» Recenzje » Dzieci czasu

Dzieci czasu


wersja do druku

Między nami pająkami

Autor: Redakcja: Michał 'von Trupka' Gola

Dzieci czasu
Umiejętność zaskakiwania czytelnika swoimi nowymi powieściami, bez względu na to, ile ich już mają na koncie, jest cechą prawdziwie dobrych pisarzy. Do tego grona można zaliczyć Adriana Tchaikovsky'ego, który zasłynął składającym się z dziesięciu tomów cyklem Cienie Pojętnych. Jego Dzieci czasu odchodzą od fantasy na rzecz science fiction i czynią to na tyle dobrze, że powieść została wyróżniona nagrodą imienia Arthura C. Clarke'a – i słusznie, ponieważ zupełnie niespodziewanie książka ta okazała się być jedną z najlepszych, jakie czytałem w ostatnich latach.

Ludzkość wpadła na interesujący pomysł na zasiedlenie kosmosu: zamiast męczyć się z kolonizowaniem nieznanych planet, naukowcy stworzyli wirus drastycznie przyśpieszający proces ewolucyjny zwierząt, które zostały nim zmodyfikowane. Efektem tego odkrycia mają być narodziny rasy inteligentnych małp, które wysłane na drugi koniec galaktyki mają stworzyć własną cywilizację, czekającą tylko na przejęcie po dziesiątkach i setkach lat przez ludzkich panów, którzy spędzą ten czas w hibernacji. Tak skomplikowane plany rzadko kiedy wychodzą jednak bez szwanku ze starcia z rzeczywistością, i nie inaczej jest tez tym razem – w wyniku walk między narodami Ziemia zostaje niemal doszczętnie zniszczona zanim zostaje przygotowane nowe miejsce dla jej mieszkańców. Ocaleć udaje się tylko ułamkowi ludzkości, wędrującemu przez galaktykę na gigantycznym statku-arce, a zamiast małp wirusem zostają zarażone pajęczaki zamieszkujące Świat Kern, jedyne miejsce mogące zapewnić ludziom przetrwanie – a te nie zamierzają oddać swego domu bez walki.

Choć opis ten może sugerować, że Dzieci czasu opowiadają o konflikcie zdesperowanych kolonistów z przerażającymi potworami na nieznanej planecie, to nie dałoby się bardziej pomylić. Książka została podzielona na dwie przeplatające się z sobą części, poświęcone ludzkości i pająkom. W rozdziałach z pierwszej z nich śledzimy losy historyka budzonego co i rusz w kriogenicznego snu, którego oczami obserwujemy zmiany zachodzące na statku-arce na przestrzeni wieków. Druga połowa powieści przedstawia z kolei historię inteligentnych stawonogów, od momentu zarażenia ich nanowirusem, poprzez pierwsze cywilizacje, narodziny ich religii i filozofii, okres oświecenia, aż po (mniej więcej) współczesność – mija trochę czasu, nim oba te wątki wchodzą z sobą w interakcję, dzięki czemu mamy okazję obserwować, jak tytułowe dzieci czasu z dwojga tak różnych, a jednak podobnych gatunków zmieniają się wraz z upływem lat.

Każdy rozdział to niemalże zamknięta historia, dzięki czemu powieść Tchaikovsky'ego przypomina jednocześnie zbiór opowiadań – niby luźno tylko z sobą połączonych, a mimo to zapewniających poczucie fabularnej ciągłości. Najważniejsze jest jednak to, że Dzieci czasu to science fiction w starym, dobrym stylu, koncentrujące się nie na fantastycznej technologii czy konfliktach o galaktycznym rozmachu, tylko zapewnianiu czytelnikom fascynującego materiału do przemyśleń na tematy związane z socjologią i kulturą. Każdy znający się na swym rzemiośle autor potrafi napisać kolejną space operę o ludzkich wojenkach przeniesionych między gwiazdy, ale tylko ktoś wyjątkowy (a kimś takim jest bez wątpienia Tchaikovsky) będzie mógł opowiedzieć historię o przemianach społecznych wśród inteligentnych pająków. Nie zrozummy się źle, fragmenty poświęcone trwającej wieki odysei niedobitków gatunku ludzkiego w poszukiwaniu nowego domu wciąż są bardzo dobrze napisane, ale to właśnie ta druga połowa wątków dzięki wyobraźni Brytyjczyka sprawia, że jego dzieło przekracza granicę między powieścią bardzo dobrą a świetną.

