» Artykuły » Wywiady » Wywiad z Michałem Karzyńskim, głównym koordynatorem Pyrkonu

Wywiad z Michałem Karzyńskim, głównym koordynatorem Pyrkonu


wersja do druku

"Przyjedźcie na Pyrkon i dobrze się bawcie"

Autor: Redakcja: Mały Dan

Wywiad z Michałem Karzyńskim, głównym koordynatorem Pyrkonu
Nadchodzący Pyrkon to dobra okazja, by porozmawiać z głównym koordynatorem konwentu, Michałem Karzyńskim. Oto czego się od niego dowiedzieliśmy o najnowszej edycji imprezy (przy okazji zwracam uwagę czytelnikom serwisu, że rozmowa odbyła się w pierwszej połowie marca).

Organizacja Pyrkonu

Emil Marcinkowski: Zostało już niewiele czasu do Pyrkonu. Na jakim etapie zaawansowania są prace nad konwentem?

Michał Karzyński: Na dwa tygodnie przed imprezą jesteśmy na etapie dopinania ostatnich spraw i jeśli trzeba, gaszenia ewentualnych pożarów. Staramy się posklejać wszystko tak, żeby uczestnicy, niezależnie, czy są gżdaczami, twórcami programu czy gośćmi, odebrali imprezę w jak najlepszy sposób.

Pyrkon rok w rok się rozrasta. Ilu osób spodziewacie się tym razem i czy nie obawiacie się problemu przepełnionych sal?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że ludzi będzie więcej niż w zeszłym roku. Mamy też taką nadzieję, bo dla nas to duża nagroda. Przygotujemy dla nich zróżnicowaną liczbę materiałów, od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy. Jeśli chodzi jednak o sale, to powiem o czymś, czego nie da się uniknąć. One na Pyrkonie będą pełne, o każdej porze dnia i, jak się czasem okazuje, nawet nocy. Natomiast w tym roku wprowadzimy gżdacza, który będzie pilnował każdej sali prelekcyjnej i nie dopuści do przepełnienia. Z jednej strony dzięki temu ludzie nie będą stali w otwartych drzwiach i wchodzili sobie na plecy, ale z drugiej, tym którzy będą wewnątrz, zapewni to większy komfort uczestniczenia w prelekcji, panelu czy w jakimkolwiek innym punkcie programu. Chcemy, aby w salach było nieco luźniej i aby było w nich świeższe powietrze niż zdarzało się rok temu. Dlatego właśnie gżdacz salowy będzie pilnował limitu ludzi.

Ważne jest też to, że część prelekcji rozpoczyna się o pełnej godzinie, a część rozpoczyna się o wpół do. Jeśli, na przykład, ktoś nie wszedł na prelekcję, a ma na zegarku dziesięć po dwunastej, to za dwadzieścia minut może pójść na kolejny punkt programu. Nie musi czekać już pięćdziesięciu minut na coś o podobnej czy, jeśli woli, zupełnie innej tematyce.

Czy należy nastawić się na kolejki na starcie imprezy?

Kolejki są czymś, czego nie unikniemy. Pojawiają się niestety na wszystkich imprezach, gdzie jest ogrom ludzi. Z Targami Poznańskimi ustawimy tak zwanego ślimaka, czyli podobnie jak ma to miejsce na lotniskach czy na niektórych dworcach PKP, wyznaczony korytarzyk z taśmy, dzięki któremu kolejka będzie lepiej zorganizowana i odwiedzający łatwiej będą mogli dotrzeć do kas. Skracamy też czas akredytowania. Nie będziemy już pobierać danych osobowych. To będzie po prostu podejście do kasy, opłacenie wejściówki, otrzymanie wejściówki. Nawet materiały będą już wydawane za kasami. No i oczywiście do tego podział kas na osoby funkcyjne i dla zwykłych uczestników.

Jak przebiega współpraca z przedstawicielami władz. Jakie ona ma dla Was znaczenie? Czy jest ona równie dobra, jeśli chodzi o Targi oraz sponsorów i wystawców?

