» Recenzje » Archiwum burzowego światła - przekrojowo

Archiwum burzowego światła - przekrojowo

Archiwum burzowego światła - przekrojowo
Brandona Sandersona chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego powieści w większości przypadków charakteryzują świetnie wykreowane światy przedstawione, oryginalna i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach magia, złożone systemy wierzeń oraz interesujący bohaterowie. Przy okazji polskiej premiery pierwszej części trzeciego tomu jego serii Archiwum burzowego światła, przyjrzyjmy się krytycznym okiem dwóm dotychczas wydanym tomom – Drodze królów i Słowom światłości.

Najwyższej klasy, monumentalne epickie fantasy

Podobnie jak w licznych książkach należących do gatunku high fantasy, także w serii Archiwum Burzowego Światła wykreowanemu przez Sandersonowi światowi zagraża nieuchronnie nadciągający kataklizm, Wieczna Burza, która obudzi starożytne zło i unicestwi cywilizację ludzi. W Drodze królów zagłada zapowiadana jest jedynie poprzez wizje jednego z bohaterów, Dalinara Kholina, jednakże z czasem pojawia się więcej znaków i jak najbardziej realnych dowodów uzasadniających obawy o przyszłość Rosharu. Jak to bywa u tego autora, wydarzenia obserwujemy z perspektywy kilkorga protagonistów, którzy rozrzuceni po całym kontynencie angażują się w rozgrywkę mającą przesądzić o losach całego świata. Są to osoby o różnym statusie społecznym i doświadczeniach, ale łączy ich jedno – narzucone powołanie, nieoczekiwany rozwój niezwykłych zdolności oraz rola, jaką będą musieli odegrać w ostatecznej rozgrywce.

Warto zauważyć, że recenzowany cykl składa się w chwili obecnej z trzech tomów (trzeci, Dawca przysięgi, został u nas podzielony na dwa), ma się on zakończyć na aż dziesięciu (chociaż w rzeczywistości złożony on będzie z dwóch pięciotomowych podserii), a każdy z nich liczy minimum 900 stron. Niemożliwością jest chociażby pobieżnie streścić fabułę tego cyklu, jednakże trzeba przyznać, że Sanderson nie zapełnił swoich "ciegiełek" banalnym bełkotem czy rozwlekłymi opisami.

Pod względem złożoności fabuły, jej spójności i logiki nie można nic zarzucić autorowi, bowiem w tej serii wszystko do siebie idealnie pasuje, zazębia się ze sobą, tworząc kompleksowy, świetnie przemyślany kobierzec. Historia Archiwum... prowadzona jest wielotorowo, obfituje w liczne retrospekcje (służące pogłębieniu portretów psychologicznych bohaterów, czy też ukazaniu szerszego kontekstu ukazywanych wydarzeń), interludia (prezentujące ważne wydarzenia dziejące się poza właściwym nurtem opowieści, wprowadzające na scenę oraz rozwijające nowe postacie, które prawdopodobnie w kolejnych częściach pojawią się na trochę dłużej), a także liczne zaskakujące zwroty akcji. W tej serii nic nie jest oczywiste i każdy drobiazg ma znaczenie, zaś czasami niepozorny kilkustronicowy wtręt pokazujący scenę dziejącą się na drugim końcu kontynentu z udziałem całkiem nieistotnych dla historii postaci, potrafi rzucić zupełnie nowe światło na pewne aspekty postępowania głównych bohaterów, lub kluczowe dla fabuły wydarzenia. Z tego powodu czytelnik może mieć na początku pewne problemy z wdrożeniem się w lekturę, jednakże to wrażenie zagubienia szybko mija – fragmenty poświęcone poszczególnym protagonistom są naprawdę obszerne (nie mamy tutaj nagłych przeskoków po zaledwie kilkustronicowym skupieniu się na jednej postaci) i na tyle angażujące, że początkowo dobrze ukryty i nieoczywisty szerszy kontekst traci na znaczeniu, bowiem kolejne przygody bohaterów są tak angażujące, iż odrywają uwagę od czegokolwiek innego.

