» Recenzje » Far Cry 5

Far Cry 5


wersja do druku

Prostota wiejskich przyjemności

Autor: Redakcja: Tiszka, Michał 'von Trupka' Gola

Far Cry 5
Far Cry 3 był swego rodzaju objawieniem i małą rewolucją w dość eksploatowanym światku pierwszoosobowych strzelanin. Otwarty świat, elementy rozwoju postaci i ciekawy szalony przeciwnik stworzyły podwaliny pod sukces kolejnych odsłon serii. Od jego wydania minęło już prawie 6 lat, a w nasze ręce wpadła kolejna, piąta (a raczej szósta, licząc Far Cry: Primal) iteracja radosnego szerzenia chaosu. Czas sprawdzić, czym różni się wojowanie w egzotycznych krajach od tego na amerykańskiej ziemi.

Lokalne historie

Tym razem wcielamy się w świeżo upieczonego zastępcę szeryfa hrabstwa Hope w Montanie. Gdy przejmujemy kontrolę nad naszym protagonistą, jest on w drodze do siedziby kultu Bram Edenu, by aresztować jego przywódcę, Josepha Seeda. Jak łatwo się domyślić, próba przetransportowania guru sekty kończy się niepowodzeniem, a edeniarze rozpoczynają bunt i przejmują kontrolę nad okolicą. Naszym zadaniem (ponownie) jest pomoc lokalnemu ruchowi oporu i przywrócenie ładu oraz porządku.

Fabuła nie zaskakuje niczym specjalnym. Całość opiera się na tych samych schematach, co w poprzednich częściach gry i jest tylko pretekstem do chwycenia za broń oraz siania postrachu wśród kultystów. Nasz zastępca szuka informacji na temat sposobu działania przeciwnika i zaczyna pomagać lokalnym bojownikom w rozmontowywaniu poszczególnych gałęzi religijnej organizacji, aby ostatecznie zmierzyć się z głównym złym.

Niestety, ojciec Seed nie ma tyle charyzmy co oponenci z poprzednich części, jak Vaas Montenegro, którego chciało się rozerwać na strzępy gołymi rękoma, czy Pagan Min, z którym wolałbym zawrzeć sojusz niż obalać go z tronu. Jedyny kontakt, jaki mamy z przywódcą kultystów to prolog oraz krótkie, nie budzące zbyt wielkich emocji, monologi serwowane po wyzwoleniu kolejnych regionów. To najsłabszy element Far Cry 5. Dużo lepiej wypadają porucznicy kaznodziei, zarządzający poszczególnymi dzielnicami hrabstwa. Za każdym z nich kryje się ciekawa historia, często tworząca z nich postacie tragiczne, uważające, że ich czyny przyniosą ludziom ukojenie. W pamięć szczególnie zapada Hope Seed, zarządzająca narkotykową częścią Bram Edenu, która byłaby ciekawszym wyborem na główną przeciwniczkę.

Co ciekawe wszystkie pozostałe elementy fabularne są dużo ciekawsze, niż główna oś historii. Misje poboczne i napotykane postacie bez przerwy pobudzają nas do ciągłej eksploracji Montany i rozmów z napotkanymi mieszkańcami. Momentami można odnieść wrażenie, że wszyscy są ciekawszymi personami niż nasi przeciwnicy. Wciągające jest również szukanie drobnych strzępków informacji związanych z, często nieżyjącymi już, mieszkańcami hrabstwa. Porozrzucane po różnych lokacjach, w formie listów czy nagrań na automatyczne sekretarki, mocno zachęcają do myszkowania po mapie. Jest to sytuacja bliźniacza do tej znanej z The Division, gdzie odtwarzanie wydarzeń z Nowego Jorku na podstawie dziesiątek ludzkich doświadczeń naprawdę trzymało przy grze.

Służba nie drużba

Czego by o aspektach fabularnych nie mówić, stanowią one tylko i wyłącznie pretekst do rozpoczęcia radosnego strzelania do sekciarzy. Pod względem czysto mechanicznym nie zmieniło się wiele – podobnie jak w przypadku celów, które przed nami stoją. W każdym regionie czekają na nas posterunki i więźniowie do wyzwolenia i patrole do wybicia. Bez względu na to, w którym kierunku ruszymy, na pewno nie zabraknie nam celów. Całość mapy jest otwarta do eksploracji od momentu ukończenia prologu i tylko od nas zależy w jakiej kolejności rozpoczniemy wyzwalanie Hope. Dzięki temu poczucie, że otrzymaliśmy prawdziwy sandbox potęguje się jeszcze bardziej.

