» Relacje » Polcon 2013

Polcon 2013

Polcon 2013
Warszawskie stowarzyszenie Avangarda, które organizowało Polcon 2013, nie miało łatwego zadania. Za tegoroczną edycję konwentu miało odpowiadać toruńskie Stowarzyszenie Perła Imperium, ale klub w końcu wycofał się z pracy nad Polconem, a wkrótce po tym się rozwiązał. Z powstałego impasu, czyli braku organizatora, fandom wybawiła Avangarda, która zaproponowała rezygnację ze swojego corocznego konwentu o tej samej nazwie na rzecz Polconu.

Z zapowiedzi organizatorów wynikało, że Polcon 2013 będzie świetną imprezą. Konwent miał się odbyć w gmachu głównym Politechniki Warszawskiej, a więc w centrum Warszawy, wręczenie nagrody Zajdla zaplanowano w Sali Kongresowej. Organizatorzy szybko wypełnili stronę imprezy treścią, a na Facebooku znajdowały się wszystkie potrzebne informacje.

Na kilka dni przed konwentem zaczęły się pojawiać pierwsze oznaki tego, że koordynatorzy nie radzą sobie z nadmiarem prac. Między innymi najpierw odwołali, a potem na nowo zapowiedzieli cosplay, przyjęli za dużo rezerwacji na akademiki, nie odpisywali na maile. Coraz więcej rzeczy wskazywało na to, że organizacja kuleje. A to był dopiero początek...

Kolejka

Chociaż wydaje się, że o słynnej kolejce powiedziano już wszystko, to relacji z Polconu nie można zacząć inaczej. Jeszcze zanim dojechałam na konwent, dowiedziałam się, że przed głównym budynkiem imprezy ustawiła się spora liczba uczestników - a była zaledwie godzina 13:00 (akredytacja miała być czynna od 12:00, a o 16:00 zaczynały się punkty programu). Gdy ok. godziny 15:00 dotarłam na miejsce, atmosfera w kolejce zaczęła tężeć, bo zamknięto "vipowskie”, boczne wejście do akredytacji dla mediów, sponsorów, wystawców i twórców programu. Miało to rozładować gęsty tłum znajdujący się wewnątrz budynku przy samych stoiskach akredytacyjnych, których było zdecydowanie za mało.

Dokładnie w tym samym miejscu stałam dwie godziny, obserwując zbity, napierający na akredytację tłum. Zdążyłam w tym czasie zaobserwować skandaliczne zjawiska: błagania o wpuszczenie (bo właśnie ten ktoś powinien teraz prowadzić punkt programu), tłumaczenia, prośby, groźby, wpuszczanie na tzw. "Ćwieka" (wpuszczanie gości przez Jakuba Ćwieka, co - nawet jeśli było czynione w dobrej wierze - robiło fatalne wrażenie) i inne sytuacje. Jeden ze sponsorów powiedział mi, że on cierpliwie stoi w kolejce za swojego szefa, który z kolei siedzi w samochodzie, bo nie ma zamiaru stać w tym tłumie. Osoby, które miały być obsługiwane poza kolejką, zostały z niej praktycznie wyłączone. Całą sytuację pogarszała irytująca gżdaczka, która całą sytuację próbowała rozładować, skupiając na sobie uwagę i opowiadając żenujące żarty. Zmęczona i zła zrezygnowałam ze stania w ogonku i powróciłam po godzinnej przerwie. Wtedy już na trawę wystawione zostały prowizoryczne stoiska, które umożliwiały zebranie w kupę z kilku miejsc pełnego zestawu, czyli opaski, programu i identyfikatora.

Przyczyn powstania kolejki było kilka. Jedna z nich to zniszczenie we wczesnych godzinach otwarcia akredytacji karty sieciowej, która nie była prawidłowo zabezpieczona i została – jak wynika z relacji uczestników – zadeptana. Dodatkowo organizatorzy przygotowali dla uczestników przedpłatowych miłą pamiątkę i wydrukowali imiennie wszystkie identyfikatory, a następnie... poukładali je alfabetycznie imionami. Poszukiwania identyfikatorów zajmowały cenne dla całej kolejki minuty. Do tego dołożyły się kłopoty z drukarnią i zbyt małą liczbą stanowisk.

Całą sytuację mogłaby rozładować obsługa, ale zarządzanie kolejką było fatalne. Wolnych gżdaczy oddelegowano do stania w okolicy akredytacji i panowania nad tłumem, przez co odstąpili od innych obowiązków, ale żaden nie stał na zewnątrz i nie informował o tym, co się dzieje na początku kolejki. Rozwiązanie tej sytuacji dla niektórych było oczywiste: wbić się w tłum na siłę. Stanie w ogonku było dla wielu osób zabawnym i ciekawym doświadczeniem, jednak wiem, że dla wielu było to bardzo nieprzyjemne i męczące przeżycie. Rekordziści czekali w kolejce nawet dziewięć godzin. Tym samym oficjalne otwarcie konwentu zamieniło się w duże sprostowanie i gęste tłumaczenia.

