» Recenzje » Dym i lustra

Dym i lustra


wersja do druku
Dym i lustra
Neil Gaiman dzięki nowatorskiemu podejściu do fantastyki i umiejętności żonglowania gatunkami, zaskarbił sobie serca fanów na całym świecie. Także moje. Jest pisarzem, którego pozycji na rynku nie tylko fantastycznym, ale książkowym w ogóle nie da się podważyć. Nic więc dziwnego, że wydawnictwo MAG zdecydowało się wznowić jego twórczość w pięknej, jednolitej szacie graficznej. Dym i lustra to kolejna część tego cyklu.

Dym i lustra zaskakuje różnorodnością form i poruszanych tematów. Nic dziwnego, ponieważ większość utworów to odgrzewane kotlety – historie i utwory poetyckie, które były publikowane już wcześniej w zbiorowych antologiach oraz na łamach czasopism. Przemieszanie form i gatunków, tak charakterystyczne dla Gaimana, może budzić różne odczucia. Jedni go za to uwielbiają, inni zarzucają, że trudno wczuć się w klimat, jeśli każda z krótkich historii operuje zupełnie inną stylistyką. Mamy więc w tym zbiorze klasyczne wiersze i opowiadania, shorty, fabularyzowaną poezję i poetycką prozę – dla każdego coś dobrego. Jeśli chodzi o tematyczny dobór tekstów – trudno chyba znaleźć jakiś uniwersalny klucz. Jest kilka opowiadań z iluzjonistami w tle (do czego nawiązuje tytuł), jest kilka baśniowych retellingów, horrorów, a nawet nieliczne wątki science fiction. Uwagę przykuwają opowiadania inspirowane prozą Lovecrafta – aż trzy, a dwa współdzielą nawet bohatera. Jednak umieszczenie tego minicyklu w obrębie zbioru jeszcze bardziej potęguje wrażenie wszechobecnego bałaganu.

Niestety, książka jest także różnorodna pod względem poziomu artystycznego poszczególnych fragmentów. Są opowiadania, które zachwycają, powalają na kolana i siedzą w głowie przez długie godziny. Są też takie, które wyparowują z umysłu natychmiast po odłożeniu książki i nie zostawiają po sobie nic wartościowego. Rozwiązania fabularne niektórych tekstów prozatorskich wydają się do bólu typowe i tendencyjne. O poezji zawartej w tomie trudno jest się wypowiadać  – niestety, moim zdaniem, cały swój urok traci ona w tłumaczeniu. Wiersze, które w oryginale czarują, w języku polskim wydają się dziwne i niezgrabne. Trudno jednak winić za to tłumaczkę – opowiadania przetłumaczone są na wysokim poziomie, jednak wydawnictwo powinno rozważyć zatrudnienie również kogoś, kto specjalizuje się w poezji.

Nie znaczy to, że zbiór jest zły. Nawet te słabsze opowiadania są dobrze napisane, mają ciekawą konstrukcję, czasem nietuzinkowych bohaterów. Widać, że autor mistrzowsko opanował rzemiosło, ciężko jednak oprzeć się wrażeniu, że popada chwilami w pisarską rutynę. Całe szczęście, obok tekstów straszących nijakością znajdują się też naprawdę przyzwoite, w których prawdziwy, wielki Gaiman pokazuje nam się w pełnej krasie. Wyszukiwanie tych perełek wśród masy miałkich treści przypomina oddzielanie maku od popiołu znane nam z bajki o Kopciuszku. Dlatego pozwolę sobie przedstawić listę tych utworów, które warte są szczególnej uwagi:

Moim ulubionym opowiadaniem jest Rycerskość. Starsza pani zakupuje w second-handzie Świętego Graala. Nie próbujcie się nawet domyślać się, co będzie dalej. Wyobraźnia i poczucie humoru Gaimana eksplodują tu z taką siłą, że czapki spadają z głów. Główną zaletą tej historii jest świetnie wykreowana postać głównej bohaterki, która nie jest ani banalna, ani przekombinowana, ma swój charakterek i od razu podbija serce czytelnika. Jeżeli chodzi o samą konstrukcję fabuły, zarówno pomysł, jak i wykonanie są tutaj na najwyższym poziomie. Rycerskość słusznie została umieszczona przez autora na początku: jest świetną reklamą i zachętą do kontynuowania lektury. 

Złote rybki i inne historie to świetna opowieść. Choć zakończenie sprawia, że czujemy pewien dyskomfort i niepokój, atmosfera całości nie jest tak ciężka jak w większości opowiadań ze zbioru. Świat gwiazd filmowych podsuwa Gaimanowi refleksję o przemijaniu, a z tego połączenia wychodzi naprawdę porządny kawałek literatury.

Biała droga to klasyczna ballada. Choć większość liryki Gaimana nie brzmi w tłumaczeniu tak dobrze jak w oryginale, ta historia traci niewiele i w polszczyźnie jest równie mroczna i urzekająca. Jest to kolejna adaptacja wielokrotnie już przetwarzanej baśni o narzeczonym-mordercy. Jej dzisiaj najsłynniejszą wersję spisali bracia Grimm, przypomniał ją Pullman w zbiorku Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży, świetny retelling pod tytułem Cellar of Blood stworzyła też Katherine Briggs. Gaiman, nie odbiegając zbyt daleko od pierwowzoru (w jego wydaniu najpewniej brytyjskiej baśni Mr. Fox), bawi się konwencją, dzięki czemu wyciąga z bajki nowe sensy.

