» Recenzje » Kopuła

Kopuła

Kopuła
Kopuła to trzecia książka Pawła Jakubowskiego. Tym razem autor, posiłkując się postapokaliptycznym sztafażem, ukazuje różne oblicza władzy w odizolowanym społeczeństwie. W ten sposób próbuje kreślić metaforę współczesnych zagrożeń.

Mikropowieść opublikowało wydawnictwo Forma w serii 15, której pozycje łączy z jednej strony nietypowy format 15x15 cm, a z drugiej oryginalna tematyka. Oryginalna przynajmniej teoretycznie, bo to, co w mainstreamie może uchodzić za awangardę, czy chociażby świeże podejście, w fantastyce przerabialiśmy już dawno temu. Założeniom Kopuły niesłychanie blisko chociażby do twórczości Janusza Zajdla.

Tytułowa kopuła to kolejna wersja postapokaliptycznego schronu, krypty czy sieci metra, gdzie ludność chroni się przed zagładą. Tym razem powodem jest wojna toczona z bliżej niedookreślonym Dyrektoriatem.

Podczas lektury nie sposób opędzić się od myśli, że wbrew okładkowemu opisowi powieść bynajmniej nie podejmuje tematu zagrożeń, z jakimi spotykamy się tu i teraz. Pozostaje w swej wymowie dwudziestowieczną dystopią, łącznie z całą partyjną nomenklaturą, oficjalnym językiem, urzędniczym bełkotem, nie wspominając już o anachronicznym socjalizmie. Do czasu.

Początek, jak i zresztą cała pierwsza część książki, jest bardzo teatralny. Oto na scenę, tj. do pokoju narad, schodzą się najwyżsi dostojnicy rządzącej kopułą Partii, by poprowadzić codzienną naradę. Wszelkie didaskalia ograniczone są tu do minimum i równie dobrze powieść mogłaby mieć formę dramatu – tym bardziej, że z grubsza zachowana zostaje jedność czasu, miejsca i akcji. Wzorem klasyków dramatu autor też już na samym początku pokazuje nam strzelbę... szkoda tylko, że ta nie wypala. Obrady toczą się leniwie, atmosfera niespecjalnie się zagęszcza, postacie pozostają równie obojętne czytelnikowi jak w momencie wejścia. Jedna lub druga iskierka spięcia czy kolejne "rewelacje” nie wzbudzają większych emocji.

Coraz grubsza kreska, jaką zaznaczane są charaktery postaci, sprawia, że te nabierają cech karykaturalnych. A i to nie pozwala poszczególnym bohaterom dramatu za bardzo wyróżnić się spośród innych. Chwila osłabienia uwagi sprawia, że gubimy się w tym, kto właściwie teraz przemawia; ale na dobrą sprawę nie ma to większego znaczenia. Wybijający się Wielki Strażnik trzyma nieproporcjonalnie wiele asów w rękawie, dlatego też na baczniejszą uwagę zasługuje zarówno postać, jak i funkcja Wielkiej Łącznik. Nieczęsto się zdarza, by autorzy nie tylko umożliwiali łączność między swoimi kryptami, kopułami czy schronami, ale i czynili z tego ważny element systemu.

Oprócz podzielonej na aktopodobne części narady mamy też parę scen indywidualnych, podczas których akcja na moment przenosi się poza pokój obrad, a my możemy zerknąć na szarą rzeczywistość kopuły czy też poznać paru innych pobocznych bohaterów. Niestety, całe społeczeństwo zostało naszkicowane bardzo pobieżnie i klasycznie, by nie napisać: stereotypowo. Mężczyźni gniją, kombinują lub pracują, a kobiety się prostytuują; żołnierze wykonują rozkazy, robotnicy kaleczą język. Na tle miałkich knowań i sekretów, jakie wychodzą na jaw podczas tych epizodów, znów wyróżnia się osobista scena Wielkiej Łącznik.

Szczyptę metafizyki w postaci osoby Wielkiego Architekta również trzeba zaliczyć na plus. Oto projektant kopuł pozostawia jej mieszkańcom tajemniczy dokument do otwarcia w absolutnie krytycznej sytuacji. Świadomość, że tekst spoczywa w sejfie, daje decydentom Kopuły nadzieję, ale i kusi pójściem na skróty.

Jednak tym, co stanowi największą siłę Kopuły, są zakończenia. Cztery.

Pierwsze uderza w dwóch trzecich powieści. Swą gwałtownością urywa w pół krzyku wszystkie pracowicie śledzone przez czytelnika wątki, a jego brutalny naturalizm jest efektownym dysonansem wobec teatralno-przypowieściowej umowności, z którą zdołaliśmy się już oswoić. Jednocześnie to bardzo ciekawa zagrywka autora i złamanie czytelniczych przyzwyczajeń. No bo czy naprawdę każdą książkę trzeba przeczytać od deski do deski?