Zabrakło megafonu, informacji, zapanował prawdziwy chaos. Wszyscy zaczęli sobie przekazywać plotki, m.in. że nowa akredytacja znajduje się w Kotle (budynku z grami) albo że można wejść cichaczem wejściem bocznym. Panujący chaos doprowadził do tego, że twórca programu Artur 'Garnek' Ganszyniec zrezygnował z udziału w Polconie i w ostrych słowach napisał na Facebooku, co sądzi o konwencie. Jego wypowiedź wielu przyjęło z entuzjazmem i ulgą: ktoś znany, a więc i wpływowy powiedział to, co oni myśleli. Garnek w końcu mógł przysłowiowo trzasnąć drzwiami i wrócić do domu, czego nie byli w stanie zrobić np. biorący urlop ludzie, którzy przyjechali do Warszawy z innego miasta i czekali od kilku godzin w kolejce.

Gigantyczny wręcz szereg uczestników dla wielu przesądził o jakości Polconu. Od tej pory konwent zamienił się w Kolejkon, a temat kolejki zaczął żyć własnym życiem, zbierając w internecie bardzo nieprzyjemne i często – chociaż wydaje się to niemożliwe – niezasłużenie krytyczne opinie. Na facebookowym profilu Kolejkonu i Polconu najgłośniej chyba przemawiali ci, których nie było na imprezie i którzy wręcz pastwili się nad organizatorami, publikując piosenki, obrazki i inne "śmieszne” opinie. Warto też dodać, że słynna polconowa kolejka trafiła na stronę główną portalu gazeta.pl jako trzecia w kolejności informacja i wisiała tam ponad dwanaście godzin. Z komentarzy pod artykułem wyczytać można było, że nie przejęło to na szczęście nikogo poza fandomem, ale mimo to dalej nie świadczyło najlepiej o konwencie i samych uczestnikach, którzy natychmiast odwrócili się od imprezy.

Miejsce i program

Sam program konwentu był całkiem ciekawy. Uczestnicy mieli do dyspozycji cztery budynki: gmach Dni Nauki (czyli Wydział Fizyki PW), gdzie równocześnie odbywały się prelekcje w trzech blokach naukowych, znajdowali się wystawcy, sklepik konwentowy i punkt informacyjny; Kocioł, gdzie znajdowały się sale Pucharu Mistrza Mistrzów, games room, bitewniaki i blok dziecięcy; budynek mangi i anime oraz gmach główny, gdzie odbywała się cała reszta. Budynki rozmieszczone są w stosunkowo niewielkiej odległości, ale na tyle dużej, by zniechęcić ludzi do swobodnej migracji. Samo poruszanie się między gmachami Politechniki pierwszego dnia było dosyć utrudnione, bo brakowało oznaczenia, na ogrodzeniach powieszono nieeleganckie i słabo widoczne kartki ze strzałkami, a następnego dnia kierunki do poszczególnych budynków oznaczono na chodnikach... kredą. Bardziej niż ogólnopolską imprezę przypominało to zabawę w podchody.

Każdy z budynków miał swoje wady i niedociągnięcia. Budynek, w którym zajmowanych było aż siedem pięter, czyli Kocioł (Wydział Inżynierii Środowiska PW), był chyba najbardziej opuszczonym przez organizatorów miejscem, któremu najwyraźniej poświęcono zbyt mało czasu. Atrakcje bloku dziecięcego nie zawsze się odbywały, Gralnio-muzealnia była zamknięta, sale źle oznaczone, a w planie pojawił się błąd - znajdowały się w nim dwa piąte piętra. Gdy zapytałam kilku gżdaczy, a następnie organizatora, dlaczego nie odbywa się punkt programu w sali PRetro, organizator odpowiedział z rozbrajającą szczerością, że nie wie, i że najwyraźniej prowadzący nie przyszedł. Sama sala PRetro oraz sąsiadująca z nią Gralnio-muzealnia były kolejnymi porażkami. Napotkany przeze mnie organizator tej sali odparł, że przecież nikt nie mógłby być tam przez cały czas, bo ludzie pracują i uczestniczą w punktach programu. Skoro za wstęp do Kotła uczestnik płacił 20 zł za dzień, nie powinno dochodzić do sytuacji, w której rodzice z dziećmi nie mogą się dostać do Gralnio-muzealni, a blok dziecięcy świeci pustkami. Sam games room był bardzo przestronny i miał wystarczającą liczbę gier, chociaż z powodu oddalenia od reszty konwentu nie przyciągał tłumów.

Znajdujący się naprzeciw Kotła budynek Dni Nauki i Targów Popkultury (Wydział Fizyki PW) także mógł być lepiej przygotowany do imprezy. W oświadczeniu organizatorzy napisali, że "Wielu wystawców zanotowało rekordową sprzedaż”. Chociaż rzeczywiście kilku z nich mogło pochwalić się dużą popularnością, to nie dotyczyło z pewnością większości, bo z moich rozmów z wystawcami wynika, że przychody były umiarkowanie dobre lub słabe. Sprzedawcy narzekali ponadto na wysokie ceny, mniejsze od obiecywanych rozmiary stanowisk oraz kiepskie położenie ich stoisk.