Nowe możliwości daje nam również cały arsenał pojazdów. Choć przez większość czasu będziemy korzystać z własnych nóg lub szybkiej podróży, od czasu do czasu skorzystamy z dobrodziejstw techniki. Oprócz samochodów otrzymaliśmy do naszej dyspozycji quady, samoloty, śmigłowce i łodzie, zarówno zwyczajne, jak i lekko podrasowane. Im szerszy wachlarz maszyn stworzymy w naszym garażu, tym większy postrach będziemy siać na drogach i w przestworzach. Część z nich jest tak potężna, że możemy poczuć się niczym bohaterowie filmów akcji, których w swoich mechanicznych bestiach byli niczym ucieleśnienie wszystkich jeźdźców apokalipsy.

Większość czasu będziemy wypełniać pomniejsze zadania dla różnego rodzaju zleceniodawców, polegające głównie na dotarciu w konkretne miejsce, wybiciu wszystkich edeniarzy i uwolnieniu więźniów/odnalezieniu przedmiotu. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się to dość monotonne, jest to złudne uczucie. Każda z lokacji różni się liczbą i rodzajem przeciwników, możliwościami podejścia do budynku czy innymi zabezpieczeniami. Ponownie mamy pełny wybór, czy będziemy przemykać niezauważeni i po cichu eliminować kolejnych wrogów, czy przystąpimy do pełnego szturmu. Trzeba przyznać, że przynajmniej na początku walka wymaga lekkiej finezji, gdyż ledwo kilka trafień kończy się śmiercią i ekranem ładowania gry. Z drugiej strony od pewnego momentu, przede wszystkim zdobycia potężniejszych broni, nie ma to już najmniejszego znaczenia.

Nie licząc wyżej wspomnianych misji, będziemy szukać skrytek prepperskich, polować, niszczyć konwoje, odtwarzać wyczyny jednej z największych gwiazd kaskaderskich czy szukać różnego rodzaju znajdziek. Rzeczy odwracających naszą uwagę od głównego celu jest zaiste wiele i większość przyniesie nam sporo zabawy. Fakt, że dużo czasu spędziłem szukając odpowiednich stanowisk do łowienia ryb i próbując pobić rekordy stanowe, mówi sam za siebie.

Takich trzech jak nas dwóch

Dzięki systemowi spluw/kłów do wynajęcia cały czas do pomocy mamy przynajmniej jednego NPCa. Niektórzy z nich to zwykli, napotkani na naszej drodze (prawie anonimowi) mieszkańcy/buntownicy, pozostali to bardziej dopracowani i potężniejsi bohaterowie niezależni, których pomoc odblokowujemy poprzez wykonanie odpowiednich misji. Stanowią oni niezgorszą siłę ognia i posiadają unikalne zdolności przydatne w różnych misjach. Przez większość czasu nie będą nas odstępować na krok, szczególnie że potrafią nas wskrzesić, jeśli otrzymamy zbyt wiele obrażeń.

Oprócz tego mamy możliwość grania ze znajomymi i jest to coś, co kompletnie odmienia obraz gry. Biorąc pod uwagę, że w pojedynkę stanowimy gigantyczną siłę ognia, to dwóch takich zastępców stanowi prawdziwie niepowstrzymany żywioł. Jedynym obostrzeniem jest niemożność wspólnego przejścia misji związanych bossami, które musimy pokonać solo.

Jest to również powód, dla którego warto się zastanowić, czy nie przydałby się tutaj dodatkowy poziom trudności. O ile na początku musimy się pilnować, czy zbyt mocno nie szarżujemy, o tyle z każdym wykupionym bonusem i bronią całość stanowi coraz mniejsze wyzwanie.

Od zera do bohatera

Ponownie zaimplementowano elementy rozwoju postaci, jednak zmieniono ich działanie. Tym razem nie musimy już polować, aby zdobyć materiały na potężniejsze wyposażenie, a wszystkie nasze ulepszenia uzależniono od punktów rozwinięć. Nie ma tutaj znaczenia, czy mówimy o uprzęży na trzecią broń, możliwości zatrudnienia dodatkowego pomocnika, czy zwiększeniu punktów zdrowia. Wszystko wyceniono w jednej walucie.

Owe punkty zdobywamy w dwojaki sposób. Pierwszym jest wyszukiwanie rozrzuconych po świecie poradników przetrwania zawierających cenne rady wspomagające rozwój. Znajdujemy je głównie we wcześniej wspomnianych skrytkach prepperskich oraz różnego rodzaju bunkrach. Drugim jest wykonywanie wyzwań związanych z eksploracją, polowaniami oraz walką. Za wykonanie wyzwania, w zależności od stopnia trudności, otrzymujemy od jednego do czterech punktów. Jest to ciekawy sposób na zmotywowanie gracza do myszkowania po planszy i szukania ukrytych sekretów.

