» Recenzje » Cień rycerza

Cień rycerza


wersja do druku
Cień rycerza
Pierwszy tom cyklu o Wielkich Płaszczach wywarł na mnie świetne pierwsze wrażenie, które później przerodziło się w lekkie rozczarowanie całością. Z Cieniem rycerza było odwrotnie – z początku byłem zawiedziony, jednak wraz z każdą kolejną stroną robiło się coraz lepiej.

Wielkie Płaszcze dowodzone przez Falcia val Monda przejrzały knowania księżnej Patriany i doprowadziły do jej śmierci. Owego zwycięstwa trudno jednak nie uznać za pyrrusowe. Pierwszy kantor został otruty i teraz powoli lecz nieuchronnie umiera. Aline, córka króla Paelisa, jest równie daleko od wstąpienia na prawnie należący jej się tron jak wcześniej, w dodatku wciąż polują na nią zabójcy oraz żołnierze. Zaś Trin, okrutna i zła do szpiku kości córka martwej księżnej, gromadzi siły oraz wpływy, by przemocą zdobyć władzę nad całą Tristią. Przyparte do muru, dowodzone przez Krawcową nowe Wielkie Płaszcze muszą zabiegać o poparcie znienawidzonych książąt, by mieć jakiekolwiek szanse w tej walce. Nasi bohaterowie ponownie wplątują się więc w intrygę, w której nic nie jest takie, na jakie wygląda.

Największym problemem Ostrza zdrajcy był sposób prowadzenia opowieści. Sama historia była nie najgorsza, jednak toczyła się gdzieś w tle, przesłonięta nieustanną walką o życie toczoną przez Falcia. W kontynuacji jest dużo lepiej, choć z początku się na to nie zanosiło. Pierwsze rozdziały powieści straszą bowiem kilkoma paskudnymi dziurami fabularnymi, zaś w jednym miejscu zdaje się brakować fragmentu tekstu, co nie nastraja zbyt pozytywnie do dalszej lektury. Później sytuacja znacznie się jednak poprawia – choć czasem pojawi się jakiś zgrzyt, a autor niejednokrotnie przedkłada dramatyzm nad logikę lub spójność wykreowanego przez siebie uniwersum, to opowiadana przez niego historia porywa i nie zostawia zbyt wielu możliwości, by się nad tymi mankamentami zastanawiać. Nie mamy też wrażenia, że główny bohater biernie płynie z prądem, starając się jedynie nie utonąć, gdyż Falcio podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje, wymiernie wpływając na losy królestwa. Co ważniejsze przez cały czas pozostajemy w sercu istotnych wydarzeń, nie musimy też biernie czekać, aż któryś z nikczemników łaskawie wyjawi nam swoje plany – nasz trybun samodzielnie odkrywa wrogie knowania, dowodząc, że zasłużył na opinię osoby inteligentnej, na co do tej pory brakowało dowodów. Trzeba też podkreślić, że autor kreując intrygę zostawił tu i ówdzie wskazówki dla czujnych czytelników – z jednej strony świat staje się dzięki temu spójniejszy, a protagonista nie wyciąga wniosków z kapelusza, z drugiej pozwala to czasami uprzedzić go w dedukcji (w jednym przypadku – o dobre pół powieści), co nieco psuje przyjemność z lektury.

Z poprawą jakości fabuły wiąże się również wyraźna zmiana akcentów w powieści. Tym razem jesteśmy świadkiem mniejszej liczby pojedynków, ich opisy nie są tak rozbudowane ani szczegółowe jak poprzednio – wyszło to kontynuacji na zdrowie. Opowieść jest dzięki temu bardziej spójna i mniej rozwodniona, a kilka kluczowych, naprawdę istotnych dla fabuły walk, w których de Castell pozwolił sobie na nieco większą dozę szaleństwa, robi dzięki temu świetne wrażenie. Cień rycerza jest mniej przesycony akcją, wolniejszy, za to lepiej wyważony i bardziej przemyślany.

