» Recenzje » Dowody winy

Dowody winy

Dowody winy
Oto Harry Dresden – najlepszy mag wśród detektywów i detektyw wśród magów, zasypywany kolejnymi zleceniami, raz po raz stający wobec zagłady świata w jakim egzystuje, lecz dzięki rozlicznym talentom i pomocy  grona przyjaciół  każdorazowo zdolny odroczyć armagedon. Jim Butcher w Dowodach winy udowadnia, iż umie w ten powtarzany od wielu tomów schemat tchnąć nowego ducha.

Opisana w Martwym rewirze rozprawa ze spadkobiercami mocy nekromanty Kremmlera napiętnowała Dresdena tak cieleśnie, jak i duchowo. Strażnik-neofita, zmagający się z wyrzutami sumienia po zabójstwie człowieka, którego uśmiercił w wyniku zimnej kalkulacji, dodatkowo poddany przez Merlina, przywódcę Białej Rady, testowi ponownie wystawiającemu wyznawany przezeń kodeks moralny na ciężką próbę, jest na skraju załamania. A jako że terapia zajęciowa jest jednym ze skuteczniejszych leków na depresję, Harry z chęcią godzi się wypełnić misje, które zlecają mu jego ex-mentor Ebenezar oraz Odźwierny, najbardziej tajemniczy z magowej wierchuszki. Ten pierwszy wysyła go do Krainy Elfów, zalecając sprawdzenie przyczyn dla których Mab, pomimo ataku wampirów z Czerwonego Dworu, nie wypowiedziała im wojny. Misja powierzona przez drugiego polega na wyśledzeniu w Chicago użytkowników czarnej magii, których aktywność gwałtownie wzrosła. Na dodatek, by mag od specjalnych poruczeń nie nudził się za bardzo, córka Michaela Carpentera (aktualnie w fazie nastoletniego buntu) prosi go o pomoc w sprawie, z początku wydającej się błahostką...

Butcher przyzwyczaił czytelników do wielowarstwowych fabuł, nie zaskoczy ich więc fakt, iż te trzy, początkowo niezależne wątki, zaczynają się ze sobą splatać. Zadziwi natomiast skala i stopień komplikacji intrygi. Tom, który teoretycznie miał być odskocznią od dramatycznych wydarzeń opisanych w siódmej części, w rzeczywistości przebił ją swym emocjonalnym rozmachem, jednocześnie będąc najbardziej osobistą z historii o magu, co się fireballom nie kłaniał. Do tej pory każdy akt sagi odsłaniał kolejne elementy jego naznaczonego traumami życiorysu, zaś w Dowodach winy doszło do kulminacji, po której nastąpiło katharsis – może nie wymazujące wszystkich problemów Dresdena, ale na pewno oczyszczające atmosferę. Pewne niezbędne rozmowy zostały przeprowadzone, wyjawiono również sekrety kładące się cieniem na relacjach Harry’ego z przyjaciółmi. Ponadto po raz pierwszy w świecie zdominowanym przez magię znaczącą rolę odgrywa wiara – nie w siły paranormalne, lecz w starego, ponoć przereklamowanego Boga. Motyw bezgranicznego doń zaufania pojawił się już wcześniej, wszak jest ono podstawą mocy Rycerzy Krzyża, lecz nigdy dotąd Butcher nie poruszał kwestii teologicznych na taką skalę, przy okazji przedstawiając jedno z najprostszych, a zarazem najpiękniejszych credo, jakie dane mi było poznać.

Jak już wcześniej wspomniałam – najnowsza odsłona Akt Dresdena bazuje na emocjach. Negatywnych, takich jak strach, który czyni bohaterów bezbronnymi, obnażając ich wszystkie słabości i rugując inteligencję na rzecz najbardziej prymitywnych instynktów. Lecz również pozytywnych – wierze, nadziei i miłości. Tej ostatniej rozpatrywanej w wielu aspektach (z pierwszoplanową philią i agape kładącą szczególny nacisk na uczucie łączące rodziców z dziećmi, podczas gdy eros odsunięty został na dalszy plan). Przypuszczam, iż pisarz świadomie posłużył się trójcą cnót teologicznych upamiętniających trzy rzymskie męczennice, do samego końca niezachwiane w swoich przekonaniach – ten dobór idealnie wpasowuje się w będącą novum koncepcję zmiany tendencji maskulinistycznych, które przeważały we wcześniejszych opowieściach o Dresdenie. Prawdopodobnie moje stwierdzenie wywoła burzę – przecież kobiety odgrywały w nich wielokrotnie znaczącą, a nawet kluczową rolę, jednakowoż męska dominacja, dodatkowo podkreślona przez dresdenocentryzm, była wyraźnie odczuwalna. W Dowodach winy Butcher, nadal czyniąc Harry’ego narratorem, którego oczyma spoglądamy na toczące się wydarzenia, miast na dotychczasową skalę opiewać jego chwalebne czyny, zajął się kreśleniem i uzupełnianiem portretów charyzmatycznych heroin. Część z nich już dobrze znaliśmy (jak chociażby Murphy, Lasciel, czy Letnią Pannę Lily), w przypadku innych zakładaliśmy, iż wiemy o nich wszystko (żona Michaela Carity, Leanansidhe), zaś Molly – tabula rasa zbyt wcześnie pokryta wypaczającymi ją znakami, bardzo szybko awansowała do rangi jednej z bardziej istotnych bohaterek cyklu oraz prawdopodobnie stałego utrapienia maga-inwestygatora. To właśnie niewiasty, odmienne charakterologicznie i wizualnie, lecz połączone ze sobą charyzmą, uporem i przekonaniem o swych racjach stały się spiritus movens fabuły.

