» Relacje » Pionek XV

Pionek XV

Pionek XV
Gliwickie spotkania planszówkowe mają długą historię. Na początku grudnia odbyła się piętnasta edycja tej copółrocznej imprezy. Jak to w zimie bywa, zdarzyć się mogła niesprzyjająca pogoda i niestety tak się stało. Przez dwa dni przed Pionkiem w całym kraju wystąpiły intensywne opady śniegu. Co prawda już w dzień rozpoczęcia aura była bardziej łaskawa, lecz odbiło się to dosyć mocno na frekwencji przyjezdnych, zwłaszcza tych z bardziej odległych zakątków kraju. Imprezę odwiedziło około 270 osób, czyli niemal sto mniej niż poprzednią, czerwcową. Na tych, którzy jednak dotarli, czekały rozliczne atrakcje, w których części i ja wziąłem udział.


Przybyłem, zobaczyłem, trochę się zdziwiłem


Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Po przybyciu do Gliwickiego MDK ujawniły się dwie niedogodności związane z miejscem. Sam budynek znajduje się w centrum miasta, co ułatwia dotarcie na miejsce czy znalezienie sklepu lub punktu gastronomicznego, lecz cała impreza odbywała się na drugim piętrze. Mroźna pogoda nie dawała powodów, by opuszczać teren imprezy, ale gdy już postanowiliśmy to zrobić, była to pewna niedogodność. Na szczęście na tymże poziomie znajdowały się wszystkie ważne pomieszczenia - wypożyczalnia gier, sale do grania, stoiska i pokój socjalny.

Kolejnym problemem było umiejscowienie szatni, czy też raczej pomieszczenia szatnią zwanego. Nawet zakładając, że jednocześnie na terenie MDK nie przebywało więcej niż 150 osób, można by się było spodziewać bardziej odpowiedniego miejsca na przechowywanie okryć wierzchnich. Nie dość, że szatnia nie była wyposażona w wieszaki ani nadzorowana, to jeszcze znajdowała się na parterze, de facto poza terenem imprezy, jako że rejestracja odbywała się na ostatnim piętrze. Podejrzewam, że było to podyktowane bliskością portierni, gdzie zawsze ktoś przebywał, ale myślę, że jakieś inne pomieszczenie na wyższej kondygnacji byłoby mniej dostępne dla ludzi z zewnątrz. Pomimo moich wątpliwości trzeba zaznaczyć, że nie słyszałem, by były jakieś problemy ze znikającymi z niej przedmiotami. Biorąc pod uwagę uciążliwości organizacyjne związane z szatniami na konwentach, które ostatnio odwiedziłem, przerzucenie części odpowiedzialności na uczestników nie jest złym rozwiązaniem, zwłaszcza na imprezie bez noclegów na miejscu.

Skoro już jestem przy temacie obsługi, warto wspomnieć szerzej o tak zwanych Pomarańczowych Koszulkach. Ludzie ci, łatwo rozpoznawalni po charakterystycznym kolorze ubioru, stanowią o duchu tej imprezy. W przeciwieństwie do dużych konwentów, gdzie - przy całym szacunku dla ich pracy i zaangażowania - pomocnikami są często ludzie przypadkowi, Pomarańczowe Koszulki to specyficzna grupa. Ponieważ Pionek to w zasadzie jeden duży games room, każdy z nich jest jak członek obsługi tegoż, ale zajmuje się także wszystkimi innymi rzeczami. Dzielą zatem swój czas pomiędzy doradzanie wyboru gry w zależności od potrzeb danej grupy (od rodzin z dziećmi po grupy doświadczonych planszówkowiczów poszukujących nowych wyzwań), kojarzeniem ludzi w tymczasowe grupy do rozgrywki, tłumaczeniem zasad (a posiadają naprawdę rozległą wiedzę), oraz wszystkimi innymi uciążliwymi rzeczami związanymi z organizacją. Co jednak najciekawsze, są to zazwyczaj ludzie występujący w tej roli nie po raz pierwszy, przyjeżdżający na Pionek choćby z Poznania i to pomimo trudnych warunków drogowych jak w tym przypadku.

