» Recenzje » Egzorcyzmy Dory Wilk

Egzorcyzmy Dory Wilk


wersja do druku
Egzorcyzmy Dory Wilk
Fabryka Słów wypluwa na księgarskie półki kolejne części cyklu o Dorze Wilk z szybkością CKM-u. Rodzi się więc pytanie, czy autorka jest w stanie utrzymać wysoki poziom swoich książek przy tej wręcz taśmowej produkcji?

W piątym, a zarazem przedostatnim tomie cyklu, akcja rozpoczyna się – podobnie jak w Złodzieju Dusz – w realnym Toruniu. I to nie byle gdzie, bo w kostnicy. Na stole Bogny, dobrej znajomej Dory z czasów służby w toruńskiej policji, spoczywa kolejna już dziewczyna, na ciele której widnieją tajemnicze symbole mające to do siebie, że znikają, kiedy tylko skalpel przetnie skórę denatki. Jako że funkcjonariuszka Wilk w swoim czasie słynęła z niekonwencjonalnych metod, a plotki o tym, że jest medium, wciąż krążą po posterunku, była (jak się później okazuje, nie do końca – była) przełożona postanowiła ściągnąć bohaterkę do Torunia, aby ta raz jeszcze pomogła w rozwiązaniu sprawy rytualnych mordów. Jak nietrudno się domyśleć, w tę kabałę tradycyjnie już uwikłane są potężne, pradawne moce, a ich celem okazuje się ktoś bliski Dorze – czyli po raz piąty to samo danie z nieco zmienionymi akcentami.

Brnąc przez Egzorcyzmy… bez trudu można dostrzec, że Jadowska pisała kolejne części swojego cyklu jedną po drugiej, nie robiąc sobie praktycznie żadnych przerw. W teorii nie ma w tym absolutnie niczego złego, w praktyce zaś wychodzi na to, że nie dała sobie dość czasu, aby stworzyć intrygę zakrojoną na prawdziwie wielką skalę, z szokującymi scenami, momentami pęczniejącymi od skrajnych emocji, fabularnymi twistami, które zmusiłyby czytelnika do zbierania szczęki z podłogi. W omawianym tomie na jaw wychodzą wszelkie niedoróbki, które można zrzucić na karb zbytniego pośpiechu. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Początek powieści rodzi nadzieje na powiew świeżości związany z umiejscowieniem fabuły w realnym Toruniu. Niestety, akcja bardzo szybko przenosi się do piekielnych kręgów i tkwi tam – z niewielkimi przerwami – praktycznie do samego końca. W czym problem? A w tym, że fantastyczny sztafaż u Jadowskiej jest naprawdę tylko sztafażem. I tak piekło w wydaniu toruńskiej autorki przypomina wiktoriański Londyn muśnięty jedynie obowiązkową czerwienią oraz nieodzowną czernią – to bardzo ascetyczne, na usta ciśnie się wręcz, ubogie przedstawienie miejsca, które stwarza przecież ogromne pole do popisu. Rodzi się więc pytanie, po co w ogóle kreować takie scenerie, skoro równie dobrze akcję można osadzić w świecie realnym, a różnice byłyby niezauważalne?

Ten sam problem dotyczy większości ras, które pojawiają się w serii o Dorze Wilk. Choć Jadowska sypie nazwami najróżniejszych dziwactw jak z rękawa, tak w dotąd wydanych pięciu tomach fabuła skupia się – z małymi wyjątkami – na ludzkich aż do przesady aniołach, demonach, wampirach, wilkołakach i wiedźmach. Niestety, tak jak scenografia pozostawia wiele do życzenia, tak wszystkie wymienione rasy to nic więcej jak kostiumy, dodające ludzkim bohaterom supermocy. Poza tym wampir od wilkołaka różni się tylko tym, że pierwszy nie wychodzi na słońce, a drugi jest agresywny; choć obie rasy w założeniu się nie lubią, to nic nie stoi na przeszkodzie, by w książce pojawiały się wygodne dla autorki odstępstwa od tej reguły. Dotychczas wada ta nie rzucała się w oczy na tyle, by irytowała podczas lektury, ale w końcu miarka się przebrała – jeśli nawet rzekomo najgroźniejszy, najbardziej niebezpieczny odłam demonów wyróżnia się tylko tym, że podczas walki okrywa ich smolista mgła, a Dora zostaje przez nich zaakceptowana po krótkiej gadce i pokazaniu cycków, coś tu nie gra. Sytuacja prezentuje się, rzecz jasna, analogicznie w przypadku wszystkich innych, niby groźnych stworów, które nie mają w sobie ni krzty osobowości – niestety miałkość i nijakość są patronami kreacji Jadowskiej.

