» Recenzje » Yakuza 0

Yakuza 0


wersja do druku

Mała draka w wielkim Tokio

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Yakuza 0
Jedną z najpopularniejszych serii na PlayStation jest Yakuza. Jej najnowsza część – nie będąca tym razem kontynuacją, ale prequelem całości – ponownie pozwala wcielić się w dobrze znanych członków japońskiej mafii. Czas sprawdzić, czy formuła walki o władzę w tokijskim półświatku jeszcze się nie wyczerpała.

Oscarowa historia

Yakuza 0 zabiera nas do Kamurocho, fikcyjnej dzielnicy Tokio, oraz Osaki na siedem lat przed wydarzeniami z pierwszej części gry, czyli do roku 1988. Na przemian wcielamy się w dwójkę protagonistów: Kazumę Kiryu, chłopaka stawiającego swoje pierwsze kroki w szeregach klanu Tojo, i Majimę Goro, menadżera najpopularniejszego kabaretu w Osace próbującego ponownie wkraść się w łaski yakuzy i odzyskać straconą wcześniej pozycję.

Pierwsze dwa rozdziały nie porywają i pełnią głównie rolę przedstawienia 20-letniego Kiryu oraz realiów Japonii końca lat osiemdziesiątych. Dopiero od trzeciego aktu, kiedy na światło dzienne wychodzi, o co tak naprawdę toczy się gra, akcja nabiera tempa, a całość wciąga niczym bagno. Scenarzyści przygotowali dla nas świetną historię, którą z czystym sumieniem można przerobić na hollywoodzką produkcję albo serial ze stajni HBO czy Netflixa. Jedynym zarzutem, jaki można mieć do twórców, jest zbyt szybkie powiązanie wątków Goro i Kiryu, już w trzech czwartych rozgrywki wszystkie karty zostają odkryte, a całość zamienia się z historii gangsterskiej opierającej się na wewnętrznych rozgrywkach i spiskach w klasyczną grę akcji. Nie zmniejsza to oczywiście zabawy, jaka jest z tym związana, niemniej to spora zmiana charakteru scenariusza.

Mimo że bardzo łatwo jest zatracić się w fabule, należy również docenić poziom wątków pobocznych. Łącznie czeka na nas 60 misji dodatkowych, których charakter mocno odbiega od głównej historii. Obydwaj protagoniści stają często przed dość nieoczekiwanymi wyzwaniami, takimi jak pomoc dziecku w odzyskaniu gry wideo, artyście w przemknięciu się niezauważonym do toalety czy dominatrix w nauczeniu się, jak być dobrą w swoim zawodzie. Wymienione przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej. Warto też zwrócić uwagę, że wiele z nich nie polega jedynie na pobiegnięciu do konkretnej lokacji, krótkiej walce i zebraniu przedmiotu – część jest paroetapowa i oparta tylko na dialogach, co mocno urozmaica rozgrywkę.

Work, workout, work, fun

Oprócz mrowia dodatkowych aktywności czeka na nas wiele pracy. Jak łatwo się domyślić, w szybko rozwijającym się mieście wszystko kręci się wokół pieniędzy i nie inaczej jest tutaj. Zarobione jeny będziemy liczyć w bilionach, ale i to zdaje się bez znaczenia przy możliwościach ich wydawania. Od wielkości funduszy uzależnione jest chociażby krytycznie istotne zdobywanie nowych umiejętności walki. W mieście roi się również od pokus i rozrywek, od których nie będziemy raczej stronić. Mini gry w postaci kręgli, karaoke, tańca czy telefonicznego randkowania mają właściwość zakrzywiania czasu tak, że krótka parominutowa sesja potrafi rozciągnąć się nawet do kilku godzin.

Środki na zabawę nie biorą się z powietrza, a wyciskanie ich z bandziorów na ulicy nie jest najefektywniejszym sposobem na zarobkowanie. Dlatego warto zabrać się za prowadzenie biznesu. Kiryu zostaje w pewnym momencie prezesem firmy obracającej nieruchomościami, a Majima rozpoczyna rozwijać kolejny nocny klub. Oba przedsięwzięcia mocno różnią się sposobem zarządzania oraz rodzajem wymaganej pracy, ale mają jedną wspólną cechę: są uzależniające.