Rejestracja na Pionku to czysta formalność. Wpisałem jedynie swoje dane osobowe na listę, wrzuciłem do skarbonki symboliczne wpisowe (3 złote) i zostałem poinformowany co, gdzie i jak. Ponieważ wszystko znajdowało się w kilku przyległych salach, można było przystąpić do zabawy bez zbędnej zwłoki. Jak pisałem, organizatorzy spodziewali się większej liczby uczestników, więc miejsca było pod dostatkiem. Na drugim końcu korytarza znajdowała się wypożyczalnia gier. Jak na imprezę nakierowaną na gry planszowe przystało, było w czym wybierać - kilkadziesiąt tytułów, rozłożono na stołach w sporej sali. W przypadku nowicjuszy i szukających wyzwań pomocą służyły Pomarańczowe Koszulki. Co zaskoczyło mnie jako nieobytego pionkowicza, legitymacje upoważniające do korzystania z wypożyczalni są przechodnie. Obecnie wydawane numery dobiegają dwustu, ale spotkałem również uczestników z bardzo niskimi numerami. W umiejscowionym wygodnie pomiędzy wypożyczalnią a salą gier pokoju socjalnym można było się napić dostarczonej przez organizatorów herbaty i kawy, pobrać wrzątek czy zjeść zamówione jadło na wynos. Wygodny pomysł, przypominający o podstawowych potrzebach organizmu, które w natłoku ważniejszych czynności mogły umknąć uwadze rozentuzjazmowanych graczy.


Atrakcji ci u nas dostatek

Co do zdarzeń zaplanowanych przez organizatorów, oprócz zwyczajowych turniejów przeróżnych gier i pomniejszych konkurów wiedzowych (także bardzo abstrakcyjnych), znanych z innych imprez, można było uczestniczyć w kilku nietypowych. Uwagę stałych bywalców nie od dziś przykuwa Turniej wiedzy o grach planszowych. Dwuosobowe drużyny rywalizowały w rozlicznych konkurencjach, głównie wiedzowych, jak przyporządkowanie języka do różnych wersji tytułu Osadników z Catanu, ale i jednej sprawnościowej, polegającej na przygotowaniu fabrycznie zapakowanej gry do rozgrywki.

Niezapomniana była też ponoć trzecia edycja Loterii Wujka Alka. Osobiście nie zebrałem się na niezwykle wczesną godzinę 11:00 w niedzielę (jeszcze wytłumaczę, dlaczego), ale z przekazanych mi informacji wynika, że było naprawdę szałowo. Co prawda wyznaczono limit losów - 5 na osobę - a wygrać można było najwyżej dwa fanty, ale ich liczba i różnorodność przyprawiały o zawrót głowy. Sporą część stanowiły łupy z targów w Essen (głównie materiały promocyjne - notatniki, długopisy, torby), lecz były także przekazane przez sponsorów gry, dodatki i inne akcesoria.


Grom i zabawom końca nie ma

Granie graniem, ale przecież nie można tego robić bez końca, prawda? Nieprawda! I na to uczestnicy Pionka znaleźli skuteczny sposób. Miano de facto nocnego pionkowego lokalu uzyskał Hotel Łabędy, położony rzecz jasna w Łabędach. Wprawdzie po zakończeniu zajęć w MDK trzeba było wreszcie coś zjeść, lecz restauracja w hotelu była już zamknięta. Mimo to obsługa nie miała problemu z podawaniem wybranych dań barowych po oficjalnych godzinach otwarcia kuchni. W udostępnionej sali konferencyjnej przyjezdni pionkowicze, wspomagani przez grupę miejscowych, oddawali się do wczesnych godzin porannych największej przyjemności stałych bywalców imprezy. Co więcej, najwytrwalsi miłośnicy tej szlachetnej rozrywki przybyli na miejsce już w piątek i oddawali się podobnym uciechom już poprzedniego wieczoru.

Ostatnia grupa opuściła lokal przed piątą rano, gdy miałem przykry obowiązek wraz z nimi osobiście zamykać salę. Stąd moja wymówka od wczesnego wstawania, choć relację z Loterii słyszałem z ust osoby, z którą kończyłem zajęcia. Pewien jestem, że byli i tacy, którzy po tej krótkiej, zimowej nocy pojawili się w MDK wkrótce po otwarciu podwoi w dzień drugi i niestety ostatni.


Lecz w końcu zrodzi się dylemat

Demonstracje nowych (ale i przedpremierowych) gier także są stałym elementem Pionków. Instytut Pamięci Narodowej nadesłał do Biblioteki Gier MDK dwie proste, rodzime gry edukacyjne, które miały premierę w 2010 roku: 303: Bitwa o Wielką Brytanię i Awans: Zostań Marszałkiem Polski. Oprócz tego można było pod okiem autora zagrać w Chłopską Szkołę Biznesu - kolejną grę edukacyjną, o której da się powiedzieć wiele, ale nie to, że jest mała.

Wszystko jednak przyćmić miała uroczysta premiera Pret-a-Porter, najnowszej planszówki Wydawnictwa Portal. Gra ekonomiczna autorstwa Ignacego Trzewiczka, powstała przy współpracy ekspertów Narodowego Banku Polskiego, wprowadza nas w drapieżny świat kreatorów mody, korzystając z niebanalnego modelu ekonomicznego. Gra z pewnością wywarła odpowiednie wrażenie na uczestnikach. W trwającym dosłownie do ostatniej chwili (czyli wyniesienia urny) głosowaniu na najlepszą grę XV edycji Pionka znalazła się na trzecim miejscu. Można było zagrać także z samym autorem, który pewnie posiadł zdolność bilokacji, gdyż wszędzie było go pełno. Tego należałoby jednak oczekiwać od kogoś, kto występował na imprezie nie tylko w roli twórcy dwóch premier, lecz również głównego organizatora.

