» Recenzje » Czas zmierzchu

Czas zmierzchu


wersja do druku
Czas zmierzchu
Od pierwszego wydania Czasu zmierzchu w Polsce minęło już 6 lat, a od wydania rosyjskiego – dekada. Czy druga po Metro 2033 powieść Dimitrija Glukhovsky'ego przetrwała próbę czasu?

Kilka lat temu książka ta nie zyskała sobie zbyt wielu fanów. Kojarzony z postapokalipsą Glukhovsky zdawał się nie “sprzedawać” jako autor w innym stylu. Czas zmierzchu, chociaż dobry pod względem warsztatu, najwyraźniej był zbyt obcy dla ówczesnego czytelnika. Bo o czym opowiadała? O Dmitriju Aleksiejewiczu, samotniku, tłumaczu hiszpańskiego, który stroni od ludzi (bardzo) i technologii, mimo że utrzymuje się z przekładania instrukcji obsługi i specyfikacji technicznych sprzętu. Jego spokojny, wycofany ze świata żywot staje pod znakiem zapytania, gdy trafia mu się niezwykłe zlecenie, polegające na przetłumaczeniu hiszpańskiego manuskryptu z czasów konkwistadorów, opowiadającego o wyprawie w poszukiwaniu ksiąg z wiedzą tajemną Majów. Od tego momentu tytułowy zmierzch zaczyna nadchodzić coraz szybciej i wygląda na to, że ulice Moskwy spłyną krwią.

Na własny użytek nazwałam Czas zmierzchu horrorem, mimo że Wikipedia klasyfikuje go jako “powieść postapokaliptyczną” (chociaż postapo tu nie uświadczymy), a księgarnie po prostu jako “Prozę” czy przedstawiciela gatunku “Fantastyka/Sensacja”. Dominującym motywem w powieści jest jednak narastające u głównego bohatera poczucie zagrożenia. Od spokojnych, samotnych popołudni przechodzimy stopniowo do całkowite przerażenia niewyjaśnionymi zjawiskami, które zaczynają się koncentrować wokół Dmitrija, nawiedzającymi go istotami, które mogą – ale nie muszą – być ludźmi i krwawymi wizjami prześladującymi tłumacza. Glukhovsky wyraźnie próbuje straszyć – i nas, i bohatera – ale robi to w spokojnym, jednostajnym rytmie: pozornie nie dzieje się nic, Dmitrij przekłada kolejne rozdziały dawnej kroniki, a w tle słuchamy razem z nim radiowych wiadomości o makabrycznych zbrodniach w Moskwie i przetaczających się przez całą Ziemię katastrofach naturalnych. Jednak im dalej w tłumaczony tekst, tym atmosfera robi się gęstsza, a bohater zaczyna składać elementy tajemnicy, prowadzące go do bardzo niepokojących wniosków. Atmosfera grozy jest wyraźnie wyczuwalna.

Glukhovsky nieco ryzykował, tworząc postać Aleksiejewicza. To bohater, z którym trudno się utożsamić: mrukliwy, wycofany, skoncentrowany wyłącznie na pracy, a przy tym bardzo egocentryczny, totalnie nie zwracający uwagi na świat zewnętrzny. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest wręcz antypatyczny. Na dodatek postaci drugoplanowych prawie nie ma, chyba że policzymy za takowe bohaterów konkwistadorskiej kroniki, której obszerne fragmenty przeplatają się z główną płaszczyzną fabularną powieści. Przewijają się pojedynczy sąsiedzi czy policjanci, ale poza tym cały czas skupiamy się na Dmitriju. Czas zmierzchu to teatr jednego aktora z niewielkim udziałem statystów. Wiąże się z tym też fakt, że liczba dialogów w książce jest... ograniczona. Większość czasu spędzamy w toku narracji bohatera.

Jak wspomniałam na początku, to jedna z pierwszych książek Glukhovsky’ego. Autor zadebiutował Metrem 2033, a potem diametralnie zmienił tematykę z postapo na grozę w nietypowym wydaniu – mimo tego rozstrzału, pozornie sprawiającego wrażenie niezdecydowania czy chaotyczności młodego stażem autora, Czas zmierzchu nie jest słabą powieścią. Jeśli chodzi o warsztat, to naprawdę niezła pozycja (wystarczy sobie uświadomić, że pisarzowi udało się napisać naprawdę wciągający kawałek opowieści, w której przez większość czasu… nic się nie dzieje) ze sprawnie prowadzoną narracją i dobrze napisanym bohaterem. Widać tu też zalążki zabaw formą i atmosferą, które potem mogliśmy w pełnej krasie zobaczyć w FUTU.RE (które uważam za najlepszą książkę Glukhovsky’ego). Jest nieco potknięć, ale raczej nie przeszkadzają.

Z perspektywy czasu Czas zmierzchu się broni – także jeśli wziąć pod uwagę ponowną lekturę po latach. Na pewno nie jest wybitną pozycją, ale to nadal klimatyczna powieść, sprawnie napisana, momentami zaskakująca. Powinna spodobać się osobom, które chcą poznać twórczość Rosjanina nie tylko od strony klaustrofobicznej atmosfery – jak w Metro 2033 czy FUTU.RE – ale także innych gatunkowo tekstów. Zachęcam do sięgnięcia po nią także tych, którzy szukają czegoś nowego w literaturze – mniej ogranych motywów, nieoczywistej grozy, niezwykłego bohatera.

7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Czas zmierzchu
Autor: Dmitry Glukhovsky
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Wydawca: Insignis
Data wydania: 14 czerwca 2017
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-65743-16-9
Cena: 39,99 zł



Czytaj również

Prawo do zemsty
Tak to na wojence ładnie
- recenzja
Wieża
Zabrakło iskry?
- recenzja
Diabelski dług
O dwóch takich, co byli Niebiańskimi Diabłami
- recenzja
Metro 2035
Artem schodzi ze sceny
- recenzja
Metro 2035
- fragment
Metro 2035
- fragment

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.