» Relacje » Krakon 2011

Krakon 2011

Krakon 2011
Bardzo się starałam nie uprzedzać do reaktywowanego Krakonu. Przekonywałam samą siebie, że niewielkie doświadczenie organizatorów zaowocuje świeżym spojrzeniem, a wymieszanie dwóch fandomów na jednej imprezie będzie wartościowe dla obu stron. Bardzo słaby PR (najsłabszy, jaki zaobserwowałam pośród konwentów) i niezbyt interesujący program też nie musiały oznaczać katastrofy. Jednak styl organizatorów, którzy na nieśmiałe sugestie ze strony niedoszłych uczestników reagowali wypowiedziami o wyraźnym przekazie "jeśli ci się nie podoba, nie przyjeżdżaj" sprawił, że na Krakon wybierałam się z niepokojącym przeczuciem, że nie będzie to najlepszy z odwiedzonych przeze mnie konwentów...


Ruchomy zamek Hauru

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Niestety, pierwszy rzut oka na konwent nie rozwiał obaw: brak listy twórców programu wchodzących na zniżkowe wejściówki, brak informacji o bocznym wejściu, przy którym wyznaczono akredytację dla prasy, zdezorientowani uczestnicy... Tak wyglądały kilka lat temu lokalne konwenty na 80-100 osób, ale obecnie obowiązują nieco inne standardy. Dawid 'Ertai' Cichy oraz gżdacze zajmujący się akredytacją starali się wszystkim pomóc, ale ich możliwości były ograniczone przez brak wsparcia ze strony pozostałych organizatorów. Co chwila ktoś szukał głównego organizatora, ten jednak z rzadka gościł na konwencie.

Szkoła konwentowa znajdowała się daleko od cywilizacji, ale miała bezpośrednie połączenie z dworcem PKP (na stronie Krakonu zamieszczono wcześniej przejrzystą mapkę oraz instrukcję dojazdu). Sam budynek był wygodny i dość przestronny, dlatego zaskoczył mnie widok ludzi rozkładających karimaty na korytarzach. Twierdzili, że sale noclegowe pękają w szwach. Zajrzałam do jednego ze sleep roomów wskazanych jako przepełnione - znajdowało się w nim na oko dwadzieścia kilka śpiworów. Fantaści w takim pomieszczeniu zdołaliby upchnąć prawie dwa razy więcej duszyczek i jeszcze twierdziliby, że nie ma tłoku... Ot, różnice kulturowe.

Oznaczenie sal w informatorze było niezbyt przejrzyste, niektórzy uczestnicy do końca konwentu nie zdołali znaleźć części pomieszczeń. Zadziwiało także rozplanowanie atrakcji: RetroGralnię upchnięto w mikroskopijnej salce, zaś Games Room znajdował się w stołówce. Wprawdzie przeznaczoną na planszówki część pomieszczenia wydzielono taśmą, ale i tak nie było to najszczęśliwszy pomysł. Ba! Pierwszego dnia konwentu Games Room nie funkcjonował, gdyż we wspomnianej sali odbywało się zebranie rodziców.

Największym kuriozum było jednak umiejscowienie sesji konkursu GRAMY! "Komfortowe warunki zapewnione przez organizatorów" okazały się być boksami szatni, w dodatku położonymi blisko siebie. Nie dość, że dokuczał chłód i ciasnota, to jeszcze odgłosy z poszczególnych sesji nakładały się na siebie, a dodatkową "oprawą muzyczną", niekoniecznie w klimacie gry, raczył uczestników znajdujący się nieopodal DDR. Sytuację starał się ratować Wojtek Rzadek, który udostępnił na potrzeby kilku sesji swoje własne mieszkanie, ale o komfort graczy i prowadzących powinni byli zadbać organizatorzy.


Magiczni wojownicy

Niektóre konwenty nadrabiają niedostatki organizacyjne ciekawą lokalizacją, przyjazną atmosferą albo wysokiej klasy programem. Krakon nie dał swoim uczestnikom takiej rekompensaty. Teoretycznie program części fantastycznej składał się z dwóch nitek (oraz bloku konkursowowego). W praktyce, pomiędzy poszczególnymi atrakcjami ziały długie przerwy, gdzieniegdzie łatane sesjami RPG, które – inaczej niż to bywa na większości konwentów – wpisano do bloku jako normalne punkty programu na daną godzinę. Gdyby wziąć to pod uwagę i ułożyć tabelę w tradycyjny sposób, wyszłaby co najwyżej jedna nitka.

Jakość poszczególnych atrakcji też pozostawiała sporo do życzenia: prelekcje traktujące o "kfiatkach z sesji" albo różnicach między fantasy a sci-fi sprawiały wrażenie wziętych żywcem z lokalnego konwentu sprzed kilku lat. Na szczęście było i kilka wartościowych punktów programu. Najbardziej przypadła mi do gustu prelekcja o gangach motocyklowych w USA, dobra merytorycznie i prowadzona w bardzo sympatyczny sposób. Z przyjemnością wysłuchałam też prezentacji Października żywych trupów, konkursowego settingu do Savage Worlds. Nieco zastrzeżeń mam do konkursu mitologicznego: różnorodność konkurencji i zakres tematyczny to duży plus, ale losowy przydział punktów za poszczególne pytania sprawił, że przysłowiowy łut szczęścia w zbyt dużym stopniu wpływał na wynik.