Jeśli chodzi o Targi, już od 2011 układa się ona bardzo dobrze. Targi wykazały się odpowiednim zrozumieniem dla faktu, że nie jesteśmy typową, targową, komercyjną imprezą, tylko działamy w inny sposób. Ze względu na charakter imprezy, warunki współpracy są niestandardowe, ale zadowalające dla obu stron. Od wielu lat chwalimy sobie współpracę z władzami lokalnymi, czyli Urzędem Miasta, Marszałkowskim i Wojewódzkim, które wspierają nas swoim patronatem. Urząd Miasta jest też jedną z trzech instytucji przekazujących dotacje na naszą imprezę. Podobnie Ministerstwo Kultury. Nie ukrywam, że gdyby nie one, Pyrkon na pewno nie miałby takiego rozmachu, bo nie mielibyśmy możliwości finansowych. Niedawno dowiedzieliśmy się, że w sobotę odwiedzi nas Ryszard Grobelny, prezydent miasta Poznania, który również zainteresował się imprezą.

Jeśli chodzi o wystawców i sponsorów, to po obu stronach zauważamy, że współpracę można rozszerzać. Są tacy, którzy są tu po raz pierwszy czy drugi i zazwyczaj potrzebują tylko zwykłego stoiska, choć z roku na rok są one coraz większe. Natomiast ci, którzy są z nami już kolejny raz lub pamiętają czasy tzw. dębcowe, czyli przed Targami Poznańskimi, wychodzą do nas z propozycjami: słuchajcie, mamy taki pomysł, aby tę współpracę rozszerzyć o to, o tamto, możemy wam coś takiego przywieźć. I to jest bardzo fajne, że współpracuje się z nimi kreatywnie, niestandardowo i owocnie. Zaskakujemy naszych uczestników nietypowymi atrakcjami, takimi jak chociażby promujący mangę czołg, który będzie na hali numer 8 jako element wystawowy.

Jakie koszty ponosicie jako organizatorzy tak dużej imprezy? To na pewno spory wysiłek, który wymaga poświęcenia choćby czasu. Co tracicie organizując taki event, a co zyskujecie?

Tracimy możliwość uczestniczenia w programie, bo najczęściej nie mamy na to czasu. Natomiast zyskujemy to, co się wiąże z uczuciem po imprezie. Osobiście najlepiej się czuję właśnie po Pyrkonie, kiedy słyszę, że ludzie byli zadowoleni. Oczywiście są jakieś uwagi i mankamenty, ale ludzie generalnie wyjeżdżają zadowoleni. I to jest ogromny zysk, kiedy po imprezie nadchodzi nasz czas. Odbieramy mentalną zapłatę za miesiące pracy i wyrzeczeń. Choćby tego, że nie możemy wyjechać na inne konwenty, bo pracujemy; nie możemy skorzystać z innych konwentów, bo pracujemy nad Pyrkonem. To jakaś strata, ale wspólne działanie, to, że spotykamy się podczas pracy w siedzibie Stowarzyszenia, że wspólnie się bawimy, zdecydowanie to rekompensuje. Dla części z nas dochodzi też możliwość obserwowania tego, jak impreza się rozwija oraz to, że inaczej traktują nas - jako cały Pyrkon - podmioty zewnętrzne. Dotyczy to nie tylko wystawców branżowych, ale też firm absolutnie niefantastycznych, w pełni zewnętrznych, od których czasem niektórzy z nas otrzymują oferty. Podobnie rzecz ma się, jeśli chodzi o urzędników, dla których jesteśmy rozpoznawalni zarówno jako Klub, jak i jako wydarzenie.

W jaki sposób ułatwiacie i pomagacie nowym odnaleźć się na konwencie?

W tym roku wprowadzamy nowość - blok integracyjny. Są tacy, którzy chcą skorzystać z konwentu tylko na zasadzie: wejść, popatrzeć i wyjść - co jest w pełni zrozumiałe. Część osób chciałaby się jednak zaangażować bardziej w środowisko fanowskie i chcemy ich zintegrować we wspomnianym bloku różnymi mniej lub bardziej nietypowymi zabawami i grami, które będą miały miejsce. Podkreślamy też, że to zbiorowisko fanów, że jesteśmy "na ty”. Organizatorzy i goście, którzy wyrażą chęć, będą w tym roku nosić badge: "Mów mi na ty”. Chcemy w ten sposób podkreślić, że każdy jest fanem. To, na czym my zostaliśmy wychowani, jeżdżąc na konwenty, gdzie wszyscy byli równi, niezależnie od tego, kto ile ma lat, czy jest gościem, prelegentem czy gżdaczem itd.

