» Recenzje » Biała noc

Biała noc


wersja do druku

Władza deprawuje, czyli intrygi i żądze

Autor: Redakcja: Tomasz 'Asthariel' Lisek, Michał 'von Trupka' Gola

Biała noc
Cykle to forma podstępna, zaś przed autorami, którzy po nią sięgną, piętrzą się trudności. Trudno wszak utrzymać zadowalającą jakość na wciąż rosnącym dystansie. Jim Butcher kontynuując w Białej nocy przygody Dresdena opuścił szczyty, miejmy nadzieję, że jedynie chwilowo.

To miał być kolejny, nudny dzień i zwyczajne morderstwo. Wszak Harry – najlepszy detektyw wśród magów i mag pomiędzy detektywami, stykał się już z najbardziej wymyślnymi zbrodniami, zatem jedna, martwa kobieta nie powinna zrobić na nim większego wrażenia. Kiedy jednak okazało się, iż jej śmierć to wierzchołek góry lodowej, a niewiasty, które opuściły ten świat za sprawą mocy zdecydowanie nienaturalnych zaczynają się mnożyć, a na dodatek wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż w sprawę wmieszany jest Thomas, wampir bon vivant i przyrodni brat detektywa, sprawa awansowała do rangi priorytetowej. I znów przyjdzie Dresdenowi  mieszać się w sprawy wampirzych rodów...

Sposób w jaki to czyni nie zaskakuje, gdyż Butcher w każdym tomie stosuje podobne rozwiązania fabularne: wpierw ujawnia multum informacji, które wydają się być ze sobą niepowiązane, następnie ukazuje żmudne śledztwo, z którym Harry, jako człek wszechstronnie utalentowany, radzi sobie znakomicie, lecz zawsze przydaje mu się pomoc dawnych i nowych znajomych; by na koniec zamknąć swą opowieść spektakularnym finałem. Ta formuła do tej pory się sprawdzała – nowe niebezpieczeństwa zaskakiwały, próby ich zaradzeniu budziły emocje, jednocześnie ujawniając kolejne przymioty maga nad magami, a także obnażając jego wady, a wprowadzanie kolejnych wrogów i przyjaciół uzupełniało dresdenowe uniwersum. Z kolei pełne dynamiki sceny akcji, humorystyczne wstawki, momenty psychologią podszyte i chwile dramatyczne dobrze się uzupełniały, choć w niektórych tomach ich proporcje nie były idealne.

Natomiast w Białej nocy, pomimo intrygującego zawiązania fabuły, jej rozwinięcie rozczarowuje. Odniosłam wrażenie, że pisarz postanowił udowodnić, iż stworzone do tej pory części sagi o Dresdenie były jedynie przygrywką, mającą nas przygotować na nadejście ekstraordynaryjnego epickiego rozmachu, któremu towarzyszą kolejne przetasowania charakterologiczne postaci na skalę dotąd niespotykaną. Jednak nie zawsze "więcej" jest równoznaczne z "lepiej". Większość pomysłów stanowi przeróbkę tych wcześniej już wykorzystanych – w Śmiertelnych maskach mieliśmy scenę pojedynku, czemuż więc nie wykorzystać jej ponownie, mnożąc tylko uczestników; Dowody winy przypomniały istotne w życiu Harry’ego kobiety, zatem skoro wątek się sprawdził, kontynuujmy go. A wielokrotnie pozytywnie przetestowana walka z wezwanymi z demonicznych wymiarów istotami, tym razem rozciągnięta na prawie sto stron i tocząca się w realiach znanych z Krwawych rytuałów, na pewno zadowoli każdego miłośnika krwawych jatek…

Najnowsza odsłona cyklu stanowi bezpośrednie nawiązanie do wydarzeń, jakie rozegrały się w szóstej części dresdenowych opowieści, gdy nasz ulubiony protagonista miał nieprzyjemność poznać bliżej członków Domu Raith, wchodzącego w skład Białego Dworu – klanu wampirów żywiących się ludzkimi emocjami – a przy okazji odkrył tajemnicę swego pochodzenia. Okazuje się, iż wówczas Butcher ujawnił jedynie część sekretów wynaturzonego rodu i dopiero w najnowszej odsłonie swego "serialu" ukazał pełnię jego zwyrodnienia. Można się zastanawiać, czy nie poszedł w tym procesie nieco za daleko, gdyż niektóre sceny rozgrywające się w Château Raith są tak przerysowane, iż mimowolnie komiczne. O ile sam koncept ukazania dworskich układów społeczno-politycznych, będących odwzorowaniem realiów rzymsko-etruskich z bardzo silnymi naleciałościami renesansowych Włoch i uzupełnionych elementami mafijnymi rodem z Ojca chrzestnego był przedni, zawiodło jednak jego wykonanie. Wiedza autora na temat historii i archeologii tych epok jest bowiem raczej uboga, toteż posługuje się on pewnymi stereotypami kojarzącymi się z informacjami rodem z Wikipedii, co będzie raziło osoby, które znają realia tych epok. Natomiast znacznie lepiej udało się pisarzowi ukazać psychiczno-emocjonalną przepaść dzielącą ten specyficzny odłam krwiopijców od ludzi i magów. Ich poczucie wyższości i pogarda, jaką żywią wobec "owiec" oraz "dziwolągów" sprawiają, iż są oni kwintesencją obcości, która zarazem odrzuca i fascynuje. Zaś bezpardonowa walka o przywództwo w całkowicie niestabilnym triumwiracie, w którego skład wchodzą Domy Raith, Skavis i Malvora toczona jest wedle reguł rodem  z Księcia Machiavellego.