Vexile

Niełatwo osobie z fandomu fantastycznego oceniać program części mangowej, zwłaszcza, że wśród samych miłośników kultury japońskiej zdania na jego temat były mocno podzielone. Wiem jedno: gdybym zaufała swoim przeczuciom, nie zawędrowałabym tak nieopatrznie na konkurs yaoi... Widok sali wypełnionej piszczącymi (dzikie wrzaski słychać było już na poprzednim piętrze) nastolatkami, którym taką uciechę sprawiał widok okazujących sobie czułości chłopców, przekonał mnie, że wspólne konwenty fantastów i mangowców nie są najlepszym pomysłem.

Przytulających się chłopaków nie zabrakło i na cosplayu. Ten punkt programu wart był zapamiętania głównie z racji zwycięzców: grupa wcielająca się w postaci z Axis Powers of Hetalia zasłużyła na uznanie dzięki starannie przygotowanym strojom i dobrze zagranej, mimo że improwizowanej, scence. Co ciekawe, lwia część mangowców opuściła salę zaraz po prezentacjach, nie czekając nawet na ogłoszenie wyników. W efekcie aktorzy oklaskiwani byli głównie przez nieliczną (ale widoczną i głośną) grupę fantastów.


Public peace; SECTION 9

Zanim jednak "fantastyczne getto" mogło wyrazić uznanie cosplayowcom, trzeba było zmierzyć się z licznymi niedociągnięciami organizacyjnymi. Wielu uczestników Falkonu pomstowało co roku na długie kolejki i zmiany terminu pokazu mody gotyckiej. Krakon udowodnił, że może być gorzej: tłum przy wejściu, brak informacji, opryskliwa ochrona – to tylko część smaczków. Dość wspomnieć, że ochroniarzowi bardzo przeszkadzała uczestniczka, która na chwilę weszła na stojący w rogu stolik, aby zrobić zdjęcie, za to kompletnie nie zwracał uwagi na toczący się w tłocznym korytarzu zacięty pojedynek na repliki broni, choć ten naprawdę stwarzał zagrożenie dla przechodzących konwentowiczów.

Krakonowa ochrona to zresztą temat na osobny artykuł. Rozumiem i popieram zakaz wnoszenia alkoholu na teren konwentu, ale nikt chyba nie powiedział ochroniarzom, że nie mają prawa kontrolować toreb i plecaków konwentowiczów. Oczywiście, większość osób i tak się na takie sprawdzanie godzi, ale ochroniarz powinien wcześniej taką zgodę uzyskać. Tutaj nie troszczono się o takie "drobnostki", a zdarzały się i takie sytuacje, jak ważenie papierowej torby z fast foodem (ochrona uznała, że waga pakunku jest za duża jak na hamburgery).

Czy Krakon w ogóle miał jakieś plusy (poza tym, że w ogóle się odbył)? Można do nich zaliczyć przestronną szkołę i widok ciekawie przebranych uczestników. Ale największę zaletę konwentu stanowiły lody sprzedawane na stołówce – oferta bogata, a smak zacny. Szkoda tylko, że były one jedynym, co udało się zrealizować w ramach szumnie zapowiadanej "Yume-Hime Cosplay Cafe".


"Mangowcy to mangowcy, a fantaści to fantaści, i nigdy się nie pogodzą"

"Wiele hałasu o nic" – tak najkrócej można scharakteryzować tegoroczną odsłonę Krakonu. Rozmiar imprezy zdecydowanie przekroczył możliwości organizatorów, którzy nie byli w stanie zrealizować śmiałych zapowiedzi sprzed kilku miesięcy. Nawet najpiękniejsze logo nie pomoże, gdy sam konwent niewiele ma do zaoferowania swoim uczestnikom. Co z tego, że wiele błysku, skoro okazywał się on być nie złotem a pirytem?

Krakon miał być imprezą łączącą fandomy, w rezultacie zaś pokazał, jak wiele je dzieli. Mangowcy i fantaści mają różne oczekiwania dotyczące tego typu imprez. Co dla fantastów jest totalnym chaosem, dla mangowców co najwyżej lekkim nieładem, co dla mangowców jest drętwe i sztywne, dla fantastów jest przemyślane i dobrze zorganizowane. Dodajmy do tego jeszcze różne podejście do samych atrakcji programowych - fantaści nie będą słuchać prelekcji o szklankach w truskawki, które miała bohaterka jakiegoś anime, mangowcy nie będą toczyć kilkugodzinnych sporów o to, czy w trakcie sesji bohaterowie graczy powinni korzystać z toalet. Co z tego, że oba fandomy mogą uczestniczyć w jednym konwencie, skoro i tak każdy ogranicza się do swojej części programowej?

Wygląda na to, że pojedyncze nitki programowe jeszcze przez długi czas będą jedynymi oznakami obecności fantastów na imprezach mangowych i vice versa. Być może uda się kiedyś zrobić konwent, na którym oba środowiska będą się bawić równie dobrze, ale jeśli tego zadania miałaby się podjąć ekipa odpowiedzialna za Krakon, jej członkowie będą musieli wyciągnąć wnioski z tegorocznej edycji.

Galeria


3.0
Ocena recenzenta
2.94
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Konwent: Krakon
Od: 2011-06-30
Do: 2011-07-03
Miasto: Kraków
Strona WWW: www.krakon.irpg.pl
Typ konwentu: fantastyczny



Czytaj również

Krakon 2013
Krakowski Porażkon
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.