Chcemy więc pomagać i wspierać nowe osoby poprzez blok integracyjny. Oczywiście będzie też blok dla początkujących, na którym można bardzo szybko i przystępnie dowiedzieć się o tym, co fantastyka ma do zaoferowania. Liczymy także na atmosferę - wzajemnej sympatii i równości wśród fanów.

Jakiś czas temu Facebook zaroił się od zdjęć Pyrkonu, bazujących na podobnych wpisach z Nicolasem Cagem, co pokazało waszą elastyczność i zdolność do szybkiego reagowania. Możesz opowiedzieć trochę o tym, jak staracie się promować?

Jeśli chodzi o akcję: "Na Facebooku jest za mało Pyrkonu. Zalejmy FB Pyrkonami! Polub ten post, a dostaniesz rocznik, z którego grafikę lub zdjęcie będziesz musiał wstawić na swoją ścianę", to tak jak mówisz pokazuje, że jesteśmy elastyczni, a przede wszystkim, że nas też to bawi. Ta akcja nie była zaplanowana. To było bardzo spontaniczne. Zapoczątkowała ją Lathea i potem poszło lawinowo. Poszło przez to, że dla nas organizacja konwentu to wciąż jest masa radochy. Takie rzeczy pozwalają nam na chwilę odetchnąć od kolejnego maila czy wiadomości na Facebooku w sprawie Pyrkonu.

Natomiast co do promocji, to zmienił się nasz profil na Facebooku. Jest nas więcej, komunikujemy się z uczestnikami częściej i piszemy o rzeczach związanych nie tylko z Pyrkonem, ale też okołofantastycznych, takich jak na przykład urodziny Miroslava Žambocha. W Poznaniu była też okazja do wzięcia udziału w fantastycznym korowodzie w sobotę 1 marca. Czasem zaś pozwalamy sobie na mniejsze działania, jak akcja z dodawaniem zdjęcia z danej edycji Pyrkonu.

A będzie coś takiego jak zeszłoroczny tramwaj z cosplayerami?

W tym roku nie planujemy tramwaju. Spotkał się on z mniejszym zainteresowaniem niż się spodziewaliśmy. Analizowaliśmy, czy ponowić akcję, być może lepiej ją wypromować, ale ze względu na ograniczony czas po prostu nie możemy się temu poświęcić. Organizatorzy zajmujący się tego rodzaju atrakcjami uznali, że są inne, nowe rzeczy, które chcą przedstawić i ten tramwaj pozostanie wspomnieniem z roku 2013.

Atrakcje Pyrkonu

Czy można powiedzieć, że Pyrkon rozwija się nie tylko organizacyjnie, ale i programowo? Jeśli tak – to jak?

Z pewnością można tak powiedzieć, ponieważ zwiększa się liczba punktów programu - prelekcji, paneli, spotkań czy konkursów. Zwiększa się też, i to w setkach, liczba zgłoszeń. Osób zainteresowanych podzieleniem się swoją wiedzą czy poglądami, jest z roku na rok coraz więcej. Nie ukrywam też, że więcej uczestników to większy budżet, który możemy przeznaczyć na atrakcje. Stąd też kolejni goście, których na pewno będzie rokrocznie coraz więcej. W tym zagranicznych - bardzo atrakcyjnych, ale również bardzo kosztownych. Dzięki większej liczbie uczestników możemy sobie już na tych gości pozwolić.

Rosnący Pyrkon to też większa liczba bloków czy ich poszerzanie, np. przydzielenie większej powierzchni, jak w przypadku Bloku Gier Elektronicznych, czy dodatkowej auli. Okazało się w zeszłym roku, że nawet aule były za małe, więc tym razem część hali zagospodarujemy jako miejsce spotkań, z krzesełkami i dużą sceną.

Jakie nowości przewidywane są w tym roku? O ile wiem, w zeszłym nie było np. Bloku Filmowego, a w tym jest coś takiego.

Blok Filmowy był, ale skromny. Natomiast teraz, dzięki współpracy z Jakubem Ćwiekiem, ma on się zdecydowanie lepiej, będą między innymi pokazy filmowe. Poza Blokiem Filmowym, znacznie ciekawiej wygląda też Blok Anglojęzyczny. Blok Gier Elektronicznych jest większy niż w zeszłym roku, Games Room będzie miał zdecydowanie więcej miejsca. No i ten blok, który nazywamy Blokiem Festiwalowym, czyli wszystkie nietypowe atrakcje - również zawiera więcej wystaw, koncertów i pokazów niż w latach ubiegłych.