Oprócz analizy populacji wampirów energetycznych, Butcher tradycyjnie wprowadza na  scenę nowe organizacje. Tym razem jest to wiccańskie stowarzyszenie czarownic, wzniośle zwane Ordo Lebes, oraz tajemniczy Krąg, którego przedstawicielem w tym tomie jest Cowl – dawny wróg Dresdena. Niestety siostrzaństwo dysponujących mocą kobiet nie robi szczególnego wrażenia na tle do tej pory wprowadzonych gildii, klanów i konfraterni, a prawdopodobnie stojące za całym złem świata sprzysiężenie, które budzi skojarzenia z Lordami Sith ze Star Wars, niczym nie zaskakuje. Również kolejny postaciowy płodozmian (powraca między innymi capo di tutti capi chicagowskiego półświatka, dżentelmen Johnny Marcone, a także Elaine Mallory, wielka i tragiczna miłość Harry’ego), powiązany ze skrzętnym uzupełnianiem portretów charakterologicznych znanych już bohaterów, robi się nieco przewidywalny. A uszlachetnianie protagonistów do tej pory uznawanych za złych lub co najmniej moralnie ambiwalentnych oraz brutalne odbrązawianie tych, którzy pomimo rozlicznych wad budzili sympatię, czynione jest nieco na siłę. Ponadto niektóre persony, jak chociażby czaszka Bob, miłośnik polki Waldo Butters, czy też kot Dresdena Master pojawiają się tylko epizodycznie, nie odgrywając w fabule znaczącej roli, tak jakby pisarz chciał przypomnieć o ich istnieniu, by nie zawieść czytelników, którzy przyzwyczaili się do ich obecności.

Przetasowania na płaszczyźnie dobra i zła mają zapewne podkreślić zmiany, które dokonują się w samym Dresdenie. Trwający od dłuższego czasu flirt z Lasciel – jego prywatnym upadłym aniołem – z wymuszonego okolicznościami aliansu przeradza się w zażyłość na skraju wzajemnego uzależnienia, przypominającą w pewnej fazie faustowski pakt à rebours. Co więcej Harry na własną rękę eksploruje mroczne rejony swej osobowości, tłumacząc tę penetrację koniecznością walki z wrogami, wobec których stosowane przezeń do tej pory metody nie skutkują – lecz ów argument szybko staje się nędznym alibi. Mag co prawda nigdy nie był wcieloną szlachetnością i honorem, lecz działał wedle własnego moralnego kodeksu, którego zasad nie zwykł przekraczać. A rozgrywające się w Nowym Meksyku sceny udowadniają, iż bardzo cienka granica dzieli go od stania się bliźniaczym odbiciem istot, z którymi walczy, zaś jego finalne czyny skłaniają do zastanowienia, czy już jej nie przekroczył.

Ból, rozpacz, strach, smakowana na zimno zemsta – kiedyż to humorystyczna urban fantasy przerodziła się w antyczny dramat? I choć w Białej nocy wciąż pojawiają się sceny budzące uśmiech, a nawet śmiech (kapitalne wyjaśnienie źródła pokarmu Thomasa), to część z nich wydaje się być nieco wymuszona, jak chociażby stanowczo zbyt częste wytykanie Strażnikowi Ramirezowi pewnej jego przypadłości, a ich ilość została dramatycznie uszczuplona w stosunku do emocjonalnie żyłującej akcji. Zaprzepaszczony również został potencjał wątku uczennicy maga – Molly Carpenter zachowuje się przez większą cześć fabuły niczym buntowniczka bez powodu, a wyjaśnienie jej postawy trąci tanią psychologią. To zaskakuje, gdyż wcześniej wspomniana wampirza intryga, rozegrana pod hasłem divide et impera, przeprowadzona została z prawdziwą maestrią.

Parafrazując słowa pewnego polityka – pisarza nie należy oceniać po tym, jak zaczyna, lecz na podstawie tego, jak kończy. Po lekturze Białej nocy zaczynam się obawiać, że jej twórcę znużyła od lat kontynuowana historia i zaczyna brakować mu nowych pomysłów, a opisywani przez niego bohaterowie cierpią na syndrom chronicznego zmęczenia. Lecz wciąż część konceptów wprowadzonych w najnowszym epizodzie jego magicznej gawędy można uznać za doskonałe, a pewne relacje interpersonalne zaskakują w sposób pozytywny. Lecz to wciąż za mało, bym mogła ocenić tę książkę tak wysoko, jak poprzednie tomy cyklu. Najwyższy czas zejść z laurów, panie Butcher!

7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Biała noc
Cykl: Akta Dresdena
Tom: 9
Autor: Jim Butcher
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawca: MAG
Data wydania: 12 sierpnia 2016
Liczba stron: 624
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7480-655-8
Cena: 39 zł



Czytaj również

Biała noc
- fragment
Biała noc
- fragment
Drobna przysługa
Dług do spłacenia
- recenzja
Dowody winy
Cherchez la femme
- recenzja
Dowody winy
Intryga się zagęszcza
- recenzja
Dowody winy
- fragment

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.