» Recenzje » Inwazja porywaczy ciał

Inwazja porywaczy ciał

Inwazja porywaczy ciał
Ile czasu musi upłynąć, aby dobra powieść fantastyczno-naukowa odeszła w niepamięć? A może dobra książka wcale nie musi popaść w zapomnienie? Wystarczy że... No właśnie, na przykładzie Inwazji porywaczy ciał sprawdziliśmy, jakie warunki musi spełniać dzieło, aby przez ponad 70 lat cieszyć się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników i krytyki.

Mill Valley to mieścina, jakich wiele w Kalifornii; w zaledwie kilkutysięcznej osadzie wszyscy znają się na wylot, a sielski klimat zdaje się trwać wiecznie. Pewnego dnia coś jednak ulega zmianie. Do miejscowego lekarza, Milesa Bennella, zgłaszają się ludzie, którzy twierdzą, że ich bliscy nie są tymi osobami, którymi były dotychczas, chociaż rzekome sobowtóry zachowują się i wyglądają dokładnie tak jak oryginały. Po kilku dniach masowa histeria ustaje, a całe wydarzenie zaczyna się wydawać Bennellowi tymczasowym urojeniem. Wkrótce na własnej skórze przekona się, że prawda dalece wykracza poza jego wyobrażenia.

Losy odbywającej się po cichu oraz bez rozlewu krwi inwazji czytelnicy śledzą oczyma głównego bohatera, doktora Milesa, na bieżąco relacjonującego wydarzenia i doświadczane przeżycia. Nieco reporterska forma narracji sprzyja lekturze, zdecydowanie skracając dystans pomiędzy głównym bohaterem a czytelnikami, dzięki czemu ci ostatni mogą poczuć się częścią opowiadanej historii. 

Inwazja porywaczy ciał epatuje ciężkim, przytłaczającym klimatem, choć początek tego nie zapowiada. Autor nie traci jednak czasu na przydługie wprowadzenie, a intryga bardzo szybko nabiera tempa, kiedy to okazuje się, że miasteczkiem zaczynają rządzić przybysze z kosmosu. Wówczas pierścień okrążenia wokół Milesa i jego przyjaciółki, Becky, zacieśnia się, nie dając możliwości złapania oddechu, tak bohaterom, jak i śledzącym ich losy czytelnikom.

Wydarzenia dziejące się na ulicach Mill Valley chociaż są oczywiście bardzo ważne, wszakże to one popychają fabułę do przodu, nie są jedynym elementem decydującym o walorach powieści. Należy mieć na uwadze kontekst historyczny towarzyszący powstaniu historii. Połowa lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku to czasy przybierającej na sile zimnej wojny oraz szalejącej w Stanach Zjednoczonych "czerwonej paniki". Obawa o tożsamość najbliższych sąsiadów oraz lęk przed utratą wolności znalazły szerokie ujście na kartach powieści, czyniąc z niej pozycję nasyconą humanistycznymi treściami. Finney za pośrednictwem Milesa stawia mnóstwo pytań o tożsamość ludzkiej jednostki oraz jej naturalną potrzebę wolności, swobody oraz wyrażania uczuć, bez których społeczeństwo zostanie zepchnięte do roli gadających manekinów.

Fani science fiction docenią również próby nadania powieści prawdziwego posmaku paranaukowego, chociaż wysiłki autora poddane zostały ostrej krytyce już przez współczesnych, a dzisiaj tym bardziej wywołują jedynie pobłażliwy uśmieszek. Powodem tego stanu rzeczy jest olbrzymia naiwność koncepcji niesionych wraz z wiatrem słonecznym zarodników kolonizacyjnych. W wyobrażeniu Finneya, celem ich egzystencji jest przetrwanie poprzez przejęcie dowolnych form życia, co potrafią zrobić perfekcyjnie. Nie prowadzi to jednak do dalszych pomysłów, zaś idea adaptacji napotkanych gatunków pozostaje celem samym w sobie. Wydaje się też, że pomysł nie został do końca przemyślany, do którego to wniosku może prowadzić lektura ostatnich stron powieści. Tego jednak nie będziemy zdradzać.

