» Recenzje » Magic Shifts

Magic Shifts


wersja do druku
Magic Shifts
Ukrywający się pod pseudonimem Ilona Andrews autorzy (Ilona i Andrew Gordonowie) przyzwyczaili swoich fanów do mocnych wrażeń i dość częstych zmian w sytuacji bohaterów – chociaż to wielotomowy cykl, próżno w nim szukać odtwarzania utartych schematów. Czy Magic Shifts, ósmy tom cyklu o Kate Daniels utrzymuje wysoki poziom wcześniejszych części?

Po opuszczeniu Gromady Curran Lennart i Kate Daniels rozpoczęli nowe życie, w którym nie muszą już przestrzegać skomplikowanej etykiety, rozwiązywać cudzych sporów i bawić się w politykę. Mogą zamieszkać wraz z Julie we własnym domu (bez setek oczu śledzących każdy ich ruch oraz nadzwyczaj czujnych uszu słyszących rozmowy, które w zamierzeniu miały być prywatne) i zaznać trochę spokoju. Jednakże chociaż praca w firmie Kate może być interesująca, jej ukochany szybko zdaje sobie sprawę, że brak mu ciągłych wyzwań, jakie niosło ze sobą rządzenie grupą zmiennokształtnych. Nie należy też zapominać o kwestiach finansowych, czyli udziale w interesach Gromady, dzięki którym nie musiał przejmować się pieniędzmi. Dlatego też, gdy nowy alfa oferuje byłemu Władcy Bestii wykupienie jego wkładu, poprzez przekazanie mu władzy nad coraz bardziej podupadającą Gildią Najemników (po tym jak Erra zabiła jej szefa coraz trudniej jej było wywiązywać się ze zleceń, organizację pracy szlag trafił, a ludzie stanowiący trzon tej instytucji zwinęli żagle lub zmienili zawód), Curran decyduje się podjąć zadania przywrócenia jej dawnej świetności. Nie będzie to łatwe zadanie, gdyż jemu i Kate przyjdzie stawić czoła bandzie twardogłowych i upartych, nie zawsze grających uczciwie ludzi, którzy nie lubią, gdy ktoś im wydaje rozkazy (a szczególnie ktoś z zewnątrz). Kiedy okazuje się, że w trakcie wykonywania jednego ze zleceń dla Gildii zaginął Eduardo – narzeczony córki Mahona Georgetty – staje się jasne, iż zarówno zerwanie wszelkich powiązań z dotychczasowym życiem, jak i skłonienie do współpracy najemników, będzie trudniejsze niż myśleli.

W powieści Magic Shifts autorzy idealnie wyważyli proporcje między budowaniem tła opowieści, ukazywaniem relacji między postaciami i dynamiczną akcją. Do tej pory bliżej przedstawiono różne organizacje w Atlancie – Zakon Rycerzy Miłosiernej Pomocy, Kasyno, kręgi wiedźm – teraz nadszedł czas na Biohazard odpowiadający za likwidację zagrożeń magicznych i biologicznych (utylizację zwłok potworów, usuwanie pozostałości nieznanej magii, izolowanie stworzeń, z którymi nie do końca wiadomo co zrobić oraz badanie natury i sposobów zwalczania różnych magicznych zjawisk), a także wspomnianą powyżej Gildię Najemników (która wcześniej była już kilkakrotnie przedstawiana, ale nigdy nie od strony organizacyjnej oraz formalno-prawnej). Po raz kolejny widać, z jakim pietyzmem Gordonowie dbają o wykreowany przez siebie świat, wciąż zapełniając go kolejnymi detalami i dodając nowe elementy.

Dzięki zmianie statusu Lennarta oraz przeprowadzce pary w inne miejsce, pojawiła się możliwość pokazania całkiem nowych relacji interpersonalnych z napotkanymi postaciami. Zupełnie inaczej wyglądają teraz stosunki Kate oraz Currana z Gromadą – a raczej ich teoretyczny brak, ponieważ przez 90 dni powinni odseparować się całkowicie od jej członków pozostawiając nowemu alfie czas na ugruntowanie swojej pozycji, a zmiennokształtnym pragnącym podążyć za Curranem i odejść z Gromady pozwolić na przemyślenie tej decyzji i oswojenie się z jej konsekwencjami bez żadnych nacisków z zewnątrz. Para musi więc kombinować i kluczyć, jak obejść obowiązujące prawo bez zaogniania sytuacji i wywoływania konfliktów, szczególnie że nie wszyscy przyjęli ich odejście ze spokojem. Ponadto przywykły do wydawania rozkazów i bezdyskusyjnego posłuchu były Władca Bestii musi przyzwyczaić się, że w świecie poza twierdzą zmiennokształtnych należy stosować się do praw nim rządzących – żadnego zastraszania sąsiadów i listonoszy, odgryzania głów złodziejom, czy zadzierania ze służbami porządkowymi. Takie sceny wnoszą nie tylko wiele humoru, ale też pokazują trochę inne oblicze Currana i zrywają z pewną konwencją, do której czytelnik był przyzwyczajony w poprzednich tomach.

