» Recenzje » Until Dawn

Until Dawn

Until Dawn
Pierwsze wzmianki o Until Dawn pojawiły się gdy PlayStation Move miał zawojować rynek. Zarówno kontroler ruchu, jak i sama gra nie przebiły się jednak zbyt mocno do świadomości graczy, a wręcz poszły w zapomnienie. Dopiero jakiś czas później, gdy na rynku na dobre zadomowiły się konsole nowej generacji, okazało się, że projekt interaktywnego horroru nie umarł i jest kontynuowany. Wiele osób nie przywiązywało do niego zbyt wielkiej wagi, a sama promocja również pozostawiała wiele do życzenia. A jednak, gdy już trafił na rynek zrobiło się o nim głośno. Pytanie brzmi: dlaczego?

Nastolatki w lesie czyli śmierć

Gra zabiera nas do odciętego od świata domku w górach, gdzie grupa nastolatków spędza weekend. Jak to bywa w takich przypadkach impreza nie kończy się najszczęśliwiej i dwie siostry, które odłączają się od grupy, giną w niejasnych okolicznościach. Rok później, na prośbę brata dziewczyn, cała paczka spotyka się w tym samym miejscu, aby uczcić ich pamięć i pomóc mu podnieść się po stracie. Niestety w lesie nie są sami, a impreza może zamienić się w krwawą łaźnię.

Twórcy gry od samego początku otwarcie mówili o swoich inspiracjach – horrorach klasy B i niższej. Klimat takich filmów jak Halloween czy Evil Dead wyczuwalny jest już od samego początku. Im dalej posuwa się scenariusz, tym więcej widzimy tanich chwytów oraz stereotypowych zachowań bohaterów. Na szczęście nie wszystko odbywa się w pełni przewidywalny sposób – po drodze czeka na nas co najmniej kilka zwrotów akcji. Nie wszystkie są w pełni logiczne, niemniej trzymają się kanonu.

Jest to równocześnie jeden z większych plusów, jak i minusów tytułu. Widać, że scenarzyści bardzo dobrze bawili się konwencją, tworząc esencję tego rodzaju kina. Z drugiej strony, dostali idealne usprawiedliwienie dla niedociągnięć i pojedynczych potknięć w ich pracy. Bardzo trudno jednoznacznie ocenić wynik końcowy, jeśli ma się duże wątpliwości, które elementy są celowym zagraniem, a które rzeczywistym błędem. Na szczęście tych ostatnich zdaje się być niewiele, a całość wygląda dość pozytywnie i pozwala się nieźle bawić.

To jednak nie jedyne miejsce, z którego czerpali twórcy Until Dawn. Już pierwsze chwile z padem w ręku wywołają miłe skojarzenia z Heavy Rain. Pod wieloma względami jest to jej duchowy spadkobierca. Skojarzenie to nie jest spowodowane tylko i wyłącznie podobieństwem w wyglądzie, ale również klimatem niepewności odczuwanym od samego początku. Historia wciąga dość szybko i nie pozwala się specjalnie nudzić. Co rusz podtyka nam pod nos nowe poszlaki dotyczące tego, co dzieje się w górach, i zachęca do zabawy w detektywa.

Całość ma charakter serialu i dokładnie w ten sposób jest przedstawiana. Kolejne rozdziały stanowią oddzielne odcinki, przed którymi następuje przypomnienie najważniejszych dotychczas wydarzeń. Niestety nie można pominąć tego odświeżania pamięci, co przy przechodzeniu całości jednym ciągiem jest lekko irytujące. Oddzielnym elementem, stanowiącym przerywnik między epizodami, są wizyty bliżej niesprecyzowanego uczestnika wydarzeń u psychologa. Jest to świetna zagrywka budująca prawdziwą atmosferę psychozy.

Scenarzystom niezbyt udała się jedynie główna funkcja horroru, czyli straszenie. W ciągu długich godzin ratowania życia zdarzyły się łącznie trzy momenty, kiedy rzeczywiście podskoczyło mi ciśnienie. Z drugiej strony, rzadko kiedy filmom będącym inspiracją dla Supermassive Games udawało się rzeczywiście być strasznymi.