Na co szczególnie warto w tym roku zwrócić Twoim zdaniem uwagę? Z czego jesteście szczególnie zadowoleni, że się wydarzy w czasie imprezy?

Trudne pytanie. Myślę, że warto zajrzeć w każdy zakątek konwentu. Szczególnie przejść się po tych pawilonach, które są w czteropaku: 7, 7A, 8, 8A. Niekoniecznie angażować się w całogodzinne prelekcje. Tam są atrakcje, które naprawdę fantastycznie wyglądają. Będą wioski postapokaliptyczne czy bractwa. Znajdziecie wiele rzeczy na chwilę, którymi można nacieszyć oczy. Natomiast jeśli komuś zależy na punktach programu w rozumieniu prelekcyjno-panelowym, to szczególnie polecam spotkania z naszymi gośćmi. Na stronie Pyrkonu w zakładce Goście jest wypisane, jakie będą mieli punkty programu, gdzie będą miały miejsce i kiedy. Jeżeli ktoś chciałby polegać na naszym wyborze, to dobrze zerknąć na to, co będzie się działo w hali numer 8, jeśli chodzi o część prelekcyjną. Tam umieściliśmy punkty programu, które wydały nam się najciekawsze. Tu też odbędą się koncerty. Potem warto zwrócić uwagę na te punkty programy, które będą odbywały się w aulach na dwóch piętrach pawilonu numer 14. Uznaliśmy, że - poza umieszczonymi na scenie - właśnie one będą najbardziej interesujące i będą miały największą widownię. Kontynuowany jest konkurs Złote Maski, odbywają się LARPy, więc jeżeli ktoś jest zainteresowany uczestnictwem w nich, czy sesjach RPG - jako Mistrz Gry czy jako gracz, to serdeczne zachęcam. A skoro mowa o Złotych Maskach, to nie wolno nam zapomnieć o Maskaradzie - Wielkim Konkursie Strojów!

Jakie nowe produkty i premiery się pojawią?

Mamy w tym roku coś nowego: "testuj na Pyrkonie". To inicjatywa, która w tym roku jest połączona z premierami. W przyszłości chcemy oddzielić premiery od tych gier, które nasi uczestnicy chowają po szufladach, a które chcieliby komuś pokazać, przetestować, zasięgnąć rady, czy dane rozwiązania mechaniczne mają rację bytu. Stąd na stronie, w menu znajdziecie zakładkę "Testuj na Pyrkonie” i są tam nie tylko duże sklepy, jak Rebel.pl czy Cube, ale również małe wydawnictwa czy osoby chcące przedstawić gry. Tak jest np. z Panem Lodowego Ogrodu. Do tego odbędzie się aż dziewięć premier literackich, m.in. Brudne ulice Nieba Tada Williamsa i Lśniące dziewczyny Lauren Beukes.

A czy możesz opowiedzieć o Identyfikatorach Pyrkonu, czyli nagrodzie współorganizowanej z naszym serwisem? Jakie ma ona dla Was znaczenie i co sprawiło, że postanowiliście ją utworzyć?

Identyfikatory Pyrkonu, czyli wspólna nagroda Pyrkonu i Poltergeista, to coś nowego, co wraz z serwisem będziemy rozwijać podczas kolejnych edycji. Robimy to po raz pierwszy, ale mam nadzieję, że nagroda ta przerodzi się w pewną fandomową tradycję i stanie się wyznacznikiem jakości dla uczestników.

Mamy trzy kategorie: literatura i komiks, gry oraz promotor fantastyki. Zależało nam – i tu mówię zarówno o organizatorach Pyrkonu, jak i redaktorach Poltergeista – na tym żeby były nominowane konkretne osoby, nie całe wydawnictwa czy grupy. Stąd właśnie identyfikator, przeznaczony dla konkretnej osoby, która jest odpowiedzialna za jakieś działania, czy za jeden sukces warty wyróżnienia. Tego wyróżnienia dokonują uczestnicy Pyrkonu i użytkownicy serwisu Poltergeist, więc, podkreślmy, jest to nagroda od fanów. Nie jest nagrodą jakiegoś jury, które siedzi w ciemnych zakamarkach, tylko fanów wręczana podczas święta miłośników fantastyki za jakie uznajemy Pyrkon.

