» Relacje » Krakon 2013

Krakon 2013

Krakon 2013
Kiedyś – w innym czasie, innych realiach, przed nowymi Pyrkonami o frekwencji przekraczającej dwanaście tysięcy uczestników – Krakony były wzorem i legendą. Stopniowo podupadały, aż w końcu w 2007 roku odbył się ostatni konwent pod tą nazwą – a przynajmniej tak się wydawało.

Cztery lata później Krakony jednak wskrzeszono, a na dodatek metodą Frankensteina połączono dawne zloty RPG i fantastyki z imprezami fanów mangi i anime. Od tego czasu każda kolejna edycja reanimowanego konwentu ściąga do Krakowa po ponad dwa tysiące uczestników. Co roku też spadają na organizatorów gromy za różne niedopatrzenia i zaniedbania. Dotychczas nie dane mi było jednak osobiście uczestniczyć w żadnym Krakonie – aż do teraz. Docierały do mnie wprawdzie krytyczne opinie z ostatnich dwóch lat, ale by się nie zrażać, przed wyjazdem do Krakowa unikałem czytania relacji. Nie przeczuwałem więc, jakim organizacyjnym koszmarem okaże się "festiwal kultur alternatywnych".

Dobre...

Jeszcze przed wyjazdem z Krakowa starałem się znaleźć jakieś dobre strony konwentu – okazało się to sporym wyzwaniem. Największą i być może jedyną zaletą Krakonu okazali się ludzie, zwłaszcza prelegenci, którzy zgadzali się zastępować nieobecnych, byle pomóc załatać dziurawy program. Za to, i za wygłaszanie referatów nawet wtedy, gdy przez wielokrotne zmiany sali mało kto był w stanie dotrzeć na wybrany punkt programu, należą się wszystkim aktywnym uczestnikom brawa. Należy uczciwie przyznać, że niektóre wydarzenia cieszyły się naprawdę dużą popularnością – chyba najbardziej obleganą prelekcją, jaką widziałem, były "Smoki Wschodu i Zachodu, czyli smokoznawstwa porównawcze" Joanny Mality.

Tłumy waliły także na pokaz cosplayu – w sobotni wieczór przed klubem Studio ustawiła się długa kolejka konwentowiczów. Trzeba podziwiać zaangażowanie przebierańców – sam nie wyobrażam sobie występowania w ponad trzydziestostopniowym upale jako Zee Captain z Romantically Apocalyptic (w masce przeciwgazowej, długim płaszczu, skórzanych rękawiczkach i szaliku). Od strony organizacyjnej świetnie spisywali się ochotniczy medycy, a także przynajmniej dwie z koordynatorek programu: Ksenia Olkusz (Fantastyka) i Kinga Stanaszek-Bryc (Literatura Dziecięca i Młodzieżowa), które robiły co mogły, byle opanować konwentowy chaos.

...chaotycznego początki

Niestety, znacznie więcej było potknięć i wpadek (albo, jeśli kto woli, błędów i wypaczeń). Pierwszym problemem, z którym musieli się zmierzyć przybywający na konwent, było odnalezienie jego lokalizacji. Mapki w Internecie były mało czytelne, adres zaś podano w słabo widocznym miejscu (między newsami). Ci, którzy dotarli na miejsce w czwartek w okolicach południa, zmuszeni byli stać godzinami w słońcu, ponieważ zabrakło dla nich identyfikatorów. Później nie było lepiej – zresztą ostatecznie właściwych plakietek identyfikacyjnych nie otrzymali nawet wszyscy z około trzydziestu koordynatorów programu.

Wąskie wejście, w którym umieszczono akredytację, skutecznie tamowało ruch aż do końca festiwalu. Najgorsza była sytuacja osób wpisanych na chaotyczne (nieuporządkowane alfabetycznie!) i trudne do sprawdzenia listy obecnych. Skutkiem tego pierwsi na konwent wchodzili ci, którzy zdecydowali się zarejestrować już na miejscu, a najdłużej musieli czekać przedstawiciele prasy i twórcy programu. Bez porównania gorsza była sytuacja tych ostatnich. Aby upewnić się, że prelegenci zrealizują swoje zobowiązania, na wejściu zmuszeni byli oni wpłacić kaucję, którą mieli odzyskać po przeprowadzeniu zadeklarowanych punktów programu. Niektóre osoby zgłaszają jednak, że pomimo wygłoszenia prelekcji nie mogły się doprosić zwrotu pieniędzy.

