» Relacje » Pyrkon 2016

Pyrkon 2016


wersja do druku

Kolejny rekord frekwencji i zadowolenia

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch
Ilustracje: Łukasz 'Qrchac' Kowalski

Pyrkon 2016
Trudno jest napisać relację z tak dużej imprezy jak Pyrkon. Z całą pewnością każdy, kto przynajmniej raz brał udział w tym wydarzeniu, miał poczucie, że właśnie coś traci, bo nie może się rozdwoić. Ogrom festiwalu i bogactwo programu zwyczajnie uniemożliwia obecność na wszystkich wydarzeniach, w których chciałoby się wziąć udział.

Jak co roku Pyrkonowi towarzyszyło napięcie związane z wielkim odliczaniem: czy w tym roku znowu uda się pobić zeszłoroczny rekord? Już pierwszego dnia było wiadomo, że tak, a łącznie pojawiło się około 38 tys. osób, a festiwal po raz kolejny okazał się sukcesem.

Fantastyczna przestrzeń

Od kilku lat Pyrkon z i tak sporego konwentu odbywającego się w szkole zamienił się w ogromny festiwal odbywający na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Sprawiło to, że trudno go dziś porównywać z jakimikolwiek innymi wydarzeniami kulturalnymi – nawet w Europie. Mimo wszystko warto pamiętać, że kiedyś ta impreza zaczynała tak samo jak każdy inny konwent. Podczas nieco nostalgicznego otwarcia festiwalu Piotr 'Prezes' Derkacz wspominał jak jeszcze kilka lat temu na poznańskim Dębcu autochtoni byli zaskoczeni widokiem rycerzy Jedi czy elfów. Dziś te wspomnienia wydają się bardzo odległe, ale przywołanie ich pozwoliło uczestnikom otwarcia uświadomić sobie, że ta tak wielka impreza targowa nie wzięła się znikąd. Stowarzyszenie Klub Fantastyki Druga Era to niezwykle świadoma swoich słabych i mocnych stron organizacja. Dzięki temu – oraz dzięki możliwościom oferowanym przez Międzynarodowe Targi Poznańskie – Pyrkon mógł rozrosnąć się do takich rozmiarów.

W tym roku uczestnicy po raz kolejny zostali zaskoczeni udostępnioną powierzchnią. Nie było już znanych i lubianych pawilonów 7 i 7A, ale wynagrodził to pawilon wystawienniczy numer 3, który okazał się strzałem w dziesiątkę. O ile w poprzednich latach strefa handlowa była przyciasna i wydawała się zbyt mała, o tyle teraz wystawcy nie mogli narzekać. Stanowiska znajdowały się w bardzo długim pawilonie, a część na antresoli. Do hali przyciągały nie tylko stanowiska sprzedawców: była również ścieżka smoków, wystawy strojów, prac artystycznych czy konstrukcji z klocków Lego. Wystawcy i tak narzekali na ścisk oraz zbyt wąskie alejki, ale organizatorzy naprawdę zrobili wszystko, co było do zrobienia, żeby zadbać o komfort kupujących i sprzedawców.

Z powodu tak dużej liczbie gości po raz kolejny wprowadzono zapisy na bardziej oblegane  punkty programu. Było to bardzo dobrym rozwiązaniem: osoby, które chciały wybrać się na przykład Maskaradę (konkurs cosplayowy) nie musiały czekać dwóch godzin w kolejce, mogły za to zapisać się na punkt programu przez internet. Sam pomysł zarządzania liczbą uczestników i kolejkami to w tym roku kolejny plus: w pawilonie 15 kolejka regulowana była słupkami, dzięki czemu oczekujący nie musieli (i nie mogli) się przepychać, a równocześnie ci, którzy zapisali się wcześniej, wchodzili oddzielnym wejściem bez oczekiwania.