Nagrodę - z ramienia serwisu Poltergeist - zaproponował Maciej ‘repek’ Reputakowski i po długich dyskusjach uznaliśmy, że warto taką inicjatywę wspólnie wdrożyć. W środowisku fantastycznym jest wiele osób, które zasługują na to, żeby ich wyróżnić, podkreślić ich dokonania. Czemu więc nie stać się tubą, nie oddać głosu uczestnikom i umożliwić im pokazanie, że kogoś doceniają, jest to naszym zdaniem. To coś zupełnie innego, niż gdyby odbyło się samo głosowanie. Taka informacja ogłoszona w serwisie ma mniejszy wymiar, niż faktyczne wręczenie statuetki podczas gali, gdy setki czy tysiące osób mogą być przy tym i stwierdzić: Tak, to mój głos zadecydował, że ta osoba dziś odbiera statuetkę Identyfikatora Pyrkonu. Chodziło o urzeczywistnienie głosów i opinii, które są wśród fanów.

Pyrkon w fandomie

Co motywuje organizatorów do przygotowywania kolejnych Pyrkonów?

Myślę, że każdy z prawie sześćdziesięcioosobowej ekipy odpowiedziałby na to pytanie inaczej, ale generalizując, zaryzykuję stwierdzenie, że nakręca nas możliwość stworzenia czegoś wspólnie od podstaw. Rokrocznie zaczynamy niejako od zera. Nie możemy przesunąć imprezy w czasie, więc musimy zebrać wszystkie siły i przygotować Pyrkon dla ludzi. Z pewnością działa na nas też to, że możemy coś stworzyć dla innych, a oni to potem doceniają. To jest bardzo ważne: te pochlebne słowa, razem z krytyką oczywiście, są ogromną motywacją do organizowania kolejnej edycji. Zawsze po Pyrkonie chęć do tworzenia go rośnie - właśnie po tym, kiedy widzimy efekt swojej ciężkiej pracy.

Ogromny wpływ ma również atmosfera, która panuje między organizatorami - atmosfera absolutnego zrozumienia dla wszystkich - zarówno dla tych pozytywnych, jak i czasem tych negatywnych emocji oraz spadków nastroju Nie jesteśmy pojedynczymi osobnikami, którzy grabią własną grządkę, ale pracujemy razem. Krótko mówiąc - atmosfera wspólnego działania i możliwość stworzenia czegoś od zera, co potem jest odbierane pozytywnie - to jest to, co napędza nas w największej mierze.

Jakie jest miejsce Pyrkonu na konwentowej mapie Polski?

Myślę, że to ważne miejsce. I chcielibyśmy żeby było takim, z którego inne konwenty mogą skorzystać do wypromowania swoich działań czy stowarzyszeń. Chcemy, żeby skupiało fanów, aby pokazywało nowości, inne imprezy, osoby, które działają. Chcemy, by było to miejsce promujące fantastykę w każdym jej wydaniu. Myślę więc, że jest to miejsce ważne, ale zależy nam na tym, żeby było to też miejsce wspólne.

A czy Pyrkon jest wartością? Jeśli tak, to jaką lub jakie wartości niesie ze sobą Pyrkon?

Myślę, że pyrkonowa wartość to otwartość. Dajemy możliwość spotkania się zarówno fanów, jak i wystawców, sponsorów czy autorów - ludzi, którzy chcą coś zaprezentować w fandomie. Dzięki temu można poznać fantastykę w każdym jej wydaniu. I to jest nasza wartość: otwartość na fanów na każdym polu fantastyki. Staramy się, żeby każdy rodzaj fantastyki miał swoje miejsce, znalazł jakiś kącik i różni fani mieli do tego dostęp. Tak to widzę. Ta wartość to otwartość na wszystkie rodzaje fantastyki, na wszelkich fanów i promotorów fantastyki.

Biorąc pod uwagę rozmiar i rozmach imprezy, Pyrkon to jeszcze impreza fanowska czy też już impreza komercyjna? Czy jest to jeszcze wolontariat, działalność fanowska, czy też normalny interes? I czym się różni organizacja tak dużej imprezy od przygotowywania mniejszego eventu?

