Cykl Szklany tron - przekrojowo

Czy warto?

Autor: Aleksandra 'yukiyuki' Cyndler

Cykl Szklany tron - przekrojowo
Poziom poszczególnych tomów serii o zabójczyni Calaenie Sardothien autorstwa Sarah J. Maas jest nierówny, jednakże cykl można ogólnie uznać za udany. Przyjrzyjmy się krytycznym okiem wszystkim "za" i "przeciw" Szklanemu tronowi jako całości.

Niczego sobie fabuła

W momencie rozpoczęcia akcji Szklanego tronu Calaena Sardothien ma osiemnaście lat i zdążyła już zapracować sobie na reputację najsławniejszej skrytobójczyni w królestwie Adarlanu, jednakże w wyniku zdrady została pojmana, a później skazana na dożywotnią pracę w kopalni soli w Endovier. O jej treningu oraz kolejnych dramatycznych wydarzeniach prowadzących do uwięzienia można przeczytać w prequelach serii wydanych najpierw osobno (Zabójczyni i władca piratówZabójczyni i Czerwona PustyniaZabójczyni i podziemny świat oraz Zabójczyni i imperium Adarlanu), a później w formie zbioru (Zabójczyni. Szklany tron. Opowieści). Szklany tron przybliża okoliczności uwolnienia protagonistki, a później jej przygotowania do morderczego turnieju o tytuł królewskiego zabójcy oraz kolejne jego etapy. Drugi tom, Korona w Mroku, pokazuje dalsze losy dziewczyny, jej następne zlecenia, a także zaangażowanie w działania grupy spiskującej przeciwko tyranowi odpowiedzialnemu za śmierć całej rodziny Calaeny. Pozostałe trzy części, Dziedzictwo ogniaKrólowa cieni oraz Imperium burz, odsłaniają prawdziwą tożsamość bohaterki, jej niezwykłe moce, prezentują też przygotowania do zbrojnego konfliktu, który prawdopodobnie wstrząśnie całym światem Erilei.

Historia w pierwszych dwóch tomach (Szklany tronKorona w Mroku) dotyczyła przygód rozkapryszonej dziewczyny o ponadprzeciętnych zdolnościach do zadawania śmierci – jej próby utrzymania się przy życiu, a później wywinięcia się z niewygodnego i śmiertelnie niebezpiecznego układu. Konflikt początkowo zamknięty tylko w obrębie pałacu, później objął stolicę Adarlanu, a na koniec całą Erileę, niezauważalnie ewoluując w opowieść o starożytnej magii, zapomnianych bóstwach i ponadczasowym konflikcie żałośnie wątłych sił światła z mocami ciemności (a raczej konkretnymi jej ucieleśnieniami w postaci Valgów). Kiedy w konflikt angażują się fae, opowieść ma już naprawdę niewiele wspólnego z tym, co przedstawione było w pierwszym tomie, który był tylko punktem wyjścia dla zaskakująco skomplikowanej intrygi. Seria traktowana jako całość pełna jest nieoczekiwanych zwrotów akcji, pułapek, zdrad i sojuszy, spektakularnych walk z użyciem broni konwencjonalnej oraz popisów magicznych umiejętności. Bohaterowie odzyskują dawno utraconych towarzyszy i nieoczekiwanie tracą bliskie sobie osoby, dzięki czemu w warstwie emocjonalnej także nie ma na co narzekać.

Poszczególne wątki prowadzone są sensownie (w pierwszych dwóch tomach można było się przyczepić do błędów logicznych, jednakże później w przeważającej części autorka dba o zachowanie ciągu przyczynowo-skutkowego i wyjaśnienie większości niejasności), zaś wciąż narastające napięcie, obawa o los poszczególnych bohaterów i liczne dramatyczne wydarzenia nie pozwalają pozostać obojętnym wobec lektury.

