» Recenzje » Małe mroczne kłamstwa

Małe mroczne kłamstwa


wersja do druku
Małe mroczne kłamstwa
Jak dotąd sporadycznie natrafiałem na ciekawe thrillery czy kryminały psychologiczne. Ostatnim tytułem, który mnie naprawdę zachwycił były Rany kamieni Simmona Becketa, jednak od tamtego czasu nie mogłem natrafić na nic interesującego, więc po Małe mroczne kłamstwa sięgnąłem bez wielkich nadziei. Na szczęście umiem przyznać się do błędu i cieszyć z własnej porażki.

Akcja książki rozgrywa się na początku listopada 1994 roku na Falklandach. Poznajemy tam biologa morskiego, doktor Catrin Quinn, planującą morderstwo swojej dawnej przyjaciółki Rachel – kobiety odpowiedzialnej za śmierć dwójki jej dzieci, które zginęły w wypadku trzy lata wcześniej. Te wydarzenia doprowadziły do rozpadu małżeństwa Catrin oraz jej przelotnego romansu, a sama bohaterka popadła w stan bliski schizofrenii. Na pozór wygląda na zdrową, normalną kobietę, ale tak naprawdę jest w kompletnej rozsypce. Gdy w noc Halloween, powracając z samotnego rejsu, dowiaduje się że zaginął mały chłopiec, przeczuwa iż wkrótce rozpęta się burza. Od śmierci jej synów co roku na wyspach znika bez śladu małe dziecko, zaś kochanek pani doktor, Callum, twierdzi, że w okolicy grasuje seryjny morderca, na którego proceder Falklandy w ówczesnej sytuacji politycznej nie mogą sobie pozwolić.

Książkę podzielono na trzy rozdziały, z których każdy opisany został z punktu widzenia innego z głównych bohaterów. W pierwszym jest to Catrin, obsesyjnie targana pragnieniem zemsty na Rachel, którą obwinia o spowodowanie tragedii. W drugim poznajemy punkt widzenia Calluma, zabójczo zakochanego w pani doktor weterana wojennego, cierpiącego na zespół stresu pourazowego. Ostatni rozdział natomiast został zaprezentowany przez pryzmat Reachel, niemogącej sobie wybaczyć tragedii jaka spotkała jej przyjaciółkę. Cała trójka jest jednak o wiele mocniej ze sobą powiązana, co z czasem wypływa na wierzch – najczęściej w chwili gdy czytelnik sam do tego dochodzi. Czasem jednak kolejne fakty potrafią nas kompletnie zaskoczyć i to już w pierwszym rozdziale, gdzie poznajemy sekret skrywany przez Calluma, a dotyczący wypadku sprzed trzech lat. To jednak sam wierzchołek góry lodowej kłamstw, które ciążą na sercach mieszkańców miasta Stanley.

Autorka ciekawie pokazała rozchwianie emocjonalne poszczególnych postaci. Z jednej strony prowadzą one normalne dialogi z otaczającymi ich ludźmi, wyrażają się spójnie, unikają drażliwych tematów oraz opisują sensownie to, czego są świadkami. Jednak co jakiś czas dają się ponieść emocjom i zaczynają widzieć świat w zupełnie innym wymiarze. Raz przeżywają piekło wspominając koszmary z przeszłości, przedstawiając je czytelnikowi czasem w sposób nieco fantastyczny, innym razem znajdują ukojenie w snach i marzeniach o lepszej przyszłości. Idealnie obrazuje to ich psychiczne rozbicie i niemożność pogodzenia się z faktami oraz kłamstwami, jakie sami wokoło siebie rozrzucają. Doprowadza to do jeszcze gorszego stanu ich zdrowia psychicznego, a gdy w końcu nadchodzi czas wyznania prawdy, jej skutki mogą okazać się bardzo niebezpieczne.

Co jakiś czas mamy też do czynienia z wspomnieniami i retrospekcjami, ukazującymi nam jak kształtowały się od podstaw relacje całej trójki. Dzięki temu czytelnik może sobie wyrobić opinię na temat tego, dlaczego po tragicznej śmierci synów Catrin wszystko posypało się jak domek z kart oraz z jakiego powodu pani doktor nie umiała się pozbierać po tym wydarzeniu, doprowadzając do rozwodu z mężem, Benem, którego faktycznie kochała. Jego postać też jest interesująco wpleciona w całą historię, choć widać że ma znaczenie trzecioplanowe, nawet jeśli przez pewien czas pojawia się on częściej na pierwszym planie. Podobnie dzieje się w przypadku Mela, przyjaciela całej gromadki. Jest to chyba najciekawsza postać poboczna w całej powieści. Postawny, wysportowany mężczyzna, o odmiennej orientacji seksualnej, nie wstydzący się słowa "gej", noszący różowe huntery i mieszający podwórkową łacinę ze słowem "skarbie". Wnosi on niemały ładunek humorystyczny do tej mrocznej opowieści, dając czytelnikowi chwilę na rozluźnienie się. Mel nie jest stereotypowym homoseksualistą z mediów, a rasowym mężczyzną, który ma pieniądze, olbrzymią charyzmę, szlachetne serce, a jednocześnie potrafi bez cienia skrupułów tak mocno pobić pewnego damskiego boksera, że ten ląduje w szpitalu.

Małe mroczne kłamstwa udowodniły mi, że porządne thrillery oraz kryminały psychologiczne nie umarły i nadal powstają. Zakończenie jest nie tylko ciekawie skonstruowane, ale potrafi miejscami wbić w fotel. Losy trójki głównych bohaterów połączono umiejętnie, a odkrywanie kolejnych kłamstw sprawia, że czytelnik chce wiedzieć więcej. Pierwszy raz miałem do czynienia z Sharon Bolton i jej piórem, jednak po lekturze tej powieści z pewnością sięgnę po inne jej dzieła. Widać Brytyjczycy, tak jak Skandynawowie wiedzą jak pisać porządne kryminały.

8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Małe mroczne mroczne kłamstwa (Little Black Lies)
Autor: Sharon Bolton
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Wydawca: Amber
Data wydania: 28 lipca 2015
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
Format: 130x205 mm
ISBN-13: 978-83-241-5487-6
Cena: 39,80 zł



Czytaj również

Śmierć w Breslau
Pierwsze spotkanie z Eberhardem Mockiem
- recenzja
Mroczne przypływy Tamizy
Syrena w Tamizie
- recenzja
Miasteczko Palokaski: Laura. Tom 1
Prawie jak Twin Peaks...
- recenzja
Śmiertelnie poważna sprawa
Powrót do przeszłości
- recenzja
Gdzie się podziały dziewczęta?
Zderzenie cywilizacji
- recenzja
Limeryki zbrodni
Przeciętny debiut
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.