Pyrkon robimy wolontariacko. Nie pobieramy pieniędzy za naszą pracę, natomiast staramy się, żeby to, co robimy, było robione w sposób profesjonalny i korzystamy tutaj z naszych doświadczeń pozapyrkonowych. Czy też ze znajomych, którzy mogą nam udzielić jakichś porad. Profesjonalne oblicze Pyrkonu jest nam bliskie i jest czymś, do czego dążymy. Cały czas jest to jednak działalność wolontariacka. Tak chcielibyśmy to utrzymać, chociaż staje się to coraz trudniejsze przy tym rozmiarze imprezy. Trzeba poświęcić coraz więcej czasu, co przyczynia się do tego, że potrzebujemy więcej osób, żeby zwiększyć liczbę roboczogodzin.

Jako koordynator imprezy na dwanaście tysięcy osób i konwentu na trzysta osób - a zdarzyło mi się nie tak dawno temu organizować taką imprezę - to różnicą, jaką widzę jest w tym momencie poczucie dużo większej odpowiedzialności. Wiemy o tym, że uczestnicy nam mniej wybaczą, szczególnie ci, którzy nie są aktywnymi członkami fandomu i nie podchodzą do Pyrkonu jako jednej z kilku imprez odwiedzanych w roku, ale przychodzą tylko na ten konwent, bo są z Poznania i tylko to wydarzenie ich interesuje.

Natomiast inną sprawą jest, że musimy bardzo uważać na każdy warunek, który dogadujemy z jakimkolwiek naszym partnerem. Zdajemy sobie sprawę z tego, że każde drobne ustępstwo może spowodować, że inny partner będzie domagał się tego samego. Ponadto, jeśli godzimy się na jakieś ustępstwo, to znaczy, że będziemy je kontynuować w przyszłych latach. Wiele naszych decyzji skutkuje długoterminowymi działaniami na kolejnych edycjach, przy których czasem pracują już zupełnie inni ludzie. Ta ciągłość jest również czymś, co odróżnia organizowanie imprezy o tak różnej skali.

A jakie są przewagi wolontariatu nad pracą zawodową?

Temat różnicy między pracą zawodową a wolontariacką jest często obecny wśród organizatorów. Dużym atutem pracy wolontariackiej jest, że w każdym momencie ktoś może powiedzieć: "przepraszam, ale ja dzisiaj nie mam na to czasu, nie dam rady” czy też "w ten weekend nie mogę, ponieważ od miesiąca nie byłem w domu i chcę jechać do rodziny, ale - na przykład - będę pod telefonem”. Inni organizatorzy wykazują zrozumienie, ponieważ wiedzą, że sami mogą być w podobnej sytuacji. Ta możliwość powiedzenia "nie, nie mogę” jest ważna, nie tylko u nas, ale i w innych organizacjach, które opierają się na pracy wolontariackiej. W firmach bywa różnie, w pracy zawodowej jesteś zobowiązany umową do tego, żeby wykonywać pewne przydzielane zadanie i nie bardzo możesz dyskutować z tym, co jest zlecane. W takiej działalności, jak nasza, i działa to przy każdym konwencie, masz większą dawkę swobody, by powiedzieć "nie mogę w danym terminie czegoś zrealizować”.

Czy w ogóle wypada zarabiać na konwentach i czy jest miejsce na tego rodzaju komercyjne imprezy w Polsce?

Nie wiem, czy wypada. Myślę, że to prywatna sprawa każdego organizatora. Byłem na cyklu konwentów, na niektórych edycjach organizatorzy zarabiali, na niektórych tracili, i przyznam szczerze: bawiłem się na nich świetnie. To były jedne z moich pierwszych konwentów i w ogóle nie myślałem o tym, co dzieje się z tymi pieniędzmi. Automatycznie zakładałem, że to są koszta konwentu i nie zastanawiałem się nad tym.

O tym, że niektórzy ludzie zarabiają na konwentach, dowiedziałem się parę lat później, ale absolutnie nie robi mi to różnicy. Wtedy przyjeżdżałem na konwent dobrze się bawić, nie analizować budżet. Nie przyjeżdżam na konwenty, żeby organizatorom zaglądać w kiesę, ale po to, żeby spotkać znajomych, wziąć udział w punktach programu. Jeżeli będą tacy, którzy nie będą zarabiać w firmie, a ich pracą zawodową będzie robienie konwentu, dzięki czemu ja będę się dobrze bawić, jest to jak najbardziej w porządku. Jeśli byli by to moi znajomi, tym bardziej cieszyłbym się, że mogą łączyć pasję z pracą zawodową.

