» Recenzje » Komiks kontra sztuka

Komiks kontra sztuka


wersja do druku

Trudna odpowiedź na trudne pytanie

Autor: Redakcja: Mały Dan, Kuba Jankowski

Komiks kontra sztuka
Na przestrzeni lat wielu orędowników opowieści obrazkowych w Polsce starało się udowodnić nieświadomemu społeczeństwu, że komiksowe medium nie jest infantylne, a co więcej, że komiks to sztuka. O ile pierwszy sąd łatwo podeprzeć solidnym przykładem, prezentując jakikolwiek ambitny komiks dla dorosłych, o tyle przy okazji drugiego zagadnienia można natknąć się na nielichy problem. Odpowiedź na pytanie o przynależność komiksu do świata sztuki rodzi wiele kolejnych znaków zapytania. Bo jeśli komiks to sztuka, to czy jest samoistnym jej odłamem, czy też łączy się z innymi jej gałęziami? I czy historyjki obrazkowe można w konkretny sposób sklasyfikować i zaszufladkować? I najważniejsze: czy komiksy reprezentują sztukę wyższą?

Ignorancja i eksploatacja

Burzliwe dyskusje na te tematy trwają od wielu lat, a spór wciąż nie został rozwiązany. Po długim czasie oczekiwań wydawnictwo Timof Comics we współpracy z Międzynarodowym Festiwalem Komiksu i Gier w Łodzi wydało książkę, która wprawdzie nie odpowiada jednoznacznie na te pytania, jednak może rozwiać wiele wątpliwości z nimi związanych. Adam Radoń, prezes Stowarzyszenia Twórców Contur i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, w posłowiu oznajmił, iż niniejsza książka jest pierwszą z cyklu. Co roku podczas łódzkiego festiwalu będzie wydawana zagraniczna pozycja książkowa związana z teorią komiksu. Kolejny w kolejce jest bardzo ważny, acz dosyć trudny w odbiorze, Thierry Groensteen i jego Système de la bande dessinée. Warto dodać, że właśnie Bart Beaty był jednym z tłumaczy tej książki na język angielski (wraz z Nickiem Nguyenem; The System of Comics, University Press of Mississippi, 2007).

Bart Beaty, autor książki Komiks kontra sztuka, na co dzień pracuje jako profesor na Wydziale Anglistyki Uniwersytetu w Calgary, a jego badania nad komiksem zostały sfinansowane przez program Standard Research Grants prowadzony przez Social Science and Humanities Research Council w Kanadzie. Zaznaczyć należy, że naukowiec z Ameryki Północnej analizował głównie komiksy i publikacje anglojęzycznych twórców i teoretyków. Miłośnik komiksu europejskiego znajdzie w jego rozważaniach pewne wzmianki o Hergé czy Manarze, jednak o komiksie azjatyckim autor nie wspomina już słowem. Sam badacz przyznaje, że "japońskie zasady nadawania obiektom wartości sztuki są diametralnie różne od znanego nam wzorca stosowanego w Ameryce i Europie Zachodniej, co coraz częściej podkreślają prace na temat japońskich sztuk wizualnych". Komiks w Ameryce posiada niezwykle bogatą historię oraz ważne miejsce w kulturze, stąd wydaje się że obserwacje i wnioski dotyczące pewnych zjawisk z nim związanych można z powodzeniem przełożyć na obszary komiksu europejskiego. Praca Beaty’ego nie jest - jak sam autor podkreśla - żadnym "manifestem do postrzegania komiksu jako formy sztuki". Książka ma za zadanie udowodnić, że w końcu komiks stał się usankcjonowaną sztuką. Jej głównym założeniem jest odpowiedzieć na pytania, dlaczego komiks w ogóle był ignorowany (i w zasadzie nadal jest, w najlepszym wypadku staje się rodzajem "maskotki" i "ciekawostki") przez świat sztuki oraz dlaczego ten sam komiks jest eksploatowany przez instytucje wpływające na obieg wytworów sztuki oraz je legitymizujące, jak na przykład muzea, uniwersytety i domy aukcyjne.