Choć w wielu aspektach tom drugi przewyższa swojego poprzednika, to w jednym notuje spadek jakości. Chodzi o kreację postaci, która stanowiła najjaśniejszy punkt Ostrza zdrajcy. Dialogi pomiędzy trójką pierwszoplanowych bohaterów, czasami przesycone czarnym humorem, czasami głęboko emocjonalne, robiły fenomenalne wrażenie i budziły podziw dla pisarskich umiejętności de Castella. W Cieniu rycerza wciąż jest bardzo dobrze, czuć jednak pewien niedosyt. Dialogów jest tym razem nieco mniej, gdyż Falcio więcej czasu spędza samotnie. Co więcej autor zdecydował się wyeksponować nowe postacie – znaną z poprzedniego tomu Valianę, która wstąpiła w szeregi Wielkich Płaszczy oraz Darrianę, młodą, acz bezwzględną zabójczynię. Są to bohaterki interesujące, dobrze wykreowane i stanowiące ciekawy kontrast – pierwsza z nich jest honorowa i fanatycznie oddana Falciowi oraz Aline, ale brak jej umiejętności i pewności siebie, druga to cyniczka o ostrym języku i lodowatym sercu, nie wahająca się mówić co myśli i sięgać po to, czego pragnie. Brak im jednak wyrazistości trójki trybunów. Valiana jest milkliwa i odzywa się nawet mniej niż Kest, przez co wypada nijako, zaś kwestie Darriany ograniczają się w zasadzie do kąśliwych komentarzy i wulgaryzmów – umiejętnie napisanych, jednak nieszczególnie interesujących. Przesunięcie na drugi plan dawnych towarzyszy pierwszego kantora, szczególnie Brastiego, sprawia z kolei, że w powieści zdecydowanie rzadziej pojawia się humor, częściej wydaje się on też nieco wymuszony – choć zdarzyło mi się raz czy drugi parsknąć pod nosem podczas lektury. Na plus zaliczam za to fakt, że nawet w najbardziej dramatycznych chwilach autor nie epatuje tak jak poprzednio czarną rozpaczą.

Pochwalić należy za to ewolucję bohaterów – zarówno już tych nam dobrze znanych, jak i tych dopiero co wprowadzonych. Każdy z nich na swój sposób mierzy się z własnymi problemami i traumami. Falcio powoli godzi się z losem, Kest zmaga się z nowo nabytą świętością, która okazuje się być bardziej przekleństwem niż błogosławieństwem, Brasti walczy z poczuciem bezcelowości ich misji, Valiana z niską samooceną i kryzysem tożsamości, zaś Darrina – z pozoru z niczym, skrywa jednak pewien mroczny sekret. Wszystkie te wewnętrzne boje czasami doprowadzają do dramatycznych zmian w relacjach między postaciami, które stanowią najbardziej emocjonalnie naładowane momenty w powieści. Wobec postaci drugoplanowych mam mieszane uczucia. Są wśród nich prawdziwe perełki, takie jak książęta, zdeprawowani, lecz przy tym ludzcy, czy Krawcowa – przebiegła i bezwzględna, ale niejednowymiarowa. Są również czarne charaktery takie jak Trin – płaskie i przerysowane do granic absurdu.

Niewiele natomiast można powiedzieć o kreacji świata przedstawionego – dowiadujemy się wprawdzie nieco o tajemniczych dashinich, pada kilka słów o bardattich, poza tym jednak wykreowane przez de Castella uniwersum nie zostało zbytnio rozbudowane. Sprawnie rozwijana fabuła nie zostawia na to zbyt wiele miejsca, w poprzednim tomie autor dał jednak radę tu i ówdzie przemycić trochę ciekawostek, których tym razem zabrakło – nie jest to poważny mankament, jednak momentami białe plamy w kreacji tego świata odrobinę rażą.

Cień rycerza to powieść lepsza od swojej poprzedniczki. Sprawniej poprowadzona, dobrze pomyślana intryga wciąga, a proporcje między momentami dynamicznymi i spokojniejszymi zostały lepiej dobrane. Mniejsza ilość humoru i nieco gorsze dialogi są ceną, którą warto było zapłacić za ten postęp. Z niecierpliwością oczekuję kolejnego tomu.

8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Cień rycerza
Cykl: Wielkie Płaszcze
Tom: 2
Autor: Sebastien de Castell
Data wydania: 4 kwietnia 2018
Oprawa: miękka
Format: 140×205mm
ISBN-13: 978-83-65743-05-3
Cena: 34,99 zł



Czytaj również

Ostrze zdrajcy
Płaszcz, szpada i utracone marzenia
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.