» Recenzje » Jak zakochać się w Żelaznych Królestwach?

Jak zakochać się w Żelaznych Królestwach?


wersja do druku

Przedstawiamy 4 pozycje literackie ze steampunkowego świata Żelaznych Królestw

Autor: Redakcja: Michał 'von Trupka' Gola, Agnieszka 'jagnamalina' Bracławska, AdamWaskiewicz

Jak zakochać się w Żelaznych Królestwach?
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami była sobie charytatywna inicjatywa Humble Bundle, dzięki której Wasz pokorny recenzent zakupił zestaw podręczników do bitewniaków, system RPG oraz masę książek i antologii, których akcja toczy się w steampunkowym świecie Żelaznych Królestw (Iron Kingdoms).

Czym są Żelazne Królestwa?

Bardzo skrótowo mówiąc, jest to kolejny świat fantastyczny, w którym mieszkańcom udało się skonstruować parowe machiny (także w wersjach bojowych) z magicznymi "mózgami", pozwalające zmieniać losy bitew, a w wersji cywilnej robić rzeczy, które w naszym świecie robią maszyny lub roboty. Pewnie gdzieś to już widzieliście – choćby w Wolsungu. Nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły, jednak moim zdaniem najważniejszą różnicą między nimi jest to, że Wolsung jest bohaterski, czasem szlachetny, a na pewno kinowy. Żelazne Królestwa są miejscem, gdzie bohaterowie umierają (i zabijają) szybko, nie ma tutaj wiele miejsca dla Dam i Dżentelmenów. Ale jest wiele miejsca dla wielkich, parowych machin, których ograniczona inteligencja pochodzi ze źródeł magicznych. zarówno Maszyny te występują w wersjach zarówno cywilnych jak i bojowych, i nazywane są odpowiednio laborjackami i warjackami.

Wróćmy do tematu. Niniejszym, chciałbym przedstawić pokrótce pozycje literackie, które do tej pory udało mi się przeczytać (czytelnik znajdzie również na Polterze recenzje RPGa i bitewniaków).

Zaczynamy od antologii Called to Battle – Volume One

 

 

W pozycji tej znajdziemy cztery opowiadania, których akcja przedstawia postacie ze świata Żelaznych Królestw. Powiedziałbym, że trzy z nich są na naprawdę wysokim poziomie. Być może ich pozytywny odbiór jest skutkiem wcześniejszych doświadczeń autora z literaturą okołoerpegową, którą niestety często można streścić jako "bij, biegnij, ucieknij, wrócić przez lochy i zabij". Tutaj owszem, było dużo "bij i zabij" jednak opowiadania były zróżnicowane, ich zakończenia niebanalne, a postacie często nieszablonowe. W opowiadaniach pojawiają się Warcasterzy, potrafiący sprawnie wydawać komendy Warjackom, spotkamy też wybitnych mechaników z wielkim ego i strzelców wyborowych będących mistrzami opanowania. Nie zabrakło także mrocznych i bluźnierczych stworów, których siła i potęga zostały przedstawione w sposób, który pozostanie mi w pamięci na długo. Do tego gdzieś tam w tle (a czasem i bliżej pierwszego planu) przewijały się VIPy, które rządzą i walczą w świecie, co dodawało smaczku całości.

Jak na wprowadzenie do świata było dobrze – dowiedzieliśmy się, kim są Warcasterzy, czym są 'jacki, przeczytamy jak potężna może być magia, było trochę o śmierci, nekromancji i pochodnych z wysp należących do mrocznego państwa Cryx.

Mocne 7.5/10.

Malkontenci

Kolejną, tym razem pełnometrażową produkcją był Into the StormBook One of The Malcontents. Zdecydowanie najmocniejsza pozycja z całej recenzowanej czwórki. Fajna opowieść, momentami zabawna, przedstawia budowę oddziału wojskowego "z niczego". No, niczego to może za dużo powiedziane, bo mamy niezwykle (nie)sympatycznego bohatera, który wie, że ludzie mają ambicje, marzenia czy umiejętności, które nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Oczywiście niektóre wątki czy myśli przewodnie gdzieś tam, kiedyś, pojawiły się już się w innych powieściach, w zupełnie innych światach, jednak całość jest naprawdę solidna. Czytelnik łączy się w bólu z bohaterami, czasem wie, czego się spodziewać, a jednak zostaje zaskoczony, widzi, jak działają niektóre mechanizmy przedstawionego świata. I wojny. Wojny niezwykle przykrej (jakby były wojny, które przykre nie są...), bo między sąsiadami. Kawał dobrej, porządnej wojskowej literatury.

Solidna 9/10.

