade Runnera. Trzeba przyznać, że tam gdzie to niezbędne, Bacigalupi potrafi też nadać scenom odpowiedni dynamizm, ponadto wzbudza żywą ciekawość – jak zakończy się pędzący coraz szybciej ciąg zdarzeń? Na ostatnich stronach, gdy już myślimy, że nic szczególnego nas nie czeka, autor znów zaskakuje. Dalej już "tylko" epilog – rozmowa przyginająca czytelnika do ziemi; czyżby Nowy Człowiek miał zrzucić z piedestału homo sapiens?

Zaiste, powiadam Wam (tym, którzy jeszcze nie czytali): opowiadania plus powieść to rzecz świetna, rarytas, palce lizać! Bacigalupi powinien stać się wzorem dla debiutujących pisarzy gatunkowych, a przynajmniej tych, którzy mają ambicje tworzenia czegoś więcej niż tylko pozbawione jakiejkolwiek głębi, rzemieślniczo dobre opowiastki. Ci bardziej doświadczeni, nawet z solidnym dorobkiem, wiedzą, że Bacigalupi jest dla nich nie lada konkurencją – już dziś Amerykanin to gracz pierwszoligowy.

9.5
Ocena recenzenta
9.15
Ocena użytkowników
Średnia z 26 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Nakręcana dziewczyna; Pompa numer sześć (Pump Six; The Windup Girl)
Autor: Paolo Bacigalupi
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 12 stycznia 2011
Liczba stron: 702
Oprawa: twarda
Format: 135x202 mm
Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
ISBN-13: 978-83-7480-193-5
Cena: 55 zł



Czytaj również

Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć
Piękna opowieść o zniszczonej przyszłości
- recenzja
Luna: Nów
Uważaj którędy chodzisz
- recenzja
Wodny nóż
Nie ma wody na pustyni – ani nigdzie indziej
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.