» Recenzje » Achromatopsja

Achromatopsja


wersja do druku

Warszawa malowana pyłem i krwią

Autor: Redakcja: Tiszka

Achromatopsja
Achromatopsja to moja pierwsza przygoda z uniwersum Metro 2033. I jeżeli całość utrzymuje poziom zbliżony do tej pozycji, to doprawdy trudno mi pojąć, o co tyle hałasu.

Warszawskie metro, choć rozmiarami nie dorasta do pięt moskiewskiemu, również zdołało uratować od zagłady pewną część populacji. Z czasem ocaleni przystąpili do odbudowy zrębów cywilizacji. Mieszkańcy tego mrocznego, tłocznego świata przyjmują za pewnik, że na zasiedlonej przez stada mutantów, skażonej powierzchni nikt nie mógł przeżyć. Przeczy temu jednak odebrane przez radiostację wezwanie na pomoc z odległego regionu miasta. Kierowani ciekawością i nadzieją na nawiązanie kontaktów z nową grupą ocalałych, włodarze podziemnej enklawy wysyłają ekspedycję, która wyrusza na niebezpieczna wyprawę, by odkryć źródło sygnału.

Bohater powieści, którego imienia nie jest nam dane poznać, jest oczywiście członkiem owej wyprawy. Jego podróż przez podziemia i ulice zrujnowanej stolicy stanowi oś fabuły – Achromatopsja jest czymś pomiędzy powieścią przygodową a powieścią drogi, łącząc w sobie dość prostą intrygę z podziwianiem powojennych, często makabrycznych widoczków. Niestety, żaden z tych elementów nie wypada najlepiej.

Sama fabuła jest szyta grubymi nićmi i niezbyt porywająca. Choć tu i ówdzie natrafimy na jakiś nieprzesadnie zaskakujący zwrot akcji czy bardziej dramatyczny moment, to Chmielewski zwyczajnie nie radzi sobie z budowaniem napięcia, przez co książka często nudzi. A kiedy już faktycznie zaczyna się coś dziać, autor zbyt łatwo ulega pokusie pisarskiego lenistwa, wyciągając naszego bohatera z kłopotów używając ogranych sztuczek, naiwnych podstępów lub tanich zbiegów okoliczności. Skutek był taki, że przegryzanie się przez kolejne rozdziały nie było może nieprzyjemne, ale też nie dostarczało zbyt wiele frajdy. Szczególnie rozczarowujący jest finał, na który autorowi zabrakło chyba pomysłu, więc po prostu pozamykał wątki idąc po linii najmniejszego oporu, a przy tym zostawiając sobie możliwość wydania ewentualnej kontynuacji.

Mocną stroną książek z uniwersum zawsze była kreacja świata i zasiedlających go mikrospołeczności. W przypadku Achromatopsji nie jest niestety tak różowo. Większość akcji książki odbywa się na powierzchni, toteż mamy niewiele okazji by obserwować podziemne plemiona. Może to i lepiej, bo również w tym przypadku autor nie wysilił się szczególnie – grupa trzymająca kałasznikowy, a więc władzę, naukowcy, pełni hipokryzji fanatycy religijni, Wietnamczycy, dresy oraz kilka stacji "nijakich" bez szczególnych wyróżników. Ich przedstawiciele biorący udział w wyprawie (plus twardy, małomówny stalker w roli przewodnika) to zbieranina archetypów tak przerysowana, że doprawdy trudno powiedzieć czy to celowy pastisz, czy nieudolność w kreacji bohaterów. Antagoniści są śmiechu warci w swojej wysilonej, akcentowanej w każdym słowie i ruchu nikczemności, na siłę pakując nam do gardła gorzki morał, jak to prawdziwymi potworami i zagrożeniem są nie mutanty lecz ludzie, itd., itp. Postacie pozytywne wypadają nieco lepiej, jednak również nie zachwycają ani głębią, ani oryginalnością, szczególnie, że poza głównym bohaterem jest ich niewiele, a traktowane są raczej użytkowo, do popychania fabuły w przód. Sam protagonista pełni raczej rolę obserwatora niż siły sprawczej wydarzeń, mimo że śmierć zagląda mu w twarz dość regularnie. Dialogi w większej części są znośne (o ile kogoś nie będzie razić wspomniana już nadmierna podłość niektórych bohaterów), a w lepszych momentach robią nawet całkiem dobre wrażenie – szczególnie, że tu i ówdzie błyśnie w nich nawet niezły humor słowny.

Postapokaliptyczna Warszawa, której tunele, budynki i ulice przyjdzie nam zwiedzić, wywołała u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony autor mądrze wykorzystał co bardziej charakterystyczne punkty stolicy do stworzenia efektownej, acz przygnębiającej scenografii. Z drugiej jednak budzi to rozczarowanie, bo tych dobrych opisów jest niewiele i są one krótkie. Oryginalnością nie powalają również zasiedlające powierzchnię mutanty, stanowiące typowe wariacje na temat psów, kotów czy owadów. Nie każdemu musi przypaść do gustu (jak i mi nie przypadło) wplecenie do tego elementów para-magicznych, takich jak moce pozazmysłowe czy miejsca obdarzone zdolnością wpływania na umysły ludzi, które mają zapewne dodać fabule tajemniczości, jednak nie wychodzi im to najlepiej. Niektórzy będą również zapewne kręcić nosem (jak i ja kręciłem) na zbyt ostentacyjne afiszowanie się autora ze swoimi polityczno-społeccznymi sympatiami i antypatiami.

Styl autora mógłbym określić słowem "nienachalny". Brak mu wyrazistych cech szczególnych, jednak akcja prowadzona jest sprawnie, zaś opisy są funkcjonalne i dostatecznie szczegółowe, by choć zarysować nam przed oczami obraz zdewastowanego świata. Jedyne co może przeszkadzać, to częste w dalszej części książki przeskoki miedzy narracją pierwszo- i trzecioosobową, dla których trudno znaleźć sensowne uzasadnienie.

Achromatopsja to powieść marna. Nudnawa, przewidywalna fabuła i kiepskie postacie sprawiają, że lektura, choć nie jest nieprzyjemna, to też zupełnie nie cieszy. Pojedyncze lepsze momenty w dialogach czy zapadające w pamięć widoczki nie są w stanie przesłonić tych mankamentów. Polecam tylko szczególnie wyposzczonym fanom gatunku.

 

4.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Achromatopsja
Cykl: Uniwersum Metro 2033
Autor: Artur Chmielewski
Wydawca: Insignis
Data wydania: 15 marca 2017
Liczba stron: 424
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-65315-93-9
Cena: 39,99 zł



Czytaj również

Człowiek obiecany
Pożoga po krakowsku
- recenzja
Prawo do życia
Prawo do przygody
- recenzja
Warcraft
Adaptacja ekranizacji
- recenzja
Prawo do użycia siły
Nie takie Metro straszne...
- recenzja
Szepty Zgładzonych
Opowiadania Polskich Fanów Uniwersum Metro 2033
- recenzja
Prawo do użycia siły
Kto ma broń, ten ma władzę
- recenzja

Komentarze


AdamWaskiewicz
   
Ocena:
0

Styl autora mógłbym określić słowem "nienachlany"(...)

W sensie, że pisał na trzeźwo? To akurat chyba pozytyw.

21-03-2017 21:53
Asthariel
   
Ocena:
0

Poprawiłem, dzięki.

21-03-2017 23:17
von Trupka
   
Ocena:
0

@AdamWaskiewicz

Jedna z bardziej udanych literówek jakie mi się zdarzyły. 

22-03-2017 11:09

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.