Po dopełnieniu obowiązku akredytacji do rąk uczestników trafiał wreszcie najeżony błędami informator konwentowy, w komplecie z nieczytelnymi mapkami Krakowa, sprzecznymi informacjami i abominacją udającą program. Tych, którzy nie mieli do czynienia ze wspomnianym plugastwem, odsyłam na stronę konwentu. Tylko w ten sposób można w pełni "docenić" dzieło organizatorów. Nawet szczegółowa lektura programu nie pozwala doświadczyć tego, co poszukiwanie sali i konkretnej prelekcji na miejscu. Wystarczy jednak do odkrycia, żę zdaniem orgów niektórzy prelegenci (jak, na przykład, Maciej ‘lucek’ Sabat) muszą posiadać zdolność bilokacji. Nic innego nie tłumaczy, w jaki sposób mieliby uczestniczyć w dwóch panelach dyskusyjnych równocześnie. Coś podobnego spotykało zresztą całe bloki programowe, niekiedy zadziwiająco podwojone. Konia z rzędem temu, kto zawsze był w stanie trafić na właściwy spośród dwóch bloków Literackich, Fantastycznych czy Kultury Japońskiej, nierozróżnianych choćby numerycznie. To, że często odbywały się dwa bloki pod tą samą nazwą, nie zawsze było jasne, a to ze względu na najzupełniej przypadkowe ich rozmieszczenie w tabeli na poszczególne dni.

W informatorze całkowicie zabrakło mapy terenu, która ułatwiałaby znalezienie się w miasteczku akademickim (ze strony organizatorów można było usłyszeć najwyżej zalecenia w rodzaju "idźcie za tłumem”) czy też planu budynku, na którego ośmiu piętrach (z jedną sprawną windą) odbywał się konwent. Funkcję mapki pełniła tabelka, w zamierzeniu umożliwiająca ustalenie, w jakiej sali odbywa się danego dnia określony blok. Niepojęte pozostaje, dlaczego niemożliwe było sztywne przypisanie bloków programowych do poszczególnych sal. Zapewne niewiele by to zresztą pomogło, skoro wystąpienia naukowców (przypisanych do bloku Fantastyka) były przynajmniej dwukrotnie przesuwane w inne miejsca. Wszystko przez to, że Akademia Górniczo-Hutnicza wynajęła dwie z zajmowanych przez konwent sal na potrzeby egzaminu Uniwersytu Jagiellońskiego. Rzecz jasna organizatorzy nie mieli o tym pojęcia, a zastępczego pomieszczenia szukano na gorąco.

To nie jest konwent dla graczy

Przed rozpoczęciem festiwalu można było przeczytać przechwałki wskazujące teren AGH jako "najlepsze możliwe miejsce do przeprowadzenia tego typu imprezy”. Nie wierzcie w to ani przez chwilę. Do najbliższego sklepu nie było wprawdzie zbyt daleko, ale poza jedną niedużą pizzerią i budką z kebabem pod stadionem Wisły, trudno było znaleźć coś do jedzenia. Wiele osób zdążyło też wyrazić swoje rozgoryczenie wewnętrzną ochroną konwentowego klubu "Studio", gdzie odbywały się niektóre punkty programu (na przykład blok RPG i Games Room). Aby wejść do środka, w tym i tylko w tym miejscu należało poddać się przeszukaniu wnoszonych toreb i plecaków, a następnie wyrzucić wszystkie posiadane butelki – z wodą, colą albo czymkolwiek innym. W połączeniu z ciemnościami, hałasem i zaduchem panującymi wewnątrz klubu (o mizernym wyborze i stanie udostępnianych gier nie wspominając) zazwyczaj kończyło się to rezygnacją z uczestnictwa w tej części programu.

Dla większości gości Krakon stał się "konwentem bez Games Roomu". Albo szerzej: konwentem bez gier, bo poza malutkimi stoiskami Kuźni Gier i Portalu próżno było szukać sklepów oferujących gry planszowe czy podręczniki do RPG. Nie sposób było zakupić nawet takiego drobiazgu jak komplet kostek – chyba że ktoś poszukiwał k10 do Wolsunga. Dzięki Solarisowi nieco lepiej wypadały stoiska księgarskie, ale i tak głównym towarem sprzedawanym na konwencie były mangowe przypinki.