Próba przejęcia zasobów konkurencji i stania się monopolistą na rynku wymaga wiele czasu oraz środków. Zarządzanie nieruchomościami odbywa się mniej więcej według schematu: wykup ulepszeń budynków, zarządzenie zebrania czynszu, spacer po dzielnicy w poszukiwaniu nowych nabytków, ewentualne spuszczenie lania oprychom konkurencji, zebranie pieniędzy – całość powtarzaj do momentu zmiażdżenia przeciwników. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, bardzo szybko wywołuje syndrom kolejnej tury. W podobny sposób działa na nas prowadzenie klubu kabaretowego, choć tutaj rozgrywka jest oparta bardziej na spostrzegawczości i refleksie. Kilkukrotnie chwyciłem się na tym, że zamiast skupiać się na fabule ganiałem po ulicach, szukając obiecujących lokali lub obsługiwałem klientów i pomagałem hostessom.

Oczywiście można też wzbogacać się w bardziej ryzykowny sposób. Szukając szybkiego pieniądza, przez większość czasu mamy do swojej dyspozycji całą paletę gier hazardowych oraz bukmacherów. Jest mnóstwo miejsc, w których zagramy zarówno w klasyczne europejskie oraz amerykańskie wersje gier w kości, karcianych oraz ich japońskich odpowiedników, i wszystkie kuszą łatwym zarobkiem.

Jakość afektywna dwubiegunowa

Wielki wpływ na pozytywny odbiór ma sposób prezentowania historii. Fragmenty, w których kontrolujemy bohaterów, przedzielone są długimi przerywnikami filmowymi oraz sekwencjami dialogów. Pod tym względem Yakuza wymaga wiele cierpliwości, ale nagrodą jest niesamowity klimat oraz poczucie, że doświadczamy czegoś więcej niż tylko kolejna gra akcji. Jeśli tylko damy sobie czas, aby na spokojne poznać każdy strzępek zdobytych informacji oraz poznać z bliska Kraj Kwitnącej Wiśni, nawet nie zauważymy, że pochłonęła nas czarna dziura całkowicie zakrzywiająca czasoprzestrzeń i odrywająca od rzeczywistości.

Niestety owe przerywniki mają pewną wadę – ich jakość i styl są niesamowicie nierówne i niespójne. Projektanci postanowili pokazać przekrój wszystkich rodzajów przerywników wykorzystywanych do tej pory w jRPG. Główne stworzono niezwykle pieczołowicie, animacje są pełne szczegółów a mimika postaci stoi na najwyższym poziomie. Przy okazji doświadczamy jednego z najlepszych dubbingów, jakie w ostatnich latach ujrzały światło dzienne. Całość tworzy cudowną atmosferę. Otrzymujemy również klasyczne dialogi na silniku gry, w których bohaterowie tylko lekko poruszają ustami, jednak nie uświadczymy tam dubbingu, a całość dość długich konwersacji musimy przeczytać. Ostatni styl wykorzystuje wyłącznie grafiki rozmawiających bohaterów na statycznym tle lokalizacji i podobnie, jak wcześniej, wymaga sporej ilości czytania. Daje to wrażenie, że równocześnie gramy w różne tytuły o zupełnie odmiennych budżetach. Ma to swój klimat, jednak niektórym może przeszkadzać.

Podobne wrażenia zostawia arena naszych działań. Zarówno Kamurocho, jak i Osaka nie powalają wielkością, są jednak na tyle duże, że nie pozwalają się specjalnie nudzić, a o zgubienie się w szeregu uliczek nietrudno. Lokacje są niezgorzej przygotowane, pełne szczegółów, przyjemne dla oka i przywodzą na myśl filmy karate z początku lat dziewięćdziesiątych. Niestety dość łatwo trafić tutaj na niewidzialne ściany, a system kolizji z otoczeniem oraz bezwładność w poruszaniu się również mogłyby działać trochę lepiej.

