» Recenzje » Magia dla początkujących - Kelly Link

Magia dla początkujących - Kelly Link

Magia dla początkujących - Kelly Link
Zbiór opowiadań Kelly Link, Magia dla początkujących, to polski debiut znanej na rynku amerykańskim pisarki i redaktorki. Kelly Link wraz z mężem, Gavinem Grantem, prowadzi Small Beer Press, a kilka lat temu dołączyli oni do Ellen Datlow w redagowaniu antologii Year's Best Fantasy and Horror. Ponadto Link została uhonorowana kilkukrotnie Nebulą, natomiast za Kocią skórę przyznano jej Hugo.

Zbiór rozpoczyna świetna Czarodziejska torebka, opowiadająca historię zagubienia tytułowego przedmiotu. Tym, co się najbardziej rzuca w oczy podczas czytania tego oraz kolejnych tekstów Kelly Link, jest swojego rodzaju drobiazgowość. Każdy inny autor pominąłby historię zagubienia artefaktu, opisałby co bohaterka przeżyła po znalezieniu go, gdyż teoretycznie byłaby to bardziej ciekawa alternatywa na rozwinięcie pomysłu o magicznej damskiej torebce. Tutaj autorka celowo skupia się na samym fakcie istnienia magicznego przedmiotu i tego, jak kłopotliwa sytuacja wynika z jego zagubienia dla niedoszłej spadkobierczyni. Ten ogrom empatii to ogromna zaleta w całej jej twórczości zaprezentowanej na łamach zbioru. Jednocześnie, jest to jeden z tekstów o bardzo spójnej logicznie treści, co ułatwia wejście w magiczny świat autorki.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Kolejny tekst, Hortlak, jest już nieco bardziej absurdalny. To historia o supermarkecie na granicy pomiędzy światem żywych i umarłych. Głównymi bohaterami są dwaj ekspedienci sklepu, Eric i Batu, oraz Charley pracująca w schronisku dla psów. Tekst jest przeplatany rozmówkami tureckimi, których dziewczyna uczy się od Batu. Teoretycznie są to tylko wtrącenia, w praktyce jednak nadają one dodatkowego znaczenia opisywanym wydarzeniom. Tekst mocno ociera się o absurd – pojawiają się pozornie bezsensownie zachowujący się zombie, co przywodziło mi na myśl flash mob, Eric widzi w aucie Charley duchy uśpionych psów, pojawia się nawet motyw dziwacznych piżam i to noszonych przez osobę, która wcale nie śpi. Do tego tekst kończy się dość niejednoznacznie i już od tej pory zaczynają się teksty, które więcej mają wspólnego z estetyką snu niż z rzeczywistością magiczną.

Armata w pewien sposób łączy się z Hortalkiem. Jest to swojego rodzaju zabawa, jak gra w pomidora. Jej początek można przeczytać w poprzednim opowiadaniu jako krótki monolog jednego z zombie. Te krótkie dialogi przypominają nieco absurdalne quizy rodem z koszmarnych snów. Rzecz absurdalna do granic możliwości i z tego też powodu - absolutnie cudowna. Jeżeli rozpatrywać ją w kontekście dialogów z zombie, to okazuje się, że mają one, podobnie jak żywi, dość wybiórczą pamięć i że pomimo dziwacznego zachowania, wiedzą swoje.

Kamienne zwierzęta to tekst, którego miałam ochotę nie skończyć, mimo że fabuła bardzo mi się podobała. Autorka posługuje się estetyką sennego koszmaru, ale robi to krok po kroku. Henry i Catherine, małżeństwo z dwójką dzieci – Carltonem i Tilly, kupują wymarzony domek za miastem. Szybko okazuje się jednak, że przeprowadzka nie była dobrym pomysłem ze względu na zawodowe życie głowy rodziny. Pojawia się też problem królików, no i nawiedzenia domu, o czym wspomina agentka nieruchomości sprzedająca im dom. Podczas nieobecności Henry’ego, rodzina z dnia na dzień dziwaczeje - dzieci zaczynają jadać trawę, ciężarna Catherine wciąż na nowo maluje ściany, zaś znajomi nie mogą nikogo zastać w domu. Studium szaleństwa w wykonaniu Kelly Link to próba ciekawa, ale ze względu na ładunek emocjonalny również męcząca. W historii, oprócz niesamowitego nastroju, znajdziemy także świetny obraz psychologiczny współczesnej rodziny. Jednak nie jest to najlepsze opowiadanie w zbiorze.

Według mnie jest nim Kocia skóra. Jest to mroczna baśń w stylu Andersena i jego O dziewczynce, która podeptała chleb. Historia jest prosta – oto czarownica otruta przez swego odwiecznego wroga rozdziela na łożu śmierci swój majątek pomiędzy trójkę dzieci. Oczywiście, to najmłodsze, mimo pozornie niewielkiego dziedzictwa, zostaje sowicie nagrodzone za przywiązanie do matki i zemstę w jej imieniu. Pozostała dwójka nie potrafi kochać, więc nie umie też żyć z tym, co dostaje w darze. Alegorycznie jest to także przypowieść o rzeczywistości i ułudzie – skórach, które zakładamy i zdejmujemy innym oraz sobie. Poza tym, dla miłośników kotów będzie to gratka nie lada i ciekawa jestem, ile osób zgodzi się z końcową tezą autorki.