Dezinformacja, dezorganizacja

Brakowało prelekcji (odwoływanych bez zapowiedzi), sal, wind i wentylacji. Najbardziej jednak doskwierał brak informacji. Nie sposób było uzyskać jakichkolwiek wyjaśnień od większości helperów czy organizatorów. Nie dało się zresztą odróżnić gżdaczy od ochrony czy medyków, ponieważ wszyscy oni dostali identyczne czerwone koszulki z napisem "Ochrona" (dla pewności – w jednym kroju i rozmiarze, wbrew obietnicom składanym przez orgów na miesiąc przed konwentem). Przynajmniej niektórzy koordynatorzy bloków tematycznych wyraźnie wychodzili z siebie, byle tylko zapobiec katastrofie, ale i tak wiele paneli się nie odbyło, o czym informacja najczęściej była jednorazowa – ustna lub na kartce dodanej gdzieś za akredytacją. Na pomysł, aby informować o zmianach na bieżąco i pod wszystkimi salami, których dotyczyły, ktoś wpadł dopiero w sobotę.

Wyjątkową wpadką było zorganizowanie warsztatów tańca koreańskiego... w małej, nagrzanej i niewentylowanej sali pozbawionej okien. Na wielką listę "Skarg na konwent" (wywieszoną na jednym z korytarzy) szybko trafiła także "konsolownia bez konsol". Nie lepsze były warunki noclegowe i sanitarne. Często brakowało papieru w toaletach, a w piątek koło południa zaprzestano wydawania wody prelegentom na jakieś dwie godziny. Później starano się to nadrobić ze zdwojonym zapałem, ale w międzyczasie konieczne było bieganie około pół kilometra do najbliższego marketu. W szkołach noclegowych zabrakło oczywiście pryszniców – na szczęście problem ten nie dotyczył przynajmniej akademika; tam z kolei niektórzy uczestnicy skarżyli się na niezgodność pokoi z rezerwacjami (a przez to – nieoczekiwane zmiany w kosztach).

Bywałem na wielu konwentach, dużych i zupełnie małych – jako prelegent czy zwykły uczestnik. Brałem nawet udział w pierwszym Niuconie – podobnie jak neoKrakony, imprezie łączonej, mangowo-fantastycznej. Nigdy jeszcze nie widziałem jednak podobnej porażki organizacyjnej jak tegoroczny Krakon. Cieszę się, że wizyta w Krakowie pozwoliła mi zobaczyć się z dawno niewidzianymi znajomymi – żałuję jedynie, że w tak dramatycznych warunkach.

Skandal?

Nie sposób nie odnieść się do licznych plotek, którymi żyją w tym momencie internauci (nie tylko polscy). Czy na Krakonie doszło do skandalu z udziałem Grahama Mastertona? Kto zaczął? Kim jest Łukasz Kujawa? Stanęło na ostrych słowach czy może doszło do faktycznych rękoczynów? Twórca Manitou przedstawił na Facebooku własną wersję wydarzeń (którą zdążył już usunąć; ale na blogu XLs możecie zobaczyć zrzut ekranu). Od tego czasu Internet wrze, a dopytywani o szczegóły organizatorzy nie kryją żalu, wydali też oficjalny komentarz. O co w ogóle chodzi? Notkę Mastertona przełożył po części serwis Booklips.pl.

W całej historii wiele jest nieścisłości i niedobrze byłoby pochopnie opowiadać się po którejś ze stron. Nie jest to zresztą konieczne, by skreślić tegoroczny Krakon. Na pewno doszło do zajścia z udziałem głównego organizatora, Łukasza ‘Morfiona’ Kalety (nie "Kujawy") i gościa honorowego konwentu, Grahama Mastertona. Na pewno też cała wizyta słynnego autora nie została należycie wynegocjowana, z czego wynikły nieporozumienia i przepychanki (aczkolwiek organizacyjne, nie fizyczne) już w trakcie samego konwentu. Dość powiedzieć, że obsługa nie zapewniła pisarzowi zawczasu stałych usług tłumacza. Łukasz Kaleta twierdzi, że nie było to wcześniej ustalane, ale wszystkie różnice w oczekiwaniach wyszły na jaw dopiero po rozpoczęciu festiwalu (i miały się wiązać z groźbą natychmiastowego wyjazdu gościa, tuż po pierwszym dniu konwentu). Sytuację łagodzili ostatecznie Eric i Veronika Starnes. Cała sytuacja świadczy przede wszystkim o braku kompetencji głównych organizatorów. Obecnie głośno jednak nie o podobnych nieporozumieniach, a o publicznej niedzielnej kłótni.