Zmiany szczególnie przypadną do gustu wszystkim współczesnym dekadentom. Świetna historia science fiction o ciekawej konstrukcji i klimacie serialu Black Mirror.

Szukając dziewczyny to historia młodego mężczyzny i jego obsesji na punkcie pewnej dziewczyny z rozkładówki. Tu również największymi atutami są nietuzinkowy pomysł i oryginalne rozwiązanie fabularne.

Zestawienie najlepszych opowiadań z tomu nie byłoby pełne bez Piętnastu kart wampirzego tarota. Mocny horror z ciekawą kompozycją. Autor spaja w tym utworze kilkanaście króciutkich tekstów.

Załatwimy ich panu hurtowo to z kolei opowieść pełna niesamowitego czarnego humoru. Oprócz tego mamy tu świetny koncept i zaskakujące rozwiązanie – mistrzostwo.

Poczucie obcości znalazło się na tej liście ze względu na rzadko spotykany temat – główny bohater choruje na nietypową chorobę weneryczną. Ale pomimo absurdu całej sytuacji, opowiadanie nie jest bynajmniej zabawne.

Morderstwa i tajemnice – klimat kryminału noir często bywa wykorzystywany w fantastyce. Gaiman robi to jednak po swojemu, nadając opowiadaniu apokryficzny wydźwięk. Przy połączeniu tych dwóch, sprzecznych, jakby się wydawało, koncepcji autor kreuje niesamowity świat przedstawiony.

Szkło, śnieg i jabłka to mroczna historia z dreszczykiem. I chociaż wiele powstało już baśni w wersjach „dla dorosłych”, ta jest wyjątkowa. Jest tam to wszystko, czego od tego typu retellingu można oczekiwać: krew, brutalność, kazirodztwo i moralna wątpliwość.

W przypadku tej pozycji warto zwrócić uwagę na wydanie – wizualnie jest ono wyjątkowe i świetnie pasuje do reszty kolekcji. Chociaż, trzeba przyznać, że pod względem zewnętrznym poprzedniemu wydaniu również nic nie brakowało; okładki zaprojektowane dla opowiadań Gaimana przez Dagmarę Matuszak dla wydawnictwa MAG w 2015 roku nie tylko spotkały się z entuzjazmem fanów, ale i z uznaniem samego autora. Tamto wydanie było jednak męczące w czytaniu – tekst był bardzo zbity, a rozmiar czcionki zbyt mały. Te wady udało się poprawić w najnowszej edycji. Sama książka jest co prawda znacząco większa, a co za tym idzie, mniej poręczna, acz przekłada się to pozytywnie na komfort czytania. Martwiące jest to, że nie zostały poprawione drobne potknięcia edytorskie (głównie w postaci literówek), które rzucały się w oczy w wydaniu z 2015.

Wracając do meritum – ten zbiór rozmaitości literackich polecam raczej tym, którzy Gaimana już znają i lubią, a nie tym, którzy chcą zacząć swoją przygodę z autorem lub przekonać się do niego. Kilka tekstów warto poznać, lecz polecam raczej lekturę wybiórczą niż „od deski do deski”. W wyborze interesujących nas opowiadań może pomóc spis zawarty we wstępie, w którym sam autor załącza kilka zdań na temat każdego utworu. Co prawda kilka tekstów broni honoru autora, ale reszta to po prostu literackie wydmuszki o niewielkiej wartości. Dużo dymu, mało ognia.

6.0
Ocena recenzenta
9
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Dym i lustra
Autor: Neil Gaiman
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: MAG
Data wydania: 17 stycznia 2018
Liczba stron: 480
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-7480-896-5
Cena: 39 zł



Czytaj również

Dym i lustra
Krzywe zwierciadło na baśniowym gościńcu
- recenzja
Dym i lustra
- fragment
Dym i lustra
- fragment
The Ocean at the End of the Lane
Gorzki Gaiman
- recenzja
Dym i lustra - Neil Gaiman
Zatracić się w magii Gaimana
- recenzja
Rzeczy ulotne
Nietrwałość gwarantowana
- recenzja

Komentarze


balint
   
Ocena:
+1

@Dea

Ależ okrutni byliśmy dla tego Gaimana ;)

11-06-2018 18:43
Dea
   
Ocena:
0

@balint
Sam sobie wysoko postawił poprzeczkę ;) Poza tym, nie oceniam pisarza, tylko utwory. Oba recenzowane przez nas zbiory oceniam bardzo słabo, biorąc pod uwagę oczekiwania wobec nich. 
Widzę, że doszliśmy do podobnych wniosków co do "ulotności" opowiadań - ja, po kilku latach od lektury "rzeczy ulotnych" nie pamiętam prawie żadnego. 
To aż dziwne, że recenzując różne zbiory, doszliśmy do podobnych wniosków.

Krótko mówiąc - widocznie sobie zasłużył :D 

11-06-2018 23:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.