Tematyka cyklu jest zróżnicowana, a protagoniści kroczą odmiennymi ścieżkami. Początkowo najwięcej miejsca poświęcono rozwojowi niezwykłych mocy niewolnika Kaladina oraz jego desperackim próbom utrzymania przy życiu siebie i swoich przyjaciół, z czasem jednak są one zrównoważone przez opisy perypetii młodej arystokratki Shallan oraz jej usianej przeszkodami drogi na dwór Alethkaru, jak również poczynaniom szlachetnego wojownika Dalinara próbującego skłonić do współpracy wewnętrznie skłóconych Alethyjskich książąt, mszczących się za śmierć swojego władcy Galivara. W miarę rozwoju akcji na scenę wkracza tez coraz więcej kluczowych graczy, zaś ich poczynania odsłonią skomplikowane siatkę zależności między wojną z Parshendimi, szerzącymi się niepokojami społecznymi, powrotem dawno zapomnianych mocy i bóstw, a także zbliżającą się zagładą ludzkości. Długo nie trzeba czekać by wszystkie wątki zaczęły się ze sobą wiązać i oczom czytelnika ukazała się złożona nić wzajemnych powiązań, chociaż trzeba przyznać, iż pod koniec drugiego tomu Archiwum… pozostałych pytań jest tyle samo co uzyskanych odpowiedzi. Sanderson z wyczuciem prowadzi czytelnika ścieżką swojej wizji, dawkując mu rozwiązania jednych zagadek i wprowadzając kolejne niewiadome.

Świat przedstawiony porażający kompleksowością

Sanderson ze swadą snuje swoją opowieść, nie tylko prezentując wydarzenia, które zadecydują o przyszłości całej ludzkości, ale także ukazując oczom czytelnika wielopoziomowy obraz Rosharu. Obserwując poczynania protagonistów poznamy strukturę społeczną Alethkaru, wewnętrznie rozdartego po śmierci władcy Galivara (zamordowanego na początku Drogi królów), którego śmierć skłoniła książęta do przystąpienia do paktu zemsty, będącego początkiem wojny na Strzaskanych Równinach i wszystkich wydarzeń prowadzących do powrotu Pustkowców. Dzięki interludiom z kolei zobaczymy odległe kraje, nieświadome nadchodzącego kataklizmu, lecz mimowolnie coraz bardziej uwikłane w skomplikowaną rozgrywkę nieznanych i niekoniecznie przychylnych ludziom mocy.

Niezwykle trudno jest w kilku zdaniach przybliżyć odbiorcy ogrom wizji Sandersona, a zadanie jest tym trudniejsze, że wiele informacji mogłoby być karygodnym spoilerem. Wrażenie robi chociażby olbrzymia różnorodność krajów i kultur, z których każda na swój sposób interpretuje zachodzące zmiany i nieoczekiwane zjawiska (co prowadzi niekiedy do całkiem zabawnych sytuacji). Jednakże na plan pierwszy wybija się świetnie przemyślana i spójna koncepcja zależności między wszystkim co żyje a sprenami. Wiatrospreny, ogniospreny czy wodospreny najbardziej przypominają duchy żywiołów, jednak ich klasyfikacja nie jest taka prosta, bowiem życiospreny towarzyszą narodzinom i wzrostowi, chwałospreny objawiają się wtedy, gdy ludzie dokonają czegoś wielkiego i czują z tego powodu niezwykłą dumę, zaś bólospreny towarzyszą cierpieniu fizycznemu. Ludzie wykorzystują te istoty do tworzenia przedmiotów ułatwiających im codzienne życie, jednakże już tysiące lat wcześniej służyły one do czegoś o wiele bardziej poważnego, a więź między nimi, ludźmi a bogami była znacznie bardziej zauważalna. Te wszechobecne, wydawałoby się niepozorne i niegroźne istoty spajają ze sobą wszystko – chociaż czytelnik sam będzie musiał odkryć w jaki sposób.