Na przestrzeni ośmiu rozdziałów badacz koncentruje się na poszczególnych zjawiskach i procesach, ukazując punkty łączące oraz oddalające od siebie komiks i szeroko pojętą sztukę. Ukazują one jednocześnie, że pomimo nowoczesnego spojrzenia na komiks, wciąż funkcjonują staromodne uprzedzenia i sposoby rozumienia opowieści rysunkowych, podczas gdy współczesny świat już dawno zatarł różnicę między sztuką wysoką a niską. Komiks kontra sztuka zawiera niewiele analiz z dziedziny literaturoznawca czy malarstwa i rysunku, a skupia się raczej na relacji świata komiksu i świata sztuki, zauważalnej od lat 50. XX wieku, ale przeżywającej rozkwit dopiero na początku XXI wieku.

Lekcja historii komiksu

Rozdział drugi poświęcony jest kwestii definiowania komiksu na przestrzeni wielu lat: autor przygląda się wypowiedziom teoretyków, literaturoznawców i komentatorów sztuki. Obserwację rozpoczyna od eseju Greenberga Awangarda i kicz z 1939 oraz książek Classic Comics and Their Creators Martina Sheridana z 1942 czy The Comics Coltona Waugha z 1947, a kończy na współczesnych teoretykach i ich pracach, jak na przykład Un object culturel non identifie Thierry’ego Groensteena z 2006 roku. Przytaczając fragmenty z esejów, artykułów i publikacji ukazuje jak w ciągu kilkudziesięciu lat zmieniło się teoretyczne postrzeganie komiksu.

Jest to ciekawa lekcja historii pokazująca czytelnikowi, że wielu badaczy przebyło długą drogę, by spróbować ostatecznie scharakteryzować komiks. Warto przypomnieć, że starsze utwory różnią się często od najnowszych chociażby interakcją między autorem a czytelnikiem. W starszych historiach często narrator opisywał wszystko to, co było widoczne na rysunku, tworząc zbędną sytuację redundancji (choć ta akurat w komiksie nadal jest, tyle że realizowana w sposób subtelniejszy i sensowniejszy). Owe zjawisko można przełożyć na historię komiksu polskiego przytaczając komiks gazetowy z okresu dwudziestolecia wojennego (Dawny Komiks Polski - Wydawnictwo Komiksowe, Tajemnice Poznania - Centrala). Bart Beaty wnioskuje, że historycy i teoretycy ponoszą część odpowiedzialności za "wykluczenie komiksów z historii sztuki". Jest to teza dość kontrowersyjna. Takie analizy spowodowały usamodzielnienie się medium komiksu. Owi teoretycy wykonywali tylko swoją pracę naukową, nie wykluczając komiksu z historii, tylko tworząc jego własną historię. Tę tezę podważa również fakt, iż XX wiek, czyli czas narodzin komiksu, to początek bardzo szybkiego i bujnego rozkwitu innych dziedzin sztuki, jak na przykład malarstwa czy architektury. Słowa autora można również interpretować poprzez fakt, iż rozwój teorii sztuki nie pozwolił na "podpięcie" komiksu do innej dziedziny, stąd nie można go było na siłę umieścić w panteonie sztuki wyższej. Widać więc, że problem legitymizacji komiksu nie leżał w jego charakterze i stronie formalnej, a w mechanizmach decydujących o statusie danej działalności twórczej.

Przypadek Roya Lichtensteina

W trzecim rozdziale Beaty spróbował wskazać punkty wspólne komiksu ze sztuką wizualną, kładąc najsilniejszy nacisk na malarstwo. Przywołana tutaj zostaje postać artysty Roya Lichtensteina, który zasłynął w nurcie pop-artu pracami czerpiącymi bezpośrednio z popularnych komiksów. Badacz wyjaśnia, dlaczego masowo drukowany komiks dla środowiska artystycznego jest czymś bezwartościowym (brak mu benjaminowskiej "aury dzieła sztuki" - porównaj: Dzieło sztuki w epoce mechanicznej reprodukcji), a powiększone repliki kadrów z tego samego komiksu mogą już urastać do rangi dzieła sztuki. Wskazuje on różnice między sztuką wysoką a sztuką masową. Porusza również kwestię reakcji rysowników komiksowych na prace Lichtensteina.

