» Recenzje » Mgły Avalonu - Marion Zimmer Bradley

Mgły Avalonu - Marion Zimmer Bradley


wersja do druku

Słodko-gorzka opowieść o przemijaniu

Autor: Redakcja: Marigold

Mgły Avalonu - Marion Zimmer Bradley
W moich czasach zwano mnie różnie: siostrą, kochanką, kapłanką, czarownicą, królową. Te słowa – jakże znamienne – spłynęły prawie trzydzieści lat temu z pióra Marion Zimmer Bradley i prawdopodobnie pisarka nawet w najśmielszych snach nie przypuszczała wówczas, iż staną się one prologiem historii, która odciśnie znaczące piętno na całej literaturze. A na pewno na tej jej części, która za motyw przewodni obrała mit arturiański.

Temat niezwykle popularny, interpretowany na rozmaite sposoby – wszak ta opowieść o czynach chwalebnych wielkich mężów, odwagą, honorem i przemyślnością dorównujących bohaterom antycznych eposów, Lecz pełnych słabości, która – paradoksalnie – często stanowi o ich sile i staje się orężem do walki z przeciwnościami losu – niesie ogromy potencjał. Historia pełna odniesień i do filozofii, i do religii, i wreszcie – magii. Któż z nas nie chciał kiedyś podążyć śladami Artura, stać się jednym z zasiadających przy Okrągłym Stole rycerzy czy też posiąść wiedzę Merlina. Te na poły historyczne, na poły zaś mityczne czyny, stanowiące integralną część europejskiego dziedzictwa kulturowego, nigdy nie przestały fascynować. Choć zazwyczaj opisywano je jako rycerskie chansons de geste - niemalże hagiograficznie ujęte udokumentowanie kolejnych podejmowanych w imię Boga misji – i zawsze przedstawione z punktu widzenia pozytywnych bohaterów.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Bradley odważyła się na złamanie tego kanonu. Nie dość, że narratorkami uczyniła kobiety, to dodatkowo główną protagonistką jest Morgana Le Fay, znana do tej pory jako główna przeciwniczka Artura: kobieta przesiąknięta złem, wiedźma zaprzysiężona mrocznym potęgom, której nadrzędnym celem jest doprowadzenie Camelotu do upadku i która nie waha się posunąć do najpodlejszych czynów. Jej obraz z Mgieł Avalonu może w pierwszym momencie wywołać szok – tak znacząco różni się od wyrytej w naszej podświadomości wersji. Zanim jednak rozpocznie się jej historia, poznajemy losy innych kobiet pochodzących z linii kapłanek Avalonu.

Zamknięta w twierdzy Tintagel, usytuowanej na wietrznym kornwalijskim wybrzeżu, Igraina cierpi. Wydana za mąż za podstarzałego Gorloisa, niczym ofiara na ołtarzu politycznego przemierza, niekochana i niekochająca, samotna, żyjąca w przekonaniu, iż jedyne, co jej pozostaje, to rodzenie kolejnych dzieci – nagle staje przed możliwością wyboru. Z ust swej siostry Viviany, Pani Avalonu, słyszy proroctwo, iż pocznie syna, który stanie się najpotężniejszym władcą, nadzieją Brytanii i wskrzesicielem jej chlubnej przeszłości. Jest tylko jeden warunek – jego ojcem nie zostanie ten, któremu przysięgała przed ołtarzem, lecz przywódca Brytów Uther Pendragon… I kobieta musi zdecydować – czy godzi się być kolejnym ogniwem od wieków wprowadzanego w życie planu, którego początki kryją się w czasach tak odległych, że wręcz mitycznych. I tę decyzję podejmuje – początkowo niechętnie, czując, iż znów jest obiektem manipulacji, a później coraz bardziej ochoczo. Nie ma magii Merlina, nie ma gwałtu – jest tylko miłość. I jej owoce. Zarówno te słodkie, jak i przeszywające na wskroś goryczą. Oraz cena, którą płacić będzie i Igraina, i jej siostra Morgause, i Viviana, a przede wszystkim córka - Morgiana. Ciężki to dług – płaci się go wielokrotnie, zatracając powoli rachubę, żałując coraz bardziej dawno podjętych decyzji, lecz jednocześnie – mając świadomość, iż wybór byłby identyczny.