O ile na konwentach takich jak ostatni Falkon i Pyrkon wystawcy są swego rodzaju czasową zapchajdziurą, o tyle tutaj, jeżeli ktoś nie miał czym się zająć, siadał przed fontanną i odpoczywał. Wystawcy usytuowani byli na dwóch poziomach, z czego na górny, odizolowany, docierali tylko ci, którzy naprawdę planowali wydać trochę pieniędzy albo udawali się do sal DN 2 lub 3.

W tym samym budynku usytuowano sklepik konwentowy, przy którym – szok i niedowierzanie – także tworzyły się kolejki, bo był chyba najbardziej ukrytą salką na całym konwencie. Organizatorzy po raz kolejny wykazali się brakiem wyobraźni, lokując sklepik w taki sposób, że jego zawartość obejrzeć mogły równocześnie 3-4 osoby. Nagrody były dosyć różnorodne i ciekawe. Za zebraną większą kwotę można było odebrać gry na konsole, nowe gry planszowe i ciekawe książki, jednak za niewielkie sumy nie dało się znaleźć nic ciekawego. W niedzielę uczestnicy konwentu oddawali innym swoje pieniądze lub szukali kogoś, kto odda im swoje. Ja sama znalazłam nawet wymiętolony i rzucony gdzieś na terenie konwentu "banknot”, bo – jak najwyraźniej widać – nie przedstawiał on żadnej wartości.

Najbardziej niezrozumiałą decyzją było odsunięcie mangowców do najładniejszego budynku z największymi i najlepszymi salami. O ile na samą izolację mangowców większość członków fandomu przystanie z entuzjazmem, o tyle bezsensowne było przyznawanie minimalnych sal np. panelom literackim i ogromnych mangowcom, których było niewiele.

Samo rozmieszczenie sal wołało o pomstę do nieba. Na planie nie znalazły się dwie sale: konkursowa oraz aula RPG 2, a ta, którą nazwano aulą RPG 1, była w rzeczywistości salą grupy Lans Macabre. Uciążliwą sprawą było też oznaczenie jako toalety jedynie tej męskiej. W piątek toalety oznaczono kartkami, ale każda nowo przybyła do budynku kobieta była skazana na migrację po całym budynku w jej poszukiwaniu. Oprócz tego w małych salach często brakowało miejsca, przez co na niektóre punkty programu nie dało się zwyczajnie wejść. Wprawdzie jest to problem, z którym zmagają się wszystkie duże konwenty w Polsce, ale w tym przypadku najwyraźniej komuś, kto przydzielał atrakcje do poszczególnych sal, zabrakło wyobraźni i doświadczenia. Każdy, kto był przynajmniej na jednym konwencie, wie, że spotkanie z Jakubem Ćwiekiem powinno się odbywać w dużej sali z dobrym nagłośnieniem, a nie w sali, w której znajduje się 30 miejsc siedzących. W takiej przykładowej sytuacji (a było ich wiele) prowadzący zamieniali się w ostatniej chwili salami i przenosili punkty programu do większych pomieszczeń, przez co spóźniający się mieli problem z odnalezieniem właściwego miejsca. Nie muszę chyba dodawać, że nikt nie przyklejał informacji, że taki-a-taki punkt programu przeniesiono gdzie indziej. W oczy bił całkowity brak organizatorów poszczególnych bloków programu. Nie było nikogo, kto zadbałby o to, żeby panelista/prelegent miał na czym usiąść, wygonił poprzednika i zwyczajnie dopilnował, czy punkt programu się odbywa. W budynku głównym zabrakło elementarnej odpowiedzialności za poszczególne bloki programowe.

Program konwentu (ten prototypowy, przyjmijmy, że odbywający się bez obsuw i braków kadrowo-organizacyjnych) był ciekawy. Do dyspozycji graczy oddano bloki literackie, RPG-owe, naukowe, Star Wars, Star Trek, konkursy, sesje RPG, LARP-y, kultura japońska i inne, rozmieszczone w kilkunastu blokach. Przeważnie każdy mógł zwykle znaleźć coś dla siebie. Między prelekcjami można było zajrzeć do ciekawego muzeum Star Wars, games roomu albo na targi wystawców. Zabrakło trochę klasyków znanych z innych konwentów - pokazów typu fire-show albo Legionu 501, który zawsze zachwyca rodziny z dziećmi. Dużo ciekawych prelekcji poświęcono literaturze fantastycznej (zwłaszcza Tolkienowi), Gwiezdnym Wojnom i Star Trekowi Z ciekawostek programowych wymienić można spotkanie z Jackiem Dukajem. Tak, spotkanie z Jackiem Dukajem. O ile nazwa prelekcji "Gość: Jacek Dukaj – pisarz współczesny/ dr J. Szeja” raczej sugeruje spotkanie na temat Dukaja, a nie z Dukajem, o tyle rozwieszone na ścianach kartki "Spotkanie z Jackiem Dukajem” są już jednoznacznie wprowadzające w błąd.

Na pewno na brak atrakcji nie mogli narzekać gracze RPG. Zaskakująco dużym zainteresowaniem cieszył się w tym roku Puchar Mistrza Mistrzów. W zawodach wzięło udział aż dwudziestu sześciu Mistrzów Gry i około stu graczy. Dla rozgrywek turniejowych udostępniono dwa najwyższe piętra Kotła, przez co gracze mieli zapewnioną ciszę i spokój.