W tym roku po raz pierwszy do terenu zajmowanego przez Pyrkon włączono dumę poznańskich Targów – Salę Ziemi, na której każdy punkt programu wydawał się przeżyciem. Najważniejsza atrakcją była oczywiście Maskarada – uczestnicy, który nie zapisali się na nią przez internet (pozostało jedynie 300 na 2000 miejsc) stali w kolejce już na 2–3 godziny przed samą galą, która rozpoczęłą się zresztą z 40-minutowym opóźnieniem. Niestety nie wszyscy czekający na występ mogli wejść, ale ci którym się udało, byli z całą pewnością usatysfakcjonowani: obraz wyświetlany był równocześnie na czterech dużych ekranach, a sama scena wyglądała imponująco: w zależności od występu dobierane było odpowiednie oświetlenie bądź efekty pirotechniczne. Jako uczestniczka widowiska naprawdę czułam, że obserwuję profesjonalne wydarzenie, co nie jest częstym uczuciem towarzyszącym na konwentach.

Fantastyczny program

Po raz kolejny w poruszaniu się w gąszczu punktów programowych pomagała pyrkonowa aplikacja dla urządzeń mobilnych. Można było dzięki niej ułożyć osobisty plan, przeczytać opisy prelekcji, a nawet ocenić konkretne wydarzenia. Niestety zupełnie zapomniano o osobach bez telefonu lub z systemem Windows Phone. Niezrozumiałym posunięciem było zupełne zrezygnowanie z książeczki z opisami programu. Według sklepu Google Play aplikację Eventory (która obsługuje również inne wydarzenia) pobrało zaledwie 5 tys. uczestników. Nie uwzględnia to oczywiście pobrań na urządzenia firmy Apple, ale z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że ponad połowa uczestników na samym konwencie nie miała dostępu do opisów punktu programu, o ile nie zapoznała się z nimi wcześniej.

Program był bardzo bogaty, a poszczególne punkty mieściły się w kilku pawilonach. Przejście z jednego miejsca do drugiego zajmowała nawet 10 minut, dlatego czasem łatwiej było znaleźć atrakcję bliżej obecnego miejsca pobytu, niż przemieszczać się na drugi koniec targów, ryzykując brak miejsca w sali. Mimo zapisów na prelekcje i zrezygnowania z mniejszych sal w pawilonie 7 tłumów nie udało się uniknąć, zwłaszcza w okolicach pełnych godzin i migracji uczestników między salami. Największy problem był z pawilonem 14, gdzie napierający tłum nie był w stanie przebić się przez wąskie gardło wejścia. Irytację dodatkowo wzbudzało zupełnie puste wyjście udostępnione jedynie dla palących papierosy gżdaczy.

Program podzielono, jak zawsze, tematycznie. Nie zabrakło takich klasyków jak blok literacki, naukowy, RPG czy konkursowy. Z ciekawszych atrakcji wymienić można blok anglojęzyczny, który rzeczywiście przyciągnął wyraźnie widocznych na imprezie obcokrajowców. Największą popularnością cieszyły się punkty programu ulokowane w Sali Ziemi: to właśnie tam umieszczono spotkanie z najważniejszym gościem imprezy Davidem Weberem czy też autorami serii Legendy Polskie. W tym roku zrezygnowano ze spotkań z budzącymi w poprzednich latach kontrowersje youtuberami, a samych bloków programowych było mniej, ale za to w większych salach. Pokazuje to dobrze, że Pyrkon nie do końca chce sięgać po łatwe przeładowanie programu, ale stawia na jakość. 

W sytuacji gdy na upragniony punkt programu nie udało się wejść, do dyspozycji pozostawało wiele innych atrakcji: dziedziniec z oddzielną listą atrakcji, pawilon z grami (retro i współczesnymi) i strefą Fantastycznych Inicjatyw (gdzie prezentowały się różne krajowe inicjatywy związane z fantastyką, takie jak kluby czy konwenty z innych miast) oraz ogromny gamesroom. Strefa planszówkowa została jeszcze bardziej usprawniona: tym razem nie otrzymywało się gier pod zastaw dokumentu, ale wystarczyło się raz zarejestrować w prowadzonym przez organizatorów systemie, aby potem wypożyczać gry w do końca imprezy. Dobrym pomysłem był system baloników: uczestnik mógł go odebrać, a potem trzymać w widocznym miejscu, aby zasygnalizować, że chętnie zagra z kimś nieznajomym. Nowością była również oddzielna kolejka dla tych, którzy "nie wiedzieli, w co chcą zagrać".