Tym większa szkoda, że przez niedopilnowanie składu ciężko zorientować się, gdzie jest kres owego zakończenia, kierujący nas z powrotem do głównego nurtu narracji. Z tego powodu trudno chociażby odłożyć sobie resztę lektury na kolejny wieczór, podumać nad zaproponowanym przez autora końcem tu i teraz.

A tymczasem akcja ze strony na stronę coraz bardziej przyspiesza, dążąc do trzech kolejnych finałów. Obarczenie czytelnika koniecznością wyboru jednego z nich to następny ciekawy zabieg autora.

Dodajmy, że pośród tych wszystkich opcji próżno szukać happy endu. To chyba największa różnica wobec przywoływanych na wstępie odizolowanych i zakłamanych totalitaryzmów Zajdla. Na próżno szukać tu – jak się okazało, profetycznej – wiary autora Paradyzji w pokojowe, powolne zmiany. Co więcej, podczas lektury poraża apatia, w jakiej tkwi społeczeństwo kopuły, i to właściwie (jak wynika z nielicznych scen z udziałem szarych obywateli) bez żadnego racjonalnego powodu. Na dobrą sprawę to rządzący boją się rządzonych. Mimo to próżno tu szukać zajdlowskich  opozycjonistów: pod kopułą tylko pusty hak urodzić może barykady, a ewentualna rewolucja będzie jedynie makiawelistyczną zagrywką w walce o władzę. Tutaj powieść, pomimo anachronicznego sztafażu, okazuje się historią na wskroś współczesną. Pesymizm bijący z książki to cios w klasykę, posyłający opowiastki Zajdla – w gruncie rzeczy dobrotliwe – na deski.

Kopuła to de facto opowieść o różnych obliczach władzy, mniejszych i większych świństwach rządzących. O egoistach, tchórzach, służbistach, watażkach. Do końca w oparach obłudy, szczególnie widocznej w scenie planowania rozprawy z Dyrektoriatem, byle przy pełnym korycie, nawet gdy kopuła funkcjonuje tylko teoretycznie. Postapokaliptyczna sceneria pełni tu służebną rolę, pozwalając tematowi lepiej wybrzmieć na tle skopułowanego społeczeństwa. Kopuła to jednocześnie powieść bardzo nierówna. Z jednej strony nazbyt teatralna, z drugiej podejmująca ciekawe gry z czytelnikiem. Z jednej strony bazująca na wyświechtanych motywyach, z drugiej wprowadzająca interesujące nowe elementy. Czerpiąca pełnymi garściami z klasyki gatunku, nie rewolucyjna, ale warta poznania próba social fiction drugiej dekady XXI wieku.

 

Larp – książka – przedstawienie

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Jak przyznaje Paweł Jakubowski, występujący na Polterze pod nickiem Torgradczyk, pierwowzorem książkowej Kopuły był czterokrotnie prowadzony przez niego larp. To druga próba przeniesienia przez autora gry narracyjnej na karty książki. Jego poprzednia powieść, Najemnicy, była bowiem beletryzacją kampanii rozgrywanej w systemie RPG Aphalon. W takim kontekście wiele elementów Kopuły staje się jaśniejszych. Począwszy od strojów partyjnej wierchuszki, poprzez przypisywanie poszczególnym postaciom różnych zakresów wiedzy, podyktowane zapewne jakimś rodzajem mechaniki zwroty akcji, kończąc na przeniesionym – jak się domyślam – żywcem epizodem z niedokończonym pytaniem. Szkoda, że autor, zamieszczając na ostatnich stronach książki podziękowania dla uczestników tych gier, nie wyłuszczył dokładniej, o co chodzi. Idealnym rozwiązaniem byłoby natomiast zamieszczenie pełnego scenariusza larpa – tak, aby zainteresowane osoby mogły porównać oba teksty, nie wspominając już o możliwości stworzenia własnej historii upadku kopuły. Tak czy inaczej, pisarz bynajmniej nie poprzestał na powieści, doprowadzając do przeniesienia Kopuły do kolejnego medium, wręcz się o to proszącego – czyli na deski amatorskiego teatru. Recenzję inscenizacji znajdziecie m.in. na blogu Planetourista.
7.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Kopuła
Autor: Paweł Jakubowski
Wydawca: Forma
Data wydania: 23 października 2013
Liczba stron: 156
Oprawa: miękka
Format: 150x150 mm
Seria wydawnicza: Piętnastka
ISBN-13: 978-83-63316-45-7
Cena: 28 zł



Czytaj również

Najemnicy, część II
Zapisków z sesji część druga
- recenzja
Najemnicy, część I - Paweł Jakubowski
Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani…
- recenzja
Ty - Paweł Jakubowski
Niszczycielskie namiętności
- recenzja

Komentarze


Torgradczyk
   
Ocena:
+1

Recenzja rzetelna i na poziomie. Trochę się na nią naczekałem, ale było warto.

22-10-2014 12:04

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.