Noclegi i knajpa konwentowa

Niestety, program może budzić zainteresowanie tylko i wyłącznie jeśli potencjalny uczestnik jest wyspany, wykąpany i gotowy na wyzwania. Cóż, szkoły noclegowe były kolejną wielką wpadką. Uczestnikom udostępniono oddaloną o trzy kilometry od konwentu szkołę noclegową, która mówiąc delikatnie, okazała się wtopą. Na otwarciu konwentu uczestnicy pytali jednego z organizatorów, czy to prawda, że w szkołach nie wolno spać w salach, a udostępniono tylko korytarze - organizator zaprzeczył. Jak nietrudno się domyślić, uczestnicy mieli rację. Co więcej, po godzinie 7:30 w piątek uczestnicy zostali obudzeni przez sprzątaczki i poinformowani, że dziś odbywa się rekrutacja, a jeśli się nie usuną się z korytarzy, włączone zostaną dzwonki. W piątek wieczorem organizatorzy wynajęli kolejną szkołę, która z kolei zapełniała się stosunkowo powoli i była raczej pusta, bo nikt nie chciał się przenosić jeszcze dalej od konwentu. To jednak nie koniec chaosu szkolno-noclegowego. W sobotę rano wśród uczestników rozeszła się wieść, że szkoła konwentowa numer 1 zerwała umowę z konwentem, ponieważ na jej terenie odnaleziono alkohol. Cała sytuacja stała się już zabawna. Po kilku godzinach na profilu Polconu na Facebooku ukazało się oświadczenie, że szkoła działa normalnie, a winny rozpuszczenia plotki przeprosił, chociaż, jak zaznaczył, opisał to, co widział (czyli grożenie zerwaniem umowy i butelki po alkoholu).

Kolejną wtopą była knajpa konwentowa. Najważniejsze – mówiłam sobie – że klub jest blisko, więc po punktach programu można się tam udać i zintegrować z uczestnikami konwentu. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że klub nie został przekazany konwentowi na wyłączność, a każdego wieczoru odbywały się tam standardowe "atrakcje”: koncerty punk-rockowe, wieczór singli, karaoke i – uwaga – wieczory panieńskie. Na bramkach stali wyjątkowo niemili ochroniarze, którzy łapczywym wzrokiem taksowali atrakcyjne panie spoza konwentu, równocześnie bardzo nieprzyjemnie traktując konwentowiczów. Osoby (w mniemaniu ochroniarzy) podejrzane musiały pokazywać zawartość torby, a jeśli znaleziono w nich napoje, to nakazywano je wyrzucić. Część osób musiała pokazywać dowody, czego jednak nie wymagano od ludzi spoza fandomu. Samo miejsce było bardzo głośne i nie sprzyjało integracji.

Gala Nagrody Zajdla

Jednym z jaśniejszych punktów tegorocznego Polconu była gala wręczenia Zajdli. Tutaj wyjątkowo obyło się bez wpadek. Dużym plusem było wynajęcie Sali Kongresowej, która dodała całej gali prestiżu. Z całą pewnością można było przeznaczyć na to mniejsze pomieszczenie, bo konwentowicze zajęli zaledwie jedną trzecią sali, ale widać było, że Kongresówka wszystkim się bardzo podobała. Kolejnym plusem był prowadzący galę konferansjer Błażej Grygiel. Niektórym nie przypadły do gustu jego żarty oraz przesadna "mroczność”, ale był bardzo dobrze przygotowany, opanowany i profesjonalny. Atrakcją gali był występ muzyka Pawła Penksy, który przygotował elektroniczno-rockowe kompozycje inspirowane motywami z fantastycznych filmów, seriali i gier.

Ocenę wrażeń pozostawiam słuchaczom, gdyż jest to raczej kwestia gustu - muzyki Pawła można posłuchać na Soundcloudzie), niemniej występ był dobrym pomysłem, bo urozmaicił galę. Wzruszającym momentem było przyznanie zaległych statuetek Zajdla dwóm laureatom, którzy wcześniej ze względów organizacyjnych (w pierwszych latach nagroda miała formę tylko dyplomu) ich nie otrzymali: Markowi Baranieckiemu za powieść Głowa Kasandry oraz prof. Edmundowi Wnukowi-Lipińskiemu za powieść Rozpad połowiczny. Te oraz tegoroczne nagrody wręczyła tradycyjnie pierwsza dama polskiego fandomu, pani Jadwiga Zajdel. Samo wręczenie "właściwych” nagród także było bardzo wzruszające. W obydwu kategoriach triumfował Robert M. Wegner za opowiadanie Jeszcze jeden bohater i powieść Niebo ze stali. Po otrzymaniu drugiej statuetki autor spełnił życzenie córki i odśpiewał "Szła dzieweczka do laseczka", po czym na scenie dołączyły do niego dzieci. Cała gala była bardzo udana, chociaż żałowałam, że skończyła się tak szybko. Szkoda też, że po uroczystości trzeba było szukać innego miejsca do integracji niż Remont.