Bart Beaty słusznie wskazuje cechę masowości jako możliwą przyczynę ignorowania komiksu. W tym kontekście kanadyjski autor nie mógł również przemilczeć twórczości Lichtensteina, który podzielił odbiorców na zwolenników i przeciwników wykorzystania motywów komiksowych w pop-arcie. Okazuje się, że w dziełach Lichtensteina najważniejszy jest proces tworzenia, szczegóły mechanicznego powielania, ale też, co wiemy bezpośrednio z wypowiedzi malarza, zachwyt na prostą kolorystyką komiksów tamtych lat. Przeciwników takiej twórczości oburza fakt, że Lichtenstein sięga tylko po pojedyncze kadry znanych pozycji. Wiadomo przecież, że nie można oceniać całego tworu komiksowego na podstawie jednego obrazka, tak samo jak nie można oceniać książki analizując tylko jedno zdanie. Przypadek Lichtensteina jest jednak bardziej skomplikowany, gdyż wśród jego prac "komiksowych" znajdują się też "kadry" z podtekstem, odnoszące się do elementów jego biografii (czego przykładem I'm supposed to report to a Mr. Belamy. I wonder what he is like). Inna kwestią jest też to, że obrazy Lichtensteina grają przede wszystkim estetyką komiksowych zeszytów, nie roszczących sobie pretensji do sztuki wysokiej, a będących raczej zwykłą rozrywką. Rozciągnięcie zatem opinii na całość zjawiska komiksu, jakoby Lichtenstein naigrywał się z niego jako formy (zdanie krytyczne obrońców komiksu wobec autora), czy też, że komiks jest właśnie "płaski" (przeciwnicy komiksu używający prac Lichtensteina jako argumentu), jest z obu stron absurdalne, paradoksalne i niezgodne ze stanem faktycznym.

Carl Barks, Jack Kirby i Charles Schulz

Czwarty rozdział to rozważania na temat twórców: rysowników komiksów i artystów zajmujących się sztukami pięknymi. Beaty podejmuje w nim kwestię autorstwa prac na przykładach takich postaci, jak Carl Barks (Kaczor Donald), Jack Kirby (twórca, który zdobył sławę w Marvelu) oraz Charles Schulz (Fistaszki). Ta część książki zawiera opis rozwoju precyzowania kategorii "twórca komiksów" i porównuje czasy zupełnej anonimowości twórców do czasów uznania pracy danego artysty.

Ten rozdział należy do najciekawszych fragmentów książki Beaty'ego. Autor przywołuje garść ciekawostek oraz anegdotek związanych z omawianymi komiksiarzami. Współczesny czytelnik doskonale wie, że często nad jednym komiksem pracuje sztab ludzi, potrafi również znaleźć w stopce redakcyjnej konkretne informacje. Ta część książki uzmysławia, że dzięki działalności Carla Barksa oraz Jacka Kirby'ego, współcześni twórcy już nigdy nie będą pracować anonimowo.

Krazy Kat, Master Race i Maus

Rozdział piąty to krytyczne przedstawienie "trzech kamieni milowych świata komiksu", do których według Barta Beaty'ego należą Krazy Kat George’a Herrimana, Master Race Ala Feldsteina i Bernarda Krigsteina oraz Maus Arta Spiegelmana. Autor wyróżnił te tytuły ze względu na dojrzałe wykorzystanie formy oraz możliwości, jakie dają środki artystyczne w komiksie.

Przy lekturze tej części książki warto przypomnieć sobie założenia, jakie przyjął Beaty na początku swojej pracy. Świadomie (i uczciwie, biorąc pod uwagę przyjęty wyjściowy punkt badawczy) wykluczył ze swoich badań komiks japoński, który w tym samym czasie na przestrzeni wielu lat rozwijał się zupełnie inaczej niż w Ameryce. Beaty nie sięga także po dokonania twórców europejskich. Na starym kontynencie komiks wyewoluował z rysunków satyrycznych, a nie z pasków gazetowych. Nie było również takiego zjawiska jak komiks superbohaterski. Pomimo wielu podobieństw w przypadku europejskim trzeba by mówić o zupełnie innych tradycjach komiksowych. Wprawdzie nie można ujmować wartości dziełom, które przywołał autor książki Komiks kontra sztuka, jednak świadome ograniczenie obszaru badawczego powoduje, iż ta część rozważań nie jest w pełni satysfakcjonująca dla świata komiksu. Gdyby Beaty prowadził analizę formalną komiksu, jego języka i cech jego gramatyki oraz składni, to stworzyłby zapewne w oparciu o komiks amerykański ciekawy model, którego konfrontacja z dokonaniami autorów azjatyckich i europejskich odpowiedziałaby na pytanie na ile mamy do czynienia z jednorodnym zjawiskiem. Ponieważ jednak Beaty przyjmuje socjologiczny charakter badań, ich wynik raczej nie będzie mógł być uznany za miarodajny w innych uwarunkowaniach kulturowych i ekonomicznych.  