Na drugim miejscu znalazła się inna z jego nowych gier - 51. stan, ale obie musiały ustąpić przed niemal jednomyślnym zwycięzcą plebiscytu - K2. Planszówka ta zdobyła prawie tyle głosów co pozostałe gry z podium razem wzięte (w tym jeden z trzech moich), a to o czymś świadczy. Proste, skalowalne zasady i nienaganna szata graficzna to największe jej zalety. Chyba każdy z uczestników, który miał okazję się z nią zapoznać, był pod wrażeniem, co zresztą jasno widać po wynikach głosowania. Na stoisku rozeszły się niemal wszystkie egzemplarze, a wydawca ogłosił wkrótce po Pionku wysprzedanie nakładu i zlecił dodruk. Osobiście polecam zapoznanie się z tym tytułem, jeśli jeszcze nie mieliście tej przyjemności.

Po raz pierwszy w historii plebiscytu całe podium zajęły polskie gry. Nie było to bynajmniej przejawem kokieterii wobec ich twórców. Na każdym kroku dało się słyszeć pochwały sypiące się pod adresem tych gier. Jako fan planszówek cieszyłem się wraz z innymi uczestnikami z tego, że wreszcie widać potencjał twórczy i nadzieję na jeszcze większy rozwój rynku rodzimych gier.

Za podium znalazło się 7 cudów (hit targów w Essen), Fauna (dostarczyciel głupawek dla wszystkich i łatwych zwycięstw dla miłośników... fauny) a także stale obecny wszem i wobec Dominion.

O ile wiem, że odbyły się wszystkie zaplanowane turnieje, w tym najstarszy - w Neuroshimę Hex! i najnowszy - w 51. stan, o tyle nie mam pewności co do losu pozostałych premierowych prezentacji, za co ich autorów serdecznie przepraszam.


To już..?

Niedzielnym popołudniem odbyła się ceremonia wręczenia nagród zwycięzcom turniejów i konkursów, w czasie której owacyjnie podziękowano twórcom i Pomarańczowym Koszulkom za włożony wysiłek organizacyjny. Ci, którzy nie przestraszyli się srogiej zimy i mimo wszystko przybyli na imprezę, z pewnością nie żałowali niczego poza chwilami nie spędzonymi przy grach, rozmowach o grach, czy po prostu lepszym poznaniu osób dzielących tę pasję. Na Pionka przyjeżdżają często ci sami ludzie w tym właśnie celu.

Niestety, jak każde udane spotkanie, Pionek skończył się za szybko. Mimo zupełnie innej skali imprezy niż opisywana przeze mnie ostatnio śródedycja, udało się zachować jej przyjazny charakter. Organizatorzy nie siedzą zamknięci w wieży, lecz są na miejscu, a w miarę możliwości znajdą czas, by zamienić parę słów z każdym, czy nawet zagrać. Inni użytkownicy też chętnie pomogą w potrzebie. Mnie udało się od jednego z nich pożyczyć na parę godzin jego prywatny egzemplarz K2 by zagrać ze znajomymi, gdyż oczywiście w wypożyczalni po ten tytuł ustawiała się olbrzymia kolejka. Nie wątpię, że moja zwyczajnie przyjazna postawa pomogła, niemniej jednak znamy się jedynie przelotnie z poprzedniej planszówkowej imprezy w Gliwicach. Różnica jest może tylko taka, że w przeciwieństwie do niego, ja pamiętam chociaż jego ksywkę.

Niezbyt oryginalnie pozwolę sobie powielić nieco ocenę wygłoszoną po ostatnim międzyPionku - przyjedź i zobacz na własne oczy. Jeśli lubisz planszówki, to znajdziesz tu z pewnością coś dla siebie. Jeśli myślisz, że nie lubisz, to z pewnością docenisz atmosferę i lekkość tej imprezy. Dlaczego więc nie dałem pełnej dziesiątki? Najprościej - bo będę wracał i liczę na to, że Pionek jeszcze mnie mile zaskoczy.

Galeria


9.0
Ocena recenzenta
8.25
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Konwent: Pionek XV
Od: 2010-12-04
Do: 2010-12-05
Miasto: Gliwice
Strona WWW: pionekwmdk.blogspot.com
Cena: 3 zł
Noclegi: brak
Typ konwentu: planszówkowy
Tagi: Pionek XV | Pionek

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.