Życie pięciu kobiet (w pewnym momencie dołącza do nich żona Artura – Gwenifer), stanowi kanwę snutej przez Bradley opowieści. Ich losy nierozłącznie splatają się z historią Brytanii – tak mocno, iż trudno rozgraniczyć to, co jest sprawą ściśle prywatną od kwestii państwowych, albowiem są zbyt blisko tych, którzy sprawują rządy nad krajem, manipulując, kształtując i popychając innych – czasem jawnie, czasem z cienia, poznając smak władzy i rozkoszując się nim coraz bardziej. Każda z tych niewiast jest inna, zarówno czysto fizycznie, jak i charakterologicznie, motywy ich postępowania również różną się od siebie. Igrainą rządzą uczucia – potężne i niszczące. Viviana to źródło mocy – Pani Jeziora, kapłanka, strażniczka tradycji, wierząca w cel misji, w imię której potrafi poświęcić wszystko. Morgause jest intrygantką, zaś jej działania mają na celu wyłącznie zaspokojenie jej nieokiełznanych apetytów – szczególnie tych dotyczących cielesnych rozkoszy. Gwenifer w pierwszej chwili wydaje się nieco umysłowo ograniczona, irytująco bezwolna, lękająca się praktycznie wszystkiego. Jej świat sprowadza się do kilku prostych zasad, których nauczyła się w klasztorze, dlatego wielkim niepokojem napawa ją uświadomienie sobie pragnień, o których istnieniu nie miała pojęcia, kojarzących się z grzechem i potępieniem. W miarę rozwoju akcji ukazuje zupełnie inne oblicze (choć nie staje się dzięki temu bardziej sympatyczna), niemalże dorównując innym, ukazanym na kartach Mgieł Avalonu niewiastom.

Wreszcie Morgiana. Przedwcześnie dojrzała dziewczynka z nieprzystającym jej wiekowi smutkiem ukrytym w głębi czarnych oczu. Młoda akolita poznająca arkana magii na ukrytej wśród mgieł wyspie Avalon. Kapłanka uczestnicząca w pradawnym rytuale zaprzysiężenia – żywe wcielenie Bogini łączącej się z młodym Królem Bykiem – która pozna okrutną prawdę w momencie, gdy opadną maski. Królewska siostra - jedna z dam dworu Gwenifer, otoczona szacunkiem rycerzy. Pani Avalonu zbrojna wiedzą pokoleń i potężną, pierwotną mocą, pełna ambicji i dumy. I wreszcie – samotna kobieta, przez całe życie poszukująca uczucia – kochająca tak wielu mężczyzn, która nigdy nie zdobywa tego, którego naprawdę pragnęła. Bradley kreśli portret bogaty i złożony – jej Morgiana zda się rozsadzać ramy książki, od pierwszego momentu przykuwając uwagę czytelnika bez reszty. To wizerunek dopracowany w najmniejszym nawet szczególe, pisarka potrafiła w nim zawrzeć na pozór zupełnie do siebie nieprzystające cechy, które w jej interpretacji idealnie się uzupełniają.

Na tle tych pełnokrwistych kobiet płeć męska wypada znacznie mniej wyraziście. Artura wciąż widzimy przez pryzmat wspomnień Morgiany z młodości – jako jej małego, nieporadnego braciszka, którym się opiekowała i który, nawet gdy dorósł, wciąż nie jest do końca pewien własnej siły. Błądzi, waha się, nie potrafi podjąć decyzji, którą z dróg wybrać – czy sojusz z Avalonem, czy też podążanie za nową religią. Jest niestały, łatwo ulega manipulacji i choć wszystko, co czyni ma na celu wzmocnienie potęgi Brytanii, jego decyzje w większej części są chybione. Jest emocjonalnie rozchwiany – wciąż obwinia się za grzeszne w jego mniemaniu stosunki z Morgianą, kocha Gwenifer zbyt mocno i nie potrafi się jej przeciwstawić, wreszcie – połączony z Lancelotem więzami wykraczającymi poza zwykłą przyjaźń. Ten zaś, obdarzony chłopięcym urokiem, któremu nie potrafi oprzeć się żadna kobieta, bardzo szybko przekonuje się, że ta cecha jest bardziej przekleństwem niż błogosławieństwem. Uwikłany w romans z królową, której pożądał znacznie wcześniej niż Artur, rozdarty pomiędzy rycerskim etosem a własną chucią, cierpi na równi z pozostałymi bohaterami. To znamienne – żadna z opisanych przez Bradley postaci nie jest szczęśliwa, każda zmaga się z własnymi demonami, dążąc do ideału. Wymykają się one jednoznacznym ocenom, żadna z nich nie jest kryształowo dobra ani do końca przesiąknięta złem. Nawet Mordred pretendujący do tytułu głównego szwarccharakteru ma swoje racje, z którymi nie sposób się nie zgodzić.