Ruch lowbrow

W rozdziale szóstym autor przygląda się twórcom komiksów, którzy zapisali się na kartach historii dzięki świadomemu i celowemu operowaniu kiczem, głównie poprzez uczestnictwo w ruchu artystycznym znanym jako lowbrow. Jak się okazuje, ich praca zaciera granicę między światem sztuki i innymi światami twórczej działalności, czyli między innymi również światem komiksu, zbliżając tym samym komiks do sztuki w oczach krytyków i artystów. Główny nacisk autor Komiks kontra sztuka położył na aktywność Gary’ego Pantera, którego twórczość przypada na lata 70., a który spełniał się w ilustracji, malarstwie, designie, a nawet w muzyce. Ta myśl została również rozwinięta poprzez porównanie komiksów ukazujących się w magazynie RAW do prac zamieszczanych w Blab!.

Rozdział obfituje w przykłady twórców, ich tworów oraz zjawisk, które będą zapewne całkowicie nieznane polskiemu czytelnikowi. Wiele informacji należy szukać w dodatkowych źródłach, by móc w pełni zrozumieć intencje Beaty'ego. Jednak kiedy wchłonie się te wszystkie wiadomości, powstaje w oczach czytelnika nowy świadomy obraz twórcy. Wszystko tutaj orbituje wokół terminu "kicz". Osoby nieobeznane mogą traktować dzieła artystów z nurtu lowbrow jako wybitnie infantylne. Świetnym przykładem przełożenia tego zjawiska na polski rynek jest działalność Łukasza Kowalczuka. Autor Vreckless Vrestlers świadomie kreuje swój absurdalny świat zapaśników z różnych zakątków kosmosu, którzy występują w poważnym turnieju, walcząc na śmierć i życie. Znajomość konwencji kiczu pozwala dostrzec świadome działanie artysty, którego praca na pierwszy rzut oka może wydawać się być głupawa, infantylna czy kiczowata.

Fetysz, kicz i nostalgia

Rozdziały siódmy i ósmy poświęcone są kolekcjonerstwu oraz działalności domów aukcyjnych, które - zwracając uwagę na komiks - przyczyniły się do sprowadzenia na jeden poziom, "komercyjny", obiektów kultury masowej i dzieł ze świata sztuki. Autor wyjaśnia teorię fetyszyzacji, kiczu oraz nostalgii, które spowodowały wzrost wartości materialnej komiksów. Tłumaczy zjawisko aukcji na przykładach domów aukcyjnych Sotheby’s i Christie’s, ukazującego się od 1992 roku Wizard Magazine oraz certyfikowania komiksów przez Certified Guaranty Company.

Jest to najciekawszy rozdział dla fanów komiksu, zwłaszcza amerykańskiego. Kolekcjonerstwo wydaje się być nieodłączną "zabawą" dla każdego miłośnika historyjek obrazkowych. Dla osób spoza Ameryki ten fragment książki będzie źródłem wielu informacji o tym, jak rozwijał się bogaty już rynek. Jest to świetne uzupełnienie książki Niezwykła historia Marvel Comics, która w Polsce ukazała się w listopadzie 2013 roku nakładem wydawnictwa Sine Qua Non, a zarazem rozdział nobilitujący sztukę komiksu.

Kadry w muzeum

Rozdział dziewiąty to ostatni główny punkt badań na temat relacji medium komiksu ze sztuką, który poświęcony został wystawom muzealnym. Swoje rozważania Beaty rozpoczyna od wystawy stricte komiksowej, która odbyła się w nowojorskim Waldorff-Astoria Hotel w 1922 roku, poprzez Bande dessinée et Figuration narrative w Luwrze w 1967 roku, High and Low: Modern Art And Popular Culture w Museum of Modern Art w 1968 roku (podejmującej temat komiksu i sztuki), a kończy na Masters of American Comics w Museum of Contemporary Art. Los Angeles na przełomie 2005 i 2006 roku. Dokonuje on analizy owych wystaw i ich katalogów w odniesieniu do intencji kustoszowskich i kuratorskich, a następnie porównuje ich efekty. Muzea to instytucje honorujące i ocalające od zapomnienia dokonania człowieka w historii, stąd działania przez nie podejmowane traktowane są poważnie, co również może stanowić próbę zainicjowania dialogu świata komiksu ze światem sztuki. Prezentuje też postać Roberta Crumba oraz jego dorobek, jako żywy przykład człowieka komiksu uhonorowanego licznymi wystawami niemal na całym świecie.

