» Recenzje » Historia pana B. - Clive Barker

Historia pana B. - Clive Barker


wersja do druku

Nie wszystko złoto, co… pięknie wydane

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Historia pana B. - Clive Barker
Clive Barker zadebiutował w roku 1984, kiedy to na półki księgarń trafił pierwszy tom Księgi krwi. Trzy lata później pojawił się Hellraiser (na podstawie powieści, Powrót z piekła – Barker był scenarzystą i reżyserem). Od tego czasu angielski twórca horrorów poszerzył swój dorobek artystyczny o blisko trzydzieści pozycji książkowych i kilkanaście filmów. Niestety, mimo tak bogatego i wszechstronnego doświadczenia, jego najnowsze dzieło, Historia pana B., to po prostu gniot. Szczerze mówiąc, nie zdziwiłbym się, gdyby świat obiegła wieść, iż powieść ta tak naprawdę została napisana przez jakiegoś nastoletniego fana makabry, który jakimś cudem wybłagał wydanie jej pod bardziej znanym nazwiskiem.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Jeżeli chodzi o treść, nie ma zbytnio nad czym się rozwodzić. Poznajemy młodego demona, mieszkańca Dziewiątego Kręgu Świata Na Dole, Jakaboka Butch’a, któremu od maleńkości w życiu się nie przelewa. Brak przyjaciół oraz ciekawych perspektyw na przyszłość, a do tego ojciec sadysta – nie dziw, że gdy w wyniku zbiegu okoliczności trafia on do Świata Na Górze, jawi mu się to niemalże jako wybawienie. Tam też poznaje innego demona, Quintoona, i wraz z nim kontynuuje podróż po dominium ludzi, niszcząc, mordując i gwałcąc, czyli oddając się klasycznym demonicznym uciechom. Wszystko to czynił aż do czasu, gdy został uwięziony w postaci tejże książki, z której to teraz przemawia do czytelnika. Prościej mówiąc – i w kolejce do kasy w supermarkecie bywa ciekawiej.

Jednakże największą wadą tej powieści wcale nie jest fakt, iż jest on najnormalniej w świecie nudna, ale to, że pan Barker poprzez wypowiedzi narratora rozdmuchiwał każdy banał do rangi epokowego wydarzenia. Kolejne zwroty akcji (wlekącej się w ślimaczym tempie) były nieprzemyślane i wprowadzane jakby na siłę (byle by pchnąć historię do przodu). Czytając miałem wrażenie, jakbym w rękach trzymał nie dzieło doświadczonego pisarza, ale pisane do szuflady wypociny jakiegoś nastolatka, w którego głowie kłębi się tyle pomysłów, że nie jest on w stanie przeprowadzić chociażby szczątkowej selekcji i wszystko, co tylko sobie wykoncypuje, przelewa na papier, jednocześnie bezustannie popadając w samozachwyt.

Szczególnie widać to w skierowanych w stronę czytelnika monologach Jakaboka, który przemawia do niego z kart powieści. Co rusz wspomina o intrygujących wydarzeniach, wciągającej historii, Tajemnicy (która okazuje się być banałem) i makabrycznych opisach, które najwyraźniej miały zastąpić nam akcję, a które tak naprawdę szokować mogły, owszem, ale tak z dekadę, dwie temu. No bo jak, na miłość boską, wczuć się w klimat horroru, kiedy jeden z demonów pyta, jakim cudem ludzie znają położenie ich kryjówki, zaś drugi odpowiada, że w jednym z worków służących do przeniesienia porwanych niemowlaków była dziura i pozostawił on za sobą ślad w postaci beczących brzdąców!

Ale nic to. Atutem tej powieści, wyróżniającym ją spośród wszystkich innych, miał być wspomniany wcześniej monolog głównego bohatera. Założenie jest takie, iż Jakabok został uwięziony w książce, a jedynym sposobem na zakończenie jego mąk jest jej spalenie. Dlatego też błaga, grozi, kusi i płaszczy się przed nami, bylebyśmy spełnili tę prośbę. Mogłoby to nawet fajnie funkcjonować, gdyby nie fakt, że wypowiedzi narratora-bohatera są zbyt precyzyjne, za dużo zakładają. Nie, nie byłem zainteresowany dalszymi losami Jakaboka, nie, mojej twarzy nie wykrzywiał grymas obrzydzenia, gdy opisywał swoje morderstwa, nie, nigdy nie zależało mi na poznaniu owej wielkiej Tajemnicy – Barker tego nie przewidział, w swoim samozachwycie zakładając, że każdego ta książka wciągnie. A ponieważ ze mną było inaczej, już po kilkunastu stronach przestałem być stroną w dialogu z panem B., a stałem się biernym (i znudzonym) obserwatorem.

Mimo wszystko, powieść ta posiada jedną zaletę, która niestety w żadnym bądź stopniu nie jest zasługą jej autora. Otóż, książka ta została wręcz przepięknie wydana. Twarda oprawa, gruby, stylizowany na stary papier oraz twarz demona, zdająca się wyrywać ze swojego więzienia – wszystko to prezentuje się nader pięknie, przyciągając wzrok i zwodząc nadzieją, że wnętrze jest chociażby w części tak interesujące.

Krótko mówiąc, Historia pana B. cieszy oczy, ale lepiej jej nie otwierać. Nie powiem, abym spodziewał się czegoś wielkiego i stawiał panu Barkerowi jakieś wygórowane wymagania, ale to, co otrzymałem, wprost mnie zszokowało. Pozycja ta nie ma czytelnikowi do zaoferowania niczego poza pięknym wydaniem. Omijajcie szerokim łukiem!
2.0
Ocena recenzenta
4.1
Ocena użytkowników
Średnia z 5 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 7
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Historia pana B. (Mister B. Gone)
Autor: Clive Barker
Tłumaczenie: Dariusz Wójtowicz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 15 maja 2008
Oprawa: twarda
Format: 143 × 216 mm
ISBN-13: 978-83-7469-758-3
Cena: 36,00 zł



Czytaj również

Imajica
Zbawiciel i łotr w jednym stali domu
- recenzja
Imajica
- fragment
Potępieńcza gra - Clive Barker
Karty śmierci i przeznaczenia
- recenzja
Złodziej wszystkich czasów
"W czasie deszczu dzieci sie nudzą..."
- recenzja

Komentarze


Iman
   
Ocena:
0
Kurczę, a zerkając w EMPIKu na okładkę byłam przekonana, że to będzie coś dobrego. Szkoda, że tylko do pooglądania. W każdym razie dobrze, że ostrzegasz - raczej skreślę to z mojej listy zakupów ;)
04-09-2008 13:45
crusia
   
Ocena:
0
Zgadzam się w stu procentach. Czysta grafomania, niestety. Wynudziłam się jak nigdy, a lekturę skończyłam zwyczajnie poirytowana i cieszyłam się, że nie wydałam na książkę ani złotówki (całe szczęście!).
04-09-2008 19:13
~hitano

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Niestety oprócz ładnego wydania nic ciekawego w książce nie ma. Zakupu nie warte, jeśli Iman chcesz się na własne oczy przekonać polecam wykorzystać z biblioteki lub empiku.
05-09-2008 16:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.