Erilea – największy plus

Podstawową i największą zaletą serii o zabójczyni jest wykreowany przez Sarah J. Maas świat. Erilea jest pełna magii (początkowo uśpionej, ale z tomu na tom bardziej aktywnej i odgrywającej coraz istotniejszą rolę w poczynaniach bohaterów) oraz tajemniczych istot, które w pierwszych tomach jedynie przemykają w cieniach, lecz z czasem nabierają realnych kształtów i zaczynają żywo angażować się w wydarzenia. Znajdziemy tutaj między innymi upiornych książąt ciemności i krwiożercze wiedźmy, nieśmiertelnych fae, zmiennokształtnych, starożytne potwory z głębin oraz groźne wiwerny, kilkakrotnie przewiną się też duchy zmarłych bohaterów. Świat ten targany jest wewnętrznymi konfliktami i stoi u progu kolejnych dramatycznych zmian, zaś Maas potrafi to zobrazować w sposób interesujący i przemawiający do wyobraźni czytelnika. Warto zauważyć, iż autorka przechodzi od ogółu do szczegółu – początkowo wiele krain oraz wydarzeń z historii Erilei jedynie wspomniano, jednakże w kolejnych częściach coraz więcej białych plam zostaje zapełnionych, poszczególne elementy tego świata bardziej się ze sobą splatają, tworząc barwny, plastycznie ukazany obraz.

Szklanym tronie niezwykle irytujące było upodobanie autorki do opisywania szczegółów garderoby bohaterów, ale na szczęście w kolejnych tomach natężenie tych obserwacji wyraźnie spada. Nadal widać, że Maas przywiązuje dużą wagę do wyglądu swoich postaci, jednakże nie jest to już detal dominujący i przytłaczający.

Ach ci bohaterowie...

Już od Szklanego tronu jedną z największych słabości serii są jej bohaterowie, a prawdziwą bolączką jest sama Calaena Sardothien. Protagonistka cyklu przez większość czasu (tak w prequelach, jak i w powieściach) posiada ściśle określony, niezmienny zestaw cech charakteru bez względu na okoliczności. Ta arogancka, nieznośna i czasami boleśnie dziecinna dziewczyna bywa tak nieodpowiedzialna i porywcza, że bardziej przypomina niedoświadczoną amatorkę niż osławioną i budzącą powszechny lęk zabójczynię, wychowaną i wyszkoloną przez mistrza w tym fachu. Później, gdy na jaw wychodzi jej prawdziwa tożsamość, sytuacja wcale nie ulega poprawie – pannica wciąż jest próżna i zadufana w sobie, bez powodu wybucha gniewem oraz wywołuje niepotrzebne konflikty, momentami stawiając pod znakiem zapytania swoją poczytalność. W kolejnych tomach sytuacja ulega nieznacznej poprawie, bowiem, chociaż nieznośna i nadpobudliwa Calaena nadal pozostaje w centrum wydarzeń, na szczęście nie jest już jedyną siłą napędową dla fabuły i coraz częściej znika z kart powieści ustępując miejsca innym postaciom.

Kreacja męskich bohaterów również nie oszałamia. W pierwszym tomie dwóch kluczowych panów stanowiło zbiór klisz i konwencji (Dorian – czarujący książę, bawidamek o gołębim sercu; Chaol - tajemniczy, niedostępny i zamknięty w sobie, ale niezwykle uczciwy i lojalny kapitan gwardii), a chociaż z czasem autorce udało się wyzwolić ich ze szponów schematyczności, to niewiele później wprowadziła na scenę Rowana, nieśmiertelnego fae i zbiór cnót wszelakich. Słowo "stereotyp" powinno być w tym przypadku zapisane wielkimi literami i z powodzeniem mogłoby zastąpić jego imię, bowiem stanowi on ucieleśnienie wyidealizowanych marzeń dziewczyn śniących o nadprzyrodzonym, wspaniałym kochanku.