Ponieważ nie byłem osobiście świadkiem wspominanego zajścia, wolałbym nie zajmować stanowiska w tej sprawie. Pozostaje cieszyć się, że wbrew obawom wszystkie spotkania autorskie z Mastertonem doszły do skutku, a żałować, że w ogóle doszło do podobnego zgrzytu (niezależnie od racji stron i tego, co naprawdę miało miejsce). I w końcu mieć nadzieję, że wydarzenia te nie odbiją się czkawką całemu polskiemu fandomowi. Jakkolwiek płonna byłaby to nadzieja, skoro skandalem zdążyła się zainteresować prasa niebranżowa, w tym Gazeta.pl. Na szczęście Graham Masterton oficjalnie przyjął przeprosiny organizatorów konwentu i wciąż uważa Polskę za swój drugi dom.

Nie zamierzam się wybierać na żaden następny Krakon. Jednakże sądząc po rozmiarach skandalu i ogromie zaniedbań organizatorów, poważnie wątpię, czy dojdzie do kolejnego konwentu pod tą nazwą i z udziałem tych samych osób.

 

Posłowie od Poltera

Byliśmy patronem medialnym konwentu Krakon. Z tego powodu zależało nam na tym, by nasza ocena była rzetelna i poprzedzona sprawdzeniem źródeł (zwłaszcza w kwestii zajścia związanego z osobą Grahama Mastertona). Nie uzurpujemy sobie prawa do wydawania ostatecznych sądów i potępiania kogokolwiek. Z naszych informacji wynika, że do scysji między Grahamem Mastertonem a organizatorami konwentu (szczególnie Łukaszem Kaletą) rzeczywiście doszło. Była ona efektem całego ciągu wpadek organizacyjnych wynikających z braku wyczucia i profesjonalizmu organizatorów. Ostatecznie jest to jednak sprawa pomiędzy organizatorami a zaproszonym przez nich gościem (na chwilę obecną zakończona polubownie).

Dla nas, jako patrona, znacznie bardziej przygnębiająca jest refleksja nad jakością imprezy organizowanej pod szyldem Krakonu. Niedogodności, które spotkały Grahama Mastertona, były smutną wypadkową sytuacji na konwencie. Czyli tego, co spotkało ponad dwa tysiące uczestników. Polski fandom przez parę dni żyje "skandalem", ale znacznie większym był poziom tej imprezy i to, co zaproponowano fanom (bez względu na profil ich hobby). Osobom, do których festiwal był skierowany.

Z tego powodu w przyszłym roku, jeśli konwent się odbędzie, nie obejmiemy go naszym patronatem.

- Aleksandra 'Jade Elenne' Wierzchowska (szefowa działu Konwenty), Maciej 'repek' Reputakowski (redaktor naczelny)

2.0
Ocena recenzenta
2.26
Ocena użytkowników
Średnia z 17 głosów
-
Twoja ocena
Konwent: Krakon
Od: 2013-07-25
Do: 2013-07-28
Miasto: Kraków
Strona WWW: rsquad.org/krakon/
Typ konwentu: fantastyczny



Czytaj również

Krakon 2011
- recenzja

Komentarze


Krzyś
   
Ocena:
+2
Co do tego ze teren AGH sie nadaje na imprezy, to się nie zgadzam :P (i wcale nie dlatego, ze to moja uczelnia) Po prostu nie ten budynek. Jest teraz wiele nowoczesnych miejsc na AGH, a okolica (i mówie tu o okolicy samego Odlewnika) jest zaopatrzona w znacznie więcej ważnych lokacji niż wspomina korespondent, jak stołówki, małe sklepiki i chyba pierdziliard budek z kebabami czy makaronem. Naprawdę, i to nawet nie trzeba specjalnie ich szukać.