Dzieci czasu zasługują na uwagę nie tylko z racji interesujących pomysłów, ale bronią się też w innych kategoriach. Z racji podziału książki na generalnie zamknięte fabularnie rozdziały większość postaci nie pozostaje na jej kartach zbyt długo (pomijając najważniejsze osoby na statku-arce), ale pomimo tego problemu autorowi udało się nadać odpowiednio wiele osobowości pajęczym bohaterkom i bohaterom. Razem z rozwojem ich cywilizacji insektoidów Tchaikovsky przedstawia nam niemal pełen przekrój kluczowych dla ich historii osobowości – od odkrywców i wojskowych, po polityków, naukowców i pierwszych astronautów – z których każda jest na tyle obca, a jednocześnie ludzka, że śledzenie ich losów przykuwa czytelnika do lektury i każde mu się sympatyzować z gatunkiem, który w 99 procentach innych powieści zostałby przedstawiony jako bezrozumne potwory. Niczego nie da się tez zarzucić stylowi w jakim napisano książkę, za sprawą którego przeżywamy te same emocje co postacie w niej występujące, przejmujemy się ich problemami, a przede wszystkim – nigdy nie możemy narzekać na nudę, nawet gdy czytamy o kwestiach, które byłyby nudne w większości innych dzieł.

Dzieci czasu stanowią wyjątkową lekturę, będącą pozycją obowiązkową dla absolutnie każdego miłośnika literatury science fiction. Rzadko można napotkać powieść tak przemyślaną, intrygującą i zapadającą w pamięci, a przy tym pozbawioną jakichkolwiek istotnych wad. Bogactwem wątków tu przedstawionych można by obdarować książkę liczącą sobie tysiąc stron, a Tchaikovsky'emu udało się je zmieścić w dziele dwukrotnie krótszym, nie gubiąc przy tym niczego z tego, co chciał przekazać. Tym samym Brytyjczyk oficjalnie dołącza do grona moich ulubionych pisarzy, a pokazując nam, że równie dobrze radzi sobie tak z długimi cyklami, jak i pojedynczymi powieściami udowadnia, że jest autorem prawdziwie wszechstronnym. Pozostaje tylko życzyć mu podobnych sukcesów w przyszłości!

10.0
Ocena recenzenta
10
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Dzieci czasu
Autor: Adrian Tchaikovsky
Tłumaczenie: Jarosław Rybsk
Wydawca: Rebis
Data wydania: 5 lipca 2017
Liczba stron: 560
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-8062-182-4
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Pieczęć Robaka
Pożegnanie... lecz czy na pewno?
- recenzja
Wrota mistrza wojny
Koniec jest bliski
- recenzja
Podniebna wojna – Adrian Tchaikovsky
Ci wspaniali Pojętni w swych latających maszynach
- recenzja
Spadkobiercy ostrza - Adrian Tchaikovsky
Cisza przed burzą
- recenzja
Morska straż - Adrian Tchaikovsky
Ahoj, podmorska przygodo!
- recenzja
Ścieżka skarabeusza - Adrian Tchaikovsky
Otwarcie nowego rozdziału Cieni Pojętnych
- recenzja

Komentarze


Wolfang
   
Ocena:
0
Przyznam że recenzja zainteresowała mnie książką, która trafiła na moje "must have". Przyczepie się jednak do merytorycznego szczegółu - pająki nie są insektami (owadami)
06-12-2017 09:15
Henryk Tur
   
Ocena:
0

Tchaikovsky'ego łykam bez popicia. Idę do księgarni.

06-12-2017 12:05

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.