Na gali oprócz Zajdli wręczono nagrody za najlepszy scenariusz w ramach konkursu Quentin oraz ogłoszono zwycięzcę Pucharu Mistrza Mistrzów. Najlepszym scenariuszem okazały się być "Macki są w porządku" Łukasza Fedorowicza do systemu Eclipse Phase, zaś najlepszym Mistrzem Gry został Zbigniew 'Zed' Zych. Organizatorzy przygotowali dla wszystkich finalistów moc atrakcyjnych nagród, które przez wzgląd na brak czasu trzeba było wręczyć już po Gali.

Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że całkowitym nieporozumieniem była organizacja głosowania na nagrodę Zajdla. Organizatorzy chcieli, aby każdy z uczestników otrzymał jedną kartę do głosowania, a miała ona być umieszczona z tyłu identyfikatora, stąd jej nietypowy, dopasowany do pokrowca rozmiar. Oczywiście w związku z problemami organizacyjnymi nie udało się wsunąć kart w identyfikatory na czas, a uczestnicy otrzymywali je w różnych okolicznościach: wraz z identyfikatorami albo po zgłoszeniu się po nie w przypadku braku. Problem głosowania rozwiązano w następujący sposób: każdy, kto oddał głos, miał ucinany róg identyfikatora i otrzymywał naklejkę. Dzięki temu żaden uczestnik nie mógł głosować wiele razy, nawet mając wiele kart do głosowania. Plan wydawał się dobry, ale w zasadzie dalej nie wykluczał ewentualnych oszustw. W wyniku chaosu akredytacyjnego część osób miała wypisane ręcznie identyfikatory, mimo że gdzieś indziej czekały na nie wydrukowane. Po opanowaniu chaosu można było się zgłosić już po właściwy, wydrukowany, mając tym samym dwa i mając dwie możliwości oddania głosu. Poza tym można było zgłosić zaginięcie identyfikatora, mając opaskę i tym samym uzyskać kolejną możliwość głosowania.

Dni Nauki

Jedną z niewielu pozytywnych części Polconu, które po gali wręczenia Zajdla należy wymienić, są Dni Nauki, które były naprawdę ciekawe i dobrze zorganizowane. W końcu okazało się, że z całego fantastycznego konwentu warto było odwiedzić atrakcje "niefantastyczne”. Nad ich organizacją czuwali zauważalni organizatorzy, którzy witali prelegentów i czuwali, by wszystkie punkty programu się odbyły. Co ciekawe, na Dni Nauki wstęp był bezpłatny, a więc na najciekawszą część konwentu można było wejść zupełnie za darmo (zamiast płacić 70 zł za całą imprezę). Duże brawa należą się Staszkowi 'Scobinowi' Krawczykowi, który nie tylko włożył ogromny trud w zorganizowanie Dni Nauki, lecz także podczas samego konwentu odpisywał na wszystkie pytania na Facebooku i przepraszał za wpadki pozostałych organizatorów. Jak ktoś słusznie na Facebooku zauważył, był jedną z niewielu osób (jeśli nie jedyną), która nie dość, że cierpliwie odpisywała na pytania, to robiła to pod własnym nazwiskiem.

Podsumowując...

Na konwent przyjechało w sumie ponad 4100 osób. Anegdot i przykładów, które można przytaczać na temat fatalnej organizacji Polconu, jest bardzo dużo, a nie wymieniłam nawet połowy z nich. Myślę jednak, że o ile wpadki organizacyjne można koordynatorom darować, o tyle nie sposób wybaczyć arogancję.

Mimo że organizatorzy kilka razy przepraszali, to najwyraźniej nie było to do końca szczere, skoro w niedzielę na profilu facebokowym zamieszczono niesmaczne oświadczenie o pogodzie mówiące, że Polcon nie jest odpowiedzialny za padający deszcz. Pokazywało to tylko, że po czterech dniach organizatorzy dalej nie rozumieją, za co ich skrytykowano i co w zasadzie im zarzucano. Koordynatorzy nie tylko pokazali, że nie poradzili sobie z organizacją konwentu, ale co gorsza – nie potrafią posypać głowy popiołem, przeprosić i przemilczeć niektórych spraw. Chciałabym wierzyć, że dołożono wszelkich starań, żeby uczestnicy bawili się jak najlepiej, ale wiem, że tak nie było.

Polcon 2013 był konwentem fatalnie zorganizowanym i rozczarowującym. Oceniam go na naciągane 4 na 10 ze względu na kilka ciekawych prelekcji, na których byłam, i dobrze zorganizowane Dni Nauki. Spotkanie wielu znajomych i pozytywne chwile nie wynagrodziły mi wielkiego rozczarowania i poniesionych kosztów.

Podczas kończącej konwent dyskusji o tym, jak robić tego typu imprezy, padło pytanie: czy konwent to produkt? Myślę, że tak. Kiedyś konwentom więcej wybaczano i mniej od nich wymagano. Dzisiaj każda wpadka organizatorów wytykana jest w równoległym do konwentu świecie – internecie – i to nie kilka dni po imprezie w relacji, ale w momencie, w którym się pojawi, na Facebooku. Nic już nie cofnie tej zmiany, a organizatorzy muszą zrozumieć, że uczestnik wymaga za 70 złotych czegoś więcej niż wpuszczenia na teren konwentu.