W świetle powyższego akapitu można by było przypuszczać, iż Harry został zepchnięty na drugi, a nawet trzeci plan. Nic bardziej mylnego – wciąż aktywnie uczestniczy w każdym wydarzeniu, komentując je w typowym dla siebie ironicznym stylu, który gwałtownie przechodzi w poważne tony. Ten dualizm komedii i tragedii dodatkowo uwypukla dramatyzm opowiedzianej w tym tomie historii. Sceny wywołujące szeroki uśmiech stanowią preludium do koszmaru, a następnie, kiedy orgia przemocy niebezpiecznie zbliża się do granicy, po której przekroczeniu można by oskarżyć Butchera o nadmierne epatowanie okrucieństwem, rozładowują napięcie. A okazji do takich wolt jest w książce wiele, podobnie jak momentów, w których Dresden udowadnia, iż jego magiczne umiejętności wciąż rosną, a lista ról, jakie przyszło mu pełnić, uzupełniona została o kolejne punkty. Któż by przypuszczał, iż nasz mag, prócz etatowego bycia wybawicielem stanie się również niańką, mentorem, a na koniec – politykiem. Jednocześnie jego flirt z Ciemną Stroną Mocy uosobioną przez Lasciel skłania do zadumy nad słusznością zawieranych w imię szczytnych celów aliansów ze złem i moralnymi konsekwencjami takich czynów.

Część powieściowych wydarzeń rozgrywa się na konwencie grozy, co stanowi bonus dla bywalców tego typu zlotów, lecz jednocześnie sprawia, iż zawarty w nich humor dla wielu czytelników będzie hermetyczny. Pisarz znów puszcza oko do swoich fanów, jednocześnie udowadniając, iż jest miłośnikiem serialu Supernatural, zwłaszcza gdy Harry i jego przyrodni brat Thomas wcielają się w braci Winchester. A to nie jedyna inspiracja autora, bowiem w arcyciekawy sposób zinterpretował on legendę o świętym Jerzym i smoku, a także strawestował konwencjonalny schemat damsel in distres, oraz przedstawił współczesną wersję Joanny d’Arc połączonej z Walkirią. Wykorzystał również motywy z horrorów w wersji slasher sprzężonej z gore, urzeczywistniając jedną z najbardziej przerażających wizji miłośników grozy. Ponadto po raz kolejny potwierdził już od dawna głoszoną prawdę – nigdy nie ufaj elfom, szczególnie gdy przynoszą dary.

Ósmy epizod przygód niereformowalnego buntownika można określić mianem wspomnieniowego, gdyż jego autor przytacza w nim najbardziej istotne dla dotychczasowych losów Harry’ego fakty, czyni to jednak w sposób nienachalny, zatem nie odnosi się wrażenia, że Butcher wątpi w dobrą pamięć czytelników. Ponadto dokonuje przeglądu byłych i obecnych relacji maga z paniami. Pewne sceny napisane zostały ewidentnie w ramach spełniania marzeń fanów, a zwolennicy parringu Dresden/Murphy mogą poczuć się jednocześnie usatysfakcjonowani i zawiedzeni. Ponadto po raz pierwszy udało się Butcherowi napisać scenę erotyczną, która nie ocieka tanim romantyzmem, ani nie budzi skojarzeń z męskimi wyobrażeniami o ostrym seksie, lecz w sympatyczny sposób zaskakuje.

Trudno stwierdzić, kto w powieści jest głównym antagonistą Dresdena. Przez większą część fabuły można domniemywać, iż tę rolę pełnią żywiące się strachem fobofagi, lecz tożsamość szwarccharakteru naczelnego jest znacznie bardziej skomplikowana – z gąszczu nowych informacji wyłaniają się kolejni pretendenci do tego tytułu i do samego końca nie dowiemy się, jaka postać jest głównym manipulatorem wydarzeń. Natomiast proste jest ustalenie, komu przyszło odgrywać szuję mniejszego kalibru. Nie zamierzam jednak zdradzać tożsamości tego antybohatera, by nie psuć znawcom cyklu radosnej niespodzianki, wywołanej zakończeniem tego wątku. Zresztą – jednego z nielicznych zamkniętych w tym tomie.

Dowody winy skonstruowane zostały na doskonale znanym szkielecie, lecz tym razem treści go wypełniające zdecydowanie różnią się od dotychczas przez Butchera stosowanych. Harry, do tej pory potrafiący znaleźć wyjście z każdej sytuacji, tym razem popełnia błędy i przyznaje się do porażek, które nie stają się klęską jedynie dzięki inwencji jego kompanów. Przyznaję, że Harry w tej niedoskonałej wersji przypadł mi do gustu, zaś po zakończeniu książki odniosłam wrażenie, iż wprowadzone w niej zmiany mogą być wstępem do ukazania świata Dresdena w zupełnie nowej, zaskakującej dla czytelników, odsłonie.

9.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Dowody winy
Cykl: Akta Dresdena
Tom: 8
Autor: Jim Butcher
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawca: MAG
Data wydania: 22 kwietnia 2016
Liczba stron: 672
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7480-636-7
Cena: 39 zł



Czytaj również

Dowody winy
Intryga się zagęszcza
- recenzja
Dowody winy
- fragment
Drobna przysługa
Dług do spłacenia
- recenzja
Biała noc
Władza deprawuje, czyli intrygi i żądze
- recenzja
Biała noc
- fragment
Biała noc
- fragment

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.