» Recenzje » Hekate - Paweł Kempczyński

Hekate - Paweł Kempczyński


wersja do druku

Wiedźma-matka w kosmosie

Autor: Redakcja: Adam 'Aki' Kasprzak

Hekate - Paweł Kempczyński
Rozpoczynanie cykli powieściowych od drugiego tomu uważam za torturę. Od każdego kolejnego – za całkowity masochizm. Wystrzegam się tego, jak diabeł święconej wody. Zdarzają się co prawda serie, w które można "wejść" bez większych zgrzytów, ale zwykle któraś z kolejnych części jest zbyt hermetyczna dla nowego czytelnika. To wszystko sprawiło, że gdy zobaczyłem, iż Hekate "kontynuuje niektóre wątki" z Requiem dla Europy, o mało nie dostałem zawału serca.

Przyznaję się bez bicia, że do książki przekonał mnie opis, który przeczytałem w Internecie. Od razu skojarzyły mi się stare powieści z pożółkłymi kartkami, które reprezentowały najprawdziwsze hard sf, bez żadnych półśrodków. Absolutnie za to nie kojarzyłem autora – dowiedziałem się więcej kilka chwil przed lekturą samej Hekate, kiedy zobaczyłem, że jest on autorem Requiem dla Europy, którą znam tylko z internetowych recenzji. Sam nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z twórczością Pawła Kempczyńskiego, czego zacząłem szczerze żałować.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Naszych bohaterów poznajemy, kiedy dolatują do bazy na Księżycu. Są oni grupą degeneratów ze współczesnej Europy, którzy zamiast odbywać długich wyroków, mają zostać kolonizatorami nowoodkrytej planety, przypominającej Ziemię. Nie jest to jednak sielanka – podróż jest naprawdę długa i wyczerpująca, nikt nie gwarantuje bezpieczeństwa przy przekraczaniu prędkości światła, a Victoria (jak sami nazywają swój cel) wcale nie będzie przyjazna dla Ziemian. Droga do tajemniczej planety i jej eksploracja będą dwoma najważniejszymi wątkami fabuły Hekate, która zapewni czytelnikowi kilka godzin wypełnionych świetną rozrywką.

Zgraja naszych bohaterów to naprawdę barwna menażeria. Zaczynając od Huberta, świetnie pilotującego wszelkiego rodzaju samoloty i często popadającego w zadumę, przez tęskniącego za domem i potwornie silnego Petera, aż do wytrzymałego ponad ludzkie granice Norwega Nassa i tajemniczego kapitana Kaya – wszyscy członkowie załogi to postaci jedyne w swoim rodzaju. Na szczególną uwagę zasługuje Czapiński – Polak typowy do szpiku kości. Autor celnie krytykuje nasze narodowe przywary, ale nie zapomina też o zaletach. Nasi degeneraci dostają też tajemnicze prezenty, które mają kontrolować ich zachowanie – małe pluszowe misie. Jeden z nich, Szmata, okazje się być maskotką iście perwersyjną i jest jedną z najlepiej wykreowanych postaci – nie potrafię sobie wyobrazić rozmów załogi bez jej zboczonych wtrąceń.

W końcu, jedyny "bohater" spoza załogi – ostatni statek ludzkiej floty, Hekate. Mimo tego, że Kępczyński nie "daje" statkowi ludzkiego głosu, to jego opisy są tak sugestywne i tak rozbudowane, że czytelnik czuje się, jakby sam widział ten wspaniały pojazd. Jedynym podobnie przedstawionym przedmiotem w polskiej fantastyce, jaki przychodzi mi na myśl, jest słynna Katedra Jacka Dukaja.

Kępczyński ma niezwykle specyficzny styl i jestem pewny, że nie przypadnie do gustu każdemu. Po pierwsze – czas teraźniejszy bez żadnych przerw. Na początku trudno się do tego przyzwyczaić (sam dodawałem sobie odpowiednie dla czasu przeszłego końcówki w głowie), ale pod koniec książki nie wyobrażałem sobie innego rodzaju narracji. Do tego niezwykle rozbudowane opisy i dialogi, które nierzadko zdają się wymianami monologów. Kiedy czytamy te ostatnie może powiać nudą, całość ratuje jednak duża ilość sarkazmu i ironii. Sposób przedstawienia wydarzeń spodoba się każdemu, kto lubi wiedzieć dokładnie co, jak i kiedy. Niezadowoleni będą natomiast ci, którzy wolą więcej dynamizmu i nieco mniej porządku.

Fabuła rozwija się bardzo powoli, na co wpływ ma ogólna koncepcja autora. Nie znaczy to jednak, że brak tutaj zwrotów akcji – jest ich całkiem sporo, dzięki czemu książka potrafi wciągnąć na dłużej bez odczucia znudzenia. Podziwiam Pawła Kempczyńskiego za odwagę – w powieści o sporej objętości (prawie czterysta stron) zawarł bardzo małą ilość wątków pobocznych. Skoncentrował się na jednej postaci, resztę bohaterów przedstawiając tylko z jednego punktu widzenia. Dzięki temu można naprawdę mocno identyfikować z bohaterem i mocniej przeżywać jego przygody.

W sprawach technicznych wydania jest dobrze, lepiej nawet niż w wielu innych książkach. Na pochwałę zasługują przede wszystkim okładka – zarówno lakierowana ilustracja, jak i wygodne "skrzydełka". Czcionka mogłaby być co prawda trochę większa, ale jej rozmiar nie przeszkadza w czytaniu. Domagam się natomiast lepszego papieru – ten jest szary i jakby wymięty, co psuje odczucia estetyczne. Redakcja zdecydowanie stanęła na wysokości zadania, znalazłem ledwie jedną czy dwie literówki.

Hekate przeznaczona jest tylko i wyłącznie dla ludzi cierpliwych. Początek nie porywa, fabuła rozwija się powoli, a załoga nie pokazuje wszystkich swoich atutów. Im dalej jednak w las, tym więcej drzew i jest coraz lepiej. Jeśli jesteś gotowy poświęcić Hekate wystarczająco dużo czasu, statek odsłoni wszystkie swoje tajemnice i na długo zapadnie w twoją pamięć. Myślę jednak, że dla każdego fana twardej fantastyki naukowej jest to pozycja obowiązkowa.
8.5
Ocena recenzenta
8.44
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Hekate
Autor: Paweł Kempczyński
Autor okładki: Tomasz Maroński
Wydawca: superNOWA
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 30 maja 2008
Liczba stron: 378
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 120 x 195 mm
ISBN-13: 978-83-7578-006-2
Cena: 31,50 zł



Czytaj również

Komentarze


assarhadon
   
Ocena:
0
A na którym z bohaterów się skoncentrował autor? To chyba nie byłby spoiler...?
Dawno już nie było czegoś z hard sf więc na bank przeczytam. Dzięki za solidną recenzję.
29-06-2008 17:00
Zicocu
   
Ocena:
0
Rzeczywiście, gdzieś umknęło mi zdanie, że autor skupił się na losach Huberta, który - z tego co się orientuję - był też głównym bohaterem Requiem dla Europy.
29-06-2008 20:24
~Tygrzyk

Użytkownik niezarejestrowany
    Świetna
Ocena:
0
Jedna z Piękniejszych powieści w Polsce, szkoda tylko że tak krótka, bo na samym końcu wychodzą chyba najlepsze smaczki.
powieść nostalgiczna, smutna, poprostu Polska, przekręty i kombinowanie, mocno trzyma się jako całość.
polecam każdemu... ale dlaczego jakiś Kameleon dostał zajdla a nie HEKATE?
13-12-2009 21:06

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.