O niebo lepiej wypadają postacie poboczne, które są o wiele bardziej złożone i interesujące, a także zdecydowanie mniej irytujące niż protagoniści. Na pierwszy plan wybija się tutaj jedna z wiedźm, stanowiąca zbiór wyrazistych kontrastów, zaskakujących, ale idealnie ze sobą zharmonizowanych sprzeczności.

Wszyscy bohaterowie mają swoje wzloty i upadki – czasami zyskują, a czasami tracą na wyrazistości, są fragmenty, gdy bywają nieprzewidywalni (i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu), a w kilku miejscach autorka, stawiając ich przed trudnymi wyborami, zmusza ich do modyfikacji przekonań, a nawet całego systemu wartości. Niestety całe to pozytywne wrażenie blednie w momencie, gdy Sarah J. Maas postanawia skorzystać z kolejnego schematu, wtłoczyć swoich bohaterów w ramy konwencji albo zmarginalizować ich rolę w momencie, gdy jej uwagę przyciągnie jakiś bardziej obiecująca postać (obowiązkowo magiczna).

Warto w tym miejscu dodać, że dla Maas ludzie są zbyt mało interesujący, aby pozwolić im na dłużej zagrzać miejsce na kartach powieści. Albo okazuje się, że mają w sobie jakieś nadprzyrodzone magiczne zdolności, albo spełniają swoją rolę i znikają (odjeżdżając w siną dal lub robiąc za mięso armatnie). W gronie bohaterów pierwszoplanowych nie ma nikogo zwyczajnego, a na dodatek wszyscy charakteryzują się niezwykłą urodą, wdziękiem i przymiotami charakteru (nawet łotry mają w sobie rys szlachetności, który odpowiednia osoba może wzmocnić i ukierunkować).

Wątek romantyczny rodem z Harlequina

Nic dodać, nic ująć. Dla jednych czytelników będzie to zaleta, dla innych wada. Warto tylko wspomnieć, że taki wątek jest – początkowo tylko jeden, a z czasem zdecydowanie więcej. Przez kilka tomów autorka zachowywała podziwu godną wstrzemięźliwość w opisywaniu romantycznych scen, jednakże w pewnym momencie wszelkie tamy puszczają, a na kartach powieści pączkują nowe związki. Na szczęście każda z tych historii miłosnych jest umiejętnie skonstruowana, więc szybko zaczyna się kibicować poszczególnym parom i przejmować ich losami, jednak nie można się oprzeć wrażeniu, że Maas trochę przedobrzyła. Wszelkie romantyczne dusze z pewnością będą zachwycone, zaś czytelnicy nie pałający sympatią do tego typu lektury mogą przerzucić kolejne strony i zrezygnować z lektury "gorących momentów". Nie jest ich aż tyle, by były uciążliwe.

Cykl o zabójczyni przeszedł niezwykłą przemianę, rozrósł się nie tylko pod względem liczby tomów, ale także tematycznym. Znacznej poprawie uległ także warsztat Sarah J. Maas: w pierwszych dwóch tomach znaleźć można było liczne schematy, niektóre fragmenty były niedopracowane, a pewne rozwiązania raziły swoją naiwnością (lub były wprowadzane na zasadzie deus ex machina); dalsze powieści z serii nie są pozbawione wad dwóch pierwszych, niektórzy bohaterowie nadal bywają irytujący, a ich zachowania całkowicie irracjonalne oraz nieuzasadnione psychologicznie i fabularnie, jednakże jest ich znacznie lepiej niż na początku i wady są zrównoważone przez o wiele lepsze elementy. Postacie poboczne ewoluują i zyskują na znaczeniu, stanowiąc przeciwwagę dla rozwydrzonej protagonistki, świat przedstawiony niezmiennie urzeka i czaruje czytelnika, a historia co i rusz zaskakuje, przykuwając odbiorcę do lektury. Warto mieć na uwadze fakt, że ze względu na sposób prowadzenia opowieści przez Maas, a także na obecność licznych wątków romantycznych (i tak zwanych momentów) seria ta bardziej przypadnie do gustu kobietom.