Być może ze względu na rozkładanie każdego błędu na czynniki pierwsze, w przyszłości na żadnym innym konwencie nie będzie już takich wpadek. Miejmy nadzieję, że organizatorzy kolejnych Polconów wyniosą naukę z tej lekcji.

Galeria

Polcon 2013
Polcon 2013
Polcon 2013
Polcon 2013

4.0
Ocena recenzenta
5.36
Ocena użytkowników
Średnia z 22 głosów
-
Twoja ocena
Konwent: Polcon
Od: 2013-08-29
Do: 2013-09-01
Miasto: Warszawa
Strona WWW: www.polcon.waw.pl
Cena: 70 zł
Typ konwentu: fantastyczny



Czytaj również

Polcon 2017
Grunt to atmosfera
- recenzja
Puchar Mistrza Mistrzów 2016 Polcon
Trening Czyni Mistrza
Polcon 2012
- recenzja
Polcon 2011
Perfekcyjna niedoskonałość
- recenzja

Komentarze


Scobin
   
Ocena:
+6
Tylko na szybko o Dniach Nauki: dzięki za miłe słowa, ale chciałbym jeszcze mocno podkreślić wkład Oli Wierzchowskiej, która od paru lat dba o program historyczny na warszawskich konwentach (tym razem np. 6 z 8 zaproszonych profesorów to jej zasługa). No i w bieżącej pracy ważną rolę odegrali gżdacze, zwłaszcza Martyna Brzęczek, Magda Błasiak i Damian Latarski. Bez nich byłoby bardzo ciężko. :-)

Dni Nauki miały też swoje słabości, które chciałbym w miarę możliwości naprawić w prawdopodobnych kolejnych edycjach imprezy. Będę wdzięczny za wszystkie Wasze spostrzeżenia, jakie mogą w tym pomóc – czy to przysłane prywatnie, czy to zamieszczone w komentarzach.
06-09-2013 13:34
Exar
   
Ocena:
0
Kolejną wtopą była knajpa konwentowa. 

No jasne, bo to jest najbardziej buraczana knajpa w mieście. Ochroniarze to chamy, potrafią pobić uczestników, kolejki giganty, muzyka do bani. Przy wejściu sprawdzanie nawet damskich torebek.... 
06-09-2013 13:44
Venomus
   
Ocena:
0
Mangowców dawać do najładniejszego budynku? Repek-palm...
Rozumiem, że nalezy ich oddzielać od reszty "normalnego" społeczeństwa ale nie takim kosztem. ;]
06-09-2013 14:12
oddtail
   
Ocena:
+1
Czytając coś takiego chyba pierwszy raz w życiu się cieszę, że tak potwornie rzadko bywam na konwentach...

Z ciekawości, czy mangowcy są naprawdę aż tak straszni? Bo między wierszami widzę sugestię, że są strasznie odrębną grupą w fandomie.

Pytam serio (nie trolluję), fandomu fantastycznego cześcią nigdy nie byłem i w efekcie się w nim nie orientuję, ale nie przyszłoby mi do głowy, że jest osobno fandom i osobno fandom mangowy...
06-09-2013 14:33
Scobin
   
Ocena:
+4
Czy mangowcy są straszni, tego nie wiem, ale rzeczywiście na konwentach jest dość mało wzajemnego przenikania między miłośnikami fantastyki i fanami kultury japońskiej. Chyba faktycznie można mówić o dwóch odrębnych fandomach.
06-09-2013 14:35
Repek
   
Ocena:
+3
To są osobne fandomy, podobnie jak osobne są fandomy komiksowy czy fanów gier komputerowych. Myślę, że przenikanie się jest bardzo powierzchowne i dotyczy nikłego procenta.

Pozdro
06-09-2013 15:29
borg
    PRetro
Ocena:
0
To ja może - w obronie bloku PRetro.

Rzeczywiście w czwartek się nie odbył, bo raz nie było nikogo na konwencie (kolejki), dwa podobnież nie dało się dostać do sali (klucze). Od piątku prelekcje odbywały się regularnie, natomiast muzealnia była czynna, jak było jej komu pilnować - organizatorzy bowiem nie przydzielili do niej bowiem żadnego gżdacza. Jak fan i organizator retro - muszę przyznać, że twórcy bloku - osoby wręcz ikoniczne - stanęły na wysokości zadania i przygotowały wyśmienity program, niestety będąc ograniczone ramami ogólnie panującego lekkiego chaosu.
06-09-2013 16:04
   
Ocena:
+1
Po pierwsze prosił bym o nie robienie przytyków Toruniowi, że nie zorganizował Polconu, zwłaszcza , ze było o tym wiadomo już od ponad roku. Po drugie, ja rozumiem, że autorka sugeruje jakieś inne oddzielanie mangowców od fandomu, np drutem kolczastym czy wysokim murem, bo umieszczenie ich w ładnym budynku to dla nich nadmiar łaski, aye?
06-09-2013 16:12
oddtail
   
Ocena:
0
"To są osobne fandomy, podobnie jak osobne są fandomy komiksowy czy fanów gier komputerowych."