Walka o życie

Gdy dochodzi już do walk, wszystko działa, jak powinno. Potyczki z okupującymi ulice rzezimieszkami, oddziałami yakuzy i bossami sprawiają niesamowitą frajdę. Te pierwsze potrafią czasami zirytować, gdyż ulice praktycznie roją się od lumpów proszących się o łomot i do pewnego momentu w fabule bardzo trudno ich uniknąć, a płynące z ich pokonywania zyski nie powalają na kolana.

Natomiast bossowie potrafią wycisnąć z nas siódme poty, bo o godnego przeciwnika, potrafiącego się nam odgryźć, nietrudno. Szczególnie pierwsza tego typu walka zapada w pamięć – następuje relatywnie szybko i daje nam prawdziwą lekcję pokory. Każde z dużych starć podzielone jest na etapy, w których bez dobrego opanowania kontr, uników oraz nauczenia się sekwencji ciosów oponenta zostajemy skazani na dość częste oglądanie ekranu ładowania gry. Kolejne takie walki powoli przygotowują do finalnych konfrontacji, a te są prawdziwie epickich rozmiarów.

Do naszej dyspozycji mamy skuteczne w różnych sytuacjach trzy style walk, między którymi możemy się płynnie przełączać w trakcie potyczek. Bez względu, czy preferujemy szybką pełną odskoków walkę, broń białą czy wolniejsze, ale pełne brutalnej siły ciosy, znajdziemy tutaj coś dla siebie. Oprócz tego z każdym trafieniem napełniamy pasek kondycji/furii wykorzystywanej zarówno do ataków specjalnych, jak i prawdziwie satysfakcjonujących i brutalnych uderzeń kończących. Powiedzieć, że w trakcie bijatyk uśmiech nie schodzi z ust, to nie powiedzieć nic.

Ciekawie prezentuje się również system rozwoju, który został w pełni uzależniony od zasobności naszego portfela i dosłownie daje okazję do "inwestowania w siebie". Każde z drzewek umiejętności pozwala zarówno wzmacniać postać oraz odblokowuje coraz potężniejsze kombinacje. Interesującym zabiegiem jest zablokowanie części z nich do chwili przejścia lekcji z odpowiednim trenerem, co samo w sobie potrafi stanowić niezgorsze wyzwanie.

Pochłaniacz czasu

Yakuza 0 okazała się jednym z najciekawszych tytułów, jakie trafił w tym roku na rynek. To idealne wprowadzenie dla wszystkich niemających wcześniej styczności z serią oraz powrót do domu dla starych wyjadaczy. Bogaty świat, w którym nawet po zakończeniu głównej fabuły, spędzimy długie godziny, przełączając się między postaciami i podbijając przyporządkowane im rewiry, wciąga niczym bagno.

Ten tytuł muszą poznać zarówno wszyscy ceniący świetną historię, jak i fani dobrych mordobić. O zaletach można bardzo mocno się rozpisywać, jednak wiele ze smaczków połączonych jest bezpośrednio ze zwrotami akcji i niespodziankami, których lepiej nie znać przed chwyceniem za pad. Dlatego powiem tylko jedno: bez względu na to, czy jesteś fanem jRPG, czy nie, powinieneś dać szansę Kazumie Kiryu i Majimie Goro, gdyż są tu ludzie warci poznania.

Plusy:

  • świetna fabuła
  • klimat lat osiemdziesiątych
  • walki, szczególnie te z bossami
  • rewelacyjny humor
  • genialny dubbing
  • minigry

Minusy:

  • nierówny poziom przerywników filmowych
  • niewidzialne ściany
9.0
Ocena recenzenta
9
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Yakuza 0
Producent: SEGA
Wydawca: SEGA
Dystrybutor polski: Cenega
Data premiery (świat): 24 stycznia 2017
Data premiery (Polska): 24 stycznia 2017
Platformy: PlayStation 4
Strona WWW: ryu-ga-gotoku.com/zero/
Cena: 249,00 zł
Tagi: Yakuza | Yakuza 0 | SEGA



Czytaj również

Yakuza 4
- recenzja
Bayonetta
"Byłeś naprawdę niegrzecznym chłopcem!"
- recenzja
Valkyria Chronicles
"Who's a sexy tank?"
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.