Kroniki Żelaznych Królestw – Black Dogs (The Black River Irregulars Book 1)

To z kolei wielostronicowa opowieść o bandzie najemników, których czytelnik może znać z gry planszowej. Po lekturze dwóch poprzednich pozycji, miałem wysokie oczekiwania, których niestety powieść nie spełniła. Dlaczego? Raczej przewidywalne motywy, wiadomo od początku kto wygra, bardzo hollywoodzkie podejście do tematu zakończenia. Do tego momentami dłużyzny, przez które przechodziłem trochę na siłę.

Ogromny plus to przestawienie Undercity – części cygnarskiego Corvisu. Gangi, podejście strażników miejskich do "ochrony" miasta, dziwne istoty zamieszkujące teren – niesamowite źródło inspiracji dla każdego Mistrza Gry prowadzącego w Żelaznych Królestwach.

Drugi plus to antagoniści, którzy są barwni, mają ciekawe cechy, które nie pozwalają im zaginąć w tłumie. Byli oni o tyle fajni (chociaż momentami przez to, że byli tak bardzo irytujący lub brutalni), że czytelnik w pewnym momencie zaczynał im życzyć dobrze. A to już coś.

Sama powieść dostałaby 4/10 za przewidywalność. Dodanie Undercity oraz antagonistów podnosi ocenę do 6/10.

I na koniec Called to Battle – Volume Two

Znowu 4 opowiadania. I po raz kolejny każde inne, każde w innym klimacie.

Pierwsze wrzuca nas w ciężki, mroczny klimat, z dozą gore. Przedstawia tajemną rasę czy może nację, której motywy nie są jasne.

Drugie opowiadanie przedstawia krótką scenę z życia jednego z najemników ze świata Żelaznych Królestw, jego motywacje, wrogów, część historii oraz (nie)kompetencję urzędników państwowych, z którymi bohater ma do czynienia właściwie przez całą opowieść.

Przedostatnią pozycję można by nazwać powieścią drogi. Kilka bitew, smutki, rozterki, męstwo, siła charakteru i wiara – czyli przedstawiamy Protektorat.

Na sam koniec dostajemy całkiem zabawnie napisaną przygodę pewnej miłej pani, która szuka zguby, która to zguba zabawna nie jest, a jednak budzi zainteresowanie i jakąś dozę zrozumienia. Czytało się najbardziej lekko z całej czwórki. 

Całość czyta się dobrze, po 6 poprzednich opowiadaniach nastawiłem się na coś wtórnego i szczęśliwie, zawiodłem się. Właściwie wszystkie motywy były nowe, pojawiły się ciekawe rasy oraz postacie z innych krajów. Opowiadania te pozwoliły poznać kolejne elementy świetnego świata Żelaznych Królestw.

Ocena tomu drugiego: 7/10

Podsumowanie

Wyżej wymienione pozycje uważam za dobre lub bardzo dobre, z wyjątkiem Black Dogs, które oceniam na średnie. Kawał fajnych tekstów, świetnie wprowadzających w mroczny, steampunkowy świat Żelaznych Królestw. Nie zabraknie magii, ostrej walki, momentów, gdy śmierć była blisko, a jednak bohaterowie przeciwstawili się złu (lub dobru).

Co mi osobiście przypadło do gustu to fakt, że czytając powieść od razu możemy otworzyć karty postaci do bitewniaka i zobaczyć, jakimi trickami nasz antagonista lub protagonista dysponuje. Jest to ogromna pomoc dla Mistrzów Gry, zwłaszcza, że przełożenie postaci z bitewniaka na RPGa nie wydaje się być czymś niezwykle trudnym czy czasochłonnym.

No i na koniec to, czym chyba wszyscy fani Żelaznych Królestw jarają się najbardziej. Mianowicie w wyżej wymienionych powieściach i opowiadaniach pojawiają się niejednokrotnie jacki i warjacki, czyli wielkie machiny bojowe ze swoimi dziwactwami, potęgą i bandą pomagierów czy Warcasterów, którzy potrafią te machiny obsługiwać.

Odpowiadając na pytanie postawione w tytule: aby zakochać się w realiach Żelaznych Królestw, warto sięgnąć po literaturę, która przedstawia losy bohaterów żyjących w tym świecie. Jeśli nie straszne Wam powieści militarystyczne, nie powinniście się zawieść.

Jeśli miałbym ocenić wszystko jako całość dałbym 8/10.

 

 

8.0
Ocena recenzenta



Czytaj również

Iron Kingdoms: Unleashed
Dzika strona Żelaznych Królestw
- recenzja
Iron Kingdoms: Fools Rush In
Pierwszy krok w świat Żelaznych Królestw
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.