Rozczaruje się srodze ten, kto w Mgłach Avalonu będzie szukał wartkiej akcji, opisów wielkich batalii lub kolejnych misji wykonywanych przez Rycerzy Okrągłego Stołu ujętych z epickim rozmachem. To proza bardzo kameralna, skupiona na emocjach, wyczulona na każde drgnienie duszy narratorek. Niezwykle kobieca, subtelnie ujmująca sprawy, które zazwyczaj eposy pomijają – drobnostki, problemy dnia codziennego - tło, o którym jakże często zapomina się, czytając o sławie i chwale herosów. Bradley skupia się głównie na relacjach opisywanych przez siebie postaci. Przedstawia całą gamę uczuć – miłość, nienawiść, pożądanie, pasję, żar ambicji, to wszystko kotłuje się w jej bohaterach, ukrywane na co dzień, powstrzymywane w myśl zasady, iż nie godzi się folgować własnym pragnieniom. Rycerzy hamuje ich etos, damy łatwiej pozwalają sobie na uzewnętrznienie prawdziwych emocji – zwłaszcza te wychowane w Avalonie. Uczono je bowiem, iż Bogini nie sprzeciwia się prawdzie, a wręcz nakazuje podążanie za nią. Czynić zaś można to przede wszystkim poprzez odkrywanie w sobie kolejnych pokładów siły drzemiącej w okowach narzuconych – zarówno przez siebie, jak i przez inne zakazy, zakamuflowanej fałszywym poczuciem moralności.

Ukazana w książce stara religia, odwołująca się do sił natury, pulsująca w rytm jej przemian, gloryfikująca kobiecość, przesycona magią – odwieczną, instynktowną, nieokiełznaną, której źródło znajduje się w sercu nie tylko każdej z kapłanek, lecz również wszystkich niewiast, które odważą się po nią sięgnąć, przeciwstawiona jest chrześcijaństwu. Przedstawione jest ono w bardzo mrocznym świetle – choć, jak Bradley wielokrotnie podkreśla – nie neguje jego idei – wszak wedle słów Viviany wszyscy Bogowie są jednym Bogiem, zaś każda Bogini jedną Boginią, nieważne, jakim mianem się ich określa, lecz potępia występujących w imieniu Chrystusa ludzi. Morgiane nie wiedzie sporu z Jezusem, lecz z jego księżmi – małodusznymi i ograniczonymi, którzy z gorliwością neofitów głoszą dogmaty wiary i potępiają wszystko, co poza nie wykracza. Jakże łatwo szafującymi słowem grzech i szatan, którym tłumaczą wszystko, co dla nich niezrozumiałe. Miast być podporą rządów Artura stają się źródłem słabości państwa.

Mgły Avalonu to powieść o upadku, pełna refleksji i tęsknoty. O tym, iż wszystko przemija, a tych zmian nie da się powstrzymać – ani magią, ani religią. Bradley maluje przejmujący obraz odchodzącej w przeszłość świetności Brytanii, konfrontując go z niepewną jej przyszłością. Stawia fundamentalne pytanie – o istotę prawdy. Ustami Morgiany wykłada swoją filozofię – nie istnieje jedyna prawdziwa opowieść, a wszystko zależy od interpretacji tego, komu przyjdzie jej wysłuchać, od jego woli i pragnień. Prawda ma wiele twarzy – może prowadzić ku przesiąkniętej magią wyspie Avalon lub jeszcze dalej – do Czarownej Krainy, uwodzącego niebacznych śmiertelników świata, gdzie czas płynie inaczej, lecz jej ścieżka wiedzie również ku klasztorowi Glastonbury, księżom i posępnemu dzwonowi wieszczącemu wieczne potępienie. Wybór jest nasz.