Ale z resztą zarzutów nie sposób się nie zgodzić.
Mam tylko wrażenie że w relacji pada sporo mocnych słów (jak "plugastwo"). Może zbyt mocnych.

Mam za to wątpliwość co do końcowego oświadczenia Poltera. Może się wszak zdarzyć tak, że nazwa 'Krakon' przewędruje w inne, może lepsze ręce i wtedy patronat warto będzie wziąć. Chyba lepiej napisać, że nie będzie patronatów nad imprezami organizowanymi przez ten skład (choć wiem, to trochę nieprecyzyjne)
01-08-2013 18:10
Magdalena Kącka
   
Ocena:
0
Bardzo dobra relacja, wreszcie przeczytałam, dlaczego było tak źle. W sumie wydaje mi się, że Krakon stał się już chyba legendą ze względu na swoją epicką słabość i troszkę zazdroszczę tym, którzy np. byli z Krakowa i wpadli zobaczyć jak było. Tym, którzy musieli dojechać, np. ze Szczecina oczywiście współczuję. Wiadomo ilu było uczestników?
01-08-2013 18:46
wittiw
   
Ocena:
+2
Suma, sumarum bardzo nieobiektywna relacja z Konwentu: jedyne co zostało opisane to deorganizacja organizacyjna imprezy.
Nie byłem na tym konwencie i chciałbym wiedzieć czy punkty programu były ciekawe, czy mimo wszystkich wpadek warto było pojawić się na jakimś spotkaniu, czy można było zagrać w RPG'i, czy były jakieś LARP'y, czy były udane, czy ciekawe były konkursy i satysfakcjonujące nagrody.. długo by wymieniać.
A tak z relacji dowiedziałem się tylko i wyłącznie jak bardzo chaotyczna była to impreza. Trochę mało jak na tekst pod którym Polter oficjalnie potępia ten konwent i następne pod tym szyldem.
Podejrzewam, że powodem tak jednostronnego spojrzenia na konwent jest zniesmaczenie konfliktem pomiędzy Mastertonem, a Kaletą.
01-08-2013 19:30
Agrafka
   
Ocena:
0
Jestem w tym nowa - nasza ocena tutaj liczy się jako ocena konwentu czy artykułu? Po ocenie repka wnoszę, że to ocena konwentu ale wolę dopytać
01-08-2013 19:59
Draker
   
Ocena:
+3
Agrafka, jest to ocena konwentu.

wittiw, jak sam napisałeś, nie byłeś na tym konwencie, ale widzę, że mimo to średnią ocenę postanowiłeś podpić w górę.
01-08-2013 20:06
Ten_Zły
   
Ocena:
0
wittiw: Powiedz mi, czy dla ciebie ważne jest, czy prelekcje według recenzenta imprezy były fajne? To zawsze jest cholernie subiektywne, a wiele osób ma to zwyczajnie gdzieś... :D
01-08-2013 20:07
Repek
   
Ocena:
0
@Agrafka
Konwentu. Artykuł się poleca lub nie.

@Krzyś
Zsu zdecydowanie chodziło o to konkretne miejsce. Na AGH są lepsze budynki. Sam myślałem, że to będzie lokacja, w której przed dekadą był Polcon.

@wittiw
Relacje zawsze są subiektywne. Ciężko też oceniać wszystkie spotkania, jeśli warunki na konwencie uniemożliwiają korzystanie z konwentu.

@Wesoła Magda
Może orgowie się pochwalą. Chyba z 2,5k było.

Pozdro
01-08-2013 20:07
Agrafka
   
Ocena:
+1
czy można jakoś cofnąć ocenę? Bo po zobaczeniu oceny repka założyłam, że jednak nie chodzi o tekst i zjechałam do jego oceny (z 9 którą dałam za tekst :P), ale sama nie byłam więc wolałabym to usunąć.
01-08-2013 20:08
Repek
   
Ocena:
0
@Agrafka
Oceny nie da się wycofać. Można ją zmienić - klikasz ponownie.
01-08-2013 20:19
Martva
   