Kolejny rozdział nobilitujący sztukę komiksu pomija całkowicie problematykę prezentowania komiksu na muzealnej ścianie, na co Sebastian Frąckiewicz zwracał uwagę w książce Wyjście z Getta, która w maju 2012 roku ukazała się staraniem oficyny 40 000 malarzy, wywołując w polskim środowisku komiksowym sporo zamieszania oraz dzieląc miłośników komiksu na swoich sympatyków i przeciwników. Poważnym argumentem jest fakt, że w takich ekspozycjach nie powinno się pokazywać pojedynczych plansz, ponieważ nie będą one odzwierciedlały całego dzieła. Wyklucza to sprawiedliwe eksponowanie dzieł dłuższych, które w wielu przypadkach uważane są za dzieła wybitne (jak na przykład wcześniej przytoczony przez Barta Beaty'ego Maus Arta Spiegelmana). Jednak to zjawisko nie powinno być powodem, by zaprzestać wystawiania komiksu, zwłaszcza w takich instytucjach kulturalnych jak muzea. Czytelnik książki Komiks kontra sztuka musi tutaj całkowicie zaufać obserwacji i wnioskom autora, ponieważ nie będzie miał już możliwości ich obejrzenia i porównania.

Kreacja Chrisa Ware'a

Podsumowanie wcześniej omówionych rozważań w swojej książce Beaty konstruuje na przykładzie współczesnego artysty amerykańskiego, Chrisa Ware’a, poprzez analizę jego komiksów i esejów. Jest to twórca sprawnie posługujący się medium komiksu, wykorzystujący w kreatywny sposób dostępne środki artystyczne, a jego postawa jako artysty jest prowokacyjna. Sam siebie stawia w roli outsidera i biednego twórcy komiksów, który najpewniej zostanie doceniony dopiero po śmierci. Głosi również tezę, że komiks jest atrakcyjniejszy niż kino, ze względu na fakt, iż tworzony przez jednego autora jest "w całości wytworem jednej wyobraźni, a nie jakąś fotografią czy przybliżeniem". Według autora książki Chris Ware "idealnie pasuje do roli najlepszej i najbardziej błyskotliwej współczesnej oferty świata komiksu".

Ale...

Na ponad dwustu pięćdziesięciu stronach Bart Beaty porusza wiele zagadnień, chcąc wyczerpać temat.Tym samym dotyka kilku wątków, które dla czytelników bez przygotowania z zakresu historii sztuki okazać się mogą zupełnie obce. W takim przypadku znaczenia wielu nazw własnych i specjalistycznych terminów należy poszukiwać w innych źródłach, co sprawia oczywiste problemy podczas lektury. W publikacji mowa jest również o wielu dziełach zagranicznych twórców, które najczęściej nie są znane i dostępne polskiemu czytelnikowi. Wielka szkoda, że autor tak oszczędnie podszedł do ilości ilustracji. Oczywiście większość pozycji nie nadawałaby się do wydruku w tej książce, ze względu na swoją objętość lub format, jednak brak części wizualnej znów zmusza do poszukiwań w osobnych źródłach.

W Polsce komiksy wciąż stanowią niszę kultury, a w tej niszy jeszcze mniej jest ludzi interesujących się teorią komiksu. Książka Komiks kontra sztuka bez wątpienia należy do najważniejszych tego typu publikacji na świecie, jednak ze względu na trudny język staje się ona mniej atrakcyjna. Ostatecznie Beaty nie rozwiewa wątpliwości, czy komiks należy do świata sztuki czy też nie, ale… Autor swoje rozważania zakończył przed tym "ale", zostawiając tym samym czytelnikom miejsce na własne rozważania i wnioski.

9.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Comics versus Art
Autor: Bart Beaty
Tłumaczenie: Marek Cieślik, Aneta Kaczmarek
Wydawca: Timof i cisi wspólnicy
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 4 października 2013
Liczba stron: 256
Oprawa: miękka
Format: 170x230 mm
ISBN-13: 9788363963309
Cena: 69,00 zł



Czytaj również

Palestyna
Słodka herbata i gorzka historia
- recenzja
Wampir
Fernand - Symfonia miłości
- recenzja
Spust
Rysunkowe zapiski onanisty pasjonata
- recenzja
Munch
Portret rozdartej duszy
- recenzja
Jesteś moją matką?
Retrospekcja, analiza, pytania
- recenzja
Rewolucje #8: W kosmosie
Kosmiczne Rewolucje
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.