Nie jest niespodzianką, że także i tym razem Sanderson stworzył oryginalny i niezwykle złożony system magiczny – jak dotąd w każdym ze swoich dzieł dokonał czegoś podobnego, nie dublując przy tym swoich pomysłów i za każdym razem w równym stopniu zaskakując czytelników. Charakterystyczne dla tego autora jest także powiązanie niezwykłych mocy ludzi z mitami kreacyjnymi danego świata, a także z rządzącymi nim dogmatami (często kwestionowanymi, obalanymi lub modyfikowanymi w trakcie rozwoju opowieści), co tylko dowodzi jego niezwykłej wyobraźni i przywiązania do szczegółów, bowiem efekt końcowy jego wysiłków zawsze jest kompletny, spójny i dopracowany.

Bohaterowie, których trudno zapomnieć

W niektórych powieściach Sandersona można znaleźć postacie, których prezentacja i rozwój mogłyby pozostawiać wiele do życzenia – jednak nie tym razem. Protagoniści Archiwum… są wielowymiarowi i wciąż się rozwijają, konfrontując swój światopogląd z tym co ich spotyka. Nie są sztuczni ani papierowi, ich postępowanie jest świetnie umotywowane psychologicznie zaś to czego doświadczają bardzo szybko angażuje czytelnika, któremu trudno pozostać obojętnym wobec ich cierpienia, wewnętrznych rozterek czy wyzwań z jakimi przyjdzie im się zmierzyć. Główni bohaterowie tej serii są niezwykle realistyczni i ludzcy, niezwykle łatwo jest się z nimi identyfikować i im kibicować – to jeden z największych plusów Archiwum… 

Kaladin Burzą Błogosławiony, syn chirurga, włócznik, a potem zniesławiony niewolnik, to jedna z najbardziej złożonych postaci cyklu, a jego przemiana wewnętrzna ukazana jest z najdrobniejszymi szczegółami. Poznajemy go gdy znajduje się na rozdrożu, o krok od poddania się i totalnej rezygnacji, jednak bez względu na to w jak beznadziejnym położeniu się znajduje, zawsze odkrywa w sobie siłę aby podźwignąć się i walczyć dalej. To postać pełna goryczy i złości (w pełni uzasadnionej), ale też niezwykłej determinacji by zachować godność i nie dać się złamać przeciwnościom (trzeba przyznać, że to jedna z najbardziej udanych kreacji bohaterów w całej twórczości Amerykanina).

Chociaż początkowo sprawia wrażenie dość niepozornej, to podczas lektury szybko okaże się, iż także Shallan Davar, dziewczyna z podupadłego arystokratycznego rodu, poszukująca sposobu na uratowanie rodziny od klęski, skrywa wiele tajemnic i jest o wiele bardziej złożona oraz interesująca niż mogłoby się wydawać. Najistotniejsze informacje na jej temat, całkowicie zmieniające znaczenie niektórych jej zachowań i nadające nowy sens wielu jej wypowiedziom, zostają ujawnione dopiero w Słowach światłości, ale zdecydowanie warto na nie czekać.

Podobnie wygląda sytuacja z Dalinarem, dawniej nieugiętym wojownikiem, a obecnie idealistą pragnącym ocalić dziedzictwo brata. Początkowo wydaje się on postacią dość oczywistą i łatwą do jednoznacznej oceny, ale w miarę rozwoju akcji okazuje się, że to bohater skrywający wiele niespodzianek i potrafiący kompletnie zaskoczyć czytelnika. Także rozwój jego postaci w dużej części następuje dopiero w drugim tomie, a każdy poznany szczegół rozbudowuje i pogłębia jego portret psychologiczny.

Chociaż troje opisanych powyżej protagonistów napędza wydarzenia, przez karty Archiwum… przewija się też cała masa postaci drugoplanowych, a także bohaterów, których dalszy rozwój może przekształcić ich w protagonistów kolejnych tomów (Brandon Sanderson robił tak już w innych swoich powieściach). Począwszy od dowódcy Parshendich skrycie pragnącej pokoju, poprzez nienawidzącego zabijania Skrytobójcę w bieli, króla Taravangiana, czy Adolina, porywczego syna Dalinara, na wszystkich członkach mostu czwartego skończywszy, każdy z nich ma w sobie to coś, dzięki czemu zapada w pamięci czytelnika.