Fantastyczne kolejki

Mimo wielu usprawnień i imponujących nowości Pyrkon ponownie nazywany był przez niektórych "kolejkonem". Po raz kolejny osoby wcześniej akredytowane czekały w piątek na wejście na teren konwentu dłużej niż ci, którzy bilety kupowali na miejscu. Wszystko dlatego, że zdecydowano się na umiejscowienie kasy tylko w jednym miejscu: od strony Dworca Głównego. Pomysł okazał się strzałem w stopę, gdyż zarówno w piątek, jak i w sobotę ludzie ludzi wylewali się na chodnik, tworząc tłum niebezpiecznie blokujący przejście. W sobotę rano formowała się nawet kolejka ludzi z już wykupioną akredytacja, ponieważ każdy z uczestników musiał się swoim identyfikatorem "odbić" na bramce.

Problem kolejek wyniknął z najpoważniejszej wady Pyrkonu: braków kadrowych wśród gżdaczy. Widoczny był brak przeszkolenia oraz dyscypliny. W reakcji na tworzenie się ludzkich zatorów w holu wschodnim gżdacze często przekrzykiwali się, wydając czasem sprzeczne polecenia ("Przesuńcie się, to droga ewakuacyjna!" na zmianę z "Ludzie, tu jest jeszcze miejsce"). Wydawanie poleceń wrzaskami prowadziło do irytacji uczestników i budowało poczucie chaosu. Dobrym pomysłem było umieszczenie na terenie konwentu kilku punktów informacyjnych, jednak poza nimi czasem trudno było wypatrzeć jakiegoś gżdacza, a gdy się już na jakiegoś trafiło, czasem mówił on wprost, że nie wie jak pomóc.

Potrafię sobie wyobrazić, że zrekrutowanie tak dużej liczby wolontariuszy do obsługi tak sporej imprezy jest wyzwaniem, ale organizatorzy powinni w jakiś sposób temu zaradzić: być może  oferowane przez nich pakiety dla wolontariuszy są za mało atrakcyjne? A może zbyt wielu uczestników zrezygnowało przed imprezą? Jeśli tak – to dlaczego? W przyszłym roku koordynatorzy zdecydowanie powinni postawić sobie za punkt honoru przeszkolenie wszystkich gżdaczy i zorganizowanie ich szkoleń w taki sposób, aby czuli się oni częścią kadry.

Fantastyczna atmosfera

Mimo iż Pyrkon miał problemy z akredytacją i gżdaczami nie można mu odmówić profesjonalizmu. Poznańska impreza z roku na rok uczy się na swoich błędach i wierzę, że za rok tych problemów już nie będzie. Cieszę się również, że Pyrkony zamieniły się z konwentów w festiwale. W tym roku wyraźniej niż kiedykolwiek widać było zmianę grupy docelowej imprezy: na targach przechadzało się coraz więcej młodych mangowców i rodzin z dziećmi, a coraz mniej – będących niegdyś stałymi bywalcami – miłośników muzyki metalowej. Organizatorzy zdają sobie z tego zapewne sprawę, dlatego konwent z roku na rok zmienia się i dostosowuje do wymagań uczestników. Widać to chociażby po rozbudowaniu bloku dziecięcego – niegdyś niewielkiego, dzisiaj z oddzielną świetlicą i blokami programowymi. O ile kiedyś można było odnieść wrażenie, że Pyrkon tę czy inną część traktuje po macoszemu, o tyle teraz odniosłam wrażenie, że do każdej z sekcji podchodzi z szacunkiem i uwagą.

W tym roku po raz pierwszy Pyrkon odwiedził Jacek Jaśkowiak, od dwóch lat prezydent Poznania. Dwa lata temu imprezę wizytował poprzedni prezydent, Ryszard Grobelny. Widać, że Pyrkon stał się dla Poznania dumą i imprezą tak samo ważną jak chociażby popularne Motor-Show. Hasło promujące imprezę na plakatach w całej Polsce "Fantastyka jest wszędzie – znajdź ją!" idealnie pasowało, bowiem w Poznaniu fantastyka przez ten weekend była wszędzie i sprawiła, że Poznań stał się jej polską stolicą. Żadna impreza nie jest dziś w stanie tego tytułu mu odebrać.