Ale nawet w pełni świadomie analizując pomysł Finneya i wskazując, że jest on bardziej fiction niż science, nie można Inwazji porywaczy ciał odebrać tego, iż na trwałe wpisała się w kanon najlepszej fantastyki lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, tuż obok Dnia Tryfidów, 451 stopni Fahrenheita czy Kawalerii kosmosu. Każda z tych powieści traktuje o zagrożeniach, jakie w niedługim czasie mogą stać się udziałem ogółu ludzkości i mimo, że w dwóch przypadkach miałoby ono przyjść z kosmosu, to jednak łatwo jest  interpretować każdy z utworów jako strach przed konsekwencjami zimnej wojny, balansującej na granicy przejścia w wojnę całkiem gorącą.

Podobać się może konstrukcja powieści, wzorcowa, wręcz podręcznikowa. Na nieco ponad dwustu stronach Finney szybko wprowadza czytelników w wir akcji, fabuła nabiera tempa, po czym następuje zwieńczenie w pełni zamykające powieść bez zbędnej przestrzeni na kontynuacje czy spin-offy, tak powszechne we współczesnej fantastyce. Również główni bohaterowie potrafią wzbudzić sympatię. Także tutaj widać jak na dłoni upływ lat, jaki minął od daty premiery. Miles, mimo pełnej przewidywalności kolejnych posunięć, czaruje szarmanckością i romantycznym podejściem do Becky, jak i w przekonuje próbą rozpracowania oraz zrozumienia najeźdźców asymilujących kolejnych mieszkańców Mill Valley. Świadomy niewielkich możliwości i jeszcze mniejszych szans na osiągnięcie sukcesu, w imię ludzkości i honoru, duet protagonistów rzuca wyzwanie dziwacznym istotom.

Warto zwrócić uwagę na pewną ciekawostkę, która nie decyduje o przyjemności płynącej z lektury, ale na swój sposób jest zabawnie niekonsekwentna. Powieść po swojej premierze doczekała się w roku 1978 wersji "poprawionej", co w tym przypadku oznacza między innymi aktualizację nazwiska urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych, a tym samym przesunięcie historii w czasie o ponad 20 lat. Na czym polega niekonsekwencja działań autora? Ano na tym, że całe rekwizytorium –  jak na przykład archaiczna, ręcznie obsługiwana centrala telefoniczna – pozostało bez zmian. Trzeba przyznać, że efekt tej modyfikacji jest nieco karykaturalny.

Powieść została również entuzjastycznie przyjęta przez filmowców. Pierwsza ekranizacja miała miejsce już tuż po premierze powieści, czyli w 1956 roku, kolejna zaś w roku 1978. Trzecia adaptacja ujrzała światło dzienne w roku 1993 (w roli głównej Forest Whitaker) oraz uznawana za najbardziej swobodną, a jednocześnie najmniej udaną trafiła na ekrany kin w roku 2007 (z kreacjami Nicole Kidman oraz Daniela Craiga). Doprawdy, trudno znaleźć chętniej adaptowaną na taśmę filmową powieść.

I ostania uwaga: wydawnictwo Vesper zaserwowało czytelnikom nietuzinkowe wydanie, ozdobione licznymi, czarno-białymi ilustracjami, na pierwszy rzut oka niespecjalnie szczegółowymi. Zabieg rzadko spotykany współcześnie jest strzałem w dziesiątkę, będąc dodatkowym elementem budującym ciężki, klaustrofobiczny i depresyjny klimat utworu.

Inwazja porywaczy ciał bez dwóch zdań pokryła się kurzem. Albo raczej zestarzała się jak porządne wino. Nieco archaiczny styl oraz równie zabytkowe rekwizytorium trąci myszką, ale jednocześnie stanowi namacalny dowód, że o przyjemności z lektury bynajmniej nie decyduje data wydania. To co oparło się upływowi czasu to oczywiście pomysł, mistrzowsko przelany na karty papieru oraz te niezwykle ważne oraz nieprzemijające pytanie o wolność oraz wyrażające strach przed jej utratą. Pozycja obowiązkowa.

8.5
Ocena recenzenta
9
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Inwazja porywaczy ciał
Autor: Jack Finney
Tłumaczenie: Henryk Makarewicz
Wydawca: Vesper
Data wydania: 4 lipca 2018
Liczba stron: 220
Oprawa: miękka
Format: 140x205 mm
ISBN-13: 9788377312964
Cena: 29,90 zł



Czytaj również

Komentarze


Hyperion
    a gdzie ebook - :(
Ocena:
0

a gdzie ebook? :((, chętnie bym kupił, mam nadzieję że chociaż klimatyczny audiobook powstanie aż się prosi.

09-08-2018 12:38
balint
   
Ocena:
0

@Hyperion.

To jest myśl!

10-08-2018 10:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.