Konwenty mangowe bywają już organizowane komercyjnie i wydaje mi się, że jest miejsce na takie imprezy. Mam też wrażenie, że ogromowi fanów, podobnie jak mi, nie zależy na zaglądaniu do portfela, ale na dobrej zabawie podczas wydarzenia. Natomiast przy cenach akredytacji, jakie aktualnie funkcjonują, i jakie jeszcze długo funkcjonować będą, w czym nie widzę oczywiście problemu, będzie to utrudnione. Koszta, które ponosi się przy konwentach, a z których czasem uczestnicy nie zdają sobie sprawy, są całkiem spore.

Z perspektywy przedstawiciela Drugiej Ery i organizatora Pyrkonu, co sądzisz o obecnej sytuacji konwentowej w Polsce? Z czego się cieszyć, co martwi?

Wydaje mi się, że jest się z czego cieszyć, bo liczba konwentów rocznie, jak to ostatnio sprawdzałem, jest od kilku lat podobna. Raz trochę ich mniej, raz więcej, ale to wciąż około 90 konwentów. Do tego powstaje coraz więcej grup, stowarzyszeń, klubów w różnych miejscowościach. Niektóre się odradzają, np. Kraków, który kiedyś był bardzo silnym ośrodkiem fantastycznym, potem ucichł, a teraz znowu rośnie w siłę. A jednocześnie przy podobnej liczbie konwentów, jest coraz więcej uczestników. To oznacza, że ludzie interesują się fantastyką, chcą się spotkać z nią i jej fanami. Myślę, że ta sytuacja jest bardzo pozytywna i będzie dążyć ku lepszemu. Dodam jeszcze, że sprawia to, iż w opinii publicznej fantastyka i jej fani stają się kimś barwnym, kolorowym, ciekawym, a nie dziwnym i nietypowym.

I na koniec, korzystając z okazji, że możesz zwrócić się bezpośrednio do czytelników serwisu i gości Pyrkonu, czy jest coś, co chciałbyś im przekazać?

Moi drodzy, jesteście fantastycznymi fanami. Przyjedźcie na Pyrkon, bawcie się dobrze, zabierzcie ze sobą znajomych. Bawcie się dzień po dniu, noc w noc, korzystajcie z tego, co przygotowaliśmy dla was wraz z setkami twórców programu, a potem jeźdźcie na kolejne imprezy i też świetnie się bawcie. I na tych wszystkich imprezach, nie tylko na Pyrkonie, ale i na innych konwentach, podejdźcie do organizatorów, do gżdaczy i powiedzcie, że doceniacie ich pracę i miło spędziliście czas. Bo nic tak na nas nie działa jak usłyszeć, że to co zrobiliśmy było dobre i że dobrze się bawiliście.




Czytaj również

Warsztaty z Robertem Cichockim
Storytelling technikami Impro dla gier RPG
Pyrkon 2014
Mrówka na konwencie
- recenzja
Relacja Pyrkon 2014 by Oggr
Oggrowa wyprawa na Pyrę. Bardzo subiektywna
- recenzja
Pyrkon 2017
Relacja ze stolicy Fantastyki
- recenzja
Pyrkon 2016
Kolejny rekord frekwencji i zadowolenia
- recenzja

Komentarze


WekT
   
Ocena:
+1

Wreszcie w tym roku będę :)

16-03-2014 19:26
Repek
   
Ocena:
+1

podejdźcie do organizatorów, do gżdaczy i powiedzcie, że doceniacie ich pracę i miło spędziliście czas. Bo nic tak na nas nie działa jak usłyszeć, że to co zrobiliśmy było dobre i że dobrze się bawiliście.

Amen. :)

Pozdro

17-03-2014 02:14
jareckr
   
Ocena:
+2

Na tak dużym konwencie nigdy nie byłem - czas to nadrobić!

18-03-2014 15:23
Mayhnavea
   
Ocena:
+3

Długi, gęsty tekst, świetnie, że go przygotowaliście. Tak powinien wyglądać dobry PR: szczere, komunikatywne i głębokie przedstawianie działalności. Teraz czytelnik/czka ma wgląd, jak wygląda organizacja konwentu od zaplecza, czego się spodziewać i w ogóle "jak to działa".