Ocena:
+2
wittiw, jeśli chodzi o program - dla mnie było ciekawiej niż na ostatnim Falkonie (gdzie wysłuchałam chyba trzech prelekcji, w tym jednej po raz drugi, a na przynajmniej dwóch innych nie zmieściłam się w sali). Na rozpisce było sporo potencjalnie fajnych rzeczy, oczywiście część równocześnie, ale tego się nie przeskoczy. Odwiedziłam kilka prelekcji w kilku blokach programowych (Literatura, Fantastyka, Horror) i wszystkie mi się podobały; z konkursów jakoś żaden nie wpadł mi w oko, a RPG omijam szerokim łukiem, bo jestem tylko czytaczem ;)
Owszem, bieganie z Literatury 1 do Literatury 2, bo spotkania zamieniały się miejscami - nie było fajne, odwoływanie punktów też (ale to się zawsze zdarza), ale poziom trzymały. Mam tylko wrażenie że poszczególni koordynatorzy poskładali swoje bloki, a nikt nie rzucił okiem na gotową tabelkę i nie sprawdził czy jakiś prelegent nie ma trzech spotkań naraz (jak Krzysiek Piskorski w sobotę).
01-08-2013 20:24
Krakonman
   
Ocena:
+1
Jak dla mnie program był całkiem przyzwoity, znalazłem w nim sporo punktów, na które mógłbym pójść, gdybym nie był ograniczony czasowo i gdybym był wpuszczany do Klubu Studio.
01-08-2013 20:28
R.G
   
Ocena:
+2
Brzmi tak, że pojechałbym dla samej draki.
01-08-2013 21:54
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
+1
Dzięki za komentarze i przepraszam za mocne słowa; w intencji "abominacje" i "plugastwa" w kontekście programu (naprawdę dziurawego jak sito, niespójnego i zupełnie chaotycznego) były żartem.

@prelekcje - stałym problemem, w wielu blokach (choć przyznaję, że sam skupiłem się na "Fantastyce") było odwoływanie prelekcji. Oczywiście zdarza się to wszędzie i można powiedzieć, że organizatorzy nie są w stanie tego kontrolować, jednak przyjęto sporo prelekcji zwyczajnie słabych i pozbawionych pomysłu (np. seria o klanach z Wampira: Maskarady*), a liczba punktów programów odwoływanych i przemieszczanych sięgała momentami np. 4 w ciągu 5 godzin. Niektórzy konwentowicze zaczynali nanosić zmiany na własne tabele programowe - skutkiem tego harmonogram wyglądał jeszcze mizerniej.

Organizatorzy (zwłaszcza gdy jest ich tak wielu!) powinni zadbać o to, czy punkty dochodzą do skutku, upewnić się, że prelegenci dotarli w ogóle na konwent... Wiem, że Ksenia Olkusz tak właśnie postępowała - w wielu wypadkach jednak brakowało podobnego zaangażowania, a informacja o wypadnięciu jakiegoś punktu pojawiała się już po czasie (a czasem wcale).

Jeśli chodzi o ciekawe i solidne prelekcje: wykład o Władzie Palowniku był niezły, ale zagłuszany przez trzeszczące krzesła i trzaskające w przeciągu drzwi, pozostawiane uchylone przez wchodzących i wychodzących słuchaczy (co wynikało po części ze zmian w programie - bez wchodzenia do sali nie dało się często stwierdzić, jaki punkt programu może się w niej odbywać). Nie pomagał raczej cichy głos dr Krystyny Walc. Wspomniałem o "Smokoznawstwie..." - całkiem nieźle (od strony merytorycznej) brzmiały też dwie prelekcje z czwartkowego bloku 18+, na które trafiłem pod wieczór.

Słuchaczy zdołał utrzymać zastępczy referat dra Adama Mazurkiewicza (w miejsce odwołanej historii Celtów) o fantastyce w republikach dawnego Związku Radzieckiego - słuchało się z przyjemnością, ale podczas tego akurat wykładu doszło do małego incydentu. Jakaś dziewczyna weszła do sali w połowie prelekcji i nic sobie nie robiąc ze zdziwienia prowadzącego i słuchaczy, oznajmiła radośnie, że "sprzedaje cycki". Po tym, jak odpowiedziało jej zapewnienie o braku zainteresowania obecnych, odwróciła się ukazując zawiązaną na biodrach czerwoną koszulkę funkcyjną Ochrony...