Niegdyś jeden z atutów omawianej serii  – styl – coraz bardziej zaczyna trącić myszką. Powtarzanie w kółko tych samych fraz niepokojąco przypomina zaciętą płytę gramofonową. Do tego należy dodać również, że niektóre z ulubionych powiedzonek Dory to strzały w stopę – opisywanie wilczej części jej natury jako "włochatej kulki ocierającej się o żebra" w końcu może doprowadzić do odruchów wymiotnych. Należy też z przykrością stwierdzić, że warsztat i styl Jadowskiej nie ruszyły się z miejsca przez pięć książek – a kto się nie rozwija, ten jest niechybnie skazany na regres. Zdaje się również, że w Egzorcyzmach… trafia się znacznie więcej baboli językowych, niż miało to miejsce wcześniej – albo tylko mnie raziły kwiatki pokroju "ludzi rodzaju żeńskiego". Plusem pozostaje łatwość przyswajalności czytanego tekstu, więc powieść ta idealnie nadaje się do autobusu lub na urlop – ale tak, jak się ją błyskawicznie czyta, tak samo szybko całość ulatuje z pamięci.

Wypada jeszcze wspomnieć o bohaterach i motywie przewodnim tego tomu. Krytycy i malkontenci doczekali się – ktoś w końcu skopał tyłek chyba najbardziej znanej Mary Sue polskiej fantastyki. Po czterech tomach, w których wiedźma z Thornu mierzyła się z iluzorycznymi niebezpieczeństwami (że wspomnę chociaż Abaddona, który bardziej niż anioła zagłady przypominał emo-nastolatka), kosa trafiła na kamień. Protagonistka dostaje tęgie wciry, które pozostawiają emocjonalne blizny (bo przecież nie cielesne – Dora w paskudnych bliznach przecież nie działałaby już tak na wyobraźnię) – co próbuje nam wmówić autorka. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że wiedźma nadzwyczaj szybko i sprawnie radzi sobie zarówno z leczeniem ran fizycznych, jak i znalezieniem skutecznego remedium na wyegzorcyzmowanie lęków, które zagnieździły się w jej głowie po traumatycznych torturach. Szkopuł w tym, że Dora o dopiero nadchodzących lękach i sposobie na ich zwalczenie rozmyśla jeszcze zanim się one na dobrą sprawę narodzą – w takich przypadkach zawieszenie niewiary pęka jak mydlana bańka. Już kompletnie pomijając fakt, iż stwierdzenie, że aby pozbyć się swoich lęków należy stawić im czoła, nie ma w sobie ni krzty oryginalności, a całość była wałkowana niejednokrotnie.

Zawiedzione będę również fanki miłosnego trójkąta rodem z Thornu – i tym razem Jadowska w wysublimowany sposób pokazuje środkowy palec aniołowi (ten znika bardzo szybko i praktycznie do końca go nie ma) i demonowi (ten niby jest, ale gdzieś w tle i w sumie mogłoby go nie być). Upierzeni chłopcy muszą ustąpić miejsca Karmazynowemu Księciu, który w Egzorcyzmach… gra wespół w zespół z Dorą pierwsze skrzypce. Szkoda, że autorka zaprzepaszcza potencjał tej dość oryginalnej jak na omawianą serię postaci, piętnując jednego z najpotężniejszych demonów łzawą, melodramatyczną przeszłością, która niestety psuje ogólny efekt. Nie powinno więc w sumie dziwić, że na najciekawszą postać tego tomu wyrasta podwładny Baala, a sparingpartner Dory – czyli znany już fanom Az. Niejednoznaczność i charakterek tego bohatera wyróżniają go pozytywnie na tle całej reszty śliniących się do Dory klonów.

Fani pewnie pochłoną Egzorcyzmy Dory Wilk  jak – nota bene – wilki, bo to wciąż nie najgorsza rozrywka. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Jadowska na pewnym etapie tak bardzo polubiła swoją protagonistę, że zaczęła pisać już nie kolejne powieści a fanfiki, podświadomie sabotując serię, która miała szansę stać się czymś więcej niż tylko znośnym czytadłem. Ostatni tom sprawdzę, aczkolwiek nie liczę na zbyt wiele – dużo bardziej wolałbym przeczytać coś nonfiction tej autorki, wydaje się, że brak fantastycznych rekwizytów mógłby wyjść jej pisarstwu na dobre.

4.5
Ocena recenzenta
5.5
Ocena użytkowników
Średnia z 6 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Egzorcyzmy Dory Wilk
Cykl: Dora Wilk
Tom: 5
Autor: Aneta Jadowska
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 4 lipca 2014
Liczba stron: 526
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
Seria wydawnicza: fantastyczna fabryka
ISBN-13: 978-83-7574-939-7
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Egzorcyzmy Dory Wilk
Piekielne rozgrywki
- recenzja
Szamański blues
Szaman na dwa dania
- recenzja
Ropuszki
Rozrywkowe domykanie spraw
- recenzja
Wszystko zostaje w rodzinie
Jadowska w najlepszej odsłonie
- recenzja
Wszystko zostaje w rodzinie
Wszystko zostaje po staremu
- recenzja
Bogowie muszą być szaleni - Aneta Jadowska
Toruński trójkąt znowu w akcji
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.