Plany awaryjne na wypadek ataku zombie to teoretycznie dość lakoniczna historia o chłopaku, który wprasza się na domową imprezę. I tu znowu mamy do czynienia z drobiazgowością Link, gdy pokazuje nam ona początek przerażającej historii i pozostawia nas sam na sam z domysłami, co się stanie dalej. Nie rozgryzłam tej historii do końca, mam jednak wrażenie, że autorce bardziej chodziło o wzbudzenie w czytelnikach poczucia grozy. Możliwe, że każdy ujrzy w nim inne źródło lęków, ale myślę, że zaufanie jest słowem kluczem, wokół którego obraca się ten tekst – naiwność Carly wobec nieznanego jej osobnika, który wprasza się do jej domu jest wręcz przerażająca.

Wielki rozwód to z kolei dość zabawna, krótka opowiastka o kryzysie małżeńskim, tyle że małżeństwo to jest mieszane – żyjący mąż i zmarła żona. Przy pomocy tej historii autorka rozważa kwestie skomplikowanych relacji rodzinnych i więzi emocjonalnych pomiędzy ludźmi, a bilans jakościowy wychodzi na korzyść osób przebywających w zaświatach.

Tytułowa Magia dla początkujących to bardzo interesująca groteska interaktywnej telewizji. Jest to historia grupki przyjaciół, którzy namiętnie oglądają serial przygodowy Biblioteka. Charakterystyczne dla serialu jest to, że nie można go znaleźć w programie telewizyjnym, a emitowany jest na różnych kanałach i o całkiem przypadkowych porach. Za każdym też razem główną bohaterkę gra inna osoba, natomiast fabuła jest absolutnie pozbawiona logiki. Główny bohater opowiadania to Jeremy Mars. Poznajemy go w momencie, kiedy jego rodzice przechodzą kryzys, on ma zaliczenia na koniec roku szkolnego, a do tego dowiaduje się o trochę dziwnym spadku, jaki zostawiła jego mamie nieznana mu ciotka – budce telefonicznej i kaplicy ślubnej. Wkrótce okazuje się, że ginie Fox, główna bohaterka Biblioteki, zaś Jeremy musi jej pomóc ze swojego świata. Złożona budowa fabuły przypomina trochę matrioszkę – mamy historię, w której dzieje się inna historia. Link nie zapomniała także o swoich bohaterach, których przedstawiła z ogromnym zrozumieniem dla ich nastoletnich problemów. To obsypane licznymi komplementami opowiadanie naprawdę zasługuje na wszelkie wyróżnienia za tak misterną budowę. Nie wiem też, czy kiedykolwiek udałaby się komuś drugi raz taka sztuka, bo talent gawędziarski Link jest w tym tekście nie do pobicia – wszelkie wtrącenia i szczególiki z życia bohaterów opowiadania przywodzą na myśl małomiasteczkowe ploteczki, jednak sposób, w jaki zostają wykorzystane do budowy fabuły, przypomina klasyczną powieść dziewiętnastowieczną.

Drugim opowiadaniem, w którym Link stosuje podobną budowę fabularną jest Chwila ciszy. To opowiadanie o spotkaniu przy brydżu grupki mężczyzn. Znudzeni postanawiają spróbować czegoś bardziej emocjonującego i dzwonią do dziewczyny na telefon, która zamiast sprośnych historii snuje dla nich fantastyczną opowiastkę. W jej opowieści życie toczy się od końca, a jedna z jego bohaterek zaczyna opowiadać absurdalną historyjkę, której bohaterem jest jeden z brydżystów. Oprócz nawarstwiającej się fabuły mamy tu także różne wersje tej samej osoby – Susan, żony brydżysty, która w ramach pewnego projektu badawczego hoduje różne wersje samej siebie i buduje pewną tajemniczą maszynę. Opowiadanie jest nieco krótsze od poprzedniego i muszę przyznać, że długość jest idealnie dopasowana do poziomu abstrakcji, jaki autorka zaprezentowała w tekście.

Dla tych, którzy przetrwali tę przydługą recenzję i tych, którzy ją sobie darowali – książka jest warta tego, żeby ją przeczytać. Nawet nie pożyczyć, przeczytać i zapomnieć, ale przeczytać i położyć w biblioteczce. Jeszcze długo po lekturze kołatały mi się w głowie imiona, wydarzenia i motywy z opowiadań Kelly Link, a kiedy przy pisaniu tej recenzji wzięłam książkę ponownie do ręki, okazało się to czystą przyjemnością, nie tylko ze względu na lekką interpretację Damy z gronostajem Shelley Jackson na okładce i wspaniałe tłumaczenie Konrada Walewskiego. Zbiór ten nada się raczej na deszczowe letnie dni, można z nim także zaczekać na długie jesienne popołudnia, ale wszystkich, którzy szukają nowego podejścia do konwencji fantasy i s-f zapewniam, że to coś, czego nie wolno przeoczyć. Jest to także lektura, która w naszym zabieganym świecie pomaga trochę zwolnić tempo i zmusza do przyjrzenia się rzeczywistości. Autorka zaliczana jest do przedstawicieli nurtu New Weird, ale przyznam szczerze, że jest to coś zupełnie innego niż Mieville, Duncan czy VanderMeer, bo jako pierwsza od czasów Stephena Kinga potrafi jednocześnie rozbawić, rozczulić i przerazić.
10.0
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Magia dla początkujących (Magic for Beginners)
Autor: Kelly Link
Tłumaczenie: Konrad Walewski
Autor okładki: Shelley Jackson
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Miejsce wydania: Wrocław
Data wydania: 5 czerwca 2008
Liczba stron: 281
Format: 135 × 205 mm
ISBN-13: 978-83-245-8617-2
Cena: 24,90 zł



Czytaj również

Komentarze


~4

Użytkownik niezarejestrowany
    ld
Ocena:
0
ffajnie
18-12-2008 19:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.