Mechanika przetrwania

W końcu otrzymujemy przygodówkę, w której decyzje rzeczywiście mają znaczenie i wpływ na końcowy efekt. Nasze postępowanie oraz wybory mogą doprowadzić zarówno do śmierci wszystkich uczestników wyjazdu, jak i uratowania każdego z nich. Co ciekawe, różne odnogi scenariusza otwierają się zależności od podjętych działań (lub ich braku) – co twórcy nazywają "efektem motyla" – jak i poprawnie wykonanych elementów zręcznościowych (głównie QTE).  

Ciekawie wmontowany w mechanikę został system elementów do zebrania. W zależności od tego, co udało się znaleźć, poszczególni bohaterowie wysnuwają odpowiednie wnioski i próbują rozwiązać zagadkę związaną z okolicznymi górami. Od odnalezienia niektórych z tych elementów zależy nawet jedno z zakończeń. Inne stanowią dobrze przemyślane podpowiedzi dla gracza, dzięki czemu można uniknąć paru nieprzyjemnych niespodzianek. Oprócz tego kryją się za nimi ciekawe historie, które po prostu warto poznać.

Interesującym elementem, choć bez wielkiego wpływu na przebieg rozgrywki, okazały się statystyki dotyczące konkretnych bohaterów. Po przejęciu kontroli nad daną postacią możemy sprawdzić różnego rodzaju słupki obrazujące jej charakter oraz relacje z resztą grupy. Za każdym razem, gdy następuje zmiana w którymś z nich, jesteśmy o tym informowani – obserwowanie, jak wydarzenia przerażającej nocy wpływają na nastolatków, jest miłym dodatkiem.

Czysto mechanicznie jest to typowy samograj, podobnie jak w przypadku gier ze stajni Quantic Dream. Bez względu na to, czy coś zrobimy, czy nie, gra będzie szła dalej. Naszym głównym zadaniem jest rozglądanie się po (raz mniejszych, a raz większych) pomieszczeniach i rozwiązywanie niezbyt wyszukanych zagadek. Od czasu do czasu musimy wykonać QTE lub utrzymywać pada w kompletnym bezruchu. Niestety, ostatni element nie został najlepiej przemyślany, gdyż nie uwzględnia początkowego ustawiania kontrolera jako punktu wyjścia – jeśli trzymaliśmy go krzywo podczas startu wyzwania z automatu zostaje uznane to jako porażka. Boli to tym bardziej, że ostatnia scena w grze jest oparta na tym elemencie i zależy od niego przeżycie części bohaterów.

Kwestia osobowości

Kilka oddzielnych zdań należy się samym bohaterom oraz wcielającym się w nich aktorom. Scenarzyści zaserwowali nam plejadę osobowości, tworząc prawdziwie wybuchowy socjalny koktajl. Znalazło się tutaj miejsce dla wszystkich stereotypowych bohaterów horrorów, jakich zazwyczaj oglądamy na wielkim i małym ekranie – od mięśniaka po nerda i od skorej do pomocy wegetarianki po nieliczącą się z nikim wredną egoistkę. Gwarantuje to dużą dynamikę w trakcie interakcji między nimi.

Dużą część zabawy stanowią właśnie rozmowy między przyjaciółmi oraz to jak do siebie podchodzą. Wybór odpowiedniej opcji dialogowej czy czynności z nimi związanej często przyprawia o ból głowy. Bardzo szybko można poczuć więź z jednymi i antypatię do drugich. Co w trakcie gry przełożyło się na to, jakie decyzje podejmowałem – rzadko, ale zdarzały się momenty, gdzie wiedziałem, że coś powinienem zrobić ale z uwagi, że kogoś lubiłem lub nie, podejmowałem inną decyzję.

Główną zasługą w tak rewelacyjnym odbiorze stanowi, oczywiście, gra aktorska. W przyjaciół wcielili się aktorzy znani głównie z kreacji serialowych – wielu z graczy od razu rozpozna przynajmniej kilka twarzy. Wielkie brawa należą się Brettowi Daltonowi (Grant Ward z Agentów T.A.R.C.Z.Y.), który w dużej mierze skradł show, tworząc jedną z najciekawszych postaci. Zaraz za nim plasuje się Nichole Bloom (Amanda z Shameless: Niepokorni), której Emily wzbudzała we mnie chęć mordu. Pozostali oczywiście nie pozostawali wiele w tyle. Oby więcej takich tytułów trafiało w nasze ręce.