Bycie na Pyrkonie to czysta przyjemność. Oglądanie Maskarady, uczestniczenie w ciekawych prelekcjach czy kupowanie najdziwniejszych gadżetów w hali wystawienniczej to właśnie to, czego osoba kochająca fantastykę oczekuje. Na Pyrkonie nie brakuje niczego i każdy znajdzie coś dla siebie. Nawet jeśli godziny spędzone w kolejce kogoś sfrustrowały, to nie wierzę, że zdjęcie z jednym ze świetnych smoków w hali wystawców tego nie wynagrodziło. Dobrze było posłuchać na otwarciu imprezy o historii Pyrkonu, aby przypomnieć sobie, że ta impreza to nie komercyjny festiwal nastawiony na zysk, ale wspaniała inicjatywa non-profit, która rozrosła się dzięki pasji organizatorów, którzy wkładają w nią całe swoje serca. Dziękuję Wam, organizatorzy i gżdacze za to, że w Poznaniu tworzycie historię polskiego fandomu.

Galeria


8.5
Ocena recenzenta
7.1
Ocena użytkowników
Średnia z 5 głosów
-
Twoja ocena
Konwent: Pyrkon
Od: 2016-04-08
Do: 2016-04-10
Miasto: Poznań
Strona WWW: pyrkon.pl
Cena: 60 zł
Noclegi: teren MTP Poznań
Typ konwentu: fantastyczny



Czytaj również

Pyrkon 2017
Relacja ze stolicy Fantastyki
- recenzja
Warsztaty z Robertem Cichockim
Storytelling technikami Impro dla gier RPG
Pyrkon 2014
Mrówka na konwencie
- recenzja
Czas hiperkonwentów
Pyrkon 2014 okiem Andrzeja Zimniaka
Wywiad z Michałem Karzyńskim, głównym koordynatorem Pyrkonu
"Przyjedźcie na Pyrkon i dobrze się bawcie"

Komentarze


Exar
   
Ocena:
0

Mam nadzieje, ze kiedys tam dojade...

19-04-2016 18:35
Kanibal77
   
Ocena:
+1

Byłem i chyba za następny raz podziękuję. Do wuja kafla to niepodobne, żeby nie móc sobie pójść na prelekcję na którą się ma ochotę bez czekania w kolejce przez trzy godziny. Dlatego chyba zostanę jednak przy falkonie i avangardzie. 

Swoją drogą jak raz wyszłem do żaby po tyskacze, które następnie przemyciłem na konwent, bo taki ze mnie badboy, widziałem dwie babcie w czerwonych pelerynkach z krzyżem po boku i wizerunkiem Matki Boskiej na plecach, które zmieszane obserwowały pogański tłum wszelkiej maści elfek i inszych dziwolągów wylewający się z targów.

Obstawiam, że kobitki umówiły się większą grupą, by wypędzać szatana z konwentowiczów, ale albo:

a) kumpele je wystawiły.

b) kumpele przyszły kawałek czasu później.

Jeśli ktoś coś wie w temacie, czy babuszki przeprowadziły jakąś zorganizowaną akcję terrorystyczną śpiewania ,,Barki,, albo samtin lajk det, to niech się podzieli informacją, bo zawsze takie akcje fajnie poczytać. 

21-04-2016 16:29
Anioł Gniewu
   
Ocena:
0

Spiewały Czarną Madonnę. Konkretnie kawałek Vogue... ;)

i naści plusika za reklame tyskiego. Tyszanin Sum! 

21-04-2016 17:47
dyskordianin
   
Ocena:
0

@Kanibal77

Super-babcie nie podejmowały żadnych zorganizowanych aktów terroru; rozdawały jeno święte medaliki z pewteru.

21-04-2016 19:54
Anioł Gniewu
   
Ocena:
0

Medaliki ze Swetru? ;)

21-04-2016 20:47
Z Enterprise
   
Ocena:
0

Pewter był odlewany na Moher chyba :)

21-04-2016 23:38

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.