» Recenzje » Magia wskrzesza

Magia wskrzesza


wersja do druku

Źle się dzieje w Europie

Autor: Redakcja: Michał 'von Trupka' Gola

Magia wskrzesza
Po pięciu naprawdę dobrych tomach i kilku niezłych historiach pobocznych, duet Ilona Andrews chyba się nieco zmęczył. Magia wskrzesza oferuje wartką, dobrze napisaną akcję, ale fabularnie jest niestety nierealistyczną sieczką.

W poprzedniej części, Magia zabija, mieliśmy chwilę oddechu od spraw rodzinnych Kate. Tom szósty początkowo wygląda na podobny wypełniacz – jakkolwiek to wrażenie szybko zostanie zweryfikowane – za to dramaturgia od samego początku wywindowana jest znacznie wyżej niż zwykle… co paradoksalnie jest wadą. Książka zaczyna się od przemiany w loupy dwóch dziewczynek z gromady. Kate, Curran i grupa ich zaufanych zmiennokształtnych wybierają się do Europy, bo akurat bardzo wygodnie przybyło zaproszenie do arbitrażu w sporze dziedziczno-terytorialnym między stadami z Karpat i Włoch. Zapłatą ma być panaceum – magiczne lekarstwo pomagające niwelować skutki przemiany w loupa lub całkiem jej zapobiegające. Wyprawa od początku wygląda na pułapkę – i oczywiście się nią okaże.

Pozornie zarys fabuły powinien dać autorom całkiem spore pole do popisu. Początkowe napięcie związane z niebezpieczeństwem, w którym są dzieci Gromady niespodziewanie rozwija się w wyprawę na inny kontynent, co mogłoby pozwolić nam poznać zwyczaje panujące wśród zmiennokształtnych w Starym Świecie. Tak się niestety nie dzieje – ten wątek zostaje ledwie liźnięty. Kate i jej przyjaciele dostają misję ochrony ciężarnej dziedziczki potężnego zmiennokształtnego, ale poświęcone temu fragmenty ograniczają się albo do pojedynczych walk w korytarzach zamku, albo do mających wprowadzać humor dyskusji o zachciankach w ciąży i przyrodzeniach ukochanych chronionej. Zaś większość tego tomu małżeństwo Andrews postanowiło poświęcić  na… dramę w związku.

Jak może zauważyliście z powyższego opisu, sporo tu chaosu. Trudno ująć wątki tak, by nie spoilerować, ale nawet gdyby pozwolić sobie na zdradzenie czegoś więcej, uporządkowanie ich byłoby trudne. Mamy bowiem wrzucone do kotła i wymieszane: Europę, nowe stada, możliwość zdobycia potężnego panaceum, motyw loupizmu, nowe, niezwykłe zmiennokształtne stworzenia, Hugh d’Ambraya – generała Rolanda – pozornie nieważnych ludzi zamkniętych w klatce, ciążę bliźniaczą, spisek, kwestię awantury o dziedziczenie oraz – ostatecznie – usunięcie jednej z lubianych postaci na wieki, a wprowadzenie innej, wyjątkowo przydatnej Gromadzie w Atlancie. Na tym tle rozwija się osobisty dramat Kate, która obserwuje, jak Curran odsuwa się od niej, wyraźnie dając się podrywać młodej, ponętnej wilkołaczce – córce przywódcy gigantycznego stada z Alaski. Szarpana niepewnością i zazdrością najemniczka, której na każdym kroku wytykane jest, że idzie w odstawkę, zaczyna podejrzewać, że Władca Bestii rzeczywiście chce wymienić ją na lepszy model. Fani cyklu w tym momencie doskonale wiedzą, że coś tu nie gra: przez poprzednie pięć tomów autorzy budowali wizerunek pary związanej ze sobą niemal nierozerwalnie, na dobre, złe i najgorsze. Niewiarygodność całego wątku rzutuje na odbiór powieści – jest słabiej niż we wcześniejszych częściach.

Powieści nie ratuje szereg pobocznych rozwiązań, które zastosowali autorzy. Mamy Andreę i Rafaela, którzy ponownie są ze sobą w związku – co było do przewidzenia, ale weźmie nieco z zaskoczenia tych czytelników, którzy nie sięgnęli po niewydaną po polsku side story Gunmetal Magic, skupiającą się właśnie na punkcie widzenia Andrei. Nowo wprowadzona, podobno istotna w dalszych opowieściach, postać drugoplanowa, została zaprezentowana w tak niezręczny sposób, że nie wiadomo – śmiać się czy płakać. W finale straszy z kolei rozwiązanie typu deus ex machina – ratunek pojawia się z najmniej spodziewanej strony i zostawia czytelnika z nietęgą miną.

Tym jednak, co udało się znakomicie, jest naszkicowanie postaci Hugh d’Ambreya. To pierwszy większy występ tego złola w serii i nie bez powodu spowodował u fanów wybuch entuzjazmu (do tego stopnia, że ostatecznie Andrewsowie ugięli się i napisali o nim oddzielną książkę). Czarujący, błyskotliwy i przy tym lekko psychopatyczny, z miejsca może skraść serce czytającego. To dobrze wykreowany bohater, po którym możemy spodziewać się jeszcze wiele interesujących momentów w kolejnych powieściach.

Zupełnie na marginesie: należy też pochwalić tłumaczkę. Po raz kolejny zmieniono osobę na tym stanowisku – tym razem jest to Kaja Wiszniewska-Mazgiel – i był to dobry wybór, o czym przekona się każdy czytający wersję polską.

Podsumowując, sięgając po Magia wskrzesza przygotujcie się na lekki zawód. Nadal jest to lektura do połknięcia w jedną noc, wciągająca i pełna akcji, ale fabularnie jest stanowczo poniżej poziomu poprzednich części. Oby kolejny tom był lepszy.

6.0
Ocena recenzenta
0.5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Magia Wskrzesza
Cykl: Kate Daniels
Tom: 6
Autor: Ilona Andrews
Tłumaczenie: Kaja Wiszniewska-Mazgiel
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 12 września 2018
Liczba stron: 432
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7964-358-5



Czytaj również

Magia wskrzesza
Bye bye Atlanta
- recenzja
Magia zabija
Nic pewnego pod słońcem
- recenzja
Magia krwawi
Wybuchowa rodzinna epopeja
- recenzja
Magia uderza
Tendecja zwyżkowa
- recenzja
Magia parzy
Każdy ma prawo mieć dość
- recenzja
Magia kąsa
Twarda babka
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.