Zamykając książkę, czułam żal, iż to już koniec opowieści, że nadszedł czas, by się rozstać z jej bohaterami i pieczołowicie wykreowanym światem. Tak jakby udzielił mi się jej niesamowity nastrój – sprawiła, iż niemalże namacalnie odczułam magię opisywaną przez autorkę. Oczyma duszy przeniosłam się na wyspę Avalon, łapczywie chłonąc jej tajemniczą aurę, niemalże czując na skórze chłodny dotyk mgły oddzielającej dwa światy, która – jeśli tylko bym dostatecznie mocno tego zapragnęła – opadnie i dla mnie. Godziny, które spędziłam na lekturze to czas szczególny – prawdziwa uczta literacka, obcowanie z tekstem, który rzuca czar na czytelnika, uzależnia i sprawia, że na pewno jeszcze nie raz sięgnę po Mgły Avalonu.. Będą to na pewno spotkania różnorakie – czasami radosne, czasem zaś gorzkie – gdyż zawarty w niej ładunek emocji potrafi wirtuozersko zagrać na odczuciach tego, kto pozwoli się porwać przez nurt prozy Bradley. Zaprawdę to jej opus magnus, książka ponadczasowa, która zauroczy – przynajmniej w moim odczuciu – każdego, kto po nią sięgnie.
9.0
Ocena recenzenta
8.54
Ocena użytkowników
Średnia z 12 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Mgły Avalonu (The Mists of Avalon)
Autor: Marion Zimmer Bradley
Tłumaczenie: Dagmara Chojnacka
Wydawca: Zysk i S-ka
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 24 sierpnia 2010
Liczba stron: 1352
Oprawa: twarda
Format: 140 x 205 mm
ISBN-13: 978-83-7506-511-4
Cena: 49,00 zł



Czytaj również

Rozbitkowie na Darkoverze, Królowa Burzy - Marion Zimmer Bradley
1000 lat minęło jak jeden dzień
- recenzja

Komentarze


~Radochna

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jedna z niewielu książek, której zawsze przyznam najwyższa ocenę. Kiedy zgubiłam pierwsze wydanie natychmiast nabyłam drugie, a teraz to starsze się znalazło i mam dwa.
Z jednym wszak się nie zgodzę. Może i Morgause nie jest przesiąknięta złem, ale to typowy, chyba jedyny na kartach powieści czarny charakter.

Recenzja mi się podoba, pominąwszy notoryczne przekręcanie imienia matki głównej bohaterki, która nazywa się Igriana. I końcówka - opus magnum, nie magnus.
05-09-2011 22:24
chimera
   
Ocena:
+1
Zdecydowanie jedno z arcydzieł fantasy.
05-09-2011 22:45
Gol
    Łyżka dziegdziu do beczki miodu
Ocena:
0
Książka bardzo internująca i ma wszystkie zalety opisane przez recenzentkę, niestety braki w opisie charakterologicznym mężczyzn w tej książce dość mocno rażą płytkością. Odebrałem to trochę jako taki feminizm ukazujące dojrzałe emocjonalnie i mądre kobiety (poza bardzo atrakcyjnymi, które muszą być przysłowiową blondynką) oraz durnych i infantylnych mężczyzn.
Czasami miałem wrażenie tworzenia trochę na siłę synergii religii kultów pierwotnych Wysp Brytyjskich i chrześcijaństwa, jakby autorka chciała pokazać bardziej własne poglądy niż jednolitą myśl bohaterki.

PS: Książka jest rewelacyjna pod względem budowania nastroju i opisów miejsc. Ciągle czułem wrzosowiska ;] i uważam ją za najlepszą reinterpretacje mitu arturiańskiego.
06-09-2011 10:15
szelest
    Hm
Ocena:
0
Mnie w książce trochę denerwowało to "kobiece podejście do życia", ale książka mi się bardzo podobała. Czyta się ją bardzo długo, ale gdy już się skończyła to jakoś tak dziwnie... Są jeszcze chyba trzy inne książki Bradley stanowiące kolejne części cyklu.
06-09-2011 11:17

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.