Warto tez odnotować, iż po objęciu miasta ochroną, Kate zaczyna powoli przyzwyczajać się do roli protektorki i poznawać związane z nią korzyści. Jak zwykle przede wszystkim skupia się na swoich obowiązkach i nie chce wymuszać posłuchu, czy też czerpać bezpośrednich zysków z nowej sytuacji, jednakże rozwój wypadków zmusza ją do zmiany nastawienia i pokazuje różne interesujące, związane z jej pozycją  możliwości (a także uświadamia, o ile trudniejsza będzie konfrontacja z Rolandem władającym o wiele większą mocą i mającym pod kontrolą nie jedno, a dziesiątki miast).

Wszyscy czytelnicy kibicujący związkowi Kate i Currana nie będą rozczarowani. Autorzy po raz kolejny nie tworzą cukierkowej historyjki, lecz dbają o realizm w przedstawianiu uczucia łączącego dwoje ludzi. Para pozostawiła za sobą wątpliwości, jest pewna swojej miłości i oddania względem siebie. Teraz zaś nadszedł czas na ustalanie granic, czyli tego kto kiedy będzie górą (i to nie tylko w łóżku), a także usprawnianie wzajemnej komunikacji. Jak w życiu, także tutaj miłość nie rozwiązuje wszystkich problemów i czasami trzeba zdobyć się na szczerość, odsłonić się oraz otworzyć na drugą osobę, aby dojść do porozumienia.

Na uwagę zasługują też wątki poświęcone relacjom Kate i Rolanda, które są dość napięte i z całą pewnością odbiegają od typowych stosunków ojciec-córka. Przez całe życie przygotowująca się do konfrontacji z Budowniczym Wież Kate ma świadomość, że w bezpośredniej konfrontacji nie ma szans (przynajmniej na razie). Musi więc być ostrożna i korzystać z obecnej sytuacji, zbierać informacje i próbować rozgryźć, o co tak naprawdę chodzi jej rodzicowi. Z kolei Roland jest enigmatyczny, pozornie dobroduszny i przychylny, jednakże trudno oczekiwać po megalomaniaku bezlitośnie unicestwiającym wszelkie znamiona oporu wobec swojego autorytetu i władzy, a także po człowieku odpowiedzialnym za próby uśmiercenia Kate jeszcze w łonie matki (oraz za śmierć tejże) przypływu dobroci serca i łagodności. Wszyscy oczekują po Rolandzie nagłego ataku i obchodzą się z nim jak z jadowitym wężem, który w każdym momencie może ukąsić.

Poza dwojgiem protagonistów, których kreacje zostają skrupulatnie rozbudowywane (nowe sytuacje wymuszają nowe zachowania i konieczność adaptacji), w tomie pojawiło się też wielu starych i nowych bohaterów pobocznych. Z powodu separacji z Gromadą mniej będziemy mieli do czynienia ze zmiennokształtnymi, a chociaż Jim, Dali, Derek, Raphael, Andrea, czy Barabas niejednokrotnie zagoszczą na kartach powieści, to ich obecność w porównaniu z poprzednimi tomami będzie znacznie zredukowana. Tym razem okazję, aby zabłysnąć ma Julie, ważną rolę odgrywa też (poznany w książce Magia zabija) Luther, pracujący w MSDU mag, zabawny, trochę szalony, momentami irytujący, lecz wzbudzający spontaniczną sympatię, a także jego dawny kolega, żyjący na terenie ośrodka badawczego, sympatyczny… ghul. Z racji kontaktów z Gildią pojawia się też liczne grono najemników, jednakże poza jednym czy dwoma nie zapadają oni zbytnio w pamięć.

W książce Magic Shifts wydarzenia pędzą w zawrotnym tempie, a pogonie, starcia z gigantami i przybierającymi różne formy potworami zajmują naprawdę dużo miejsca. Tym razem jest naprawdę emocjonująco, aczkolwiek dynamiczna akcja nie zdominowała powieści. Jak wspomniano powyżej, wszystkie elementy dobrze skonstruowanej historii zostały tutaj podane w idealnie dobranych dawkach, dzięki czemu lektura Magic Shifts w żaden sposób nie rozczaruje fanów cyklu o Kate Daniels. Podobnie jak we wszystkich poprzednich tomach także tutaj znajdą interesującą fabułę, fascynujący świat przedstawiony, realistycznych bohaterów i dynamiczną akcję, która nie pozwoli nawet na moment nudy.

9.0
Ocena recenzenta



Czytaj również

Magic Breaks
Magiczne podchody
- recenzja
Magic Rises (Magia powstaje)
Bye bye Atlanta
- recenzja
Magic Slays (Magia zabija)
Ogniem wyplenić plugastwo tego świata...
- recenzja
Magia krwawi
Niech Cię zaraza
- recenzja
Magia parzy
Czas szalejącej magii
- recenzja
Magia kąsa
Amehe. Tervan. Senehe. Ud.

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.