Dziś dowiaduję się wielu ciekawych rzeczy, na przykład o tym że fandom gier komputerowych i ogólnofantastyczny mało się przenikają, nie miałem pojęcia. I bym nigdy nie zgadł =)
06-09-2013 16:49
Repek
   
Ocena:
+4
@oddtail
Może dlatego, że w Polsce jest mało imprez dla fanów PC? Ale to jest imo osobne środowisko.


@Gendo
Po pierwsze prosił bym o nie robienie przytyków Toruniowi, że nie zorganizował Polconu, zwłaszcza , ze było o tym wiadomo już od ponad roku.

"Przytyk" jest jak najbardziej uzasadniony. Właśnie dlatego, że było wiadomo od "ponad roku", a nie od "ponad dwóch". Avangarda - w sensie kontynuacji marki - uratowała tegoroczną edycję, bo po wycofaniu się Torunia nikt się tego nie chciał podjąć w tak krótkim czasie.
Po drugie, ja rozumiem, że autorka sugeruje jakieś inne oddzielanie mangowców od fandomu, np drutem kolczastym czy wysokim murem, bo umieszczenie ich w ładnym budynku to dla nich nadmiar łaski, aye?

JA nie wiem, co sugeruje autorka [sama się wypowie pewnie]. Ale doświadczenia ostatnich spotkań fandomów sf-f oraz m&a np. na Krakonie, nie wypadały najlepiej. Z drugiej strony, mam wrażenie, że na Pyrkonie jakoś lepiej udało się to pogodzić

Pozdro
06-09-2013 17:00
   
Ocena:
+2

Repku, ale co ja poradzę, że stowarzyszenie które się wtedy tego chciało podjąć uległo rozpadowi(rozwiązanie to nieodpowiednie słowo). Wiesz, obecni organizatorzy Coperniconu a ci z przed 2 lat, to w zasadzie 2 różne grupy, a wpis wrzuca nas do jednego kotła , bo jesteśmy z tego samego miasta. Na to się zwyczajnie nei godzę i już. Co do fandomu mangowego nadal uważam , ze wpis jest obraźliwy , bo sugeruje , że to jakiś gorszy fandom. Twój wpis za to mnie niezmiernie zaskakuje, bo z innymi przejawami ostracyzmu wobec innych grup potrafisz walczyć, a tutaj juz Ci to nie przeszkadza. 

P.S. miałbym prośbę do autorki, żeby zamieniła ten nieszczęsny Toruń na Stowarzyszenie Perła Imperium. Będzie bardziej prawdziwie.

06-09-2013 17:11
Repek
   
Ocena:
+3

@Gendo

Co do Torunia - zapewne Magda użyła tutaj skrótu myślowego. Tak jak mówi się, że "Poznań organizuje Pyrkon", a "Lublin robi Falkon". Choćby dlatego, że w większości miast jest jeden duży klub, który robi w nim kony. Rozumiem, że to nie jest przyjemne, gdy się zbiera bęcki za nieswoje winy. Najlepiej zrobić coś swojego, mocnego i podkreślić, że "Toruń to nie tylko Rydzyk". :)

EDIT: Sugerowaną poprawkę naniosłem na tekst.

Co do mangowców - nie widzę, żebym kogokolwiek dyskryminował [może takie wrażenie odniosłeś z tekstu Magdy, ale to niech już ona się wypowie]. Ja mówię o tym, że byłem na imprezach, gdzie łączyły się fandomy sf-f oraz m&a. I, niestety, nie wypadało to najlepiej. Powodów jest na pewno wiele, a podstawowy to nieprzystawanie do siebie zwyczajów panujących w obu fandomach. Nie oceniam tutaj, które są lepsze, a które gorsze. Ale jeśli i jedni, i drudzy się chcą czuć swobodnie i "u siebie", to dochodzi o zgrzytów.

Żeby ich nie było, pewnie należałoby jakoś się dotrzeć i pójść na kompromisy. :)

pozdrawiam

06-09-2013 17:48
Venomus
   
Ocena:
+1

No fakt faktem, na Pyrkonie nie widziałem abyśmy gryźli się jakoś z mangowcami ale prawdą jest, że nie było mi dane ujrzeć aby członkowie dwóch "plemion" nawiązywali jakąkolwiek łączność poza taskowaniem się wzajemnie wzrokiem przy wąskich przejściach na korytarzach (nie liczę wlepiania gal w skąpo odziane cosplayerki bo do tego typu precedensów dochodziło często-gęsto po obu stronach barykady ;)

Widocznie długowłosi wyznawcy Slaanesha oraz ludzie ubierający się w skautowskie szorty ( w marcu) i kocie uszka nie potrafią znaleźć wspólnego języka.Oczywiście używam mocnego stereotypu dla lepszego zobrazowania obydwu fandomów, więc proszę nie wyskakiwać, że niby upraszczam.

Fakt, różnice miedzy erpegowacami/planszówkowcami/videograczami są jakby jakieś mniejsze. Go figure... :D

06-09-2013 18:10
Urko
   
Ocena:
+9

"O ile na samą izolację mangowców większość członków fandomu przystanie z entuzjazmem, o tyle bezsensowne było przyznawanie minimalnych sal np. panelom literackim i ogromnych mangowcom, których było niewiele."