Ciekawym aspektem jest połączenie naszych postępów z rozgrywką wieloosobową – w której możemy korzystać z większości rozwinięć odblokowanych w kampanii. Działa to również w drugą stronę, gdyż zasoby zdobywane w trybie PvP wykorzystujemy w kampanii. To dość osobliwe rozwiązanie sprawdza się całkiem nieźle, szczególnie przy założeniach, że tryb Arcade to tylko dodatek do głównego dania, jakim jest kampania.

Radosna konkurencja

Sama zabawa sieciowa jest dość specyficznym doświadczeniem. Już na pierwszy rzut oka widać, że twórcy traktują ją jako odskocznię i przyjazną, mało znaczącą formę współzawodnictwa. Mapy w niczym nie przypominają wypolerowanej i dopracowanej w najmniejszym stopniu Montany z głównej gry. Większość z nich jest prosta i wygląda jak tworzone przez fanów mody, a nie dzieło wielkiego studia. Takie podejście dobitnie pokazuje, że dokładnie w ten sam sposób powinni traktować je gracze, co też robią.

Dostępne areny oferują różnego rodzaju tryby od szukania wyjścia z labiryntów, kooperacji, przez rywalizacje drużynowe, po klasyczne death matche. Wybór jest całkiem spory i często rozkładający na łopatki z uwagi na abstrakcyjność dostępnych możliwości. Na wielu mapach działają różnego rodzaju modyfikatory, takie jak zabicie po pierwszym trafieniu, konieczność używania tylko jednego rodzaju broni, ale też zaburzona grawitacja czy brak obrażeń od upadku. Jedną z popularniejszych opcji rywalizacji jest gra w zbijaka przy pomocy saperek – to mówi samo za siebie.

Dzięki takiemu podejściu w lobby nie ma wielkiego ciśnienia, a w trakcie meczów na słuchawkach zazwyczaj nie słychać wyzwisk. Wszyscy wiedzą o co chodzi i starają się dostosować do tego, co dzieje się na ekranie. Mecze są krótkie, dynamiczne i często chaotyczne – mimo że czasami potrafią irytować, zazwyczaj przysparzają sporo zabawy. Jedyne, do czego można się przyczepić, to matchmaking, który nie łączy drużyn na podstawie umiejętności, a całkowicie losowo. Na szczęście co rundę składy są mieszane, dzięki czemu jeśli trafimy na nieporównanie mocniejszą ekipę niż nasza, w następnym meczu jest wysokie prawdopodobieństwo, że poziom składów się wyrówna.

Wolność wyboru

Szukający czegoś więcej niż tylko kolejnych celów na końcu lufy również znajdą coś dla siebie. W nasze ręce oddano całkiem pokaźny edytor map, który daje niezgorsze możliwości zabawy. Nie jest to oczywiście nowość i nie można się spodziewać wodotrysków, jednak to miła odskocznia, dająca szansę na mocny rozwój trybu PvP. Nowe mapy pojawiają się dość często, a ich system oceny działa dość skutecznie i pozwala odsiać ziarna od plew.

Far Cry 5 okazał się bardzo pozytywnym, choć mało innowacyjnym przeżyciem. Pod pewnymi względami jest to powrót do niektórych rozwiązań z drugiej odsłony serii, szczególnie jeśli chodzi o eksplorację, ale w bardzo luźnej konwencji – wyjętej z kina akcji lat 90. Oczywiście kontrastuje to lekko z dość poważnymi wątkami z głównej fabuły, ale do tego zostaliśmy już przyzwyczajeni. Koniec końców wszyscy fani dobrych strzelanin powinni z miejsca chwycić po za ten tytuł i rozpocząć walkę z kultem.

Plusy:

  • świetna mechanika walki
  • piękny świat, który nie pozwala się nudzić
  • rewelacyjna muzyka i udźwiękowienie
  • misje poboczne

Minusy:

  • mało wciągająca fabuła
  • mocna malejący poziom trudności
8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Far Cry 5
Producent: Ubisoft
Wydawca: Ubisoft
Dystrybutor polski: Ubisoft Polska
Data premiery (świat): 27 marca 2018
Data premiery (Polska): 27 marca 2018
Platformy: PlayStation 4, Xbox One, PC
Strona WWW: far-cry.ubisoft.com/game/pl-pl/home...
Cena: 289 zł



Czytaj również

Far Cry 5
Chwytając za broń, czyli kolejny ruch oporu
- recenzja
Far Cry Primal
Witaj w epoce kamienia łupanego!
- recenzja
Far Cry Primal
To samo inaczej
- recenzja
Premiera Far Cry 4
Celebryci i owady
South Park: The Fractured But Whole
Gazowy gigancik
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.