Podtrzymuję ogólną ocenę: ludzie na ogół dawali radę, organizatorzy często nie.

@spotkania autorskie - z tego co pamiętam w pierwszych dwóch dniach było trochę zamieszania z autorami Fabryki Słów (np. z Andrzejem Pilipiukiem) - te doszły do skutku, ale przeniesiono je bodaj na sobotę czy niedzielę. Czwartkowe spotkania z Mastertonem się odbyły, ale były słabo rozreklamowane i miały niską frekwencję. Jakiegoś chwalenia się gościem honorowym brakowało też choćby w wywiadach udzielanych mediom (widziałem ekipę bodaj z TVN?) jeszcze w trakcie konwentu. Mniejsza jednak o to.
02-08-2013 00:17
Sony
   
Ocena:
0
Muszę się przyznać, że sam zawaliłem jedną prelekcję - w Piątek - na usprawiedliwienie mogę napisać, że nie potwierdzono mi "wzięcia" prelekcji. Po za tym na rozpisce był tytuł a nie było mojego nazwiska. Tabela była FATALNIE złożona i kompletnie nie czytelna - przeszukiwałem tego PDF'a - w okienku Szukaj wpisywałem moje Imię - znalazłem dwa moje punkty, trzeciego już nie. :) :)

Nie wiem czy w przyszłym roku się pojawię - niestety zauwazyłem, ze jak mamy "spęd" w którym mamy kilka lokalizacji to wychodzi kiszka. Dlatego na Pyrkon też nie jeżdżę - powód prosty - jeżdżę na konwenty a nie na Targi. A Pyrkon i inne imprezy stają sie targami - z absolutnym brakiem klimatu.

Mam nadzieję, że nadchodząca Szedariada oraz Nawikon - będzie KLASYCZNYM konwentem, z klimatem. Nie musi mieć 30000 uczestników, wystarczy 300 byle by był klimat. I lokalizacja w JEDNYM miejscu, a nie rozpier.... po całym mieście.

Przychodzi mi do głowy zrobić "konwent" Tarnów - Kraków, punkty programu w obu miastach, Voyager'em można dojechać w godzinkę. :) :)
02-08-2013 08:28
Repek
    Komunikat moderacji
Ocena:
0
[Prosimy bez trollerki. Jeśli ktoś chce skrytykować organizatorów Krakonu, niech robi to rzetelnie, a nie hejtersko.]
05-08-2013 11:52
Z Enterprise
   
Ocena:
0
repku, jeśli każdy mój komentarz będziesz traktował jako hejterski, nawet te z przymrużeniem oka, i kasował go bez pardonu, to chyba się nie dogadamy.

Tak się składa, że to bardzo dobra koleżanka z bardzo dawnych czasów, i jak najbardziej jestem w stanie uwierzyć opinii Zsu, że była jednym z niewielu jasnych punktów tego konwentu.

Ale jasne, lepiej skasować jak się nie jest czegoś pewnym, w końcu teraz jest Nowy Wspaniały Polter, redakcja w upały przyjmuje więcej wody sodowej, więc efekt jest jaki jest.

Domagałbym się przeprosin za takie nacechowane uprzedzeniem zachowania ze strony redakcji, ale i tak bym się nie doczekał.

Pozdrawiam zamiast tego chłodno i życzę mniej gazowanych napojów w te upały.
05-08-2013 12:03
Repek
   
Ocena:
0
@Z Enterprise
repku, jeśli każdy mój komentarz będziesz traktował jako hejterski, nawet te z przymrużeniem oka, i kasował go bez pardonu, to chyba się nie dogadamy.

Moderacja nie siedzi Ci w głowie i w notesie z telefonami do przyjaciół, by wiedzieć, kiedy żartujesz, a kiedy nie. Dodawaj kontekst, nie będzie problemu.

Cieszę się, że Twój komentarz nie był obraźliwy.
05-08-2013 12:17
Z Enterprise
   
Ocena:
0
To go przywróć, zamiast się cieszyć, twa uciecha mi na nic.. I zwracaj uwagę na emotioniki następnym razem, będzie i kontekst.
05-08-2013 12:21
Behalior
   
Ocena:
0
Polter jest bardziej politycznie poprawny od Brukseli ;) 
06-08-2013 07:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.