Powyższe zdanie oznacza "Są w fandomie fantastycznym ludzie, których taki podział mógł cieszyć", a nie, że "Autorka niniejszego tekstu nienawidzi mangowców". Natomiast co do sal - nie chodzi o to, kto sobie "zasłużył na który budynek", tylko, że przydzielenie dużych sal na mangowe punkty programu, które zbierały mało ludzi, podczas gdy na bardziej zaludnionych prelekcjach literackich ludzie musieli cisnąć się w malutkich klasach, było nierozsądne.

06-09-2013 18:40
   
Ocena:
+2

Repek- dziękować :)

06-09-2013 18:55
Marchev
   
Ocena:
0

Po tym jak po próbie odnalezienia w piątek właściwej sali w budynku mangowców (i znikąd pomocy) znalazłem ją zamknięta, kręciłem się jeszcze chwilę trafiając na jakieś karaoke (chyba nie wpisane w program). Podsłuchałem nawet rozmowę najwyraźniej prelegentki z zamkniętej sali która brzmiała mniej więcej tak: "jak nikt nie przyjdzie (drzwi zamknięte podkreślam) to się urywam i jadę do mojego chłopaka do szpitala, bo nie mam do tego głowy". Płetwy mi opadły i więcej nie przekroczyłem już progu tego budynku.

A może warto pomyśleć nawet na siłę nad punktami programu łączącymi te fandomy. Skoro Puszon z Luckiem mogli zrobić coś lekko mangowego nostalgicznego z lat 80, czemu nie wdrożyć jakiegoś pomysłu w którym to blok komiksowy łączyłby literaturę, mangę i anime. Np. rytuały magiczne w komiksie  i mandze (Books of Magic, Sandman, Full Metal Alchemist) a prawda historyczna, albo najlepsze motywy na sesje RPG waszych zwizualizowanych światów (Lucyfer, Lock and Key, Death Note, Ikigami), Wielkie roboty i kataklizmy a osobiste dramaty jako źródło opowieści (Generał Daimos, Pacific Rim, Astro Boy, Battle Angel Alita, Big Guy i Rusty Robo chłopiec), albo Opowieści z nurtu czasu - baśnie 1001 stron świata (Fables, Unwritten, Once Upon Time, Grimm - manga), a może nawet pokusić się o jakiś konkurs-bitwę między stronnictwami na wesoło z szpilącymi pytaniami i reklamowaniem włąsnych grup i ośmieszaniem podziałów?

06-09-2013 20:48
Venomus
   
Ocena:
+1

Marchevo widać prelegenci byli ze 2 poziomy poniżej Pyrkonowego gdzie na "Nostalgiczne anime z lat dzieciństwa" zamiast Tygrysiej Maski albo Yattamana usłyszałem jak prowadzący lat bodajże 16 wspomina o jakichś bajach post 2000- no normalnie nostalgia, że ja cie kręcę. Albo po prostu stary jestem...

"Konkurs-bitwa" brzmi nieźle, choć obawiam się, że co bardziej zajadli "ludzie północy" (czyt. erpegowcy) oraz otaku potraktowaliby nazwę zbyt dosłownie i zrobiłoby się gorąco jak na dyskotece w Topornikach. I wątpię czy 'Misiek zostaw" by załatwiło sprawę ;)

 

 

06-09-2013 21:34
Repek
   
Ocena:
+1

@Venomus

W Toporni. :)

 

Co do "wspólnych" punktów programu, to brzmią fajnie/zabawnie. Ale rzecz w tym, że profil osób, które pojawiają się na konach sf-f i m&a jednak nieco się różni. Nie jestem pewien, czy to się da tak łatwo zmienić i... w zasadzie nie widzę potrzeby. :) Rzecz raczej w tym, żeby sobie wzajemnie nie psuć wspólnej imprezy.

Pozdro

06-09-2013 21:38
lucek
   
Ocena:
+2

Fajnie było :-D

06-09-2013 23:13
Magdalena Kącka
   
Ocena:
+1

@ Venomus, oddtail, gendo
Tekst ,,O ile na samą izolację mangowców większość członków fandomu przystanie z entuzjazmem" jest żartem, c'mon! Przecież nikt nie chce nikogo izolować, ani nie cieszyłby się z tego. Nikogo nie oskarżam, nie izoluje, nie odtrącam. Sama lubię mangę i anime i byłam na niejednym konwencie mangowym, ale ten fandom jest zupełnie inny i raczej się nie pokrywa z ,,ogólnofantastycznym". Fani m&a wytworzyli odrębny język, którego inni nie rozumieją. Nie jest to ani złe, ani dobre- to fakt. Chodzi mi o to, że rozumiem, że dostali niezależną od konwentu część, bo integrują się we własnym gronie, ale szkoda że w najlepszym budynku, w którym mogłyby odbyć się prelekcje przyciągające większe grono.

 

@ borg
Potwierdzasz tylko to co napisałam.

@gendo

To nie przytyk tylko metonimia, nie chce się mądrzyć, ale tak jak mówił Repek miałam na myśli ,,klub z Torunia", przepraszam za uogólnienie, nie wiedziałam, że z tym jest jakaś grubsza sprawa.

07-09-2013 00:03

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.