Zima jak się patrzy

Samo udźwiękowianie stoi na wysokim poziomie. Zarówno kwestie aktorów, jak i muzyka oraz dźwięki otoczenia tworzyły świetną otoczkę. Krocząc leśnymi drużkami, słysząc wiatr hulający w gałęziach oraz śnieg skrzypiący pod butami, można poczuć się jak, byśmy byli tam naprawdę. Muzyka nie jest zbyt nachalna i wychodzi z cienia jedynie w momentach, kiedy jest to rzeczywiście konieczne.

Złego słowa nie można również powiedzieć o samej grafice. Lokacje wyglądają ładnie, choć momentami widać, że to nie typowa produkcja AAA. Jedynym problemem jest od czasu do czasu delikatne rozsynchronizowanie się ust ze ścieżką dialogową. Aktorzy zostali jednak bardzo dobrze zeskanowani, co nadaje całości dużo realizmu.

Until Dawn nie jest oczywiście grą idealną, od czasu do czasu zdarzają się tu i ówdzie pojedyncze zgrzyty. Nikt jednak perfekcji się po niej nie spodziewał. Jest to jedna z największych niespodzianek 2015 roku i gra, która niestety przeszła bez większego rozgłosu. Chyba największym błędem, jaki popełniono podczas produkcji, były słaby marketing – gdyby włożono w niego więcej wysiłku, sukces byłby dużo większy.

Supermassive Games stworzyło coś, czego nikt się po nich nie spodziewał. Wyciągnęli esencję ze swoich inspiracji i dali graczom interaktywny film, w którym nasze wybory naprawdę mają znaczenie. Osiągnęli dokładnie to co Quantic Dream Heavy Rainem i pokazali, że francuskie studio przestało mieć monopol na tego rodzaju produkcje. Wszyscy miłośnicy zarówno horrorów, jak i gier przygodowych mogą chwytać ten tytuł bez obaw. Pozostali również powinni się nieźle bawić.

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Until Dawn
Producent: Supermassive Games
Wydawca: Sony Computer Entertainment
Dystrybutor polski: Sony Computer Entertainment
Data premiery (świat): 25 sierpnia 2015
Data premiery (Polska): 25 sierpnia 2015
Platformy: PS4



Czytaj również

Marvel's Spider-Man
Wielka odpowiedzialność
- recenzja
Graliśmy w Spider-Mana
Dzień dobry, Nowy Jorku!
- pierwsze wrażenia
Graliśmy w Detroit: Become Human
Wolność i odpowiedzialność
- pierwsze wrażenia

Komentarze


Bakcyl
   
Ocena:
0

Jak dla mnie 7/10. Jest to całkiem niezła produkcja, która ma też - jak każda - mniejsze i większe wady. Pomimo tego, to jednak solidnie opracowany tytuł.

09-02-2016 22:29
Qrchac
   
Ocena:
0

Też przez moment zastanawiałem się, czy nie dać lekko niższej oceny. Do tego, jest to gra na mniej więcej dwa przejścia (lub trzy jeśli ktoś chce wbić platynę i nie zabił lub uratował wszystkich za pierwszym razem :P) ale daje masę radochy. Jako fan gatunku i Heavy Raina (a naprawdę momentami czułem to samo napięcie co przy produkcji QD) musiałem lekko podbić końcową notę. Poza tym, jak pisałem w recce, to dla mnie jedno z największych pozytywnych zaskoczeń roku.

09-02-2016 22:53
Bakcyl
   
Ocena:
0

Tutaj replayability nie ma żadnego wpływu na ocenę, bo to nie jest gra tego typu. Grasz dla scenariusza, to nie jest H&S czy tam jakieś GTA z ukrytymi paczkami.

Ta gra jest nawet sporo lepsza pod względem mechaniki, niż Heavy Rain, gdzie by wydłużyć czas gry, proste czynności skomplikowano do tego stopnia, że się odechciewało grać. A gracz często zamiast skupiać się na podziwianiu otoczenia, zagłębianiu się w historii i immersji, skupiał się na irytowaniu się poprzez wciskanie tych klawiszy i szarpanie gałkami.

Myślę, że 7/10 to uczciwa ocena, którą można podbić o oczko, jeśli ktoś się tą grą mocno zauroczył.

09-02-2016 22:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.