Zainteresował mnie też jeden wątek w wypowiedzi, dotyczący zarabiania pieniędzy przez organizatorów/ki i komercyjności konwentów. Widzę, że od lat temat gotuje ludziom krew w żyłach i jest grupa fanów stojących na straży "fanowskiego - czyt. wolontariackiego" organizowania różnych działań.

Mnie to trochę dziwi z dwóch powodów. Pierwszy: kiedy idę do biblioteki lub do teatru, nie oczekuję, że osoby mnie obsługujące, występujące, prowadzące spotkania itd. powinny robić to za darmo, bo kulturę trzeba mieć przede wszystkim w sercu. Jeśli ktoś pracuje w teatrze na etacie, to sądzę, że pieniądze nie wykluczają miłość do sztuki, tylko pozwalają na czynne poświęcanie się jej organizacji przy zabezpieczeniu pozostałych dziedzin życia (opłaty, podatki, edukacja, rodzina, rozrywka po pracy). Z mojego doświadczenia w działaniu w kulturze wynika, że jak ktoś ma pasję związaną z pracą, to i tak pracuje 10 razy więcej niż przewiduje ustawa. Sytuacja w zasadzie tak absurdalna, że trudno nawet jakoś angażować się w dyskusję na ten temat.

Drugi aspekt sprawy jest może bardziej związany ze słownikiem, ale i z prowadzeniem działalności jako klub-stowarzyszenie. Impreza jest komercyjna nie kiedy na siebie zarabia, ale kiedy generuje dodatkowy zysk, który zostaje po zakończonym wydarzeniu. Wypłacanie wynagrodzenia koordynatorom NIE jest komercyjne, gdyż jest to koszt projektu. Nie ma żadnej równoważności między "biorę pieniądze za pracę" a "komercyjna impreza", bo w obu przypadkach liczy się zupełnie inną pulę pieniędzy. Poza tym: nawet gdyby stowarzyszenie robiące Pyrkon czy inny konwent działało komercyjnie, to dochód i tak musiałby iść na sprawy społeczne/klubowe, nie byłby do podziału jak między udziałowców spółki :)

Ja osobiście uważam, że osobom koordynującym konwenty pieniądze się po prostu należą, bo na nich spoczywa najwięcej pracy własnej, koordynowania pracy innych, a także największa odpowiedzialność. Poza tym, jeżeli coś ma być zrobione dobrze i zazwyczaj również szybko (bo terminy zawsze gonią), to warto, aby taka osoba miała finansowo zabezpieczony byt, aby faktycznie mogła się poświęcić temu, co robi.

Spojrzałbym na to jeszcze z innej perspektywy. Np. ministerialnej, zakładając, że - jak w przypadku Pyrkonu - pojawia się kasa na organizację z ministerstwa. Urząd ten decydując się udzielić wsparcia finansowego na podstawie papierów, jakie stowarzyszenie złożyło, też bierze odpowiedzialność za to, co robi. Jeżeli daje kasę na projekt, gdzie nie ma zatrudnionego koordynatora/ki, to zgadza się na własne ryzyko, że projekt się rąbnie, bo osoba od koordynacji działała wolontariacko, coś jej się odwidziało, zniknęła, miała problem, sesję, cokolwiek. Akurat takich historii jest na pęczki, ale przestają być śmieszne gdy chodzi o grant ministerialny/samorządowy, który trzeba rozliczyć. Jak się kogoś zatrudnia i ten ktoś np. zachoruje - można szybko zatrudnić kogoś innego. Jest kasa, karta przetargowa. A jak na łapu-capu znaleźć kogoś, kto za free poświęci pół roku swojego życia, weźmie odpowiedzialność za rozliczenie kilku grantów (bo np. przy Pyrkonie widać montaż finansowy z różnych źródeł) w zamian mając +100 do fejmu i +1000 do siwizny? Jako urzędnik np. miałbym pewne opory. Do tego zapisanie w grancie 2k/miesięcznie na rękę dla kogoś to nie jest jeszcze taki koszmar biorąc pod uwagę rozmiar imprezy.

19-03-2014 21:28
   
Ocena:
0

Mayhnaveo MKiDN, miasto, czy województwo jak widać myślą inaczej;).

25-03-2014 22:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.