» Recenzje » Księżyc na wodzie

Księżyc na wodzie


wersja do druku

Więcej mainstreamu niż fantastyki

Autor: Redakcja: Piotr 'Clod' Hęćka, Staszek 'Scobin' Krawczyk

Księżyc na wodzie
Mort Castle, dobrze znany miłośnikom horroru, słynie głównie z opowiadań – opublikował ich ponad 350, za niektóre nominowano go do takich nagród jak The Pulitzer Prize czy Bram Stoker Award. Amerykanin lubi mieszać grozę z innymi gatunkami literackimi, czego przykłady widać w zbiorze Księżyc na wodzie, zawierającym dwadzieścia dwa w większości dość krótkie teksty z lat 1972-2000.

Czytając blurba na okładce, a później dwie mocno komplementujące twórczość pisarza przedmowy, można odnieść wrażenie, że trzyma się w dłoniach genialną antologię. Wiadomo, jak nadęte bywają tego rodzaju peany, jednak w tym przypadku należy przyznać, iż na korzyść wielu utworów z Księżyca na wodzie przemawiają zwięzłość, zwarta fabuła, a także trudne do odgadnięcia zakończenia. Lubicie uderzające, mocne puenty? Taka właśnie wieńczy pierwsze opowiadanie – Jeśli weźmiesz mnie za rękę, mój synu. Niegrzeszący prawością Johnny Forrester umiera w szpitalu i w ostatnich chwilach przywołuje w pamięci obrazy z przeszłości. Castle eksponuje temat negatywnych relacji i emocji na linii ojciec-syn, a sama puenta – zahaczająca o fantastykę – jest pesymistyczna i w bezwzględny sposób odziera Johnny’ego (czytelnika również) z danej mu wcześniej nadziei. W podobny sposób mrożą ostatnie zdania w Tato jest naprawdę bystry (chłopiec zazdrosny o swego braciszka), Porze przyjęcia (dziecko chowane jak zwierzę) oraz Uzdrawiaczach. Na ostatni z tych tekstów składają się trzy, oparte na motywach bliskich horrorowi, bardzo treściwe historyjki, w których słowo "uzdrawiacz" należałoby wziąć w spory cudzysłów.

Autor bardzo rzadko operuje grozą w czystej postaci. Poza Uzdrawiaczami zetkniemy się z nią jeszcze tylko w Starym człowieku i zmarłych, co dzieje się za sprawą… żywych trupów. Proszę teraz nie kręcić głową z dezaprobatą! Zombie pojawiają się w czasie trwania krwawych konfliktów, gdy na ziemi rozpętuje się piekło. Właśnie wojny budzą w ludziach najgorsze, niemożliwe do opanowania demony – dlaczego nie miałoby to dotyczyć zmarłych? Obserwujemy więc sceny z życia protagonisty: bliżej nieokreślony szpital polowy, walki w Hiszpanii, okropności drugiej wojny światowej i borykanie się z depresją w czasach powojennych… W innych krótkich formach Castle również straszy, ale całkowicie rezygnuje z elementów nadprzyrodzonych i przechodzi na pozycje bliższe Ketchumowi lub Kingowi w wydaniu kryminalnym (mam na myśli chociażby Czarną bezgwiezdną noc). Miejsce Hendersona / Dziewczyna o oczach w kolorze lata dotyczy dość przypadkowego – choć nie mniej przerażającego niż dokonane z zimną krwią – morderstwa, a Miłość, nienawiść i piękne morze złomu, będące w jakiejś części opowieścią o granicach zdrowej wyobraźni, pokazuje, jak niewiele może dzielić tytułowe uczucia. Do tej samej grupy tekstów zaliczyłbym Historię Dani (pospolita napaść bywa dla ofiary najgorszym horrorem), Wiadomość (o banalnym, pozbawionym diabolicznego wymiaru złu), Dodatkowe korzyści (sadystyczne upodobania pewnego właściciela sklepu), a także wspomniane Tato jest naprawdę bystry i Porę przyjęcia. Trzeba odnotować, iż proza autora różni się od Ketchumowej brakiem dosłownych, makabrycznych opisów i wcale nie wydaje się przez to mniej wyrazista.

Najdłuższe opowiadanie – Kasztanowy Jim w Egipcie – mieści się na trzydziestu stronach. Akcja dzieje się w 1925 roku w hrabstwie Williamson (stan Illinois), gdzie dochodzi do górniczego strajku. Występują tu postacie historyczne, a rolę antagonisty odgrywa jeden z ówczesnych przywódców Ku Klux Klanu. Po przeciwnej stronie barykady stoi Kasztanowy Jim – zagadkowa osoba, której obecność pozwala zaliczyć tekst do fantastyki (wszystkie pozostałe są głównonurtowe). Problem rasowej nienawiści pojawia się też w Pewnego dnia zrobię film (Ameryka, lata czterdzieste ubiegłego wieku) oraz w Jasiu, Małgosi i Babie-Jadze: listach do artystki (szalejący w hitlerowskich Niemczech antysemityzm). Ważny wycinek historii Stanów Zjednoczonych, z prezydentem Rooseveltem i okresem Wielkiego Kryzysu, odnajdziemy w króciutkim FDR: historia miłości. Grupa jazzmanów to bohaterowie opowiadania tytułowego – miłosna fascynacja jednego z członków zespołu miesza się z heroiną, tworzeniem muzyki i lirycznym smutkiem. Nie tylko tu głośno pobrzmiewa jazz i padają nazwiska związane z tym gatunkiem muzycznym; legendarnemu saksofoniście Charliemu Parkerowi poświęcona jest nastrojowa elegia Bird nie żyje. Tematycznie podobne (śmierć bliskich i związana z tym duchowa strata), choć pod względem klimatu zupełnie inne jest ocierające się o realizm magiczny Altenmoor, gdzie tańczą psy. W sumie więc dostajemy do rąk zbiór z dość różnorodną zawartością.

Nie wszystkie krótkie formy z Księżyca na wodzie opisałem w niniejszej recenzji. Większość z nich reprezentuje mainstream, a nie szeroko pojętą fantastykę, co – nie ukrywam – trochę mnie rozczarowało. Dyskutowałbym z tym, że autor posługuje się szczególnie pięknym, wysmakowanym językiem, znam bowiem pisarzy, którzy sztukę władania słowem pisanym wznieśli na wyższy poziom. Kilku ważnych walorów antologii odmówić jednak nie mogę: Castle świetnie komponuje zwięzłe teksty, potrafi spiorunować puentą i sprawnie porusza się po różnych gatunkach literackich oraz między nimi. Dlatego, choć jako fantasta po lekturze odczuwam lekki głód, antologii wystawiam dość wysoką notę.

7.5
Ocena recenzenta



Czytaj również

Rozdarci
Zdecydowany spadek formy Neala Shustermana
- recenzja
Cień i kość
Prosto, lekko, przyjemnie
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.