Seria Archiwum burzowego światła to monumentalna, rozbudowana, wielopoziomowa opowieść, która przypadnie do gustu miłośnikom klasycznego fantasy. Ma ona w sobie wszystko, co stanowi klucz do serca czytelników: genialnie wykreowany, przemyślany świat przedstawiony, złożonych, ewoluujących wraz z wydarzeniami bohaterów oraz interesującą, pełną zaskakujących zwrotów akcji fabułę. Próżno tu szukać zbędnych ozdobników i zapychaczy miejsca (tam gdzie trzeba Sanderson potrafi zaserwować czytelnikom rozbudowane opisy, ale potrafi też stworzyć krótką, lecz bardzo treściwą, wręcz jednozdaniową charakterystykę), czy płytkich, banalnych rozmów o niczym. W Archiwum… wszystkie elementy są dobrze przemyślane i spójne, akcja rozwija się w sposób zrównoważony, na przemian przyspieszając i zwalniając, bez momentów przegadanych i bez zbytniego natłoku emocjonujących wydarzeń. To cykl, którego po prostu szkoda nie znać, jeśli uważacie się za miłośników epickiego fantasy.

9.0
Ocena recenzenta
8.88
Ocena użytkowników
Średnia z 16 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Droga królów (The Way of Kings)
Cykl: Archiwum burzowego światła
Tom: 1
Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawca: MAG
Data wydania: 30 kwietnia 2014
Liczba stron: 960
Oprawa: miękka
Format: 165x230 mm
ISBN-13: 978-83-7480-421-9
Cena: 59,00 zł



Czytaj również

Słowa Światłości
Prawdziwie epickie fantasy
- recenzja
Droga Królów
Początek bardzo długiej drogi
- recenzja
Słowa światłości
Epickie fantasy żyje!
- recenzja

Komentarze


Asthariel
   
Ocena:
+1

Mój ulubiony obecnie pisany cykl fantasy, a Sanderson znajduje się w top 3 moich ulubionych pisarzy z gatunku (Święta Trójca: Sanderson, Abercrombie, Erikson). Archiwum Burzowego Światła z całą pewnością gdy już zostanie ukończone stanie się pozycją kultową.

11-01-2018 23:13
Sayonara
   
Ocena:
0

Cykl jest całkiem dobry, ale do bycia wybitnym dużo mu brakuje. Przede wszystkim jest koszmarnie przegadany, skrócenie pierwszego i drugiego tomu o 1/3 bardzo by pomogło. Ale najbardziej rozczarował mnie koniec drugiego tomu, kiedy niektórym bohaterom brakuje tylko peleryn amerykańskich superbohaterów.

Stąd mimo, że Sandersona lubię i bardzo podoba mi się kreacja jego światów - wybijają się pod względem oryginalności zdecydowanie - jestem daleki od zachwytów nad Archiwum Burzowego Światła. To dobre książki, które przy lepszej redakcji mogłyby być bardzo dobre. 

12-01-2018 12:07
Asthariel
   
Ocena:
0

Tylko czemu superbohaterowość bohaterów ma być czymś złym? Sanderson pisze Epic High Fantasy, o epickich postaciach i ich epickich dokonaniach, nie widzę w takim przypadku niczego złego w byciu over the top. Taką ma konwencję i się jej trzyma - nie każde fantasy musi przecież być ponure i, powiedzmy, zbliżone do naszej rzeczywistości.

12-01-2018 12:21
Henryk Tur
   
Ocena:
0

High fantasy to zwykły człowiek rzucony między potężne moce, więc superbohaterskość likwiduje to "high". 
A ja na dniach przekrojowy o Campbellu :)

12-01-2018 17:47
Pyrokar95
   
Ocena:
0

Archiwum to obok Pieśni Lodu i Ognia moja ulubiona saga fantasy. Każdy tom jest wyśmienity i czytany przeze mnie z namaszczeniem :) Wyczekuję niecierpliwe kolejnych tomów jak i informacji o nich. A jeśli ktoś ma pretensje, do Sandersona za superbohaterskość postaci, to po prostu źle trafił i epic fantasy to nie jest podgatunek dla niego. 

Artykuł świetny, zgadzam się z każdym akapitem ;) 

12-01-2018 19:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.