» Recenzje » Młodsi bogowie - David Eddings, Leigh Eddings

Młodsi bogowie - David Eddings, Leigh Eddings


wersja do druku

Prawie epicki epilog

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Młodsi bogowie - David Eddings, Leigh Eddings
Pierwsze trzy tomy Marzycieli zawiodły mnie na całej linii. Liczyłem na dobre epickie fantasy w starym stylu, a dostałem niezbyt strawną sielankę. Mimo to z niejaką niecierpliwością oczekiwałem na zakończenie cyklu – w myśl przysłowia "wszystko dobre, co się dobrze kończy". Jak kończą się Marzyciele?

Każdy, kto przeczytał pierwsze trzy tomy, zapewne będzie wiedział, co dzieje się w czwartym. Wojna na Drahllu powoli dobiega końca, od zwycięstwa naszych bohaterów dzieli już jedna jedyna bitwa, która całkowicie odetnie Vlagh od dostępu do żyznych krain. Pojawia się jednak pewien problem: nieubłaganie zbliża się koniec cyklu starszych bogów i zastąpić ma ich młodsze rodzeństwo. Jednak jedna z bogiń, pod wpływem przeciwnika, chce przeciwstawić się odwiecznym zasadom i postanawia zachować władzę.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Dodanie tego jednego wątku do fabuły to ogromny krok w przód. Po pierwsze, przygotowania do wojny (a potem ona sama) nie nużą tak bardzo, kiedy przeplatane są świątynnymi intrygami. Po drugie zaś, właśnie knowania kapłanów i bogów niezwykle (oczywiście biorąc pod uwagę, że akcja wcześniejszych tomów ograniczała się tylko do wojny) urozmaicają fabułę i potrafią zaintrygować. Młodsi bogowie sprawiają wrażenie, jakby byli próbą oderwania się od infantylizmu wcześniejszych tomów. Przyznam, że jeden ze zwrotów akcji zaskoczył mnie dosyć mocno – a to niewątpliwa zaleta w powieści, w której kiedy czyta pierwszą stronę, tak naprawdę zna się ostatnią. Może gdyby powstał choć jeszcze jeden tom, zobaczylibyśmy to, co w epic fantasy jest najważniejsze: wielkie bitwy, męstwo heroizm? Są to jednak bezsensowne gdybania, gdyż w Młodszych bogach brak tych typowych elementów gatunku – bitwę zastąpił tutaj opis budowania fortu. Szkoda, iż autorzy nie pokusili się o mocniejsze odcięcie się od wcześniejszych części.

W sprawach bohaterów dalej mam zdanie jak najbardziej krytyczne, mimo że i tutaj coś drgnęło. Przede wszystkim na uwagę zasługują postaci Bersli i Alcevan – dwóch głównych intrygantów. Szkoda, że to jedyne czarne charaktery – Vlagh dalej jest bezpłciowa, a "krwiożerczy" piraci odstępują złoto przyjaciołom. Lepsze wrażenie robi rozbudowanie kontaktów międzyludzkich – nawet trywialny wątek miłosny, który pokazuje, iż bohaterowie nie wytwarzają wokół siebie próżni i coś między nimi zachodzi. Jednak wszystkie starania niszczy "nadmiar" Elerii – w recenzji poprzednich tomów napisałem, że to najgorzej wykreowana postać w cyklu. Zmieniłem zdanie – to jedna z najgorzej wykreowanych postaci we wszystkich książkach, jakie czytałem. Kiedy jej imię pojawiało się na kartce, mimowolnie chciałem ją odwrócić – tak bardzo irytowała mnie ta bohaterka. Gdyby nie Padan, Gunda czy Zajączek, którzy potrafią zabłysnąć jakimś dobrym żartem, zapewne nie dotrwałbym do końca książki.

W poprzedniej recenzji język opisałem pobieżnie i teraz mam zamiar to naprawić. Wspomniałem, iż autorzy mają dobrze opanowane pióro – trudno, żeby nie potrafili pisać, kiedy wydali razem kilka książek. Praktycznie nie da się rozróżnić fragmentów pisanych przez Davida lub Leigh Eddings – nie wiem, na ile to sprawa tłumaczenie, ale na pewno wypada to dobrze. Dzięki temu książkę połyka się bez większych zgrzytów. Na pochwałę zasługują też dialogi, które wypadają bardzo naturalnie. W niektórych momentach mogłoby pojawić się więcej opisów, ale na ich brak narzekać nie można. Podsumowując, bez rewelacji, ale dobrze.

Warto spojrzeć by na Młodszych bogów niczym na typowy epilog – jak sprawdzają się w tej roli? Zamykają w odpowiedni sposób zaczęte wątki (chociaż marnują wiele interesująco się zapowiadających), ale nie podsumowują wszystkiego w odpowiedni sposób – nie poznajemy odpowiedzi na pytanie: po co to było? Denerwuje to tym bardziej, gdyż na samym końcu pojawia się pewne zdarzenie, które niszczy całą koncepcję walki z najeźdźcą. Odbiera to sens całej historii.

Młodsi bogowie wydani są w bardzo przyzwoity sposób – papier nie odkształca się, kartki są wystarczająco jasne, tak aby z łatwością czytać. Książka z pewnością nie rozwali się podczas czytania – przewiduję, iż nie rozsypie się nawet po kilku czytaniach.

Podsumujmy cały cykl: jest to prosta opowieść w czterech tomach (bo i o czterech wojnach – których istota to jedna bitwa) ze średnim początkiem, bardzo słabym rozwinięciu i nienajgorszym zakończeniu. Jeśli macie wystarczająco dużo czasu, aby przebić się przez jakieś osiemset stron dla lepszych końcowych dwustu – Marzyciele będą dla Was odpowiednim wyborem.
6.5
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Młodsi bogowie (The Younger Gods)
Cykl: Marzyciele
Tom: 4
Autor: David Eddings, Leigh Eddings
Tłumaczenie: Agnieszka Barbara Ciepłowska
Wydawca: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 6 marca 2008
Liczba stron: 256
Oprawa: miękka
Format: 142 x 202 mm
ISBN-13: 978-83-7469-713-2
Cena: 29,90 zł



Czytaj również

Diamentowy tron – David Eddings
Coś dla miłośników klasycznej fantasy
- recenzja
Gambit magika - David Eddings
Powieściowa Xena
- recenzja
Królowa magii – David Eddings
Belgariada: Księga druga
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.