» Recenzje » Chłopaki Anansiego

Chłopaki Anansiego

Chłopaki Anansiego
Neil Gaiman uchodzi za jednego z najwybitniejszych żyjących pisarzy fantasy, urban fantasy i science fiction. Jego książki to zaprawiona specyficznym angielskim humorem mieszanka stylów i gatunków, która w większości przypadków wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom. Wydana po raz pierwszy w 2001 roku powieść Amerykańscy bogowie zdobyła nagrody Hugo, Nebula, Locus oraz Bram Stoker Award. Czy pochodzący z 2005 roku spinn off tego tytułu, Chłopaki Anansiego, w jakimkolwiek stopniu mu dorównuje?

Gruby Charlie to przeciętniak, który swoje przeciętniactwo pielęgnuje i hołubi, za największy koszmar swego życia poczytując chwile, gdy przyciągał powszechną uwagę. Nawet po dwudziestu latach rozłąki z urazą wspomina swego ojca, pana Nancy'ego – czerpiącego z życia pełnymi garściami wiecznego kpiarza, któremu zdarzyło się nieraz zażartować z syna. Kiedy Gruby Charlie otrzymuje wiadomość, iż jego ojciec padł trupem podczas mocno zakrapianego wieczoru karaoke, nawet nie przeczuwa, że za sprawą martwego rodzica jego życie wywróci się do góry nogami. Wkrótce po pogrzebie dowiaduje się bowiem, iż pan Nancy tak naprawdę był pajęczym bogiem, wielkim oszustem i właścicielem wszystkich opowieści, Anansim, a Gruby Charlie nie jest wcale jedynakiem, jak dotąd sądził, lecz ma brata Spidera – czarującego lekkoducha, który raz wezwany, za nic nie da się przegonić. Jego przybycie staje się katalizatorem licznych wydarzeń, które zmuszą protagonistę do stawienia czoła własnym kompleksom, pogodzenia się ze spuścizną pozostawioną przez ojca, odnalezienia w sobie ukrytych mocy i stoczenia walki z mitycznym Tygrysem pragnącym odzyskać władzę nad opowieściami.

Pierwsze kilkadziesiąt stron powieści to rozbudowany portret jednego z dwóch głównych bohaterów, Grubego Charliego. W kilku retrospekcjach czytelnik zostaje wprowadzony w skomplikowane relacje mężczyzny z ojcem, poznaje jego narzeczoną Rosie oraz jej matkę i obserwuje wykonywaną przez niego pracę. Już na pierwszy rzut oka widać, iż protagonista prowadzi życie monotonne, uregulowane i to właśnie w nim ceni. Później uwaga narratora na jakiś czas skupia się na Spiderze, uwydatniając kolosalne różnice dzielące braci i pokazując, jaki wpływ wywrze na uporządkowaną egzystencję Grubego Charliego jego pojawienie się. Ta część książki to praktycznie w całości lekko ironiczna historia obyczajowa, skupiająca się na zarysowaniu obszernego tła dla dalszej akcji powieści. Dopiero w momencie gdy pierwszy z braci ma serdecznie dość uciążliwego krewniaka i postanawia pozbyć się go za wszelką cenę, zaczyna się robić naprawdę interesująco, bowiem w jego świat powoli i nieubłaganie zaczyna wkraczać magia. Przez karty powieści przewijają się cztery tajemnicze i nieco upiorne staruszki, które pokazują, iż kilka grudek ziemi, zioła prowansalskie i odrobina sherry mogą stanowić podstawę naprawdę potężnego rytuału, pradawne bóstwa pragnące wyrównać rachunki z potomkami Anansiego i żądny zemsty duch wytrwale poszukujący swojego oprawcy. Napięcie zaczyna wzrastać, robi się coraz bardziej groźnie i mrocznie – nie aż tak jak w Amerykańskich bogach, ale wystarczająco, aby zatrzeć wspomnienie o lekko nużącym i przydługim wstępie.

Neil Gaiman jest mistrzem kreacji wyrazistych, rozbudowanych portretów bohaterów – za pomocą kilku zdań (a czasami nawet słów) potrafi nadać swoim postaciom indywidualne i zapadające w pamięć cechy. Dotyczy to nie tylko protagonistów, lecz również całego grona bohaterów drugoplanowych. W Chłopakach… majstersztykiem jest obraz złośliwej i podejrzliwej, stroniącej od jakichkolwiek stałych pokarmów matki Rosie, którą przyszły zięć posądza o wampiryzm i prorokuje, iż po zagładzie nuklearnej tylko ona ostanie się razem z karaluchami. Nie można także zapomnieć o panu Nancym, który (choć martwy) cały czas jest obecny w tle bieżących wydarzeń. Dzięki umiejętnej charakterystyce łatwo sobie wyobrazić tego czarującego staruszka w zielonej fedorze jako boga trickstera z legend Afryki Zachodniej, władcę opowieści, który, wykorzystując spryt i elokwencję, wychodzi cało z każdej opresji (wedle podań potrafi nawet oszukać śmierć).

Podczas lektury czytelnik szybko zda sobie sprawę, iż Chłopaki… to tak naprawdę uwspółcześniona parafraza kolejnej opowieści o Anansim, w której potomkowie boga z Czarnego Lądu muszą stawić czoła różnym przeciwnościom, odnaleźć w sobie siłę aby wyjść cało z sytuacji, wydawałoby się, bez wyjścia. Należy sobie uświadomić, iż powieść Gaimana to historia również o opowieściach – o ich potędze i możliwości przekazywania uniwersalnych prawd za ich pomocą, jak również o drzemiącej w nich mocy kształtowania świata i zmiany otaczającej rzeczywistości.

Neil Gaiman sam jest mistrzem opowieści – w lekkiej, łatwej i przyjemnej w odbiorze formie opowiada o ludziach, relacjach między nimi, otaczających ich świecie i prawdziwych wartościach. Pisze z wprawą wirtuoza, idealnie wyważając proporcje humoru, ironii, momentów poważnych i tych budzących grozę. Jedyną skazą na krysztale jest zbyt rozbudowane wprowadzenie do właściwej akcji, za bardzo przypominające brytyjskie satyry obyczajowe, jednakże nie dla każdego będzie to wadą – jeśli ktoś lubi takie motywy, to pierwsze kilkadziesiąt stron będzie czytał z przyjemnością. Chłopaki Anansiego to bardzo dobra powieść, która jednak nie dorównuje poziomem Amerykańskim bogom. Szkoda, jednakże lektura niektórych wcześniejszych pozycji autora zwyczajnie rozbudziła apetyt na więcej.

7.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Chłopaki Anansiego (Anansi Boys)
Autor: Neil Gaiman
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: MAG
Data wydania: 14 lutego 2014
Liczba stron: 364
Oprawa: twarda
Format: 150x225 mm
ISBN-13: 978-83-7480-420-2
Cena: 39 zł



Czytaj również

Chłopaki Anansiego - Neil Gaiman
Bogowie są szaleni
- recenzja
Nowy Gaiman, nowi bogowie
- recenzja
Mitologia nordycka
Bogowie, olbrzymy, kłopoty
- recenzja
Mitologia nordycka (audiobook)
Patrz na Asa, jak hasa!
- recenzja
Amerykańscy bogowie (audiobook)
To nie jest kraj dla bogów
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.